- Ten od ptaszek i pszczółek*? Trudno.Wróci, tacy zawsze wracają.
Powiedział, nawet nie odwracając na chwilę wzroku.
//*- jakby co, to chodzi o umiejętność przyzwania zwierząt. Wolę mieć pewność, że dobrze to zrozumiano.
-Możemy pójść we własną stronę?
- Za chwilę, tylko coś znajdę.
I dalej grzebał.
Właściciel
Vader:
Czekasz.
Max:
Udało Ci się skomplementować cały ekwipunek bez większych trudności.
Bulwa:
Przystanął, ale chyba tylko po to, aby zadać pytanie:
Bo? Czemu niby mam się Ciebie słuchać?
- No, gdzie on pobiegł?
Zapytał, zapinając pas z nożami na prawej piersi.
Pomyślmy... Bo to ku*wa moje ciało? Poza tym mieliśmy umowę, raz w miesiąciu, jeden dzień i jedną noc masz samowolkę. I tak, ten dzień nie wypada ku*wa dzisiaj.
Rzekł po czym starał się przejąc kontrole nad ciałem.
Właściciel
//HALO VADER POWIEDZ COŚ//
-Zawołam go.
Zrobił z rąk tubę.
-Wilkołaku!
Zagwizdał.
-Kici kici, taś taś.
Właściciel
Vader:
Brak odzewu.
Max:
Brak efektu, ale chociaż noże przypięte.
Bulwa:
Nie odpowiedział, ale zaczęliście wewnętrzną walkę o kontrolę nad ciałem, która póki co wygląda na całkiem wyrównaną.
Zaczął szukać śladów.
- Ja poszukam śladów, ty zobacz po zapachu. Nie możliwe, żeby tak śmierdzące bydlę nam umknęło.
Nawet jak to nie była prawda, to skorzystał z okazji, aby obrazić- jak podejrzewa- tchórza. Pewnie wziął skądś cały dorobek, czy jakoś inaczej zdradził i ucieka, na inny kontynent.
Wymierzył mu prawego siepowego prosto w ryło po czym odskoczył i przygotował się do bloku.
Dawaj pi**o.
Ruszył więc za towarzyszem, skupiając się na smrodzie, którego nie powinno tutaj być.
Właściciel
Max, Vader:
Wspólnymi siłami odnaleźliście trop składający się ze śladów łap i śmierdzącej woni.
Bulwa:
Poszłoby sprawnie, gdyby nie fakt, że byliście w jednym ciele, przez co odskok się nie udał, a pięścią uderzyłeś samego siebie. Tutaj zadziała bardziej wola i umysł, a nie siła i ciosy.
//O, serio taka była? ;-;
On chyba zakładał, że są jakoby w umyśle i mają takie jakoby ciała//
No to szedł tymże tropem. Tylko dziwiły go te ślady łap.... e, mniejsza, najwyżej trop okaże się fałszywy, a więcej pieniędzy będzie dla nich. Albo... jakby jeszcze tylko jakoś oszukał tego wielkiego.... albo nie! Jakiś ochroniarz mu się przyda. Zachowa go sobie.
Ruszył za pozostałym, w miarę normalnym, kompanem.
Skupił się jak mógł na zdominowaniu worgena.
Właściciel
Bulwa:
Trochę to trwało, ale w końcu wygrałeś. Jednakże ten pojedynek woli sporo Cię kosztował, toteż padłeś na ziemię bez sił, ale z zachowaną jeszcze przytomnością. Przy okazji znów zacząłeś zmieniać się w swoją ludzką formę.
Max, Vader:
Odnaleźliście go rozłożonego na ziemi, prawdopodobnie bez przytomności, a może i bez życia.
Nie żyje! Tak! Podbiegł więc rozradowany do ciała,a by zobaczyć co ma przy sobie. Może znajdzie coś wartego uwagi? Najwyżej oskóruje, może ktoś gdzieś będzie chciał skórę tego brzydala?
//On zaczyna mi się co raz bardziej podobać.//
Sprawdził ciało magią dusz.
-Poczekaj.
Właściciel
Bulwa:
Nie do końca, cały czas miałeś zachowaną przytomność, ale za to sił brak. Mimo to zaczęły Ci one wracać, akurat w chwili, gdy Ptasia Morda zaczęła Cię przeszukiwać, najpewniej uznając Cię za trupa.
Vader:
Z Magią czy bez, zdołałeś ustalić, że wciąż jest wśród żywych.
Max:
Nic więcej niż ponadto to, co miał przy sobie wcześniej, nie miał.
- E, nic nie ma.
Powiedział do towarzysza, zupełnie jakby sądził że ten też skorzysta. Odsunął się więc od ciała.
- Gdzie go zakopiemy? Jeżeli zakopiemy... Na pewno oczy pójdą dla Victora.
- Ou. Yyyymm.... Wybacz, że uznałem cię za zdechłego.
-Jak wrócę do sił to ty będziesz uznany z zdechłego...
Wycharczał próbując przewrócić się na plecy.
Właściciel
Udało się, a siły zaczynają powoli Ci wracać.
Odsunął się, sięgając po jeden z noży.
Odsunął się od towarzyszy.
-Gejem jesteś, że mężczyzn obmacujesz?
Wychrząkał próbując wstać.
- Nie gejem, co człowiekiem interesu. Sądziłem, że żeś zdechł, to widziałem w tym interesik, ale że nie zdechłeś, to... witamy wśród żywych!
Zakrzyknął, może nie do końca szczerze, ale jak entuzjastycznie!
-Wiesz, że słowo "interes" ma też seksualne znaczenie, zboczeńcu?
Powiedział z perfidnym uśmieszkiem opierając się o miecz.
- Oh, nie martw się. Nie gustuję w brzydalach. Mi bardziej chodziło o różnego rodzaju fanty. W ostateczności skóra i mięso. Może ktoś ślepy by się nabrał, że z dzika.
-Brzydalem nazywa mnie kruczamorda? Kiedyś miałem tak bogate życie erotyczne, że po wszystkim, sąsiedzi przychodzili by sprawdzić puls dziewczyn.
- Tia, bo ja w porównaniu do ciebie, nie mam wyboru z tą maską. A co się teraz stało? Sprzętu brak?
-Nie, po prostu, może jestem je**nym wygnańcem z mrocznym pasażerem na pokładzie?
- Zawsze pozostają dz****. A nie, czekaj. Takowych brak w okolicy. No, to co mamy jeszcze raz zrobić?
//Ten mój dalej czeka na odpowiedź, ale poza tym, też nie przeszkadzam.//
Właściciel
//Bulwa, odpisuj, nie pie**ol.//
Ku*wa poszedł w pi**u, a dokładniej tam skąd jechali rycerze.
Poszedł za nim.
- Ej panowie, co mamy jeszcze raz zrobić?
-Zdobyć zapasy i broń, a wy poje**liście kierunki.
Ruszył dalszą drogą. Rycerze zaatakowali zza pleców, czyli nie dotrą tam, gdzie musieli dotrzeć.
-Skądś musieli mieć te je**ne pancerze i konie!
-Mógł to być patrol, lub zbrojny oddział sprawdzający, kto zniszczył im wioskę!
- Może po śladach, geniusze?
Właściciel
//Rycerze zaatakowali Was od frontu, nie zza pleców, ale poza tym spoko.//