Właściciel
Bulwa:
Spokojnie usiadłeś pośród zboża w pobliskim polu (gdyż wysokiej trawy tu nie było, a do lasu zbyt daleka droga) i rozpocząłeś rytuał. Pierwszymi przyzwanymi zwierzętami były dwie polne myszy i mały zaskroniec, ale nic więcej. Dobrze to jednak ująłeś: Masz czas.
//Jakby co to działaj dalej z tym przyzywaniem, bo mam coś dla Ciebie.//
Max:
Biorąc pod uwagę Wasze wcześniejsze sprzeczki? Niezbyt.
Vader:
- Wspominałeś o święcie? - fuknął najemnik, z każdą chwilą coraz bardziej zirytowany. - Zapasy poszły albo na ofiarę, albo na uczty podczas jego trwania.
Kontynuował rytuał. Nawet odpowiednia ilość myszy się zda. Użył do tego więcej energii.
Jak niezbyt to niezbyt. Nie miał co robić, więc zaczął obserwować kruka.
-Czyli odsyłacie nas, od tak?
Właściciel
Max:
Latał sobie, jak to kruk.
Vader:
- Nareszcie, trochę Wam to zajęło... Powodzenia w innej wiosce, do zachodu słońca jeszcze sporo czasu.
Bulwa:
No i rzeczywiście, zwabiłeś kolejne trzy małe myszki, a później usłyszałeś głośny szelest gdzieś po Twojej prawej, choć mało prawdopodobne, żeby spowodowało go jakieś duże zwierze, które wezwałeś.
Wydał zwierzakom rozkaz by ustawił się wszystkie przed nim i dalej kontynuował rytuał.
Przemilczał przekleństwo i odszedł gdzieś w cień, pole, czy inne cholerstwo.
Ruszył za swoim wściekłym Towarzyszem, w ten sam cień, pole, czy inne cholerstwo.
Właściciel
Bulwa:
Nieustający szelest nie ułatwiał tego zadania, zwłaszcza że zwierzaki nic nie mogły na niego poradzić.
Vader, Max:
Pójście w pole niezbyt by Wam pomogło, więc ruszyliście gościńcem do cienia w skraju lasu. Poje**niec też musi gdzieś tu być, ale wysokie łany zboża utrudniają określenie gdzie dokładnie. Choć równie dobrze mógłby zaszyć się w leśnej głuszy czy coś w ten deseń.
- Ja go poszukam.
Zaczął iść za jakimś smrodem, lub szukać śladów. W ostateczności, poszedłby tam, gdzie jego Towarzysz był ostatnio widziany.
Wstał i spojrzał na miejsce z którego dobiegał, nie przestając przyzywania.
Właściciel
Vader:
Dobre pytanie.
Max:
Jak kamień w wodę... A nie, chwila! Zauważyłeś go gdzieś w polu, co zapewne by się nie stało, gdyby nagle nie wstał, co sugeruje że wcześniej zaszył się tam i przyzywał, opi***alał się lub robił coś innego.
Bulwa:
Nieco się tym zdekoncentrowałeś, ale na szczęście tylko nieco. Poza tym dostrzegłeś sprawczynię owych odgłosów, czyli kryjąca się w zbożu wieśniaczkę, najpewniej dość młodą, bo mającą może kilkanaście lat, która najpewniej sądziła, że jej nie widzisz.
-Rodzice nie opowiadali ci bajek o złym wilku z lasu dziewczynko?
Ocenił jej urodzę od 1 do 10 nie przerywając rytuału i siadając ponownie.
- Ej! Ty leniu! Rusz do nas dupę, a nie gówno robisz gdzieś w polu!
Pobiegł w jego stronę.
Właściciel
//Jakby co to działajcie sobie na nerwy, ja nie przeszkadzam.//
-Pracuję.
Rzucił krótko wyszczerzając wilcze kły.
- Już widzę jak pracujesz. Nie wiem jak w twoich stronach, ale u mnie takich pracowników wieszali, lub torturowali.
Ruszył w kierunku swoich towarzyszy rozglądając się, o co się kłócą.
-Odejdź, bo wydłubię ci oczy dziobem tego ptaszora.
Pokazał brodą na kruka.
-Wykonuję przyzwanie i gadam z tutejszą.
-Wróćcie tu za kilka godzin, najlepiej z jedzeniem i napojami. Będziemy mieli armię.
- Te! Ale od Victora się odwal. On nie jest taki... I ode mnie nie dostaniesz jedzenia, jeżeli dalej nie będziesz robić nic pożytecznego. I co przyzywasz? Dziewoje?
-Zwierzęta, jestem dość specyficznym magiem, całkowicie neutralnym.
Odrzekł w skupieniu robiąc głeboki wdech i wydech
- Jak przyzwiesz zwierzęta, to sam je sobie zabij. I ta-da! Masz darmowe jadło, a my pieniądze.
-Jesteś głupi czy tylko upośledzony? Jeśli alfa stada zabiłaby jednego z jego członków i go zjadła, zwierzęta by się od niej odwróciły.
- Ale ty jesteś za słaby na alfę, więc tobie to nie grozi. I na pewno mniej upośledzony, niż ty. Jeżeli się orientuję, to chcesz je przyzwać magią, więc będą pod twoją kontrolą, magiczną kontrolą. Więc bliżej ci od ich pana, niż alfy.
-Jeśli masz zamiar dalej pie**olić bez sensu, to odchodzę z tej waszej drużyny, sam wykonam misję, bo wy nic nie umiecie załatwić, nawet je**nej napaści.
Odrzekł wstając i pokazując mu drogę.
-Zejdź mi z oczu, albo ci je wydłubię.
Użył magii duszy, żeby jego nerwowy koleżka upadł na ziemię. Szkoda czasu.
-Nie umiesz wykorzystać siły i musisz wysługiwać się magią? Poza tym w jakim celu mnie obezwładniłeś? Jeśli zamierzacie mnie tu zostawić, to sam wam mówię byście mnie zostawili. Innego celu w tym nie masz. Chyba, że jesteś psycholem, który czerpie przyjemność z cierpienia innych.
Odpowiedział próbując wyrwać się z uroku.
Włożył więcej siły w to, żeby nadal leżał na ziemi spętany magią.
-Czyli jesteś psycholem. Odejdźcie razem z kruczym dziobem, a nic wam się nie stanie. Nie chcę was teraz mordować, młoda jest jeszcze niewinna, nie powinna widzieć potwora.
//Opis magii z Najważniejszych jest zupełnie inny, niż to w jaki sposób jej używasz Vader....
///Czyli? To ja kontroluję twoją duszę, a więc i ciało.
//Możesz modyfikować, a nie kontrolować dusze, tak jest napisane w opisie. Poza tym, nawet jeśli by się to zgadało, to nie wierzę, że nie jest to magia mocno energiożerna.
Właściciel
//GM'owanie samego siebie nie popłaca, nie uznaję tamtych postów z użyciem Magii, później je usunę, jeśli będzie trzeba.//
Cóż, gdy Wy tak beztrosko gawędziliście, nastolatka, której w porywach można by dać mocne siedem lub osiem na dziesięć, zaczęła uciekać w kierunku wioski, najwidoczniej wiedząc, że coś się tu święci i to bynajmniej nie coś dobrego.
-Ech...
Jęknął biegnąc wręcz galopem w jej kierunku. Jako zefir był już zwinny, a co dopiero jako wilkołak. Przygwoździł ją do ziemi, gdy ją złapać.
-Nikt ci nie mowił, że nie ładnie podsłuchiwać?
Właściciel
//Bulwa, przed chwilą ochrzaniłem Vadera za GM'owanie samego siebie, a Ty teraz bezczelnie robisz to samo.//
//Raczej oczywiste jest to, że osoba o dużej kondycji, która przy okazji jest wilkołakiem najemnikiem, dogodni i obezwładni zwykłą dziewkę
Właściciel
//Idąc tym tokiem rozumowania, obecnie toczyłbyś pianę z ust na ziemi, bo Vader mógłby zafundować mi taki sam argument, więc zamiast się kłócić po prostu to popraw i nie podnoś mi ciśnienia.//
Właściciel
//Czekam na resztę, przed odpisem usunę ten offtop.//
Magią pozbawił wieśniaczki jakiegokolwiek czucia w nogach, by upadła.
Rzuciłby w nią nożem, chyba że byłaby szansa, że ktoś z wioski zobaczy. Prosto między łopatki, jakby upadła, to by nie rzucił.
Właściciel
Zdołaliście ją pochwycić wspólnymi siłami i obecnie była niezwykle przestraszona, choć nie przeszkadzało jej to w krzyczeniu i wołaniu o pomoc, co zresztą robiła już podczas biegu. Cóż, nie wygląda to ciekawie, chyba że najemnicy na murach wioski są ślepi, głusi i w ogóle pozbawieni systemu nerwowego, wtedy jeszcze ujdzie.
- Utnijmy jej nogę, i oddajmy resztę. Nogę wezmę na drogę. Co wy na to?
Niech ruszają jej ku pomocy. Miał już dosyć tego, że traktują go jak przygłupa. Gdyby chciał, to by ta wioska już stała w ogniu, a jej mieszkańcy błagaliby o litość.
-Debile... Krucza morda, zrobię zasłonę dymną i wycofam się by przyzwać nam jakieś wsparcie. Młoda ma być nietknięta.
Powiedział uderzając ją mocno w potylicę tak by straciła przytomność, jak nie zadziałało to jeszcze raz. Potem zrobił z pomocą magii dymu gęstą zasłonę.
- Czemu ci na niej zależy? Chcesz ją na potem?
-Nie lubię mordować dzierlatek. Lubię takie.
Skwitował krótko. To śmieszne, że jego instynkty nie przerywały ani na chwilę spaczać jego światopoglądu.