Najbardziej obiecujące wyglądały budynki prowadzące w stronę przeciwną od Kremlu.
A da się przejść na drugą strone tego budynku, w którym był niedawno?
Jedynie przez okno parterowego mieszkania.
Podszedł tam i sprawdził czy jest tam przejście do wiadomo jakiego celu.
Wyszedłbyś na ulicę biegnącą równolegle do obecnej.
- Tu mamy kolejną droge! Może lepszą! Idziesz?!
Podszedł do dziewczyny.
Z trudem wstała i wytarła łzy o rękaw.
- Tam.
Pokazał gdzie ma iść.
Przeszła przed tobą i wyszła jako pierwsza. Dopiero teraz zobaczyłeś, że była całkiem ładna.
// ??? Co ty mi z mojej postaci chcesz zrobić?
Pomijając szczegóły. Znalazł się na tamtej ulicy. Rozejrzał się.
Wyglądała niemal identycznie do poprzedniej.
Trepan nadal kołował nad wami.
Rozejrzał się za dogodną drogą.
Wszędzie walał się gruz a na drodze stało wiele samochodów.
- No patrz. Teraz jak jesteśmy blisko, to mamy pełno samochodów. Podjedziemy sobie ten kawałek?
Podszedł do pierwszego auta i sprawdził jego stan.
- Wszystkie działające są już tylko na Kremlu..
Pojazd był cały przeżarty rdzą, ze środka wyprute wszystko co tylko mogło się przydać.
- Zawsze się coś mogło uchować. No nic, idziemy.
Poszedł w właściwą stronę.
Usłyszałeś za sobą zgrzyt wyginanych blach.
Trepan uderzył w samochód, przy którym przed chwilą stałeś. Karoseria została niemal całkowicie sprasowana, całość miała teraz z pół metra wysokości.
- Do budynku! Już!
Oddał kilka strzałów i zerknął czy dziewczyna ucieka.
Biegła do najbliższego budynku obok. Kule przeszły bokiem a trepan z przeraźliwym skrzekiem szybko wzbił się w powietrze.
Nad wami nadal skrzeczał trepan, krążył teraz nad budynkiem gdzie się ukryliście.
Spdawdził czy możliwe jest przejście budynkiem.
Klatki nie miały wyjść z drugiej strony.
Karton gips czy cegła. Jak cegła to jaka grubość muru
Standardowa grubość płyty betonowej.
// A no tak. Jeszcze beton.
Sprawdził czy uszkodzi ściane silnym kopniakiem.
Spradził czy ptak dalej lata.
Wciąż był wysoko na niebie.
- Biegiem! Wzdłuż budynku!
Ciężkim truchtem ruszyła we wskazanym kierunku.
Pobiegł za nią obserwując ptaka.
Zniknął ci z oczu gdzieś w dalszej części miasta.
- Ja już nie mogę...
Dziewczyna się zatrzymała i oparła ręce kolana tracąc oddech.
Zatrzymał się.
- Chyba już go nie ma...
Czekał aż dziewczyna odpocznie.
Usiadła na chodniku.
- Daleko jeszcze?
Przetarła sobie twarz i wstała z dużym trudem.
- To chodźmy.
Westchnęła ciężko rozmasowując zakrwawione nadgarstki.
- Tak. Chcę już być w domu.
- To idziemy.
Ruszył w wiadomą stronę.
Powoli zbliżaliście się już do celu podróży.
Szedł dalej. Nie wiadomo z jakiego powodu zaczął cicho nucić jakąś piosenkę.
Zaczęło zmierzchać kiedy zbliżyliście się do głównej drogi prowadzącej na Kreml, prostej jak strzała i całkowicie pustej.