Osoba cała się trzęsła ze strachu.
- Znalazłem kogoś!
Krzyknął do Topola.
- Ktoś ty?
Powiedział do tej osoby.
Nic nie odpowiedziała, Topol stanął w drzwiach.
- Bierz ją na ramię i spadamy!
Osoba była dość lekka, Topol jak z procy wyskoczył z powrotem na peron.
Podczas biegu latały nad wami kule.
Szukał wzrokiem strzelających.
Rzadko udawało ci się dojrzeć błyski spomiędzy kolumn.
W takiej sytuacji nie było sensu strzelać nie posiadając broni maszynowej, więc tylko biegł dalej za Topolem.
Kiedy dobiegaliście do schodów jedna z kul przeszła przez jego nogę.
Znowu
Starał się ignorować to i biec dalej.
Topol usiadł na schodach łapiąc się za ranę.
- Leć! W Kremlu jest Isakowicz!
// Myślałem, że chodzi o mojego biegacza.
Pobiegł.
Wbiegłeś na powierzchnię, twój "pasażer" zaczął się wiercić.
- Chwila...
Odbiegł jeszcze kawałek. Wolał mieć pewnoś, że go nie złapią, wię się gdzieś schował. Byle by nie być widocznym dla tamtych. Odstawił tego człowieka na ziemie.
Była to dziewczyna, miała może czternaście lat. Brudna, zapłakana i w podartych ubraniach.
- Jestem Tam. Pamiętasz może gdzie Topol kazał nam iść?
Powiedziaj przyjaźnie. Pamiętał gdzie miał iść ale to była pruba nawiązania jakiegoś kontaktu. Lepiej, żeby dziewczyna się go niebała.
Mam nadzieje, że żyje. Bo gdzie ja teraz znajde topole?
Zaśmiał się w myślach.
- Kto?
Przetarła twarz i pociągnęła nosem.
- Ten co kazał nam uciekać.
Przydałby się teraz. Ja to zawsze się w coś wpakuje. To teraz chyba musze ją odprowadzić?
Zerknął czy ktoś jeszcze robi coś, co mogło by utrudnić dalsze działanie, na terenach, które Tam już opuścił.
W mieście byliście sami.
- Nie wiem, nie wiem, nie wiem... Ja chcę już do domu!
- To idziemy. Coś tam wiem. Przydało by się jakieś auto znaleść, co?
I kompas. Łatwiej było by się znaleść. Oraz jakąś broń.
Zaczął iść czekając na dziewczyne. Rozejrzał się za czymś związanym z policją/milicją, jakimś sklepem z bronią albo czymś w tym stylu. A i za jakimś samochodem.
Całe miasto było zrujnowane a wszystko co tylko mogło się przydać już dawno temu rozszabrowane. Jednakowo wyglądające bloki też nie ułatwiały orientacji.
Szedł dalej. Ocenił jaka mniejwięcej jest godzina.
Zbliżało się już południe.
W takim razie ma już kompas. Udał się w mniej więcej dobrym kierunku. Poprawki naniesie gdy znajdzie mech.
Dziewczyna trzymała się z tyłu i cały czas ciągnęła nosem.
Zdjął kurtke i jej podał.
Założyła ją i zwiesiwszy głowę ciągnęła się powoli za tobą.
Szedł nadal się rozdlądając.
Wyszedłeś na szeroką ulicę.
W oddali dało się dostrzec wieże z gwiazdami na szczytach.
- To tam?
Tak właściwie kogo on spytał? Siebie? Za głośno. Dziewczyne? Za cicho.
- To idziemy.
udał się tam.
Na niebie pojawił się wyrośnięty trepan, leciał wysoko a cień mocno przysłonił słońce.
- Choć się gdzieś schować. Wole poczekać aż ten ptak odleci.
Podszedł do najbliższego budynku i sprawdził czy da się wejści i czy nic tam nie ma (żywego albo pół martwego).
Okolica wyglądała na wyczyszczeną, przy budynku były łuski a w środku przestrzeliny.
- Nie! Ja chcę do domu!
W co ja się wpakowałem. Było nie zgrywać bochatera. A teraz musze męczyć się z bachorem.
Rozejrzał się za drogą, która nie byłaby widoczna dla ptaka.
Większość budynków nie miała górnych pięter a gruz zasypywał ulice.
A przejdzie się jakimś mało widocznym miejscem?
Wszystko było doskonale widoczne z góry
- Raczej nie ma drogi na, której nie widziałby nas więc radze przeczekać. No chyba, że wolisz być karmą dla ptaków.
Wszedł do budynku.
Znowu się popłakała.
- Ja już nie chcę tu być...
Znowu...
- A myślisz, że ja chce! Ty do domu masz kawałek! I tylko stoi ci na drodze ten ptak! A ja do domu mam całe kilometry!
Sprawdził czy ptak odleciał.
// Niańka to z niego niezadobra.
Kołował wysoko nad wami.
- Oni mi... Bo oni... Ja nie chcę...!
Usiadła na chodniku i zalała się łzami.
Im szybciej ją odstawie, tym krócej będe musiał jej słuchać!
- Dobra idziemy. Może nas nie zobaczy.
Ocenił przy którym budynku będą bezpieczniejsi.