- A ja mam w to uwierzyć?
- Równie dobrze mogłeś go rozwalić i teraz chcesz zgarnąć umówioną nagrodę dla siebie.
- Równie dobrze mogłem jej nie przyprowadzać.
- Bandyci mają nieźle nasrane we łbach. A ty na prawowitego mieszkańca Triady nie wyglądasz.
- Nie jestem ani z Triady, ani bandytą.
// Mam chęć go zastrzelić... brak amunicji...
- I nie masz tego jak udowodnić jak mniemam?
- Jej spytaj...
// Było nie strzelać do zombiaków.
- Spytam, nie bój się. A ty tu zostaniesz w towarzystwie tego miłego pana.
Kiwnął na mundurowego z PKM'em w rękach i wyszedł z pomieszczenia.
Rozejrzał się za jakimś fotelem czy innym czymś do siedzenia.
Stało kilka strasznie brudnych i podartych.
Po chwili przyszedł Isakowicz z workiem w rękach.
- Masz.
Wziął worek. Zajrzał do środka.
Wyjrzał za nie. Robił to by zobaczyć, jeśli się da, czy zombiaki dalej pchają się na brame.
Cała horda stała tuż pod kratami, jednego zn ich właśnie dopadł trepan.
- To ja poczekam aż zombi sobie pójdą i znikam.
- Nigdzie. Zwyczajnie mam już dość organizacji. Jakich kolwiek. Rodzinnych, państwowych, mafii i.t.p. Nie mam zamiaru mięszać się w wasze i innych sprawy.
- Bez tego długo nie pożyjesz. Musisz jeść i pić. Amunicja też by się przydała.
- Wcześniej wszystko to zebrałem po drodze.
- Angol? No to będziesz mieć do siebie kawałek.
- A kto powiedział, że idę do Angli? Jeszcze nie wiem gdzie się znajde.
- To idź do Triady, to podziemne miasto możliwości.
- Z tego co wiem, żeby się tam dostać potrzebne są jakieś papiery.
- Załatwisz dla nas jedną sprawę i dostaniesz.
- Nieopodal jest stara jaskinia. Kiedyś była zamurowana i przykryta ziemią ale potem rzeka wypłukała wszystko. Coś... Coś tam jest. Nie mamy pojęcia co ale jest to potężne. Żaden z patroli nie wrócił, kilka razy było widać, jak całe stada mutantów leżą z rozprutymi brzuchami. Sprawdzisz to i w razie potrzeby zabijesz.
- To przyda mi się wymiana broni.
Wyjął swoją broń palną i położył.
- Albo amunicja do tego.
Właściciel
Znajdowałeś się przy wejściu do metra, po prawej był park, w którym przez wiele lat rozrosło się mnóstwo drzew. O ile okolica mogła być tam piękna, to mogła być zabójcza. Drzewa były domem wielu tutejszych mutantów.
Po krótkim namyśle, wybrał metro. Podszedł do wejścia.
Wszedłeś do zejścia na stację Puszkińską.
Zszedł na stację z nożem w ręku, uważnie obserwując okolicę.
Wszędzie ciemno choć oko wykol, zejście na samą stację zostało zamknięte grodzią hermetyczną.
Uderzył w nią kilka razy.
Po chwili ktoś ręcznie zaczął ją otwierać. Zatrzymał ją zostawiając kilkanaście centymetrów szpary i krzyknął.
- Papiery!
Zdziwiony odparł tylko:
Jakie papiery?
- Jak to jakie? Twoje papiery! Bez papierów nie ma wejścia do Triady!
- Nie mam. Kto wymyślił, aby na tym zniszczonym świecie nościć jeszcze papiery? Wpuść mnie, jakoś się dogadamy.
Bez słowa zamknął gródź. Zostałeś sam u wrót niedostępnego metra.
Toraden wymruczał coś pod nosem o tym, jak to nienawidzi strażników metra, każących mu dawać bezsensowne papiery. Z czystej złości walnął w gródź jeszcze raz, obrócił się i ruszył ku wyjściu.
Zbliżał się już wieczór, na niebie szybował trepan.
Starając się nie zwracać uwagi trepana przemknął do najbliższego budynku.
Udało Ci się. Budynek już dawno temu został cały splądrowany, i to bardzo dokładnie. Zniknęła nawet cześć ścianek działowych, a po cegłach nie zostało śladu.
Rozejrzał się w poszukiwaniu budynku w dobrym stanie.
Żadnego takiego nie znalazłeś.