- Trzymaj. Tylko nie szalej bo to mój ostatni.
Podał ci filtr i sam też nałożył maskę.
Zewsząd dobiegały ryki i jęki wszelkich potworów lecz ostre słońce zmuszało je do ukrycia się. Wszelkie kawałki nie osłoniętej skóry od razu doznawały poparzenia słonecznego.
- Dla mnie to niezbyt przyjemne.
- Nie tylko dla ciebie. Patrz lepiej na bloki, może jakiś głodomór będzie ryzykować.
- Zezwolenie na użycie broni palnej?
- To dobrze.
Wyjął pistolet.
Doszliście do miejsca gdzie uliczka spotykała się z wielką aleją bez jakiegokolwiek cienia.
- Lewo, prawo, góra, dół?
- A kto go tam wie... Staram się unikać góry w rejonach centrum.
- To pytanie zawsze jest źle odbierane. Chodziło mi czy idziemy w lewo czy w prawo.
- A ja ci odpowiedziałem, że nie wiem gdzie iść.
- To wyliczanka, żut monetą czy wybieramy normalnie?
- Trzeba iść na południowy wschód więc tam na razie się skierujmy.
- To chyba w tamtą.
Ruszył w wskazanyk kierunku.
Starał się pilnować twoich tyłów bacznie obserwując okolicę.
Na horyzoncie pojawiła się wielka żółta chmura.
- Chyba jeszcze nie pora na takie chmury?
- To nie burzowa...
Westchnął ciężko Topol.
- Więc ci odpowiadam. To burza radiacyjna. Kawałek dalej powinno być osiedle gdzie budynki maja głębsze piwnice, tam trzeba będzie przeczekać.
- No to na co czekamy.
Poszedł w tamtym kierunku.
- Przypominam, że nie mam już dwudziestu lat.
Poprawił broń na ramieniu i szedł z Tobą krok w krok.
- A tak właściwie to ile ci zapłacili za odbicie jej?
- Kilka magazynków 7,62x39mm i trochę wojskowych racji żywnościowych.
//Im back
-Już idę
Powiedział i poszedł za Benem.
[Ben] -Ta wioska ma ogromny zbiornik gazu, który potrafię wykorzystać, by zniszczyć całą wioskę. Pamiętaj, gdy ktoś nas zobaczy - strzelaj.
Ben poszedł pod drzwi wielkiego budynku.
Po chwili wychodzi z niego dwóch kolesiów całych w ochraniaczach itp. Jedyne miejsce niezasłonięte to oczy.
Ben strzelił obu w oczy i zdjął z nich ubranie i następnie podał ci.
[Ben] -Trzymaj.
- Za narażenie życia... Nawet dobra cena jak na dzisiejsze czasy.
- Nie bez powodu jestem prywatnym detektywem zamiast żołdakiem.
Burza zaczęła się nasilać.
- Jeszcze kawałek przed siebie.
Przeszedł ten kawałek bez słowa.
- Dobra, wejdź do jednego z tych białych bloków.
Pokazał na dwudziestopiętrowe budynki.
Wszedł do środka, rozejrzał się.
Klatka schodowa była brudna i pokryta grubą warstwą kurzu, farba ze ścian odchodziła całymi płatami.
Przeszedł się po klatce schodowej idąc w stronę piwnicy.
Szybko dotarłeś do strasznie ciemnych podziemi.
Zapalił latarke. Przeszukał piwnice.
Wszystko co tylko było przydatne zostało już dawno temu rozszabrowane.
Topol usiadł po przeciwnej stronie, otworzył puszkę konserwy, postawił na podłodze i zalał wodą.
Czekał i tak nie miał co robić.
Po chwili konserwa się zagotowała.
- Chcesz?
- Nawet jakbym chciał to i tak nic z tego.
Puknął palcem w maske.
- Mam ją na stałe.
- I nie możesz choćby ściągnąć filtru, żeby zjeść? Gówniane życie.
Wzruszył ramionami i zabrał się za jedzenie.
Siedział sobie spokojnie.
- Jeśli chcesz się podzielić jakąś historią to akurat masz na to dobrą okazję.