- No to smacznego, że tak powiem.
Sam wyjął wojskową rację żywnościową i zalał wodą.
Podał sobie odpowiednią dawke tych substancji.
Topol szybko zjadł swoją porcję a puszkę wrzucił do ognia.
- Gotowy do dalszej drogi?
Pochował swoje graty.
- Oczywiście.
- Pamiętasz co ci mówiłem?
Kopnął w stos, płomień się rozsypał po okolicy a po chwili zgasł i wszystko otoczyła ciemność.
- To idziemy. I żadnej walki, mamy ich ominąć.
Usłyszałeś jak skierował się do tunelu.
Po krótkim marszu zamajaczyło światło przed tobą.
- Teraz powoli i trzymaj się ścian.
Szepnął Topol i powoli szedł przez tunel do stacji.
Szedł za nim trzymając się ścian.
Weszliście na stację, przy kilku ogniskach siedziały obszarpane osoby, niektóre chodziły między grupkami z bronią w ręku.
Niezbyt bezpiecznie...
Szedł za nim
Szliście najmroczniejszymi zaułkami, dochodziły was głosy swobodnych rozmów.
Szedł za nim. Miał nadzieje, że nie zemdleje jak ostatnio.
Szturchnąłeś jakieś żelastwo, ciszy dźwięk zabrzmiał jak wystrzał z armaty. Kilka osób się poderwało z miejsca.
- Szybciej!
Syknął facet i truchtem przebiegł po peronie.
- Stać!
Bandyci usłyszeli twoje kroki i pobiegli za Tobą.
Pobiegła do ciebie banda, lufę jakiegoś karabinu wbili ci pod brodę.
- Czemu się tu kręcisz?!
Machnął do Topola, żeby uciekał.
- Szukam miejsca do przeżycia. Nic do was nie mam. Poprostu tędy ptzechdziłem.
- Ach, tak? I dlatego kryłeś się w cieniu? Kto cię nasłał?!
Mocniej wbił lufę w twój podbródek.
- Poprostu spękałem jak was zobaczyłem.
- Więc trzeba Cię rozwalić bo słabeuszy nam nie trzeba. Chyba, że coś dla nas masz.
- Mogę zam coś tam sprzedać w handlu wymiennym. Jakaś rzecz za życie. Co chcecie bęzyne, jakąś broń, leki?
- Wyskakuj z tej torby to sobie zobaczymy.
- Ok.
Podał mu torbe. Policzył ilu z nim stoi.
W odblasku płomienia z tyłu naliczyłeś tylko trzech ale słyszałeś więcej oddechów. Bandzior zaczął grzebać w twoich rzeczach.
Może użyć tej butelki z kwasem? Tak właściwie wszystko co mi potrzebne mam przy sobie.
Kiedy tak jeden się pochylał nad torbą, nagle się wyprostował, złapał za szyję i powiedział coś bełkotliwie.
Upadł na podłogę z nożem starczącym z szyi.
Zabrał to co mógł i zaczął uciekać.
Kilka kul przeleciało obok ciebie, na to odpowiedziała długa seria z kałasznikowa z tunelu.
Minąłeś Topola, ten nadal osłaniał cię ogniem.
Zatrzymał się przy nim.
- Miałeś biec! Nie po to ich zatrzymałem!
- A ty miałeś nie hałasować. A teraz won!
- I tak już o nas wiedzą to może ich podpalimy!
Wyjął butelke zapalającą.
- Nie ma czasu, lecimy!
Pchnął cię do tunelu, odbiegł kawałek i pociągnął serią po stacji.
Szybko oddalaliście się tunelem, wśród wrzasków i strzałów bandy.
- Tak właściwie to dopiero teraz wiedzą o nas. Takto myśleli, to co im wmówiłem.
Biegł dalej.
- Za chwilę Barikadna, jak dalej za nami pójdą to możemy ich rozwalić jak na strzelnicy. Ruchy!
Topol jeszcze bardziej przyśpieszył.