Rozłupałeś mu czaszkę, padł bez ruchu. Facet też już sobie poradził ze swoimi.
Dobił drugiego i zabrał co swoje.
- No dobra, chyba jest bezpiecznie.
Nie czekając na ciebie ruszył szybkim krokiem.
- Zaraz wejdziemy na stację, jest opuszczona. Tam zrobimy postój. Poszukaj skrzynek albo czegoś innego z drewna, ja się wtedy rozejrzę.
Weszliście na dużą i strasznie ciemną stację. Zostawił Cię bez słowa i poszedł między kolumny rozglądać się.
Sprawdził swój ekwipunek.
Nie brakowało niczego przed tym jak straciłeś przytomność.
Rozejżał się za tamtym facetem.
Gdzieś na drugim końcu stacji majaczył snop światła z jego latarki.
Mężczyzna metodycznie oglądał wszystkie zakamarki. Zauważył ci i skierował na ciebie światło.
- Miałeś szukać drewna a nie łazić za mną.
Wmienił baterię w latarce. Włączył. Szukał drewne a przyokazji czegoś przydatnego.
Poza kilkoma szczątkami, walizkami i jakichś kawałków drewna nic specjalnie nie wpadło ci w oko.
Zebrał te kawałki. Rozejrzał się za facetem.
Siedział na ławce na środku peronu i czekał na ciebie.
- Rzuć gdzieś, zrobimy sobie ognisko.
Kiwnął na podłogę przed sobą.
Rzucił.
- A tak właściwie to dlaczego mnie nie zabiłeś i nie zabrałeś moich gratów?
- Bo nie jest z takich.
Wyjął z plecaka krzesiwo i odpalił stos.
Wpatrywał w rozbalający się ogień.
- To powiesz mi wreszcie co tu robisz?
Mężczyzna wyciągnął dłonie nad ogień.
- Byłem kiedyś w wojsku. W ostatniej misji mocno ucierpiałem i mnie tu zostawili. I tak tutaj sobie żyje.
- Dość dziwne życie. A jeszcze dziwniejsze jest dołączenie do faceta, o którym nic się nie wie.
- Nie mam nic do stracenia. A i tak już jestem w piekle. I niezabiłeś mnie gdy sobie spokojnie leżałem.
Wzruszył ramionami.
- Przydasz mi się żywy a nie martwy.
- A tak właściwie to do czego?
- Mówiłem ci, na Kitaj-Gorod jest jakaś banda. Porwali córkę jednego z ważniaków na Kremlu, mam ją odbić.
- To zależy od tego, ilu ich tam będzie.
- Mam jak co butelke zapalającą (koktail mołotowa)
- Nie wiem czy to się przyda, pannica musi wrócić w stanie nienaruszonym.
- Możliwe, że już w takim nie jest.
- To już zobaczy się na miejscu.
Rozparł się na ławce i wyciągnął nogi do ognia.
- A więc Tam, tak? Skąd takie dziwne imię? Zwłaszcza tutaj.
- Matka z Angli, Ojciec z Polski.
- A sami sobie siedzimy w moskiewskim metrze, ładnie.
- Jak już mówiłem, zostałem tutaj zostawiony przez swój oddział.
- Tylko nie strzelaj na prawo i lewo. Ile ty właściwie masz lat?
- 35. Po ryju może trudno rozpoznać.
- Może tak, może nie.
Facet się przeciągnął.
- Eh, jestem na to za stary...
- Nie stary ten kto daleko od kołyski lecz ten co blisko do... yyy... grobu? Czy jak to tam szło.
Wzruszył ramionami.
- Mi do grobu niewiele brakuje. Trumnę możesz mi zrobić z topoli.
Uśmiechnął się ironicznie pod nosem.
Siedział nic nie mówił. Sprawdził czy ma maske na twarzy. Nadal ciężko mu było uwierzyć, że to był tylko sen.
Maska była na swoim miejscu. Dopiero po chwili facet się odezwał.
- No tak, zapomniałem. Mój żart nie miał sensu bo się nie przedstawiłem. Mów mi Topol.
Wyrwany z odrentwienia spojrzał na Topola.
- Zjedz coś jak masz, zaraz ruszymy.
- Jeść? Już prawie zapomniałem co to znaczy.
Wyjął strzykawkę i fiolki.
- A co to, stimy?
Uważnie przyjrzał się zawartości.
- Białka, węglowodany, witaminy i inne takie.