Właściciel
Żeby Albert mógł się gdzieś schować musiałby wyjść poza barierę, a to prawdopodobnie mogło nie być zbyt dobrym pomysłem. W tym momencie lodowy obiekt uderzył tuż przed nimi wbijając się w ziemię. Dokładnie chwilę po tym lodowy kawał wybuchł rozrzucając lodowe kawałki we wszystkie strony, a w miejscu gdzie wcześniej leżał stali teraz Naznaczeni, ork wraz z kobietą ze swymi ciałami otoczonymi runami i świecącymi jasno błękitnymi oczami.
- Witaj ponownie chirurgu. - powiedziała kobieta spoglądając z szyderczym uśmiechem bezpośrednio na Alberta.
Bleck siedział do nich plecami zajadając się jabłkiem w momencie kiedy wargi widocznie zwolniły a w momencie kiedy zauważyli że ich tunel krzyżuje się z innym, ich sanie skręciły w prawo prowadząc ich zgodnie z mapą. Med natomiast kichnęła i pocierając nos wcisnęła się jeszcze bardziej w kąt sań, starając się zasnąć.
Śniący obrócił się w jego stronę a demony w okolicy jak na zawołanie chwyciły za broń spoglądając na przybysza.
- Chaos. Nie spodziewałem się ciebie tutaj.
W tym momencie do Karczmy weszła Kate która wyraźnie ucieszyła się widząc prawie całą rodzinę.
- Cześć! Jak fajnie że jesteście już na nogach.
- Kate! - zawołał ucieszony Karczmarz. - Gdzieś się podziewała?
- Byłam w lesie, wiecie że tam dalej żyje jakaś wiedźma? Jest naprawdę wspaniała! Chcę pomóc jej odnowić las!
- Brzmi świetnie - przyznała Elisif. - Ale na pewno jest tam bezpiecznie? Przecież wiesz co dzieje się teraz poza miastem.
- Poradzę sobie! Kto by się tam nas spodziewał w lesie!
- Skoro tak uważasz. - powiedział Abraxas kończąc swoją kanapkę którą zrobił chwilę temu. - Więc przyszłaś nas odwiedzić czy masz jakieś ciekawsze plany? - zapytał.
- Odwiedziłem was przy okazji, ale tak naprawdę wiedźma wysłała mnie żebym postarała się załatwić dreszczorośl, niestety nikt jej tutaj nie sprzedaje...
- Ja mogę to załatwić. - usłyszeli głos Nei'qula który wszedł do środka.
Gniotek pamiętając dobrze ostatnie spotkanie z nim odsunął się od lady i szybko chwycił widelec, bo to było najbliższy w miarę ostry przedmiot który miał przy sobie. Elisif zdziwiła się bardziej z reakcji Karczmarza aniżeli widoku Khajiita którego przecież już pewien czas temu widziała.
- Co ty tu do cholery robisz? Po tym co próbowałeś zrobić Masil cię jeszcze wypuścił?!
- Słuchaj, skoro mnie wypuścił to chyba miał powód, nie? Daj mi się wytłumaczyć. - odparł Nei'qul unosząc ręce w geście obronnym. - Po pierwsze kazał mi to przekazać. - powiedział wyciągając z kieszeni amulet, wyglądający bardzo podobnie do tego który nosił wcześniej, woląc nie podchodzić na razie rzucił go Abraxasowi a ten chwycił go wolną ręką i przyjrzał mu się.
- Czemu mam ci niby ufać?
- Złapali mnie... Ja jestem tylko kupcem... Problem polega na tym że kiedyś niechcący zacząłem zadawać się z niewłaściwymi ludźmi, z Kultem. Po tym jak ich zostawiłem, cóż... Ich nie da się tak naprawdę opuścić. Złapali mnie i kazali mi cię zabić...
- On mówi prawdę. - powiedziała Elisif. - Był tutaj wcześniej, musieli złapać go kiedy zaatakowali ludzi na wykopaliskach.
- Skąd mam mieć pewność że to na pewno ta sama osoba? Mogli się przecież przemienić i tym razem! - Karczmarz najwyraźniej nie zamierzał dać się tak łatwo podejść.
- Dałam ci amulet, prawda? Przecież on nie mógł wiedzieć jak wygląda, nie było go w wieży kiedy go nosiłeś.
- On? Jaki znowu on?
- Widziałeś już go, i to nie raz. Przyniósł głowę Gethara. Poza tym wcześniej, Bractwo Trujących Ostrzy, Zentra... A to nie jedyne grupy do których należał... Mroczne Bractwo, Bractwo Asasynów...
- Że co? - zdziwił się Gniotek. - Wiedziałem że go kojarzę ale... Kim on właściwie jest?
- W żadnej z organizacji nie podaje prawidłowego imienia. Znają je nieliczni, w tym ja... Koleś nazywa się Loki. - powiedział w końcu Nei'qul a jego własne ciało przeszły ciarki, jakby bał się samego imienia.
Zanim jednak kobieta zdążyła skończyć zdanie, musiała wykonać unik, aby przeżyć, gdyż w stronę jej głowy poszybował natychmiast nóż rzucony przez Victorię.
Natalie w pewnym momencie niespodziewanie wstała i jednym, płynnym ruchem zmieniła miejsce, siadając obok Blecka. - Słuchaj, co ty do cholery planujesz, co?! - Zapytała cichym szeptem, mówiąc mu niemal do samego ucha.
- Nikt się mnie nie spodziewa. Tym jednak razem... To ja przychodzę po pomoc. - Stwierdził Chaos, brzmiąc jakby był naprawdę niezadowolony, że musi to mówić.
Właściciel
Kobieta nie tyle zrobiła unik co po prostu zamroziła nóż w locie bez ruszania rękoma po czym spokojnie skończyła ów zdanie. Ork natomiast wrzasnął i użył zaklęcie którego celem było przywołać ogromną lodową pięść tuż pod nimi.
W tym momencie z zasp śniegu dookoła wyłoniło się około dwudziestu kultystów którzy niemal zasypali ich deszczem lodowych zaklęć.
W jednej z takich zasp, jakieś sto metrów dalej, nieco bliżej zamieci znajdowało się teraz siedmiu kultystów. I tak się składało że wśród nich był Szczur.
- Słyszycie? Zaczęło się, teraz tylko czekamy aż się zbliżą. - szepnął jeden z nich.
Szpieg Cedrika siedział natomiast cicho, mając nadzieję że albo ci którzy tam się teraz tłuką z kultystami w ogóle tutaj nie dotrą, albo niedługo zjawi się Cedrik lub któryś z jego przeklętych ludzi.
- Hej hej. - mruknął Bleck odsuwając się trochę. - Nie wchodź w moją strefę komfortu, okej? Poza tym nie rozumiem o co ci chodzi. - powiedział rzucając okiem na Med żeby sprawdzić co spowodowało że Natalie się od niej wyjątkowo odkleiła i przykleiła nagle do niego.
- Co się mogło niby stać, że ktoś taki jak ty szukałby pomocy, i to na dodatek u mnie? - zdziwił się Śniący który spodziewał się że może to być jakiś spisek, zasadzka, albo cokolwiek takiego.
- Tak się składa, że znam te grzyby... - Rzekła Natalie lekko rozzłoszczona postawą Blecka.
- Chcę się na kimś zemścić, ale nie zdołam dotrzeć do tej osoby bez wygrania dość sporego kalibru wojny. Obaj możemy na tym zyskać. - Mówił nieco niejasno Chaos, zaś jego forma zaczęła się nieco szybciej obracać.
Bariera zadrżała, ale wytrzymała. Za to Maralius padł na kolana, zaciskając kościste palce wokół świecącej jasno buteleczki. Z jego nosa pociekła pojedyncza strużka krwi. Darcus podszedł do niego i położył dłoń na jego ramieniu, wiedząc, jaki trud musi to być dla maga, ale jednocześnie, że nie może mu pomóc. Zrobił marsową, rozeźloną minę, ogarnął spojrzeniem kultystów, po czym odwrócił wzrok na Victorię i kiwnął głową. Ta zaś uśmiechnęła się i wystąpiła nieco naprzód, pod granicę bariery, po czym splotła przed sobą palce obu dłoni, strzelając chrząstkami. W tej chwili cała jej skóra stopniowo zrobiła się matowoczarna, a ona sama zaczęła się zmieniać. Najpierw wydłużyły się jej kończyny i palce, a ona sama stała się widocznie wyższa i proporcjonalnie chudsza, zaś w tym samym momencie tęczówki zrobiły się krwistoczerwone i powiększyły się tak, że nie było w ogóle widać twardówki. Potem usta Victorii poszerzyły się, niemal przecinając jej policzki na połowy, szczęka powiększyła się i wysunęła nieco do przodu, zaś zęby wyostrzyły i wydłużyły. Przy palcach pojawiły się dłuższe od nich samych pazury, zakrzywione niczym haki. Darcus obserwował tę przemianę z mieszanką zdziwienia i lekkiego przerażenia na twarzy. Wiedział, że niebieska jeszcze wiele przed nim ukrywa, ale nie miał pojęcia, że zrobi coś takiego. Victoria otworzyła usta tak szeroko, jak było to niemożliwe dla zwykłego człowieka i wydała z siebie przerażający, mrożący krew w żyłach wrzask, przypominający krzyk banshee. W następnym momencie sprawy potoczyły się bardzo szybko. Przemieniona Victoria skoczyła z miejsca przez barierę, która najwyraźniej nie miała problemów z przepuszczeniem czegoś od środka, na grupę kultystów. Nie mieli oni nawet czasu zareagować. Nie minął nawet ułamek sekundy, a czterech z nich leżało martwych z poderżniętymi gardłami. Krew lała się wszędzie wokoło, jednak nie splamiła Victorii, która była już przy następnych pięciu, kopniakiem zwalając ich z nóg i pazurami podcinając także ich gardła. W tym momencie minęła pierwsza sekunda od krzyku, a rzucała się już na następnych.
Davis postanowił zaprowadzić gości do Parakhangotara. Z jakiegoś powodu uznał, że zapewne zareaguje na podobną wizytę lepiej niż Maralius czy Ax. Posługując się prostą telepatią poprowadził jeźdźców do półsmoka.
Konto usunięte
- T-t-t-tttt-tt- TY
Na jej widok Albert zaczął drżeć tak jakby zimno okolicy przenikło przez barierę,natomiast jego oddech z spokojnych powolnych wdechów i wydechów przeistoczyły się w płytkie i szybkie, a kiedy nagle pojawiło się dwudziestu kultystów to wtedy tchórzostwo chirurga pokazała się wszystkim, bowiem wtedy pisnął niczym mała dziewczynka i wykrzyknął
- AHHH WSZYSCY ZGINIEMY, ZGINIEMY JA NIE CHCĘ UMIERAĆ
Następnie spróbował się schować w środku grupy
Właściciel
- Świetnie. - odparł Bleck zakładając ręce. - Zatem możesz domyśleć się w jaki sposób można je wykorzystać kiedy już spotkamy to, co załatwiło piratów.
- Wojny? Tak się składa że jedną wojnę już mamy w planach, a nie starczy nam sił na dwie jednocześnie. - odparł Śniący.
Kultyści biegając i krzycząc starali się rzucać jakieś zaklęcia zarówno w nią jak i w barierę. Natomiast kiedy Victoria już miała dopaść kolejną grupę kultystów otoczył ich ogromny lodowy blok gruby na niemal dziesięć metrów. Teraz spoglądała w jej stronę kobieta.
- Nie tak prędko kochaniutka, zapomniałaś o nas. - syknęła.
W tym samym momencie ork wrzasnął i przywołał ogromny lodowy promień który z gigantyczną siłą uderzył w barierę.
Jack natomiast chwycił chirurga za ramiona i z całej siły uderzył go z liścia w twarz co spowodowało że wywrócił by się gdyby nie to że pirat wciąż go trzymał.
- Uspokój się chłopie! To dopiero początek! - krzyknął trzęsąc nim.
Mariok natomiast wystrzelił salwą pięciu pocisków w orka, która jednak została zatrzymana przez kobietę obok niego zamrażając pociski.
W tym momencie grupa w której znajdował się Szczur usłyszała obok siebie kroki.
- To musi być jeden z tych wyżej położonych. - mruknął jeden z nich. - Czyli bawimy się na poważnie.
Chwilę po tym usłyszeli huk, Szczur z ciekawości rozkopał trochę śniegu i wyjrzał na zewnątrz. Spowodowało to że prawie nadepnął mu na głowę lodowy atronach, jeden z kilkudziesięciu które właśnie się wyłoniły i ruszyły szarżą w stronę walczących nieco dalej.
Nei'qul siedział teraz przy ladzie ze spuszczoną głową rozmyślając. Karczmarz natomiast wrócił z kanapkami i położył jeden talerz przy Khajiicie i drugi przy Elisif.
- Dzięki. - odparł cicho khajiit.
- Na pewno wciąż nie chcesz nic jeść Gorgoron? - zapytał Gniotek spoglądając na dziewczynkę.
- Nie wiem jak ty, ale ja wolę tradycyjne metody. Coś co mnie nie zabije jeśli się pomylę. - Rzekła wymownie Natalie.
- Ta wojna i tak cię nie ominie. Wygląda na to, że książę ciemności zamierza nieco poszerzyć swój wpływ... - Rzekł Chaos, zadrżawszy nieco.
Bariera zadrżała, a wraz z nią Maralius, który wyglądał na coraz słabszego, ale nadal się trzymał. Victoria zaś ponownie wrzasnęła z takim przeraźliwym wydźwiękiem, że nawet tak zimnym typom jak kultyści mogło to zmrozić krew w żyłach, zaś chwilę potem skoczyła na kobietę i orka, celując pazurami w ich gardła. Była tak szybka, że tradycyjny unik nie wchodził w grę.
W tym momencie wokół zaspy w której siedzieli kultyści zrobiło się gorąco. Jeśli się rozejrzeli, zobaczyli, że dookoła powstała w tym momencie płomienista bariera pokryta wypisanymi na czerwono runami, która otaczała wszystkich tych, którzy akurat nie walczyli z kompanią Darcusa. Wszystko wewnątrz zaczęło powoli topnieć, zaś atronachy po prostu rozpadły się, dołączając do sublimujących kawałków lodu i śniegu na ziemi. W tym momencie w samym środku bariery eksplodowała pożoga, a na ziemi wylądował, sądząc po stroju, jeden z ludzi Cedrika, którego ubrania powoli zajmowały się ogniem. W rękach trzymał kule ognia, którymi niemal natychmiast rzucił w kultystów skrytych w zaspie.
- No... Może jednak... - Uśmiechnęła się lekko zakłopotana dziewczynka, która najwyraźniej zdążyła już przez ten czas zgłodnieć.
Konto usunięte
Kiedy Jack walną Albert, to chirurgowi zaczął wracać rozsądek
- O-ok przestań mną trząść
Ale kiedy usłyszał jakiś przeraźliwy ...... odgłos(Victorii ale o tym nie wie jest odwrócony plecami do całej sytuacji) a chwilę później usłyszał eksplozje nie tak daleko od siebie........ no cóż ehm znowu mu odbiło
Właściciel
- Różnica polega na tym że ja się nie pomylę. Poza tym Michael powiedział mi żebym poznał wady swojej drużyny i nauczył się je wykorzystywać. Właśnie to robię. - odparł Bleck kończąc jabłko i rzucając ogryzek poza sanie.
- Książę ciemności? - zdziwił się Śniący. - Więc to jego ludzie zginęli tutaj ostatnio starając się nosić słowa swojego władcy? A więc? Czyżby to mój wymiar chciał przejąć?
Zanim Natalie dotarła do dwójki tych otoczyła lodowa gruba lodowa okrągła skorupa która następnie uniosła się i zaczęła z impetem uderzać w barierę.
Dwóch z nich złączyło moc i przywołało ścianę na tyle twardą by zatrzymać kulę a następnie wszyscy, zaczęli miotać w członka Kręgu zaklęciami, wszyscy, z wyjątkiem Szczura który teraz teleportował się kilkadziesiąt metrów od grupy kultystów i rozejrzał się.
- Ku*wa... To nie robota dla mnie. - mruknął oddychając ciężko po czym zaczął się rozglądać za kultystą którego wcześniej słyszał, to mogła być jego droga do wolności.
- Chodź zjedz ze mną. - powiedziała Elisif uśmiechając się. - Ja i tak tyle nie zjem.
- Nie wiem czy wiesz, ale 'wykorzystać wady' to nie jest to samo co 'wszystkich pozabijać'. - Rzekła Natalie, poprawiając swoją pozycję na siedzeniu.
- Chce władać nad całym Morgradem, łącznie z pałacem Vakhana. Twój wymiar to tylko pierwszy krok. - Odparł Chaos złowieszczo.
Victoria wydała z siebie kolejny przerażający wrzask, po czym skoczyła, zmieniając tor lotu lodowej skorupy i sprawiając, że ta wbiła się w ziemię, a następnie, wchodząc na jej stronę obróconą teraz do góry, zaczęła swymi pazurami, niczym nożami, ciąć lód, usiłując dokopać się do schowanej wewnątrz dwójki magów.
Ognisty otoczył się mniejszą, ale nieporównywalnie bardziej gorącą tarczą, która zaczęła topić wszystko, co próbowało w niego uderzyć, a następnie przywołał moc do swych dłoni i uderzył pięściami w ziemię, posyłając do zewnętrznej bariery falę gorąca, która doszczętnie spopieliła dwóch najbliższych magów, a śmiertelnie poparzyła kolejnych trzech.
Gorgoron zeszła z krzesła i z uśmiechem podbiegła do Elisif, przytuliła się do niej, a następnie usiadła obok.
Konto usunięte
- CO SIĘ DZIEJE CO SIĘ DZIEJE ?!
Krzyczał Albert na którego wrzaski, smród palonych ciał,odgłosy pękającego lodu, oraz tym podobne rzeczy , widocznie źle na niego oddziaływały, przy okazji próbował się wyszarpać z uścisku Jacka
Właściciel
Elisif podała więc Gorgoron jedną z kanapek jakimś drobiem i serem i sama wzięła się za swoją.
- Więc co możesz mi jeszcze powiedzieć o tym Lokim? - zapytał Karczmarz biorąc łyk jagodowego soku.
- Nie wiele. W zasadzie praktycznie nikt nic o nim nie wie. Słyszałem tylko że to ponoć najlepszy żyjący na świecie zabójca i nie ma osoby której nie dałby rady podejść. Skąd się tutaj wziął i czemu współpracuje z Kultem? Cholera go tam wie.
- Masz pomysł gdzie może być?
- Praktycznie wszędzie. Nie zdziwiłbym się nawet gdyby okazało się że siedzi w jednej z beczek i nas podsłuchuje.
Bleck słysząc Natalie przewrócił oczami.
- Przepraszam mamusiu, ale nie jestem pierwszym lepszym bandytom tylko je**nym łowcą głów, wiem jak sobie poradzić. Może lepiej wróć do opiekowania się swoją malutką córeczką, co? - zapytał zgryźliwie wskazując kciukiem za siebie, na Med która w międzyczasie zdążyła zasnąć.
- Skoro ma takie plany, to zapewne musi być albo głupi, albo cholernie dobrze przygotowany, jak mamy sobie z nim poradzić?
Kula jednak najwyraźniej wciąż wspierana przez dwójkę w środku wciąż regenerowała uszkodzenia. Po chwili z kuli wystrzeliło kilkaset cienkich ale długich na niemal metr lodowych kolców a następnie z impetem wystrzeliła z dziury w ziemi prosto w Victorię.
Poparzeni kultyści z wrzaskiem zaczęli miotać się i rzucać na siebie ochładzające zaklęcia. W tym samym czasie Szczur który najwyraźniej rozpoznał miotającego płomieniami zaczął oddalać się w miarę możliwości i rozglądać za poszukiwanym kultystą. Ten szaleniec prędzej nas wszystkich spali niż schwyta jednego z nich jako jeńca. - pomyślał Szczur i w tym momencie ujrzał wystającą głowę celu tuż zza średnich wielkości głazu. Teleportował się do niego i z niezwykłą prędkością wymierzył mu cios w twarz ogłuszając go a następnie widząc że należy do piątego kręgu, złapał go i przeniósł się wraz z nim poza barierę lądując w śniegu.
W tym samym czasie wszyscy w okolicy usłyszeli potężny ryk a z zamieci wyleciała piątka ogromnych nieumarłych smoków ziejących nie tyle lodem, co jakąś czarną mgłą która zaczęła opadać powoli na ziemię wraz z deszczem lodowych meteorytów, który właśnie się zaczął od pierwszego który poleciał prosto na barierę pod którą znajdowała się ekipa z Darcusem na czele.
- Cholera, rzucają w nas wszystkim co mają. - syknął Mariok próbując trafić w jednego z nadlatujących smoków z broni.
- Miejmy nadzieję że to wszystko. - mruknął Czytelnik który teraz użył wyciągniętego zwoju i przywołał grupę dziewięciu gargulców które z piskiem rzuciły się w stronę jednego ze smoków.
Jack tymczasem przytrzymał chirurga jeszcze mocniej nie dając mu szansy na wydostanie się.
- Słuchaj mnie do cholery. Wrzask ci tutaj nie pomoże! Victoria jest po naszej stronie i wraz z tym magiem dadzą radę nas ochronić. A ty się skup bo może dojść do tego że twoja pomoc wtedy się przyda! Chcesz żeby umarł ktoś z twoich? Nie? To zachowaj zimną krew i przestań panikować! - Głos pirata brzmiał na niezwykle przekonujący, a on wiedział mniej więcej co sobie radzić, bo już nie raz musiał na morzu zaradzać atakom paniki.
Saki tymczasem stała trzymając się mocno ręki złodziejki z przerażeniem w oczach. Ona również nie była gotowa na coś takiego.
Gorgoron wyglądała na zadowoloną z jedzenia i wkrótce zaczęła je spożywać.
Natalie tylko skrzywiła się, po czym ponownie dosiadła się do Med, uważając, by jej przy tym nie obudzić, ale tym razem nie zapinając się.
Z formy Chaosu dało się usłyszeć ciche westchnięcie. - Sojusznicy. Potrzebujemy sojuszników. - Rzekł w końcu.
Victoria odskoczyła unikając kolców, a następnie padła na plecy, przylegając ciasno do ziemi, pozwalając, by kula przeleciała nad nią. Następnie skoczyła na równe nogi, odwróciła się, wydała z siebie kolejny krzyk i wskoczyła na ścianę z lodu, przeskakując na drugą stronę i rzucając się na tych kultystów, których jeszcze nie zdążyła wykończyć.
Darcus spojrzał w niebo. Widać było, że sprawy wymykają się spod kontroli. Nieudolnie rzucił jedną kulę ognia, jednak raczej ze złości, niż dla jakiegoś efektu. Wiedział, że nie jest dostatecznie silnym magiem, aby dosięgnąć smoków, a co dopiero je zranić.
Tymczasem ognisty, rzucając jedną ręką kolejne kule w nietkniętych jeszcze kultystów, drugą przyłożył do skroni, na której wciąż spoczywał kawałek tkaniny, która nie zdążyła jeszcze doszczętnie spłonąć. - Marishka! Wchodzisz! - Zawołał, zaś w tej chwili, jak na zawołanie, przed nim pojawił się portal, z którego następnie wystrzeliły dwie energetyczne macki, które pochwyciły kultystów zajętych leczeniem poparzeń i wciągnęły ich do środka.
Konto usunięte
- S-sp-s-s spróbuje
Powiedział wciąż roztrzęsiony Albert po czym zaczął się rozglądać po okolicy głównie po to żeby zobaczyć czy ktoś potrzebuje jego pomocy
- Spróbuje - wymamrotał trochę już spokojniejszym głosem
Właściciel
- To jak z tą dreszczoroślą? - zapytała Kate wychodząc ze swojego pokoju i schodząc na dół.
- A tak. Myślę że jestem wam coś winien za ten... Incydent w wieży twojego znajomego. - przyznał khajiit. - Jednak nie jestem wstanie tego tak po prostu wyjąć, mam to... Ukryte. Potrzebuję jakiegoś dużego wolnego pomieszczenia.
- Tak się składa że mam takie jedno. - powiedział Abraxas. - Mogę cię zaprowadzić.
- No dobra. - odparł Nei'qul wstając od lady. - Załatwmy to od razu, bo pani tutaj się chyba spieszy.
Karczmarz skinął tylko głową a następnie oboje udali się do podziemia a następnie do pokoju należącego do Złotej Gildii.
- Gorgoron, czy Vita dalej jest na górze? - zapytała Elisif po chwili.
Minęło może z dziesięć minut. Bleck oparł się o sanie obserwując pędzące wargi i w końcu zasnął a Smakosz skończył przygotowywać "danie" ale widząc że Łowca śpi, po prostu odłożył butelki do skrzynki i sam się położył spoglądając w sufit i nucąc cicho. W tym momencie bracia ostrożnie odpięli się a następnie podeszli do Natalie i usiedli obok przyglądając się jej.
- Pomagasz jej, jest jednym z nas. To dobrze. - powiedzieli w swój dziwny, naprzemienny sposób.
- W zasadzie co czemu aż tak bardzo ważne jest dla ciebie żeby ten cały wielki Książę nie wygrał tej swojej wojny? - dopytywał Śniący.
Kultyści zdążyli jednak zniknąć zostawiając po sobie tylko lodowe posągi. Sama kula z dwójką uniosła się wysoko a następnie zniknęła w chmurach.
- Wrócą. - mruknął Czytelnik. - Spróbujmy za ten czas zbliżyć się trochę do zamieci.
- Tak trzymaj. - powiedział Jack który puścił teraz Alberta i zaczął przyglądać się nie tyle smokom, co mgle którą rozpuszczały.
Szczur tymczasem zza sporych wielkości zaspy śniegu przyglądał się temu co wyczyniał Ognisty.
- Co oni? Zamierzają pakować każdego kogo znajdą? Przecież z tamtych idiotów nic nie wyciągną. - zdenerwował się Szczur który teraz podniósł jakiś kamień i rzucił nim w niego. - Hej baranie! Weźcie jego! - zawołał i w tym momencie oberwał sporych wielkości lodową pięścią która wysunęła się z ziemi i odleciał na jakieś dwadzieścia metrów uderzając plecami o ziemię z jękiem. W tym momencie wstał kultysta którego ten wcześniej ogłuszył.
- Reszta kultu już wie o tym co zrobiłeś czy zdradziecki szczurze, nie ma to jednak znaczenia, bo teraz zginiesz! - wrzasnął wyraźnie rozwścieczony kultysta.
Konto usunięte
Albert wtem zaczął chodzić i wypytywać każdą osobę pod barierą czy jest ranna i czy potrzebuje pomocy
Gorgoron nie odpowiedziała, a pokiwała tylko głową, albowiem usta miała pełne.
Natalie spojrzała na bliźniaków i wtem coś przyszło jej do głowy. - Nie będę zbyt niedyskretna jak zapytam kim właściwie jesteście?... - Zapytała, mrużąc oczy w zastanowieniu.
- Jedno przeklęte słowo. Lilith. Ta cholerna sucz zasłużyła sobie na moją zemstę. A że siedzi w kieszeni u Księcia, to bez wojny się nie obejdzie. - Odparł Chaos, mówiąc siarczyście poirytowanym tonem.
Victoria syknęła tylko, odprowadzając kulę wzrokiem, po czym zaczęła chodzić w tę i z powrotem tuż przed barierą, gotowa zaatakować ponownie w każdej chwili, w razie ponownego pojawienia się zagrożenia.
W tym momencie ręce kultysty, który atakował Szczura, nagle z bolesnym trzaskiem wygięły się w łokciach w drugą stronę. Po chwili to samo stało się z kolanami, ale zanim zdążył upaść na ziemię oberwał w potylicę czymś twardym. W momencie kiedy upadł był już głęboko nieprzytomny.
- Nie trzeba... - Odparł Darcus w reakcji na propozycję Alberta, pomagając Maraliusowi wstać. Staruszek wytarł krew ze swej twarzy i przypiął buteleczkę do pasa. Widać było, że jeszcze sporo potrzeba, by go złamać. - Możemy iść. - Rzekł krótko.
Tymczasem Davis dotarł wraz z Jeźdźcami do sali, w której rezydował Parakhangotar. Wyglądało na to, że w środku oprócz niego znajduje się jeszcze jakieś siedem osób, z którymi pół-smok pogrążony był w rozmowie.
Nie wiedział, jak groźne są ów osoby, więc nie miał zamiaru im przerywać. Zamiast tego telepatycznie przesłał wiadomość do półsmoka wiadomość: Mam tu paru dżentelmenów spoza naszej rzeczywistości. Gdzie do cholery jest teraz Darcus?
Właściciel
Elisif uśmiechnęła się więc tylko i sama wzięła się za swoje jedzenie.
- Braćmi. I nie wiele więcej możemy ci powiedzieć... Nie chodzi o to że nie chcemy. Zostaliśmy stworzeni w nieznanym celu i stwórca zablokował nam możliwość rozmawiania na ten temat. Blokada istnieje przez obecność. Tak długo jak żyjemy obaj, blokujemy sobie pamięć wzajemnie. A nie możemy przecież się zabić... Ani umrzeć... Śmierć któregokolwiek z nas... To tak... Jakby stracić połowę duszy. - Braci wyraźnie bolało mówienie o tym, tak jakby zaprogramowani zostali tak by sama myśl o stracie tego drugiego sprawiała im niemalże fizyczny ból. - Nie ważne, my nie mamy na to sposobu... Jednak... Obserwowaliśmy cię pewien czas i myślimy że jesteś osobą która powinna poznać ten sekret...Otóż... Med jest jedną z nas. Ona również została stworzona przez tą samą osobę.
Reszta w środku albo nie odpowiadała Albertowi albo kiwała przecząco, najwyraźniej przez barierę nie przedostało się nic niebezpiecznego. W tym momencie jednak na ziemię zaczęła opadać mgła wypuszczana przez smoki, ledwo zetknęła się z śniegiem a agresywnie niemal od razu go rozpuściła. Nie tylko to, mgła która powolnie zaczęła zakrywać okolicę rozpuszczała wszystko na co trafiła przeżerając i dewastując ziemię oraz ciała pokonanych.
Szczur tymczasem podniósł się z ziemi i widząc leżącego kultystą trochę się skrzywił.
- Łagodni to wy nie jesteście. - mruknął po czym zauważył że ów mgła zaczęła znajdować się niebezpieczne blisko ich. - Nie żebym narzekał, ale dobrze by było gdybyście nas stąd do cholery zabrali zanim wyżre nas to gówno. - powiedział spoglądając na Ognistego gotowy do ucieczki, w razie gdyby Cedrik postanowił nie dopełniać swojej obietnicy.
- Cóż, wychodzi więc na to że nasza współpraca będzie niezwykle korzystna dla nas obu. Co do sojuszników jednak... Poza tym wymiarem jest tylko jedna osoba która gotowa będzie nas wesprzeć, to niezwykle potężny człowiek, jednak... Śmiem wątpić że może on nam nie wystarczyć.
Parakh powiedział coś do swych ludzi, zaś oni zamilkli. - Darcus jest na ważnej misji. Kim są ci 'dżentelmeni', których masz ze sobą? - Dopytywał się zaniepokojony lekko Parakh w myślach.
- A zatem wy... I ona... Zostaliście stworzeni? - Zapytała dla pewności Natalie, lekko nie dowierzając.
Victoria spojrzała na mgłę i, nie wiedząc z czym ma do czynienia, wyciągnęła dłoń by jej dotknąć. Z chwilą kiedy jej skóra zetknęła się z materią przemieniona odskoczyła do tyłu, wrzeszcząc, tym razem z bólu, i uderzając plecami w barierę Maraliusa.
- Wpuść ją, szybko! - Zażądał Darcus, widząc co się dzieje.
Mag kiwnął głową, po czym wyszeptał kilka słów, a w barierze na krótko pojawiła się wyrwa, na tyle jednak długo, by Victoria zdążyła przez nią wejść do środka.
Przed Szczurem stała, uzbrojona w buzdygan, inna osoba z drużyny Cedrika, a konkretnie kobieta. Ognisty był tam gdzie wcześniej, zmniejszając nieco swoją własną barierę i patrząc do góry, podczas gdy resztki jego ubrań spłonęły doszczętnie, pozostawiając go całkiem nagiego, poza maską na twarzy, która zdawała się nie reagować na ciepło, czy zimno. Kobieta przy Szczurze zaś kiwnęła głową, po czym przyłożyła dwa palce do skroni i szepnęła coś. Po chwili obok otworzył się portal, z którego najpierw wychynęła macka, która chwyciła nieprzytomnego członka kultu, zaś zaraz potem weszła do niego nieznana Szczurowi kobieta z buzdyganem. Portal zamknął się zaraz po tym jak on sam znalazł się wewnątrz, o ile to zrobił.
- Nadal mam kontakty, potrafię ściągnąć tu kilkoro potężnych istot, które będą walczyć dla sprawy... A przynajmniej dla pieniędzy, co jednak myślę, że nie będzie problemem. Pozostaje jednak sprawa regularnej armii. Czy potrafisz ją załatwić? - Zapytał Chaos dobitnie.
Konto usunięte
Albert przez chwilę stał nie ruchomo i tylko się patrzył na Victorię, ale w miarę szybko otrząsnął się z tego i podbiegł do niej żeby sprawdzić co się jej stało i jak poważna jest rana. Mimo jego "niechęci" w stosunku do Victorii , nie może jej nie pomóc, w końcu za coś mu płacą czyż nie? Nie mówiąc już o tym że drugi trup pod jego nadzorem nie będzie tylko ciosem dla jego kariery
Właściciel
- My... - chcieli coś odpowiedzieć ale na chwilę się zawiesili. - Nie wiemy jak to dokładnie wyglądało. Nie jesteśmy wstanie się głębiej nad tym zastanawiać. To wszystko przez tą blokadę założoną przez... Jego. Med jest taka jak my, jej pamięć również została zablokowana przez obecność. Coś wyraźnie w niej siedzi i karze jej robić te wszystkie rzeczy. Sama widziałaś co się z nią działo w kanałach. Teraz zresztą też nie wygląda na zdrową. Podejrzewamy że obecność kazała jej zabić kogoś z nas. Konkretnie myślimy o tobie.
W momencie kiedy skóra Victorii zetknęła się z mgłą ta niemal chwyciła się materii organicznej uszkadzając ją poważnie i praktycznie wżerając się w końcówki palców niczym nóż w masło. Kiedy ta schowała się do bariery mgła zostawiła po sobie gęstą substancję która blokowała wszelkie zdolności lecznicze i sama nieco powolniej kontynuowała proces dewastacji dłoni.
Szczur rozejrzał się ostatni raz. Widząc mgłę i wiedząc że Kult już usłyszał o jego zdradzie nie myślał dłużej tylko zaklął pod nosem i wbiegł do portalu.
- Rozejrzyj się Chaos. Mieszkańcy tego wymiaru od dawna nie stoczyli żadnej większej walki, a do tego zostali stworzeni. Będą gotowi umrzeć, byle tylko zawalczyć ten ostatni raz. - powiedział pewny siebie i swojej armii Śniący.
Konto usunięte
- Cholera.......- Wymamrotał Albert pod nosem po czym zaczął szukać w swojej torbie czegoś czym zdoła oczyścić ręce Victorii, po krótkiej chwili znalazł ponownie pudełko z gazikami, następnie wyjął jednego oraz zaczął ścierać tą substancję
Jego rodzeństwem o ile dobrze wiem - odparł, także bezgłośnie
- Mnie? Ale... - Natalie wyglądała na skonfundowaną. Spojrzała na Med z mieszanymi uczuciami wypisanymi na twarzy. - Dlaczego mnie?... - Szepnęła, spuszczając wzrok w zamyśleniu.
Victoria drżała nieco i syczała z bólu od czasu do czasu, ale poza tym zachowywała w miarę zimną krew.
- Co z nią? - Zapytał Darcus, podchodząc bliżej, wyraźnie zaniepokojony i chyba nawet odrobinę przerażony, oglądając ranę zmiennokształtnej.
Szczur wylądował w tym samym miejscu, z którego jakiś czas wcześniej zniknął, a które najwyraźniej było siedzibą Cedrika. Wewnątrz znajdowały się dwie kobiety, z których jedna niewątpliwie była tą, którą spotkał przed wejściem do portalu, a drugą mógł kojarzyć z momentu przed jego pojmaniem. Chociaż nosiły identyczne ubrania i praktycznie niczym w wyglądzie się nie różniły, coś sprawiało, że wiadomo było, że to właśnie one. Obie spoglądały na Szczura, jakby w oczekiwaniu.
- W porządku. Szykuj więc armię, a mi daj kilka dni. Sprowadzę ci wsparcie. A tymczasem... - Rzekłszy to Chaos, który był z jakiegoś nieznanego Śniącemu powodu wyraźnie niezadowolony, zniknął.
- Rodzeństwem? To poważna sprawa. Sprowadź ich do podziemi, jeśli jeszcze tu nie jesteś, a potem do mnie. Musimy to jak najszybciej załatwić. - Odpowiedział Davisowi Parakh, który najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy z tego, że telepata mówi do niego zza drzwi.
Właściciel
- Nie da się tego powiedzieć. Ale nie zrozum nas źle, Med nie ma na to najmniejszego wpływu, to wszystko jest zależne od Obecności. Powiemy więcej, myślimy że ona ci ufa, widzi że jesteś dla niej milsza niż ktokolwiek do tej pory. Dlatego z tym walczy, a uwierz nam że wymaga to ogromnej siły. Obecność nie jest przeciwnikiem z którym możesz tak po prostu się pojedynkować. Jesteśmy pewni że gdyby Obecność wyznaczyła jako cel na przykład Blecka, to nie byłaby wstanie tego powstrzymać.
W momencie kiedy Albert spróbował zetrzeć substancję ta niemal przykleiła się do gazików które od razu zaczęły się rozpuszczać powoli zbliżając się do jego samych rąk.
Szczur rozłożył ręce i ukłonił się teatralnie po czym spojrzał na nie chłodnym wzrokiem.
- Wydałem już na siebie wyrok śmierci, to była moja część umowy. Teraz wasza kolej.
Śniący pokręcił głową i z powrotem zwrócił wzrok w stronę powstającej fortecy.
- To komplikuje sprawy. Ale na dalszą metę może nam pomóc. Roześlij wiadomość. - powiedział zwracając się do satyra-demona. - Zbliża się wojna.
- Długo zamierzamy tutaj stać? - zapytał głośno Wojna który raczej nie należał do cierpliwych osób.
- Wiedziałam, że ma ciężko, ale że aż tak... Może w takim razie nie powinnam... Cholera... - Teraz Natalie wyglądała na smutną i bezradną.
- Spokojnie, dostaniesz swój azyl, jak tylko Cedrik wróci. - Rzekła ta z kobiet, która wcześniej dzierżyła buzdygan. - Na razie możesz zostać tutaj, albo iść tam, jeśli potrzebujesz odpocząć. - Powiedziała druga z kobiet, wskazując głową na jedne z drzwi.
Właściciel
- Jeśli naprawdę chcesz jej pomóc, to rób to co robiłaś do tej pory. Jeśli zobaczy że się poddałaś to sama też prawdopodobnie się podda. A wtedy z pewnością zginie któraś z was. W tobie jednak jest wstanie znaleźć siłę, może nawet odnajdzie jakiś sposób by pokonać Obecność. Pamiętaj jednak że raczej nie będzie się z tobą zbytnio komunikowała. Obecność wyczuwa wszystko, myśli, słowa, dotyk. Więc nawet myślenie o tym że ona nie chce twojej śmierci sprawia jej niemalże fizyczny ból.
- A co z rozmową z Masilem? - dopytywał Szczur. - To też mieliście mi załatwić.
W międzyczasie Adanosa który zdążył zasnąć na piasku obudził wrzask jednego z orków, którzy kopiąc wciąż pod siebie najwyraźniej coś znaleźli bo ów krzyczący zapadł się pod ziemię.
- Ja... Nie sądziłam, że będąc tutaj tak krótko stanę się tak ważna dla kogoś. - Odpowiedziała szczerze Natalie, spoglądając ze współczuciem na śpiącą Med.
- Kiedy Cedrik wróci. Nie wcześniej. - Odparła ta od buzdygana.
Sam Cedrik zaś natychmiast doskoczył na skraj dziury wykopanej przez orków, nie bacząc na to, że sam mógłby wpaść do środka, po czym spojrzał w dół, chcąc dowiedzieć się, co ujrzy.
Właściciel
- Cóż... Ani my ani ona raczej nie doświadczyliśmy zbyt wiele współczucia a co dopiero opiekuńczości w swoim życiu. Normalni ludzie nas nie rozumieją, kiedy robimy te straszne rzeczy... Po prostu chcą nas zamknąć albo najlepiej zabić. Nikt nie wiedział co dostanie kiedy się urodzi, racja? My nawet nie wiemy czy urodziliśmy się w normalny sposób. - powiedzieli bracia i obaj uśmiechnęli się krzywo. - Pomóż jej, a być może odkryjemy przeszłość. - zakończyli po czym oboje wrócili na swoje miejsce, już nie patrząc ani na Natalie ani nad Med, tylko spoglądając z zamyśleniem w przemijający sufit.
- Świetnie... - mruknął Szczur wyraźnie nie zadowolony. - Macie chociaż coś do palenia? Ziele albo tytoń? Cholera, może być cokolwiek.
Adanos wstał i dołączył do niego. Razem z dwoma orkami spoglądali teraz w sporą dziurę głęboką na jakieś sześć metrów, która następnie pod ukosem zjeżdżała gdzieś niżej.
Natalie spuściła wzrok, robiąc zamyśloną minę. Spoglądała na własne buty, co chwile przesuwając nogi niespokojnie.
- Poszukaj w zapasach Novy. On to ciągle coś pali... - Rzekła żartobliwie kobieta od buzdyganu, siadając na kanapie, zaś druga zawtórowała jej śmiechem. - To było dobre, Kari! - Po czym dołączyła do niej obok.
Cedrik spojrzał wymownie na Adanosa, po czym kiwnął głową zachęcająco w stronę dziury, a następnie nie czekając na odpowiedź sam wskoczył do środka, starając się wślizgnąć po ścianie, a następnie dalej w dół.
Właściciel
W tym momencie Med obróciła się przez sen i wcisnęła jeszcze bardziej w kąt. Teraz widać było jej śpiącą twarz, oraz ciemny ślad po wyschniętej łzie spływającej z oka.
Szczur któremu najwyraźniej nie było teraz do śmiechu zmrużył tylko oczy po czym zaklął pod nosem i skierował się do drzwi które wcześniej wskazała mu jedna z kobiet.
Adanos trochę niepewnie spojrzał na orków którzy skoczyli tuż po Cedriku po czym wciągnął głęboko powietrze i sam wskoczył do środka.
Zjeżdżali tak wszyscy przez około pół minuty co raz głębiej aż w końcu po kolei powpadali do wody głębokiej na jakieś cztery metry w samym środku niewielkiej jaskini z której prowadziła tylko jedna droga dalej.
Konto usunięte
Albert szybko puścił gazik
- Cholera, ta substancja jest niczym kwas , ehm ma ktoś wodę? lub cokolwiek co może zmyć ten śluz?Jeśli nie to podejrzewam że Victoria może stracić ręce
Za drzwiami Szczur znalazł ten sam pokój, w którym obudził się jakiś czas wcześniej Adanos.
Victoria jeszcze raz jęknęła z bólu, po czym spojrzała na Alberta, a następnie sugestywnie przejechała pazurem palca wskazującego zdrowej dłoni po nadgarstku chorej, zostawiając płytkie nacięcie na skórze.
Cedrik jak najszybciej wynurzył się i wyszedł na brzeg. Jego szaty zdawały się w jakiś sposób same osuszyć, kiedy tylko wyłonił się z wody. Następnie stanął nad brzegiem, wypatrując orków i Adanosa.
Konto usunięte
- Ehm ok rozumiem ehm zapewne chcesz jakieś znieczulenie............ku*wa mać to jasne że chcesz jakieś znieczulenie czekaj chwilę
Wtem Albert sięgnął do swojej torby stąd wyciągnął małą buteleczkę oraz strzykawkę, butelka była zatkana prostym korkiem, który bardzo szybko został wyciągnięty z ów butelki, miast niego igła strzykawka zatkała buteleczkę, po czym się wypełniła płynem. Młody chirurg wtem wyciągnął strzykawkę z buteleczki, po czym zaczął szukać żyły Victorii
Victoria zatrzymała go, delikatnie odsuwając jego ręce, uważając, by nie poranić go nienaturalnie długimi pazurami, po czym wydała z siebie zniecierpliwiony pomruk i jeszcze raz wskazała na rękę, wykonując w kierunku nadgarstka chorej dłoni gwałtowny ruch z góry na dół zdrową.
Właściciel
Szczur wszedł więc do pokoju i zamknął drzwi a następnie położył się na łóżku i popadł w zamyślenie.
- Wydaje mi się że ona chce żebyś uciął jej dłoń. - zauważył goblin drapiąc się po głowie i rozglądając po okolicy z niewyraźną miną, jako iż mgła w końcu opadła na ziemię i teraz zasłaniała niemal cały widok. Stąd nie był już nawet wstanie ujrzeć zamieci otaczającej miasto.
Adanos wynurzył się chwilę po nim i wyczołgał się na brzeg.
- To... Zdecydowanie mnie obudziło.
Orkowie natomiast jakby nigdy nic poczęli pływać sobie różnymi stylami jakby urodzili się rybami, a nie orkami.
Odczekał chwilę, żeby nie wyglądało to zbyt głupio, po czym skinął towarzyszom głową i wszedł do pomieszczenia.
- Przepraszam, ważna sprawa!
Victoria pokiwała głową żywiołowo w reakcji na uwagę Marioka, mrucząc przy okazji w zniecierpliwieniu. Stan jej palców z sekundy na sekundę się pogarszał.
Darcus stał obok, wyglądając na niezbyt zadowolonego. Przez chwilę wyglądało na to, że chciał coś powiedzieć, ale powstrzymał się i przełknął tylko ślinę, przestępując z nogi na nogę.
Cedrik pokręcił głową z rezygnacją spoglądając na orków, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył w głąb jaskiń.
Oczy wszystkich obecnych w pomieszczeniu zwróciły się na Davisa i Jeźdźców. - Zostawcie nas. - Rzekł Parakh do swych ludzi, a wszyscy obecni, poza jednym asasynem, stojącym w rogu, opuścili pomieszczenie, rzucając przy okazji ciekawskie spojrzenia przybyszom.
Właściciel
Orkowie widząc że ludzie ruszyli dalej mozolnie wyczołgali się z wody a następnie ruszyli za nimi. Ruszając dość długim tunelem który kawałek dalej skręcał w prawo.
- Skoro przyprowadziłeś nas tutaj to rozumiem że Darcusa nie ma w okolicy? - zapytał Zaraza spoglądając na Davisa.
- Na to wygląda. Dlaczego go nie ma, tego do końca nie wiem - po tych słowach spojrzał się znacząco na Parakha
Konto usunięte
- Whm ktoś ma topór czy coś w tym stylu ja ma tylko piłę do kości którą raczej prędko nic nie zrobię,
Powiedział Albert odwracając się do swoich towarzyszy
- I wybaczcie że jestem je**ną pi**ą ale nie tego uczono mnie na Uniwersytecie, normalnie powinienem użyć znieczulania i wtedy odpiłować zakażoną kończynę
Victoria syknęła, coraz bardziej poirytowana i zniecierpliwiona. Darcus przełknął ślinę. Chwycił swój miecz i wyciągnął go z pochwy. - Victorio, jesteś tego pewna? - Zapytał, patrząc jej w twarz. Widać było, że nie chce tego robić. Ona odwróciła się do niego i wyciągnęła w jego stronę chorą dłoń. Na jej twarzy widać było oznaki desperacji. Asasyn pokiwał głową niechętnie, rozumiejąc przekaz. Ustawił się w pozycji do zamachu, wymierzył, uniósł ostrze nad głowę i z całą siłą opuścił je na nadgarstek zmiennokształtnej. Dłoń odpadła od ramienia, upadła na ziemię z cichym łoskotem, krew trysnęła, a Victoria wrzasnęła z bólu, odruchowo odsuwając rękę i tym samym ochlapując posoką Alberta, który stał najbliżej. Skuliła się i złapała zdrową dłonią za nowo powstały kikut, jęcząc cicho. Darcus nie wyglądał na zadowolonego. - Zajmij się nią... - Poprosił Alberta, chowając miecz i odchodząc na dwa kroki w tył, obserwując całą sytuację z odległości.
Cedrik szedł dalej, nawet nie bacząc na to, czy Adanos za nim nadąża. Najwyraźniej miał tej całej sytuacji zupełnie dość, co też były bóg mógł wyczuć, prawdopodobnie za pomocą pierścienia od członka Kręgu, czy też szat, lub maski, które ten przywoływał.
Spoglądając na Parakha Davis mógł zauważyć, że z tym nadal jest nie najlepiej. Znajdował się na fotelu na kółkach, cały w gipsie i metalowych usztywnieniach. Jedyną jego w miarę wolną częścią ciała była głowa, której szyja szczelnie otulona była kołnierzem ortopedycznym, nie zostawiając zbyt wiele swobody ruchu. - Darcus jest teraz na ważnej misji. Nie wiem, kiedy wróci. Bardziej interesuje mnie jednak, skąd wzięło się tu jego rodzeństwo. - Zapytał pół-smok, przenosząc wzrok na Jeźdźców.
- Nie, zaraz... Jesteśmy rodzeństwem, ale nie Darcusa. My tylko z nim pracowaliśmy... - Rzekł skonsternowany Głód, zdziwiwszy się.
- A zatem... Z kim mam do czynienia? - Rzucił kolejne pytanie Parakhangotar, spoglądając kolejno po trzech Jeźdźcach. Głód przerzucał wzrok to na Wojnę, to na Zarazę, najwyraźniej oczekując, że któryś z nich zabierze głos.
Chyba nie powinienem przyjmować, że inni wiedzą więcej ode mnie
- Pomijając skróty myślowe - telepata postanowił przerwać niezręczną ciszę - Nasi goście są neflimami, a konkretniej poważanymi jeźdźcami apokalipsy. Miałem zaprowadzić ich do Darcusa, ale jak widzę wystąpiły drobne komplikacje z tym związane.
Właściciel
Saki zasłoniła sobie wzrok w momencie kiedy Darcus pozbył się ręki Victorii.
- Dobrze by było jakby nie doszło do większych strat. - przyznał Czytelnik.
- Teraz będzie można zamontować niezły hak, wiecie, taki metalowy. - powiedział uśmiechając się lekko Jack, najwidoczniej wyobrażając to sobie.
W tym momencie cała grupka dotarła do tego, czego prawdopodobnie szukali. Cała piątka ujrzała teraz na końcu tunelu gigantyczną rozległą jaskinię która prawdopodobnie była co najmniej taka jak Anubel. Wszędzie rosły różnorodne drzewa, kwiaty, krzaki i wiele innych roślin. Ze skał wypływała woda tworząc wodospady, stawy i duże jezioro na samym środku, wszystko to tworzyło prawdziwą, podwodną oazę. W wodzie można było zauważyć wiele ryb i innych wodnych stworzeń, a także w niektórych miejscach, leżały częściowo zasypane piasek i drobnymi kamykami, wodne perły.
- Koleś. - mruknął Wojna spoglądając na Davisa. - Musisz komplikować nawet takie proste zdanie? Jesteśmy po prostu Jeźdźcami. - teraz zwrócił się do Parakha. - Trzema z dawnych czterech wspaniałych. I tak się składa że mamy sprawę do Darcusa... Nie, to Darcus miał sprawę do nas. A przynajmniej do Głodu, bo w zasadzie wciąż nie wiem co sprowadza tutaj ciebie. - powiedział do Zarazy.
- Nasz dawny towarzysz może mieć odpowiedzi na pytania do których potrzebuję odpowiedzi. Nikomu innemu w tej sprawie nie ufam.
Cedrik stanął przed tym obrazem na wyprostowanych nogach, z założonymi rękami i odetchnął wilgotnym powietrzem, które zdawało się swobodnie przepływać przez jego maskę. - Adrianie... Twoja kolej. - Rzekł, przechylając głowę i mówiąc do Adanosa, który niewątpliwie wkrótce go dogonił.
- Jak już mówiłem, Darcusa w tej chwili nie ma. Skontaktuję się z nim jak najszybciej, a w tym czasie postaram się was ugościć, jak tylko będę mógł. - Zapewnił Parakhangotar i westchnął głęboko z niejasnego powodu.
Konto usunięte
- Cze- Albert zaczął mówić w momencie kiedy Darcus opuścił miecz, a kiedy już to zrobił a posoka się na niego polała to dodał
- aj aż nałożę opaskę uciskową .........
Wtem Albert westchnął i wyjął bandaże
- Ok daj mi rękę - powiedział do Victorii
Victoria odetchnęła głęboko kilka razy, po czym wyciągnęła rękę w jego stronę. O dziwo strumień krwi znacznie osłabł.
Właściciel
- Cholera, ci orkowie mieli rację. - przyznał Adanos zbliżając się do wody a następnie wchodząc do niej po kolana.
- Oczywiście że tak! - zawołał jeden z nich kiedy cała trójka rozeszła się po okolicy wyraźnie zadowoleni że w końcu tutaj wrócili.
Adanos bez słowa podszedł do najbliższego obiektu który z daleka mógł przypominać wodną perłę i rzeczywiście bo bliższych oględzinach okazało się że jest to prawdziwa wodna perła. Bez dłuższego zastanawiania się chwycił ją i w tym jakaś energia odrzuciła go z impetem prosto w kamienną ścianę. Cała woda zaczęła nagle bulgotać i wypuszczać mgłę która zasłoniła niemal całe jezioro. Minęła krótsza chwila i całej piątce ukazała się przypominającą humanoidalną rybę istota która odzianą w beżową szatę oraz trzymająca w uniesionej dłoni perłę którą próbował zabrać Adanos.
- Mówiłem że oni istnieją! To ryboludzie! - wrzasnął jeden z orków a następnie cała trójka ukryła się za sporym głazem.
- Pewnie trochę to potrwa. - mruknął Wojna. - Jest tu coś co można by w międzyczasie zrobić?