Właściciel
- No dobra, to idę odnieść to Axowi, - i udała się do Karczmy. - to od Darcusa - podała mu.
Właściciel
- Może mogłabym ci jakoś pomóc? Póki co nie mam nic do roboty.
Właściciel
- W sumie czemu nie, wiele razy pomagałam Gniotkowi więc raczej nie będę miała problemu.
Właściciel
Elisif wzięła klucze do kieszenie i stanęła za ladą.
- Ehh, jak za dawnych czasów - westchnęła.
Właściciel
Tymczasem Zaraza właśnie przegrał w grę planszowo-wojenną z Wojną.
- Gdyby to była gra "Rozprzestrzenianie Eboli" to bym wygrał.
- Ale nie wygrałeś, no dobra, teraz do rzeczy. Ponoć masz jakieś plany co do tej nowej śmierci.
- Trzeba ją zabić.
- To bez sensu. Tak jak ta gra, nie mogłeś tego wygrać.
- Ale ma szansę, póki nie posiada artefaktu nie jest nieśmiertelny.
- Przecież sobie nie poradzi, stracił moc przy walce z Wall-durem.
- Dlatego szukam dawnych jeźdźców, oni mogą oddać mu część mocy.
- Kto by się chciał zgodzić? Chyba tylko ktoś szalony...
- A jeźdźca Szaleństwa?
- Nie żyje.
- No tak, wredna śmierć.
- Hehe, dobra, to kogo masz tam jeszcze na liście?
- Myślałem o Zemście ale ciągle jest zajęty.
- Co mu się dziwić.
- A może Zniszczenie?
- Jego moc jest zbyt niszczycielska
- Taa, można się domyśleć
- To kto jeszcze?
- Hmm, Oszustwa nawet nie pytam.
- Aha
- Hmm... Może Cierpienie?
- Pewnie specjalnie nie da mocy żebyście cierpieli
- Coś w tym jest. Póki co nie wiem, popytam jeszcze paru może ktoś się zgodzi.
- To może jeszcze jedna partyjka? - pokazał ręką na planszę.
- A niech stracę. - i kontynuowali rozgrywkę.
Właściciel
Rozglądnęła się zdziwiona.
- Hę?
Właściciel
Schyliła się i klęcząc patrzyła pod stoły.
Właściciel
Elisif podeszła tam i chwyciła niemowlę w szmatce żeby wyjąć je spod stołu.
Właściciel
- Skąd się tu wziąłeś co? - podniosła go powoli i położyła na stole.
Tymczasem do pomieszczenia która badał Darcus i reszta ktoś wszedł, można było usłyszeć że raczej nie ukrywał swojego przybycia bo nie skradał się, wszedł normalnym krokiem i stanął w pomieszczeniu kawałek za wejściem, czekał najwyraźniej czy ktoś zwróci na niego uwagę.
Właściciel
Przy drzwiach stał Masil (a może jego klon ?), uśmiechnął się lekko widząc że go nie zingorowali po czym odezwał się.
- Darcus możemy pogadać?
Właściciel
- Wolałbym na osobności, jeśli można.
- No i co ja mam z tobą teraz zrobić mały, a może mała? - Elisif spojrzała żeby się dowiedzieć.
Właściciel
- Hmm, może lepiej jak wezmę ją do Ayli, może ona będziesz wiedzieć co zrobić - okryła ją z powrotem w szmatkę po czym podniosło ją i zeszła do podziemia i ruszyła w stronę szpitala.
Masil wyszedł z pokoju idąc i wszedł do magazynu, patrząc czy nie ma tam kogoś, widząc że go nie ma spojrzał na Darcusa.
- Jasne, zamknę się w klatce i zrobię z ciebie ninja-małpę - uśmiechnął się, po chwili spoważniał. - Dobra, słuchaj. Domyślam się że Parakh opowiedział ci o pewnym incydencie związanym ze mną?
Właściciel
- To nie ja! Słuchaj, kiedy ostatni raz mnie widziałeś przed zniknięciem Gniotka?
Elisif podeszła powoli patrząc się na dziecko do Ayli.
- Słuchaj, wiesz może skąd mogło wziąć się w Karczmie?
Właściciel
- Co? Cholera jest gorzej niż myślałem! - westchnął - słuchaj, od tamtej pory, za każdym razem kiedy kiedykolwiek rozmawialiście ze mną, widzieliście mnie. To nie byłem ja, ostatni raz byłem tutaj w momencie kiedy nie wiedzieliśmy że Marduk żyje. A teraz potrzebuję twojej pomocy, mam spore problemy których sam nie załatwię.
Właściciel
- Jasne, proszę - podała jej na ręce. - powiedziała Elisif wciąż zastanawiając się skąd właściwie się tu wzięła.
- Nie dziwię się że mi nie wierzysz, ale to jedyna możliwość żebym mógł coś naprawić. Niestety nie mam żadnego dowodu na to że nie jestem swoim klonem. Tak więc masz wybór, możesz mi zaufać, albo mnie zgubić, bo jeśli ty mi nie pomożesz to już nic mi nie pomoże.
Właściciel
- Nigdy nie opiekowałam się takim małym dzieckiem, nie wiem co dokładnie powinnam robić.
- Darcus, wiem że to w tym momencie pewnie nie wiele, ale obiecuję ci że jeśli zrobisz to o co cię poproszę to dowiesz się wszystkiego. Po prostu nie mam teraz czasu, i to zbyt niebe... czekaj - rozejrzał się po czym wskoczył za kilka skrzyń obok nich - choć tu ty gnoju! - było widać trochę krwi chlapiącej na skrzynię po czym duszenie - po chwili wyszedł z powrotem Masil z krwią na rękach. - a więc? Zaryzykujesz? To dla mnie bardzo ważne... Można powiedzieć że zależy od tego moje życie.
Właściciel
- To był "do cholery" - zacytował niemal tym samym tonem - jeden z moim sobowtórów który albo miał za zadanie mnie zabić albo dowiedzieć się jakie mam plany, przynajmniej tak przeczuwam, nie wiem, te świry są nieobliczalne.
Właściciel
- Chciałbym... Problem jest taki że nie wiem... To było dawno temu, wróciłem po dłuższej wyprawie po krainie elfów, stało tam dwóch... Mnie, siedzieli tam i grali w karty, a potem zaczęło dziać się to wszystko, te cholerne kredki, udawanie mnie, więzienie wielokrotne, po prostu horror.
- Dziękuję że we mnie wierzysz, no dobra... Możesz ocenić w jakim dokładnie jest wieku? - zapytała Elisif Ayli.
Właściciel
- Jasne, dzięki - wróciła do Karczmy i stanęła za ladą. - i co teraz? - spojrzała na dziewczynkę - możesz chcesz spać? Albo jeść?
- No cóż - zastanawiał się chwilę Masil - przecież zatłukłem ich już co najmniej kilkadziesiąt! Widzisz? Tego też ! - podszedł do skrzyń i wyciągnął za nich z poranioną klatką piersiową uduszonego Masila (tudzież klona).
Właściciel
- Hmm - oparła się o ladę trzymając ją wciąż w rękach - piękna.
- Nie do końca chodzi mi o pokazanie ci czegoś, musisz zrobić coś tutaj. Dokładnie w tym wielkim ogrodzie w mieście.
Właściciel
Elisif pogłaskała ją lekko po głowie i uśmiechnęła się.
- Jasne, ale jak tylko to się skończy to muszę się zwinąć, klony mogą czekać już za rogiem, jak ten tu - wskazał na trupa.
Właściciel
- Zaraz zaraz... A od kiedy to ty się zgadzasz tak od dupy, nawet nie wiesz co chcę żebyś zrobił - spojrzał tak jak patrzył momentami na niektóre osoby ostatnimi czasy tak jakby była opcja że są klonami oryginałów.
Właściciel
- Dobra inaczej, mogę ci powiedzieć co chcę żebyś zrobił, ale nie mogę ci zbytnio wytłumaczyć czemu dokładnie chcę żebyś to zrobił.
Właściciel
- Potrzebuję żebyś zasadził w środku ogrodu nasiona tego drzewa - wyjął z kieszeni kilka błękitnych nasion. - Miałem iść z tym do Elisif ale doszedłem do wniosku że mógłbyś pomyśleć że planuje jakiś zamach albo coś.
Właściciel
- Szkodliwe? Nie, ale mi jeśli się uda może uratować życie, i nie tylko mi. Ech, biedna Skarllet. Ale dobra, a więc? Zgadzasz się?