Właściciel
- Mam kilka pytań, ale wolałbym rozmawiać na osobności.
Właściciel
Rozglądnął się szukając właściwego miejsca. Ruszył w stronę jakiegoś starego dębu na środku polany między bramą a lasem.
Właściciel
- Z tego co słyszałem to ty też mu groziłeś.
Właściciel
- Hmm, masz kopię tego "paktu" waszego z paladynami?
Właściciel
- Świetnie, Garrus przybył z nim od początku czy Raffas dołączył z czasem?
Właściciel
- Kiedy miasto leżało w gruzach i było znacznie mniejsze niż teraz.
Właściciel
- Bardzo zabawne, jeszcze jedno pytanie. Czemu ci tak zależy na tym lesie? Tylko szczerze.
Właściciel
- Dzięki, widać że można na tobie polegać, trudno znaleźć osobę równie szczerą. A teraz, mam coś do zrobienia jeśli pozwolisz.
Właściciel
Ruszył w stronę drwali, rozmawiali ze sobą, młody chłopak który wcześniej zemdlał siedział teraz i pił powoli z butelki wodę. Obok drwali stało dwóch ludzi z podobną karnacją do reszty (ich kolor skóry podchodził pod lekko szarawy i każdy z nich miał oczy szare lub lekko czarnawe.) Mieli srebrne mocno opancerzone zbroje, jeden z nich miał na plecach ogromną tarczę która była wyższa od niego jak jedna jego głowa a na dole sięgała mu poniżej kolan. W ręce trzymał sporej wielkości dwuręczny mieć opierając go o ziemię, drugi natomiast miał na plecach taką samą tarczę jednak jego tarcza przypominała bardziej w kształcie pół-księżyc. trzymał w ręce ogromną 5 metrową halabardę której ostrze mieniło się na niebiesko.
- Konkar! - zawołał dowódca drwali do tego z mieczem w ręku. - Gdzie wóz?
- Zatrzymaliśmy go obok farmy kawałek stąd. - odpowiedział tamten.
- Świetnie. Dobra Wizyr idziesz ze mną - odezwał się do drugiego - a ty zostań tu i przypilnuj żeby drwale nie kontynuowali pracy.
- Ma się rozumieć sir.
Właściciel
Rzecz jasna byli ludźmi, jednak z ich koloru skóry można było się zorientować że nie pochodzili z Myrthany, raczej gdzieś z daleka, jakiegoś bardziej srogiego kraju. Szef drwali wraz z jednym z rycerzy ruszyli w stronę farmy.
Właściciel
Odskoczył i podniósł halabardę tak że połowa była za nim a druga z ostrzem kończyła się tuż przed tułowiem naga, nie odzywał się gotowy do walki. Młody drwal znowu padł nieprzytomny a inny drwal z krótkim mieczem przy pasie stojącym obok niego tylko pokręcił głową, większość drwali patrzyła się na węża z zdziwieniem.
Elisif tymczasem siedziała wciąż z dzieckiem w Karczmie zastanawiając się czy darcusowi uda się przekonać drwali. Wiedziała żeby lepiej nie iść tam z dzieckiem bo nigdy nie wiadomo do czego mogłoby dojść.
Właściciel
- Hmm - mruknął cicho zamyślony rycerz i stanął w poprzedniej pozycji. Tymczasem szef drwali wraz z jednym z rycerzy Wizyrem dotarli na farmę ///mógłbyś opisać wygląd farmy i okolicy?
Właściciel
///A tak zapomniałem, w sumie nie wiem, bo tego by było sporo a potem jakby ktoś wpadł na jakiś pomysł z jakimś kimś/czymś czy coś to by nie miał jak D:///
Obok jednego z pól stał spory wóz pełny jakichś przedmiotów przykrytych sporą narzutą. Obok wozu stało jeszcze 2 takich rycerzy w podobnych zbrojach z podobnymi tarczami jakie mieli pozostali.
- Szybko poszło co Stratum? - zapytał jeden z nich opierając się o ogromny młot stojący obok niego.
- Jeszcze nie koniec, myślisz że po co przyszedłem? - odezwał się szef drwali podchodząch do wozu.
- Po sprzęt, boisz się z nim na pięści bić nie?
- Bardzo zabawne, dobrze wiesz że nigdy nie wiadomo co ta żmija wymyśli.
- A no tak. A co potem? Jakieś dalsze instrukcje czy wolna ręka?
- Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia ale najważniejszą jest na razie Raffas.
- Rafasssss - odpowiedział drugi z rycerzy naśladując węża, a pozostali dwaj zaśmiali się krótko.
- Dobra ale koniec żartów. - odezwał się Stratum zakładając pancerz taki sam jak tamci, jego pancerz różnił się tylko tym że większość osób nosiło duże rycerskie hełmy z piórkiem a ten hełmu nie posiadał. Wziął długi jednoręczny miecz i przypiął go do pasa. Następnie spojrzał na rycerza który przywitał go na początku. - Idziesz ze mną i Wizyrem, Konkar pilnuje drwali, a ty Lusk zawieź wóz na tamto wzgórze. - wskazał ręką na pagórek na którym stał kolejny rycerz z takim samym ekwipunkiem co reszta.
- Ssssie wie... - złapał za ramiona wozu i zaczął iść w stronę wzgórza. Tymczasem Stratum wraz z pozostałymi dwoma ruszył w stronę drwali.
Właściciel
Stratum z swoją dwójką ludzi wrócili na miejsce, podszedł do Konkara.
- Zbierz drwali i niech wracają na wzgórze obok tej dużej farmy którą omijaliśmy, rozumiesz? - rycerz kiwnął głową i zaczął zbierać ludzi, Stratum natomiast z swoimi ludźmi podszedł do Darcusa. - mógłbyś być tak łaskaw i pokazać gdzie jest siedziba Raffasa?
Właściciel
- Mam pewne rozkazy, udaj się tam ze mną a wszystkiego się dowiesz. Na początek z nim porozmawiam.
Właściciel
- Biorę swoich dwóch ludzi. - wskazał na rycerzy za sobą - dlatego wątpię żebyś musiał brać kogokolwiek. Raffas nie wie o tym że tu jestem więc wykorzystam element zaskoczenia. A jeśli ma odrobinę rozsądku w tym swoich pustym łbie to nie zaryzykuje i nie spróbuje stawiać oporu.
Właściciel
Ruszył w stronę miasta powolnym krokiem.
- Nazywam się Stratum, jestem dowódcą VII batalionu "Poświęconych". A Raffas jest kimś kto udaje że jest kimś kim nie jest.
Właściciel
- To zależy czy wierzyć plotkom czy tym co aktualnie wiemy. A aktualnie wiemy że to zwykła szumowina która już dawno powinna zawisnąć, ale ten spryciarz podrobił królewski list i udało mu się wrobić Garrusa że wasz król kazał mu zostać jego lewą ręką. - odpowiedział przechodząc przez bramę i stanął. - a więc dokąd teraz? - zapytał.
A co do samych Poświęconych to raczej niewielka szansa była żeby darcus o nich słyszał jako iż pochodzili zza kontynentu a w Myrthanie pojawili się po raz pierwszy.
Właściciel
- Tak się składa że dowody przekażę nie komu innemu a Garrusowi. Takie mam zadanie. Chyba nie myślisz że próbuję cię oszukać co? Sam pomyśl, myślisz że ktoś taki jak on mógł fair zdobyć władzę?
Właściciel
- Nie potrzebuję twojej pomocy w tym przypadku. Jeśli jesteś jednym z tych co zawsze muszę wszystko wiedzieć to możesz teraz zawrócić. Nie ważne kim jesteś, rozkaz mam od króla więc nieważne kim byś był, nie zabronisz mi wykonania roboty. No chyba że lubisz się sprzeciwiać królestwu, to by była dopiero utrata reputacji.
Właściciel
- Nie o to chodzi, mam na myśli że nie mam powodu żeby póki co cię informować o moim zadaniu.
Właściciel
///A czemu spodziewasz się że wszyscy będą wszystko muwić?///
- Jeśli tak bardzo cię to interesuje to choć zemną a wszystko się wyjaśni, ja nic więcej póki co nie powiem. - stanął przed bazą Raffasa. Jeden ze strażników go skądś rozpoznał i zwiał do bazy.
Właściciel
///oczywiście na pewno nie napisałem tego specjalnie///
Raffas stał przy mapie lasu niczego się nie spodziewając. Najwyraźniej strażnik który widział Stratuma się gdzieś schował. Stanął przy wejściu do pomieszczenia a po jego bokach stanęli jego ludzie. Raffas nie zwracając na nich uwagi podniósł butelkę do ust i wziął łyka wody. Płukał sobie gardziel.
- Witaj Raffas. - ów człowiek słysząc go opluł całą mapę i spojrzał w ich stronę.
- Skąd ty... tu... jak... .... Przecież to niemożliwe! Skąd się tu wziąłeś?!
- To nie wiesz? Przecież jestem szefem twoich drwali.
- Ale... Przecież... Co się stało z Garnakiem?!
- Siedzi teraz na wyspach księżycowych i opala się popijając Grog.
- Przekupiłeś go! Ty...
- Milcz! Mam dla ciebie pewną propozycję.
- Niby jaką?
- Ty dasz się powiesić a nie będę musiał cię torturować.
- Humor ci dopisuje co? - odszedł kilka kroków od mapy zbliżając się do ściany leżącej na przeciw Stratuma.
- Nie uciekniesz, to twój koniec. Zapłacisz za swoje wszystkie kłamstwa, ty żmijo! - wyciągnął miecz i zaczął powoli iść w jego stronę.
- Ty i ci wasi przeklęci asasyni! Niech was wszystkich piekło pochłonie! Poza tym raczej powinieneś nazywać mnie kobrą.
- Co? - Raffas wyjął jakiś pierścień z dziwnymi runami mieniącymi się na zielono. Założył go, zmienił się w ogromnego węża, kobrę dokładnie. Przewił się szybko po podłodze i wysunął przez okno, był szybki, szybszy niż jakikolwiek człowiek. Jakiś strażnik idący akurat ulicą próbował go zatrzymać ale Raffas-kobra przesunął po nim przygniatając go do ziemi. Przyspieszył i uderzył w mur robiąc w nim dużą dziurę, jeden z ludzi na murach spadł i wpadł do krzaków. Wąż ruszył dalej i zniknął za wzgórzem. Ruszył w stronę dawnego kraju elfów którego granica znajdowała się nie daleko. Stratum stał w oknie z szeroko otwartymi ustami. - To niemożliwe...
Właściciel
- Ale ten pierścień, już go gdzieś widziałem. Wydawał się taki znajomy.
- Może jeden z trzech?
- Przecież wszystkie zniszczyliśmy.
- Racja.
Po Garrusa nie trzeba było biec, był już w budynku.
- Co tu się ku*wa dzieje?