Właściciel
- Ej spokojnie! - Garrus podszedł bliżej - Można to załatwić bez przemocy!
- I co teraz? Zabijesz mnie? Póki nic nie zrobiłem jestem niewinny, zabijasz niewinnego człowieka, co na to twoje zasady? No chyba że wy bezbożni mordercy nie macie już swoich zasad co?
Elisif stała obok Kate zastanawiając się chwilę w końcu podeszła kawałek bliżej i położyła rękę na jego ramieniu
- Darcus przestań... - jej głos brzmiał jak błagalna prośba, nie chciała rozlewu krwi, po żadnej ze stron.
Właściciel
- Darcus przestań! Proszę! On nie musi umierać! - Chciała im potrząsnąć ale wiedziała że to by się źle skończyło. Do oczu napłynęły jej łzy. Do pokoju wbiegło kilku strażników z wyciągniętą bronią ale stanęli nie wiedząc co robić.
- No dalej... Zobaczmy jak barbarzyńscy są asasyni... - powiedział Raffas
- Darcus! - krzyczała wciąż Elisif - zabijając go nie będziesz lepszy!
Właściciel
Garrus stał dalej myśląc o tym co tu się stało po czym odezwał się.
- Raffas u mnie w siedzibie za 30 minut. - i wyszedł. Elisif wciąż stała.
- A ty czego jeszcze chcesz? - zapytał przykładając kawałek skóry do szyi.
- Nie możesz wysłać nikogo do lasu.
- Pf, myślisz że skoro twój brat mnie nie przekonał to ty dasz radę?
- On wie mniej ode mnie, w lesie są istoty które nie pozwolą zbliżyć się wam do lasu, zabiją twoich ludzi jeśli tam przyjdą.
- Haha! Obaj jesteście żałośni, nie boję się waszych zastraszeń! Wynoście się obie! Mam lepsze rzeczy do roboty niż marnować na was czas.
- Twoi ludzie tego pożałują...
- Zobaczymy.
- Choć Kate, to tego idioty nic nie dotrze. - Obie wyszły i stanęły na środku ulicy.
- I co teraz? - zapytała Kate
- Nie mam pojęcia.
Właściciel
- Darcus, nie, nie zabijesz go. Zabicie go nic ci nie da, niech sam się przekona że mówiłam prawdę.
Właściciel
- Przecież nie możesz tak po prostu go sobie "wziąć" to nieludzkie!
Właściciel
- Słuchaj w lesie jest masa istot które dopilnują żeby drwale nie ścieli nawet jednego drzewa, może poczekamy aż się przekona że nie kłamałem i może wtedy zmieni zdanie?
Właściciel
- Może wystarczy ich namówić? Przecież nie są głupi.
Właściciel
- Niech ci będzie. Ja muszę się przejść, zobaczymy się później - I Elisif ruszyła w swoją stronę. Kate stała nie wiedząc co robić.
Właściciel
Kate przyglądała się temu nie ukrywając swego zaciekawienia.
Właściciel
Kate ruszyła w końcu w stronę Karczmy.
Właściciel
Kate nie odzywając się weszła do swojego pokoju i usiadła na łóżku.
Właściciel
Elisif przyszła po kilku godzinach. Usiadła przy stoliku i zawołała do Karczmarza.
- Daj trochę wody.
Właściciel
- Dzięki - zaczęła pić powoli patrząc się w podłogę.
Właściciel
- Nie wiem, jeśli drwale nie zmienią zdania to może polać się krew.
Właściciel
- Tak, ale pod pewnym względem to źle, muszę się nauczyć sama załatwiać swoje problemy, nie zawsze będzie przy mnie.
Właściciel
- Do tej pory prawie niczego nie załatwiam sama. Niezbyt mi się to podoba.
Właściciel
- Robię to tylko dlatego że muszę.
Właściciel
- Wiem, z tego powodu cieszę się że mam darcusa. - dopiła wodę i postawiła butelkę na ziemi. - a teraz muszę chwilę odpocząć - i poszła do swojego pokoju.
Właściciel
I tak więc minął wieczór i noc. Rano Elisif zapukała do pokoju Kate.
- Jesteś tam? - otwarła drzwi, nie było. - Eh... Pewnie jest w lesie. - zeszła powoli schodami, przywitała gestem ręki Karczmarza i zeszła do podziemi, weszła do szpitala i podeszła do Ayli. - wiesz może gdzie jest darcus?
Właściciel
- Dzięki - wyszła i udała się do komnaty.
Właściciel
Podeszła do Darcusa.
- Odkryliście coś ciekawego?
Właściciel
- Nie ma problemu - odpowiedziała - zanieść teraz czy mogę wam tu w czym pomóc?
Właściciel
- Nie uczyłeś mnie nigdy tego, więc nie umiem. - odparła
Właściciel
- A od kogo mogę się tego nauczyć?