Właściciel
- Może było by lepiej - mruknęła pod nosem.
Właściciel
- A ty idź mordować zwierzęta w lesie bo to jest przecież potrzebne...
Właściciel
Kate wyszła bez słowa z pokoju a Elisif przyglądając się co robią reszta z Darcusem zastanawiając się o co chodziło Kate.
Właściciel
- Nie wiem, wszystko możliwości jakie znam powiedziałam ci w ogrodzie, mam nadzieje że oni na coś wpadną.
///Nie powiedziałem ona zamierza umierać z głodu leżąc na ziemi, bo to jest akurat głupie, miałem na myśli to o czym napisałem wcześniej///
Właściciel
A Elisif tuż za nim.
///Chodziło mi raczej że nie aż w takich ilościach jak teraz to jest, wiesz że idąc na logikę to wycięciu całego lasu prawdopodobnie towarzyszyły by liczne polowanie z tego powodu. Poza tym są jeszcze owoce, warzywa, ciastka...///
Właściciel
Podeszła do manekina (czy co to tam było) i zastukała kilka razy po czym odsunęła się kawałek.
///Cicho jedyny skład ciastek jaki znam pochodzi z minecrafta... A co jak kamienie też mają uczucie tylko o tym nie wiemy? Poza tym jak już mam wybierać to wolałbym żeby ludzie ograniczyli wybijanie zwierząt a nie przestanie jedzenie w ogóle.///
Właściciel
Elisif podeszła do niego i usiadła.
- To raczej dobrze nie?
Właściciel
- Przecież nie jesteś zwykłą osobą która po prostu w wypadku w mieście straciła wzrok.
Właściciel
- Oni nie uratowali świata darcus - uśmiechnęła się.
Właściciel
- Dobrze. - wstała powoli i wyszła, weszła na górę Karczmy i podeszła do Karczmarza - wiesz gdzie jest Kate?
Właściciel
- A nie wspominała przypadkiem o co jej chodziło że mnie wołała?
Właściciel
- Mówisz serio? Chyba wiem gdzie jej szukać - powiedziała i wyszła, ruszyła w stronę lasu, Kate siedziała tuż przy tabliczce mówiącej "ścinka lasu" i data pokazująca że odbędzie się za 3 dni. Siedziała milcząc patrząc w las bez słowa. Elisif usiadła obok niej - Jestem
- Widzę - odpowiedziała na odwal się.
- Ax mówił że ponoć rycerze chcą ściąć kawałek lasu, rozumiem że lubisz tutaj przebywać, ja też, ale przecież jest też reszta la...
- Kawałek?! Ci cholerni barbarzyńcy chcą ściąć cały las! Rozumiesz?! CAŁY LAS!
- Zaraz... Przecież tam jest masa starych ruin, jaskiń, parę osób o których paladyni lepiej żeby się nie dowiedzieli jeśli oni...
- Jeśli oni zetną ten cholerny las to ich głowy razem z nim! I wszystkie owady! Zwierzęta! Wszystkie momenty której tutaj razem spędziliśmy zostaną przerobione na czyjś kibel wraz z drewnem! - Elisif westchnęła ciężko.
- Więc co zamierzasz zrobić?
- Nie wiem... Nie mam pojęcia... Ax tylko nie potrzebnie mnie rozzłościł... Mam dosyć tego przeklętego miasta, chciałabym się zaszyć w tym lesie na wieki... Ale teraz nawet to mi odbierają!
- Kate - położyła jej rękę na ramieniu - przecież wiesz że oni nas nie zrozumieją, musimy sobie poradzić same...
- Ale jak?! Co chcesz zrobić?! Rozłożyć malunki z strasznymi niedźwiedziami?!
- Więc może zajrzymy do Ifiliet? Ona na pewno coś wymyśli.
- Myślisz?
- A mamy inne wyjście?
- Ehh... No dobrze... - wstała a Elisif tuż za nią. - choć czuję że to się źle skończy... - i obie weszły w las.
Właściciel
Przed wejściem stał ten sam strażnik co ostatnio widząc darcusa przesunął się i odezwał.
- Tak tak, musisz rozmawiać bezpośrednio z szefem... Właź właź... - machnął ręką i oparł się o ścianę.
Właściciel
- Spokojnie tam! - podszedł powoli i otwarł drzwi.
Właściciel
- Wow wow! Spokojnie! Bez nerwów. Poza tym las jest pod kontrolą Raffasa nie moją. A co? Postanowił go część wyciąć? Cóż trochę drewna nigdy nie zaszkodzi.
Właściciel
- A co ci to szkodzi? To tylko kawałek lasu? Zresztą mówiłem ci! Jak masz jakiś problem to idź z tym do niego nie do mnie!
Właściciel
- Ehh niech ci będzie... - podszedł bliżej niego.
Właściciel
- No dobra... - ruszyli i po kilku minutach byli na miejscu, strażnicy wpuścili ich bez pytań, Raffas stał właśnie nad planem lasu rysując coś na nim.
Właściciel
- Hę? Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to cały.
Właściciel
- A co na tym tracisz co? Potrzebujemy tego drewna! Bez surowców nasze miasto nigdy nie będzie na tyle potężne na ile chcemy żeby było! Nic na tym nie tracimy, w okolicach jest pełno łąk na których myśliwy mogą polować więc zwierzyny nie stracą! Nic nie tracimy! Same plusy!
Tymczasem Elisif wyszła z leśnej chatki Ifiliet i podeszła do Kate która czekała na zewnątrz.
- I co teraz? - zapytała zniecierpliwiona Kate
- Musimy iść do Garrusa.
- Hmm? Czemu?
- Dla dobra jego ludzi, Ifiliet powiedziała że każdy człowiek królewski jaki zbliży się do lasu i choćby złamie gałąź przy drzewie zostanie zabity, w lesie jest pełno minotaurów, centaurów, ocalałych elfów i całej masy innych tego rodzaju istot. Nie oddadzą lasu za darmo.
- Więc może nie informujmy zamku? Należy im się to.
- Kate, znasz ludzi króla, ich nie powstrzyma nawet i tysiąc elfów, dlaczego trzeba spróbować rozmów z nimi.
- Wątpię że nam się uda...
- Nie mamy wyjścia, a teraz choć nie ma na co tracić czasu.
Właściciel
- Ponieważ idzie na to za dużo pieniędzy! Nie mamy tyle funduszy! Król przestał wysyłać surowce bo boją się! Lada chwila może rozpocząć się III wojna z orkami!
- Myślałem że biją się teraz między sobą klanami? - wtrącił się.
- Doszły nas wiadomości że zostali złączeni, przez jakiegoś trolla jeśli mnie pamięć nie myli.
Właściciel
- Nie ma teraz na to czasu! Nie możemy wiecznie polegać na waszej pomocy! Poza tym czego się tak przywaliłeś do tego przeklętego lasu?!
Właściciel
- Hola hola... Przecież groźby nie są potrzebne - powiedział Garrus nie wiedząc co robić.
- Źle na tym skończysz, wasz zakon raczej nie będzie się cieszył dużym poparciem już nigdzie, poza tym drwale dostali zapłaty, będą tutaj już jutro. Nic nie zrobisz.
Właściciel
- Wszyscy zrozumieją, połowa miasta wie że wojna się zbliża, czasami złamanie zasad jest potrzebna żeby móc przetrwać, poza tym swojej pozycji nie polepszysz zabijając mnie. - wtedy do pokoju weszła Elisif z Kate
- Nie możecie ściąć tego lasu!
- Ku*wa kolejni...
Właściciel
- Twoja pewność ciebie zabrała ci wzrok, chcesz stracić więcej? To cię zgubisz, dobrze o tym wiesz. A teraz wyjdźcie! Wszyscy! Mam coś do zrobienia, muszę przygotować kowali żeby zdążyli naostrzyć siekiery. Nie myśl ślepcze że boję się twoich gróźb. Odwrócił się i wrócił do stołu.