Vapen pisze:
Zawsze było.
Właśnie. Btw, piszę od niedawna alternatywne zakończenie Trylogii Czarnego Maga, w którym to Sonea zginęła podczas najazdu Ichanich, nie Akkarin, a Lorlen pozwolił się Akkarinowi uleczyć wtedy w ruinach zawalonego budynku. Z Imardinu jednak udało się zbiec jednemu Sachakańskiemu czarnemu magowi - Avali, wraz z kilkoma niewolnikami. Podczas jej ucieczki kobieta doprowadziła do zawalenia się budynku uniwersytetu, z którego pobrała moc, żeby móc obronić się przed Kyralianami i uciec, przez co zginęli wszyscy znajdujący się w owym budynku ludzie, głównie ranni po bitwach, w tym (jak się wszystkim zdawało) Lorlen. Lata później jednak (jest to już akcja właściwa opowiadania, a nie prolog, jak to, co opisałam wyżej), kiedy Imardin pozbierał się już po walce z Ichanimi, wychodzą na jaw nowe fakty, między innymi to, iż Avala wcale nie zbiegła z miasta, a jedynie zaszyła się w jego podziemiach, wraz z dwoma ulubionymi niewolnikami (reszta miała zmylić pościg, kierując się ku Sachace) i pewną tajemniczą osobą, której nagłe pojawienie się z powrotem wzbudza niemałe kontrowersje w całej Kyralii. Nim Gildii udaje się ich znaleźć, Avala wiedząc, że zostanie niedługo złapana, uczy ową personę czarnej magii i oddaje jej całą swoją moc. Niedługo po tym zdarzeniu okazuje się, że właśnie Lorlen jest tą cudownie ocalałą osobą, którą Sachakanka zabrała ze sobą do podziemia, jednakże w wyniku owego tragicznego "wypadku" jakim było runięcie uniwersytetu po wyssaniu z niego mocy przez Avalę, stracił on całą pamięć ze swojej przeszłości, dzięki czemu Avala z łatwością wmówiła mu, że są przyjaciółmi i uczyniła swoim sprzymierzeńcem. Z czasem połączyła ich faktyczna nić sympatii, przez co tym gorsza była dla Lorlena konieczność odebrania jej (na jej własną prośbę) życia, zanim zostaną znalezieni przez Gildię Magów. Co więcej jednak, podczas katastrofy Lorlen stracił nie tylko pamięć, ale i czucie w obu nogach, na wskutek przerwania rdzenia kręgowego w okolicach miednicy i nawet magia uzdrowicielska nie mogła mu pomóc, gdyż bez pamięci jego posługiwanie się nią było bardzo ograniczone, wręcz tylko instynktowne (np.: W celu zneutralizowania zmęczenia). Kiedy były administrator Gildii powraca z powrotem, w towarzystwie dwójki byłych niewolników Avali, którzy pomagają mu w normalnym funkcjonowaniu, Imardin jest wstrząśnięty, a sami magowie nie mają najmniejszego pojęcia, co z tym począć. W końcu Lorlen jest w teorii magiem Gildii, ale w praktyce nie pamięta niczego ze swojej przeszłości, co więcej - przez lata był pod szkodliwym wpływem Ichaniego, od którego nauczył się także czarnej magii. Sprawa po części rozwiązuje się, kiedy czarny mag Gildii, Akkarin, oferuje wzięcie dawnego przyjaciela pod swoją opiekę i doprowadzenie do tego, aby ten odzyskał pamięć. Wówczas ten, nawet znając i posługując się czarną magią, mógłby pozostać w Gildii, jako jej drugi czarny mag (ten z Trylogii Zdrajcy załóżmy, że nie istnieje). Gildia, po długich rozważaniach na ten temat, przystaje na jego propozycję, z zastrzeżeniem, iż Akkarin będzie miał tylko jeden rok do wywiązania się z umowy, inaczej były mag Gildii czy nie, Lorlen zostanie potraktowany jak zwykły sprzymierzeniec Ichanich, posługujący się na domiar złego czarną magią. W tle przewija się też wątek młodej Mistrzyni Opal, uzdrowicielki, która szuka w życiu powołania, pasji, czegoś, czym mogłaby się odpodobnić od tłumu, więc w pewnym momencie decyduje się podjąć wyzwania i dokonać niemożliwego - sprawić, aby (w teorii trwale i nieuleczalnie kaleki) Mistrz Lorlen stanął na nogi i mógł znowu swobodnie chodzić. W opowiadaniu pojawia się dużo wątków z shipu Lorlen X Akkarin (choć piszę to tak, żeby można to też było interpretować jako zwykły bromance - nie chcę odstraszyć czytelników no-homo, bo z założenia opowiadanie ma być dla wszystkich).