Tym razem tylko przytaknął, po czym zamilkł i czekał na umówiony sygnał.
Właściciel
Omeg:
Kwadrans mija, a ten nie nadchodzi.
Korobov:
Więc biegniesz.
//A czemu mieliby nie trafiać?//
//No w sumie każdy może mieć lepszy dzień.
Biegnie i tylko sprawdza, czy go nie gonią.
Właściciel
Gonią go blasterowe błyskawice, to powinno mu na razie wystarczyć.
Więcej sięnie pyta, tylko ucieka.
Właściciel
Udało Ci się dobiec do krzaków.
I biegnie dalej, przy okazji szukając reszty.
Właściciel
Oni uciekli wcześniej, więc jeśli nie są martwi, to są dość daleko.
Właściciel
Biegłeś dość długo, ale chociaż odgłosy walki ucichły.
W końcu przysiada i sprawdza, jak jest źle.
Właściciel
Zależy czy rozumiał przez to swoją sytuację, swój obecny stan czy może coś jeszcze innego.
Swój stan. Swoją drogą, zbroja powinna wytrzymać...
Właściciel
Nie jest tak źle, nieco otarć, siniaków i lekkich poparzeń. Najbardziej boli udo.
Właściciel
Korobov:
Na razie to Ty sobie możesz iść przez dżunglę i modlić się, że jej nie zbombardują, albo nie wyślą pościgu.
Omeg:
Wtedy zapiszczał komunikator, a Besalisk kiwnął głową.
- Idziemy.
Trandoshanin i Rodianin zaczęli wspinać się po ścinach, by dostać się na dachy budynków, stamtąd do wilii. Natomiast Wookie podsadził kobietę, a później sam wlazł na dach, by zorganizować stanowisko snajperskie. Natomiast Besalisk przygotował swój obrotowy karabin blasterowy jedną parą łap, a drugą złożył, by podsadzić Cię na dach budynku.
Właściciel
Więc idziesz w nieznanym Ci kierunku przez dżunglę, która pokrywa większość planety. Czy to aby na pewno dobry pomysł?
Racja... Próboje namierzyć jakiś środek transportu.
Właściciel
W dżungli ciężko o śmigacz.
COKOLWIEK... Nawet może być bantha czy inny rancor.
Właściciel
Ani tego, ani tego. Największe zwierzę jakie spotkałeś, to ptak wielkości Twojej głowy, który dość szybko odleciał.
Idzie w stronę najbliższej cywilizacji. Łatwo to wyśledzić. A poza tym szuka na częstotliwościach, co i jak.
Właściciel
Właśnie niezbyt łatwo, bo jesteś pośrodku dżungli, a miast tu niewiele. No i komunikator Ci padł.
Patrzy się tylko, czy nie zanosi się na burzę... Idzie w stronę pod kątem 120 stopni w prawo w stosunko do tego, w którym ssedł.
- Niezłą macie organizację - mruknął, po czym korzystając z pomocy Besaliska wszedł na dach.
Właściciel
Korobov:
Tropikalny upał, ale owszem nie pada. Niemniej, idziesz, cały czas przez dżunglę.
Omeg:
Trafiłeś na kwadratowy dach jakiegoś domu. Besalisk wlazł za Tobą, a później jednym susem przeskoczył na sąsiedni balkon, gdzie była już willa. Wypada iść w jego ślady.
Poszedł więc w jego ślady, choć prawdę mówiąc nie uśmiechało mu się zbytnio skakanie, zwłaszcza w pancerzu.
Właściciel
Nie był to jednak aż tak wielki problem, jak mu się wydawało, i swobodnie wylądował po drugiej stronie.
Właściciel
Besalisk prowadził przez korytarz, który ciągnął się dość długo. Wasze kroki dudniły o marmurową posadzkę, ale po chwili dołączyły do nich kolejne.
Niemal odruchowo zatrzymał się i przyległ do ściany.
Idzie dalej uważnie obserwując okolicę.
Właściciel
Omeg:
Besalisk zrobił podobnie, ale na szczęście kroki ucichły, a więc osoby Was ominęły.
Korobov:
Jest przez cały czas niezmienna.
- Musimy uważać - szepnął odklejając się od ściany
Właściciel
Omeg:
Besalisk potwierdził, aż nagle usłyszeliście krzyki i strzały z miotacza. Później, jakieś dwie minuty po pierwszym strzale, rozległy się nawoływania, kolejne krzyki i blasterowa kanonada.
Korobov:
Zaczyna się ściemniać. Noc zapada tu dość szybko, więc lepiej poszukać schronienia.
Sprawdza, czy uda mu się wspiąć na drzewo.
//Tak odpoczywał na Shili w czasie polowań.
Właściciel
Na większość może, wystarczy wybrać jakieś konkretne.
Wlazł na takie z dosyć gęstą koroną.
Właściciel
Znalazłeś takie, na szczęście byłeś tam sam.
Oparł się o pień i zasnął półsnem.
- Wkraczamy? - spytał, po czym nie czekając na odpowiedź pobiegł w stronę, z której dobiegały hałasy.
Właściciel
Korobov:
Obudził się dnia następnego.
Omeg:
I nieczekanie na odpowiedź było błędem, bo potężny obcy złapał Cię za ramię swoim wielkim łapskiem i przyciągnął do tyłu.
- Nie. - odparł stanowczo. - My robimy swoje, a oni robią swoje.
Sprawdził, czy nie ma nikogo pod spodem.