Idzie swpowrotem po swoich śladach do bazy uważając zajebiście na Imperium.
- Nie rozumiem logiki takiego posunięcia, ale jak tam chcesz.
Właściciel
Korobov:
Owych śladów było niewiele, ale jakoś wróciłeś do zgliszcz obozu. Już z daleka widziałeś tam morze białych pancerzy.
Omeg:
Już miał wytłumaczyć Ci, o co chodzi, gdy nagle szepnął niemal bezgłośnie:
- Strażnicy.
Po wypowiedzeniu tych słów wskazał dolnymi łapami na korytarz przodu, a górnymi przygotował do strzału swoją obrotową broń.
Sprawdza, ile dokładnie tam ich jest. Plus minus.
Właściciel
Przynajmniej pół setki,a drugie tyle może być rozproszone po najbliższych okolicach obozu, więc stanie tu nie jest zbyt rozsądne.
WRaca w głąb dżungli... Oni się zgubią, ale nie on...
Także przygotował swą broń.
Właściciel
Korobov:
Więc wróciłeś, ale siedzenie w dżungli to niezbyt dobry pomysł, nieprawdaż? Przynajmniej, jeśli brać pod uwagę jakieś dalekowzroczne plany, bo tutaj już się raczej nie przysłuży Rebelii.
Omeg:
Po chwili zza rogu wyszło pół tuzina strażników. Każdy nosił czarny uniform, na który składały się spodnie, ciężkie, wojskowe buty, czapka z daszkiem, kamizelka odporna na kilka strzałów z blastera i kabura przy pasie. W każdej z nich tkwił pistolet blasterowy. Oczywiście wszyscy dysponowali też wiboostrzami do walki w zwarciu i karabinami blasterowymi, przewieszonymi przez ramię lub trzymanymi w rękach. Najwidoczniej się Was spodziewali, bo otworzyli ogień, gdy tylko znaleźliście się w zasięgu wzroku. Besalisk oczywiście nie pozostał im dłużny, gdyż wypuścił krótką serię ze swojego karabinu, powalając dwóch z nich, a pozostałych zmusił do chwilowej ucieczki.
- Czyli wiedzą, że tu jesteśmy. - warknął.
Na razie nic nie możę zrobić... Wdrapał ię na jakieś drzewo i obserwuje Imperialnych, ile, co mają oraz skąd przybywają.
- A więc wsypa? Zresztą nieważne. Musimy stąd uciekać zanim przyjdzie ich tu więcej.
Właściciel
Omeg:
- Odciągamy ich uwagę, tak jak inni, żeby Silik mógł zrobić swoje. - odparł Besalisk, ale zamilknął, gdy pył i kawałek gruzu ze ściany spadł mu na wielki łeb z okazałym grzebieniem. - Choć zmiana naszych pozycji może być nawet dobrym pomysłem.
Korobov:
Siedzisz więc na drzewie, blisko sił Imperium. Kwestią czasu było, nim ktoś Cię zauważy. I tak się stało, gdy trójka szturmowców na patrolu otworzyła do Ciebie ogień, najwidoczniej mieli zabić każdego, kto tylko się tu zbliży.
Odpowiedział ogniem uciekając po gałęziach na inne drzewa wgląb dżungli, ale tak, by patrol poszedł za nim.
Rozejrzał się za jakąś dogodną osłoną.
Właściciel
Omeg:
Jedynie mała szafka, ale jak się schylisz, to powinna wystarczyć.
Korobov:
Zabiłeś jednego szturmowca, ale inni zamiast strzelać do Ciebie, zaczęli celować w gałęzie, a jeden trafił w tą, na której akurat stałeś. Jak można było przewidzieć, runąłeś w dół jak długi, a odgłosy strzelaniny zwabiły kolejny tuzin szturmowców.
W takim razie schylił się za szafką i w razie potrzeby oddawał ostrzał.
Właściciel
Owszem, potrzeba była. A mianowicie jeden ze strażników wychylił się, obrywając blasterową błyskawicą prosto w twarz.
- Niezły strzał. - pochwalił Twój towarzysz. - Lepiej zmieńmy pozycję.
Właściciel
Zaczął się powoli wycofywać, ubezpieczając Was ogniem.
Podążył za jego przykładem.
Właściciel
Ostatni strażnik najwidoczniej uciekł, ale pewnie wróci. Z kumplami, rzecz jasna.
- Dobra, zmywamy się. - rzekł Twój towarzysz. - Przebiegnijmy zachodnie skrzydło i spotkajmy się w środku rezydencji z drugą grupą, która idzie ze wschodniego.
- Dalej poruszamy się razem, czy lepiej się rozdzielić?
Właściciel
- Nie znasz zbytnio planu willi, a jest ona spora, więc lepiej trzymaj się mnie.
Właściciel
No więc ruszyliście, jak na razie brak strażników, co możesz uznać za dobry kredyt.
Biegł dalej w nadziei, iż ów stan braku strażników się utrzyma.
Właściciel
Po chwili usłyszałeś kroki, ale dość odlegle. Przynajmniej na razie.
- Powinniśmy się niepokoić? - spytał, nie zwalniając
Właściciel
- Dopóki nie zaczną do nas strzelać, to nie. - odparł Besalisk, nieco przyspieszając. - Wookie i Trando powinni być tuż za rogiem.
- O ile ich nie złapali ani nie są zdrajcami - zauważył
Właściciel
Zanim Besalisk odpowiedział, wbiegliście za róg. Zobaczyliście tam prowizoryczną barykadę z dużej szafy i mniejszej komody. Kulili się za nim Wookie i Trandoshanin, strzelając do dużej grupy strażników, takich jak Ci, których spotkaliście wcześniej. Drugie tyle leżało rozciągniętych na podłodze, po celnych strzałach najemników.
- Odwołuje zarzuty - powiedział, po czym wyciągnął broń i zaczął strzelać w stronę strażników
Właściciel
Trafiłeś dwóch, a obaj upadli. Nagle jeden ze strażników nasilił ogień, a drugi wychylił się i porzucił bezpieczną osłonę, by odciągnąć w bezpieczne miejsce drugiego z postrzelonych, który chyba jeszcze żył. Choć mógł mieć też przy sobie coś przydatnego, na przykład amunicję, lepszą broń czy choćby granat.
Na razie zignorował postrzelonego i jego asekuratora, skupiając ostrzał na nadgorliwym strzelcu.
Właściciel
Ten dostał, prawdopodobnie jest ranny, ale zdołał się schować, podobnie jak pozostali dwaj.
Także skorzystał z najbliżej osłony, zostawiając resztę roboty towarzyszom.
Właściciel
Faktycznie, nie trwało to długo. Besalisk z Z-6, Trandoshanin z bronią udarową i Wookie ze swoją kuszą pozbyli się wszystkich strażników.
Zebrał się błyskawicznie i udał się wgłąb dżungli biegnąc, co chwila odwracając się i wysyłając szturmowcom wiązki blasterowe.
Właściciel
Zabiłeś dwóch, nieco się oddaliłeś, ale otrzymałeś przynajmniej pięć postrzałów.
Dalej biegnie, ale korzysta z osłon i zatrzymuje się, by ich zastrzelić.
Właściciel
Przewaga liczebna wroga sprawiała, że nie mogłeś jej zniwelować zabijając kilku wrogów, a także przeciwnik zdaje się Ciebie otaczać. No i zaczyna brakować Ci dróg odwrotu, a zbroja w każdej chwili może zawieść.
- Skoro to już załatwione - powiedział opuszczając osłonę - Ustalmy dwie rzeczy: Co spartaczyliśmy i jak możemy to naprawić?
Właściciel
- Ktoś dał się zauważyć. Czyli musimy skontaktować się z Silikiem, albo wystrzelać wszystkich ochroniarzy. - wyjaśnił Besalisk.
- Druga opcja sprawia pewne problemy. Co jest trudnego w pierwszej?
- Chyba nie zaszkodzi spróbować, co?
Właściciel
Skinął głową i wyjął komunikator.
Czekał, aż tamten podejmie próbę nawiązania kontaktu, udaną bądź nie.
Właściciel
Była udana, ale z wieloma trzaskami i zakłóceniami.
- Dobra, wiem gdzie jesteśmy potrzebni. - powiedział, gdy zakończył już połączenie i pognał właśnie w tym miejscu, nie dając nawet wyjaśnień.
- Nie ma czasu na wyjaśnienia, co? - mruknął Warden, po czym pobiegł za nim
Właściciel
- Jakbyś zgadł. - odparł.