W takim razie Warden nic nie mówił, tylko biegł ile tchu w piersiach.
Właściciel
Besalisk zatrzymał Was na zakręcie i gestem zabronił iść dalej.
- Jest źle. - powiedział do wszystkich, a jako że byłeś najbliżej, dodał: - Sam zobacz.
Ostrożnie wyjrzał zza zakrętu.
Właściciel
Ciasny kordon przynajmniej dwudziestu uzbrojonych ochroniarzy otaczał Silika i pozostałych, rozbrojonych, członków drużyny. Był tam też jeszcze jakiś facet w eleganckim stroju i nakryciu głowy, dosłownie obwieszony biżuterią.
- Cholera - syknął, chowając się za ścianą - Chyba nie mamy wyboru. Musimy stąd spadać. Ewentualnie się poddać. Na wykonanie misji nie widzę dużej szansy.
Właściciel
- Tak głupio ich zostawić, ale chyba masz rację. - odparł Besalisk. Na dźwięk tych słów Wookie zaczął wyć, chyba tylko cudem, go nie usłyszeli. Albo usłyszeli, tylko jeszcze nie reagują.
- Cicho - syknął - Mam pomysł: Zwrócę ich uwagę i spróbuję uciec najkrótszą drogą, wy tym czasem postarajcie się znaleźć jakąś inną.
Właściciel
- Jeden z naszych pójdzie z Tobą, ot tak, żebyś nie zgubił. - rzekł Besalisk. Mogło faktycznie chodzić o troskę, ale zawsze istniała obawa, że zdradzisz ich, albo wydasz na przesłuchaniu, jeśli Cię złapią.
- Dobra, to kto będzie tak odważny?
Właściciel
Prawdopodobnie każdy był, ale po krótkiej naradzie wybrano Trandoshanina. Jaszczur przeładował karabin udarowy, czekając aż ruszysz, by iść za Tobą.
Gestem ręki kazał mu zaczekać, a sam wychylił się ponownie zza ściany, jednocześnie kładąc dłoń na granacie.
Właściciel
Sytuacja bez zmian, jedynie dwóch ochroniarzy powoli szło w Waszą stronę, ale nie wydawało się, żeby to właśnie Was szukali.
Uruchomił granat i podrzucił go strażnikom pod nogi.
Właściciel
Wybuchł, a ta dwójka nie będzie Wam już sprawiać problemów. W przeciwieństwie do reszty, która zaczęła strzelać w Waszym kierunku.
Postanowił zrobić wyrwę w liniach obrony Imperium.
W takim razie począł biec w kierunku zgodnym z linią lotu strzałów, jednak w przeciwnym zwrocie.
Właściciel
Omeg:
Więc biegłeś korytarzem, który rozwidla się w prawo i w lewo.
Korobov:
Wrogów jest zwyczajnie zbyt wielu, a zbroja musiała wreszcie zawieść, bo poczułeś palący ból między łopatkami.
- To w którą stronę!? - krzyknął w biegu do jaszczura, który podobno miał go prowadzić
Właściciel
Korobov:
Cały czas jesteś przytomny, ból nie jest na tyle duży, byś zemdlał z jego winy.
Omeg:
Zaklął (chyba) siarczyście w swym języku i wybrał lewy korytarz, ale szybko go opuścił i pobiegł prawym.
No to taktyka martwego oposa... Udaje trupa.
Właściciel
Poskutkowało, bo nikt do Ciebie nie strzela.
- Zaczynam powątpiewać w twoją wiedzę - mruknął biegnąć w prawo
Właściciel
Na te słowa zaśmiał się z cicha i po chwili wyjął detonator z kieszeni kurtki. Nacisnął guzik i lewy korytarz eksplodował, zabijając czterech strażników.
- Odwołuje oszczerstwa. Masz jeszcze coś w zanadrzu? - spytał, jednocześnie na ślepo strzelając za siebie
Właściciel
Korobov:
Dwóch szturmowców chwyciło Cię i zaczęło gdzieś nieść.
Omeg:
Pokręcił głową i nadal biegł. Czasem przystawał by pruć na ślepo do wrogów z licznych pistoletów.
Sprawdza uchyłkiem, gdzie idą.
Właściciel
Ciężko określić, gdyż jesteś twarzą w dół i widzisz tylko trawę.
Właściciel
Rzucono Cię gdzieś i zostawiono.
Wykorzystując funkcje hełmu sprawdza, gdzie do cholery jest.
Właściciel
Czekasz, jak na grzecznego pseudo-trupa przystało.
Sprawdza ten namiot jak najspokojniej.
Tak więc kontynuował ów taktyczny odwrót.
Właściciel
Omeg:
Biegliście dobre pięć minut, gdy jaszczur zatrzymał się. Zanim zdążyłeś zapytać dlaczego to zrobił to usłyszałeś: Żadnej pogoni.
Korobov:
Zwykły namiot, jeden z tych, w których obozowałeś przez krótki czas pobytu tutaj.
- Poddali się nagle? - spytał ze zdziwieniem
Właściciel
Spojrzał na Ciebie i mruknął coś, co mogło znaczyć "A czy jest sens się tym przejmować?" Później pobiegł dalej.
Szuka czegoś... dziwnego.
Właściciel
A co rozumiał przez "dziwne"?
Właściciel
//Ona tak, ale ja nie. Przestań mnie irytować.//
Wzruszył ramionami, po czym pobiegł za nim.
Właściciel
W końcu trafiliście na balkon, z którego widać było panoramę stolicy oraz kilka uliczek w dole i domów obok.
- To co teraz? Bo jakoś nie palę się do skakania.
Właściciel
Trando jednak skoczył, amortyzując upadek poprzez wbijanie pazurów łap w ścianę.
Czyli czy są tam medyczne rzeczy, czy raczej bronie... Czy może mapy, czy są jakieś wyjątkowe trupy...
Właściciel
Żadnego wyposażenia i tylko jeden Ty.