Właściciel
- Jak najmniejsze. - odparł szef. - Nie nawykłem do tracenia nawet jednego człowieka na misji, a w związku z tym od ponad pół roku każdy wrócił żywy. A, i jest jeszcze jedna sprawa: Nie dajcie się złapać. Jeśli już do tego dojdzie, to lepiej palnijcie sobie w łeb, bo na ratunek nie macie co liczyć, a przesłuchania nie ogranicza się do rozmów z filiżanką kafu.
-Do ciężkiej cholery, co oni z tymi 50 strzałami?-leci do najbliższej osłony i obserwuje teren wokół.
Właściciel
Obserwowanie niewiele da, wypada w końcu zacząć strzelać.
- Czyli nic nadzwyczajnego - skomentował - Gdzie i kiedy go załatwiamy?
Patrzy się, gdzie jest jakiś ruch mperiumd, potemd tam strzela. O czym zrobi sobie facepalma.
-Ku*wa... Ja mam zbroję mandaloriańską- po czym błyskawicznie leci do swojego namiotu i sie w nią przeiera.
Właściciel
Omeg:
- Dziś wieczór. Postanowił wydać bal w swojej wilii.
Korobov:
Celny strzał powalił jegomościa w białym pancerzu, ale drugi z szturmowców zdążył wypalić i trafić Cię w kostkę, gdy biegłeś po pancerz.
-Jasne cholera...-strzela mu na do widzenia, ubiera pancerz i wychodzi zakładjąc hełm.
-Teraz pogadamy...
Właściciel
//Ale masz świadomość, że ten strzał nie był tylko "-2 HP," ale znacznie osłabia twoje możliwości ruchu i powinieneś wziąć to jakoś pod uwagę?//
//Wiem to. Wie, żę teraz gorzej będzie mu biegać.
- Bal mówisz? Jak w takim razie zamierzamy się do niego zbliżyć?
Właściciel
Korobov:
Strzał nie był do końca celny, więc możesz go jeszcze spotkać, ale chociaż pancerz ubrałeś.
Omeg:
- I tu wkracza kilka naszych wabików, w tym ja, które zwabią go w odpowiednie miejsce. Celem zajmie się Eris, Wy macie osłaniać ją i zdjąć ochroniarzy.
Zrobił pozę Boba Feta.
-To teraz się zabawimy- przestawia swój hełm na podczerwień. sprawdza jeszce raz swoją broń i poluje na Imperialnych...
- Chyba wszystko rozumiem. Przygotuję broń, może zdrzemnę się chwilę i jestem gotowy.
Właściciel
Korobov:
Podczerwień w dżungli niewiele Ci pomoże...
Omeg:
- Macie dwie godziny, więc weźcie z niego przykład. - rzekł Koorivar i odszedł, tym samym kończąc zebranie.
No to na promieniowanie wytwarzane przez broń...
Właściciel
Już trochę łatwiej, ale widok ponad trzydziestu takich punktów nie napawa optymizmem, zwłaszcza, gdy po Twojej stronie "świeci się" ich tylko tuzin.
Jak powiedział, tak uczynił - poszukał sobie spokojnego miejsca, po czym sprawdził stan swojej broni.
Właściciel
W pełni naładowana i gotowa do strzału.
- Około pięciu do dwóch, damy radę...-i strzela do jednego z wrogich punktów. Mniej więcej w okolicy powinna być reszta wroga.
Właściciel
Zabiłeś zaledwie dwóch szturmowców, by ściągnąć na siebie grad blasterowych strzałów.
Chowa się za jakąś osłoną.
-Potrzebuję wsparcia...
- Jakby co obudźcie mnie przed misją! - krzyknął jeszcze do kogokolwiek w pobliżu, po czym poszukał sobie miejsca na odpoczynek. W sumie mógł się spytać czy są jakieś wolne kwatery, ale był przyzwyczajony do ciężkich warunków, więc mógł usnąć byle gdzie. Łóżek nie lubił - był to nieco dziwaczny nawyk, ale zawsze wolał spać na pryczy czy nawet na podłodze.
Właściciel
Omeg:
Była kanapa, ale jeśli nie chciał to pozostała jedynie podłoga, gdyż pryczy nie znalazł.
Korobov:
Powiedziałeś to, a osłony brak.
Kanapa była w sam raz. Zdjął z siebie pancerz i położył się do snu.
Właściciel
Spałeś dość krótko, gdyż, zgodnie z życzeniem, Besalisk obudził Cię przed wyjściem na akcję.
Włożył z powrotem pancerz, wziął broń i dołączył do reszty grupy.
Właściciel
Ci już czekali na zewnątrz. Koorivar i Korelianin wsiedli do pierwszego, a pozostali załadowali się do drugiego. Z tyłu cisnęli się już Wookie, Trandoshanin i Besalisk, a kobieta i Rodiain zajęli miejsca z przodu. Tobie pozostaje usiąść obok tego ostatniego i ruszyć ku swojemu celowi.
Właściciel
//Na początku nie rozumiałem pytania, ale później zrozumiałem, że chodzi o brak jednego słowa. A słowem tym jest "śmigacz." Wiesz, wsiedli do dwóch śmigaczy.//
W takim razie zajął swoje miejsce.
- To kto prowadzi?
Właściciel
Wypadło na Rodianina, więc ten ruszył za śmigaczem Sillika.
Siedział sobie wygodnie, czekając aż dojadą do celu.
Właściciel
I owszem, dojechali. Jednak śmigacz Koorivara ruszył uliczka prosto i zatrzymał się dopiero pod jasno oświetloną willą, to Wasz skręcił w jedną z bocznych uliczek, gdzie się zatrzymał, a załoga zaczęła wyładowywać broń i sprzęt oraz opuszczać pojazd.
Poszedł w ich ślady.
- Więc grupa szturmowa, tak? - rzucił gdy wyszli już z pojazdu
Właściciel
Besalisk potwierdził skinieniem głowy.
- Czekamy na sygnał ze środka.
Poszukał błyskawicznie osłony.
Właściciel
Nawet błyskawiczne szukanie nic nie daje, bo jakiejkolwiek osłony brak.
Po prostu strzelał dalej do szturmowców co chwila zmieniając miejsce. Ale wcześniej położył się na brzuchu. Mniejszy cel.
- A kiedy już go otrzymamy, w jakiej formacji ruszamy? - dopytywał się
Właściciel
Korobov:
//To znaczy, że leżysz, strzelasz i wstajesz i biegniesz, aby powtórzyć czynność, czy zmieniasz pozycję strzelecką czołgając się?//
Omeg:
- Ty i ja wchodzimy pierwsi, Trandoshanin i Rodiain za nami. Ona zapewnia nam ogień osłonowy, tak jak Wookie. - wyjaśnił.
Właściciel
Więc strzelałeś, biegłeś i w połowie drogi dostałeś kilka solidnych postrzałów.
-Ku*wa mać...-odczułguje się w miarę bezpieczne miejsce i sprawdza, gdzie oberwał.
Właściciel
Miejsc bezpiecznych brak, a Ty zostałeś dwukrotnie postrzelony, raz w udo i raz w prawe przedramię.
Kontynuuje dalej ostrzał sztyrmowców, tym razem się czołgając i patrzy, co robią jego "kompani".
Właściciel
W większości leżeli już martwi, kilku żywych zaczęło cofać się do dżungli.
Sam też zaczął to robić, biorą dodatkową pukawkę. A co mu tak, ma jetpack. Odlatuje.
- Brzmi prosto. Jak rozpoznamy cel?
Właściciel
Omeg:
- Na pewno rozpoznasz. Zresztą, możesz strzelać w prawie każdego, którego napotkasz.
Korobov:
I stałeś się łatwiejszym celem. Szturmowcy skupili na Tobie, a dzięki temu inni uciekli. Jednak celne strzały z karabinów E-11 trafiły się w plecak rakietowy, i to kilkukrotnie, więc lepiej pomyśleć. Szybko, bo sprzęt grozi wybuchem lada moment.
Odrzuca go i odbiega.
//I nagle szturmowcy trafiają?