- Ależ proszę, wyłóż pierwszy. Z pewnością posiadasz lepsze karty - powiedział Warden, wpatrując się obcemu w oczy
Właściciel
Korobov:
No i wiadomo, zjadłeś.
Omeg:
Znów miał pełnego sabaka. Bardzo podejrzane.
I więcej nie je. Tylko obserwuje.
Właściciel
Obserwowałeś jak inni jedzą. Ani to rozwijające, ani pasjonujące.
Ale można się sporo dowiedzieć.
- Zabawne. Jest tu ktoś dobry z matmy? Bo nie wydaje mi się, żeby szansa na zebranie sabaka dwa razy z rzędu była szczególnie duża.
Właściciel
Korobov:
No niezbyt.
Omeg:
Debaronian uśmiechnął się i powiedział:
- Przypadek. Czysty przypadek.
Twoi towarzysze nie byli do tego tak przekonani, Rodianin już sięgał po broń pod stołem.
Właściciel
Nie na obserwowałeś się, bo śniadanie dość szybko dobiegło końca.
Wstał, rozprostował gnaty i poszedł pewnie tam, gdzie większość.
Właściciel
Więc do centrum obozu, w którym żołnierze ponownie zebrali się na zbiórce.
Ustawił się znowu na końcu.
Powoli sięgnął po pistolet dźwiękowy
- Podziwiam twoje zdolności. Jeśli zdradzisz mi swoją metodę kantowania wyjdziesz stąd w jednym kawałku.
Właściciel
Korobov:
Znów odliczyliście i dano Wam godzinę czasu wolnego.
Omeg:
Devaronianie spojrzeli po sobie, i po chwili kiwnęli zgodnie głowami. Ten, który kantował podniósł i przewrócił stolik, a jego towarzyszy wyjął dwa blastery, które wycelował w Ciebie i Rodianina.
Jak dano, to dano. No i idzie potrenować. A dokładnie tai-chi (a raczej coś w ten deseń). Technika relaksacyjno-medytacyjna. W skrócie, powolne przekazywanie chi z jednego miejsca w drugie. Głównie dzięki temu nie ześwirował na szkoleniu.
Właściciel
Znalazłeś zaciszny kącik, w sam raz do tych ćwiczeń.
Więc je robi. Oczywiście uważa,a co mu tam, nie obchodzi go, co myślą inne osoby, a niech oni nawet go uważają za odciętego od Mocy Jedi, ale jemu to nie wadzi. Teraz koncentruje się na Chi i jego przepływie.
//Proszę od dokładniejszy opis sytuacji: Czy dosięgnąłem pistoletu, jaki dzieli nas dystans, czy Rodianin ma gotową broń//
Właściciel
Korobov:
Więc sobie ćwiczysz.
Omeg:
//Dosięgnąłeś, Rodianin ma broń, dystans nie przekracza nawet metra.//
Właściciel
Ćwiczysz, aż nie przerwał Ci wystrzał z blastera. A później następny. I kolejne.
-Co do...-instynktownie upadł na ziemię i zaczął się czołgać.
Nie myśląc wiele wystrzelił z broni, nie bawiąc się nawet w celowanie przy takiej odległości
Właściciel
Omeg:
Trafiłeś swego oponenta prosto w pierś. Z osmalonej dziury zaczął wydobywać się dym, a sam Devaronianin upadł bez życia na podłogę kantyny. Drugi miał nieco więcej szczęścia, bo swoimi dobrze mierzonymi strzałami pozbawił Rodianina blasterów. Jednak i tak skończył martwy, z nożem w szyi i sercu.
Korobov:
Wystrzałów jest coraz więcej, a sądząc po krzykach, nie są to ćwiczenia strzeleckie.
-Dajcie mi pie**oloną broń-poszukał miejsca, gdzie może być.
- Nie poszło idealnie... - stwierdził Warren patrząc na zwłoki - Chyba warto się stąd zabierać
Właściciel
Korobov:
Pewnie w namiocie, który służył za magazyn uzbrojenia. Problemem było to, że nie wiedziałeś który to namiot.
Omeg:
Besalisk zgodził się kiwnięciem głowy, a Rodianin zaczął przeszukiwać zabitym kieszenie, znajdując na ramionach i przedramionach jednego dwie czaszki, a pod nimi dziwny napis brzmiący: "Crymorath."
- Ooo... - zaczął niepewnie Besalisk. - Nie wróży to nam dobrze.
Więc zaczął szukać tego zawszonego namiotu.
Właściciel
Udało Ci się po kilku próbach, znalazłeś tam kilku żołnierzy i kwatermistrza, który dobierali sobie broń.
Wstał, podszedł tam i zaczął obserwować bronie. i sprawdzać ich modele.
Westchnął
- Niech zgadnę: Ci goście należeli do jakiegoś silnego i bezwzględnego gangu, który znajdzie nas i zniszczy mi twarz jeszcze bardziej.
Właściciel
Korobov:
Broń, której głównie na oczy nie widziałeś, ale głównie były to karabiny blasterowe, najróżniejszych modeli, a wiele wyglądało na poskładane z części.
Omeg:
- Mniej-więcej. - mruknął Rodianin. - Nie ma co chować ciał, bo i tak pełno tu świadków. Lepiej się stąd zmywajmy.
-Błagam, dajcie mi karabin.
Właściciel
Kwatermistrz najwyraźniej był zajęty ważniejszymi sprawami, więc spojrzał na Ciebie kątem oka i rzucił Ci E-11.
- Przyjmujemy jakąś specjalną taktykę? Rozproszenie się, maski, zasłony dymne czy coś w tym stylu?
Właściciel
- Nie, po prostu wyjdziemy, bo pewnie już ktoś pobiegł im donieść.
Sprawdził, czy jest amunicja, a potem ruszył w kierunku bitwy.
Właściciel
Miałeś magazynek na pięćdziesiąt strzałów, a bitwę ciężko było zlokalizować, bo chyba toczyła się wszędzie wokół.
Powziął jednkaże to karkołomne zadanie, by zlokalizować tą bitwę. Przy okazji obserwuje innych rebeliantów, czy to nie są jego urojenia.
Właściciel
//Jeśli mówię wszędzie wokół, to toczy się wszędzie wokół, więc mógłbyś powiedzieć, w którym kierunku dokładnie się udaje.//
//-Generale, okrążyli nas.
-Zajebiście, teraz możemy do nich strzelać w każdym kierunku!!!
W lewo.
- W takim razie - założył hełm i obrócił się w stronę wyjścia - nie traćmy czasu
Właściciel
Korobov:
Kilku żołnierzy siedziało tam w prowizorycznych okopach lub za powalonymi pniami drzew czy pniakami. Kilka drzew i krzaków płonęło, prawdopodobnie w wyniku wymiany ognia.
Omeg:
Rodianin wyszedł pierwszy, Ty za nim, a Besalisk na końcu, ubezpieczając tyły i zostawiając nieco kredytów by zapłacić za bałagan, jaki zrobiliście. Rodiain zaczął prowadzić grupę w kierunku centrum.
Usadowił się za jednym z pnaików tak, by nawet montreali nie było mu widać. I to biegiem.
-Ilu ich jest...-szeptem raczej do siebie.
Podążał więc za nim, stale oglądając się za siebie.
Właściciel
Omeg:
Tam Twoi towarzysze również przystanęli i zaczęli się oglądać. Po chwili wznowili jednak marsz, do bliżej nieznanego Ci lokalu.
Korobov:
- Cały batalion. - sapnął siedzący obok Ciebie żołnierz. - I to z ciężkim sprzętem!
- i co z tego? - odmruknął inny. - Nawet jakby wysłali tu kompanię, to mieliby przewagę.
-I co ku*wa z tego! W okresie wojen klonów niewielki oddział klonów powstrzymał marsz całej dywizji blaszaków! Więc nie możemy być gorsi! Ale niczego cięższego od AT-ST i AT-DP rczej się nie spodziewam... Chyba żę ściągnęli Tactical Enforcery-wychylił się nieznacznie, by zobaczyć, co tam jest.
Niewielki miał wybór, więc dalej szedł wraz z nimi.
Właściciel
Korobov:
Zielony gąszcz, który nagle przecięła szkarłatna smuga blasterowej energii, o centymetry mijając Twoją głowę.
Omeg:
W końcu Rodiain wszedł do budynku, który, według opisu, był zakładem krawieckim. Opuścił go dość szybko, wyraźnie zadowolony.