Właściciel
Zygrade:
- Na pewno nie małe, słodkie szablokotki. - zakpił oficer.
Korobov:
No więc gotowałeś coś co mogło zostać uznane za gulasz. A zatyczki się przydały.
Lunaaax:
Jesteś na dachu, ale są tu też dwaj intruzi, więc nie zapowiada się na równą walkę.
Ciężko było wybrać z tłumu jakiegoś członka rodziny, ale problem rozwiązał się sam, gdy podszedł do Ciebie młody chłopak, na oko jakieś dwadzieścia lat.
- Witaj. - powiedział z uśmiechem i dworskim wręcz ukłonem. - To Ty jesteś z biura pani gubernator, tak? - zapytał i nie czekając na odpowiedź dodał: - Jestem Viro Mikrit.
-Z takiego powodu by nie strzelali.
-Chwila, dzieciaki w szkole, wrócą najpewniej koło 15, żona chyba na badaniu USG-spradził ich grafil, by się upenić. I toworzył okna, na wszelki wypadek upewnił się, czy zgasił ogień.
Właściciel
Korobov:
Ogień zgaszony, okna otwarte, a grafik się zgadza.
Zygrade:
- No właśnie. - powiedział spokojnie. - Spotkałeś właśnie swoich pierwszych Rebeliantów. I to nie tych co ratują niewinnych przed siepaczami Imperatora. - zakpił. - Nie... Nawet oni mają tę złą stronę. Gorszą niż myślisz.
-Spoko... Chwila, a która jest?-spojrzał się na zegar.
-Żaden rebeliant nie jest dobry. Bez skrupułów zabili całą obsługę Gwiazdy.
Właściciel
Korobov:
Dochodzi czternasta.
Zygrade:
- Luke Skywalker. Wielki bohater. - rzekł oficer. - Jasne. Dla mnie to masowy morderca.
-Aha, no to ja może postrzątam.- no i co tu dużo mówić, sprząta.
Właściciel
Korobov:
I posprzątałeś.
//Masz zamiar wprowadzić jakiś ważny wątek w tym spotkaniu z rodziną, czy może będzie to takie zwykłe spotkanie?//
Zygrade:
- Zamelduj się u majora Geste'a. Z chęcią wysłucha opowieści jednego z nielicznych ocalałych.
Właściciel
//Ja się pytam, bo nie wiem czy chcesz, żeby przewinąć akcję do przodu, bo to nic ważnego czy może wręcz przeciwnie.//
//W Wojsku sam nie będzie miał za wiele do roboty... Rób, co uważasz.
Właściciel
//No nie będzie miał, bo długo w wojsku nie posiedzi...//
-Tak jest.
Szukam majora.
Właściciel
Zygrade:
Pewnie jest w jednym z budynków.
Korobov:
//Pomijam.//
Minęły Ci dwa sielskie dni na przepustce z rodziną, ale trzeba w końcu wracać do koszar.
-No przepraszam, ale obowiązek wzywa-ubierając się w mundur i buty.
Właściciel
Zarówno dzieci jak i żona pożegnali Cię czule, ale tak czy siak trzeba iść.
Wchodzę do budynku i szukam majora.
Wsiadł na swój ścigacz i jedzie do bazy machając im na pożegnanie. Oczywiście upewnił się ,czy ma na sobie mundur i nie jest zniszczony.
Właściciel
Zygrade:
W końcu trafiłeś pod jego biuro.
Korobov:
Mundur elegancko odprasowany, a Ty trafiłeś z powrotem do bazy.
Odstawił ścigacz, poszedł do swojego biura i sprawdza, czy nic się nie stało.
Lunaaax
Wyciągnęła drugi blaster. Oba wycelowała w "gości", gotowa do strzału. Jeden blaster wycelowany w jednego, drugi w drugiego. Strzeliła.
- Witaj. - ukłonila się lekko - Tak, pani gubernator nie mogła się tu zjawić, więc poprosiła mnie, bym przyszła za nią. A nazywam się Sarin Tagratt.
Właściciel
Korobov:
No nic.
Lunaaax:
Strzeliła i nie trafiła. Może dlatego, że nie wie gdzie konkretnie Ci napastnicy są?
Kiwnął głową po czym powiedział:
- Rodzice są zajęci i rozmawiają z jakąś szychą z Wywiadu Imperium lub z Floty. Może żeby jakoś zabić czas nim skończą przejedziesz się ze mną moim jachtem? - zapytał wskazując na maszynę Baudo.
Teraz mogłaś być pewna, że są bajecznie bogaci. Jeśli rodzice kupili gnojkowi jedną z najdroższych cywilnych jednostek Galaktyki to jest coś na rzeczy.
Sprawdza maila, wiadomości, przydział...
Właściciel
Przydziału brak, bo i kadetów mało, a co do wiadomości to była jedna, wysłana z publicznego terminala, gdzieś w stolicy.
Właściciel
Najłatwiej opisać ją słowami: Krótko i na temat.
Przyjdź na plac w mieście, dziś o szesnastej. Bądź sam. To ważne.
Sympatyk.
Równie krótka co tajemnicza, nieprawdaż?
Sam ,ale dlaczego nie nieuzbrojony? Sprawdza godzinę. To wszystko jest podejrzane.
Właściciel
Faktycznie, o uzbrojeniu nie było mowy. Więc pewnie możesz zabrać nieco giwer. A co do godziny to masz jeszcze dwie do spotkania.
Poszdł się przejść po koszarach. Potem zamelduje, że udaje się na samotny patrol. I tak go nie za bardzo lubią, chociaż niżsi szczeblem nawet go szanują i lubią.
Właściciel
Zygrade:
- Wejść! - usłyszałeś zdecydowaną komendę.
Korobov:
No więc ruszyłeś na ten "samotny patrol."
Patrzyna zegar, ile zostało mu czasu.
Wchodzę.
-Ja w sprawie dzisiejszego incydentu w dokach.
Właściciel
Korobov:
Bita godzina.
Zygrade:
Mężczyzna w schludnym mundurze z insygniami majora, po trzydziestce podniósł na Ciebie wzrok z nad datapadu.
- Zamknij drzwi, zdejmij hełm i usiądź. - rzekł wskazując Ci na krzesło przy jego biurku.
POszedł na klasyczne patrolowanie stanowisk targowych. E-11 i insygnia komandora powinny stanowić istotną zaletę. Albo też wadę.
Właściciel
Korobov:
Zaletą jak i wadą mogło być to, że wszyscy unikali Twojego spojrzenia i schodzili Ci z drogi.
Zygrade:
- Współczuję z powodu śmierci kolegów. - rzekł patrząc Ci w oczy.
-Bardzo dobrze się z nimi pracowało, byliśmy głównie przy kontrolach targowisk, tamta akcja była pierwszą z ofiarami.
Więc tak się pląta do momentu spotkania. Potem idzie na miejsce.
Właściciel
Korobov:
Trafiłeś na miejsce bez problemu.
Zygrade:
- Więc opowiedz mi o tej walce na lądowisku.
Właściciel
No więc możesz czekać dalej, albo jakoś popchnąć spotkanie do przodu.
Właściciel
Pięć minut po umówionym czasie.
Łączy się przez komunikator z dresem wychodzącym.
-I?
Właściciel
Dres raczej nie będzie miał komunikatora.
Podszedł do niego.
//Czyli klasyczne JI. Je**ć Imperium.