Właściciel
Pod wskazanym adresem było małe lądowisko. Jak się okazało... Puste.
-Dobra, ukryjcie się-samzaczął obserwować.
Właściciel
Korobov:
Nic to nie daje, bo lądowisko jest po prostu puste: Bez statku, bez Rebeliantów, bez szturmowców.
Zygrade:
Ponownie po zapukaniu usłyszałeś komendę:
- Wejść!
Komunikator i łączy się z tamtymi.
-Dobra, co to ma znaczyć?
Właściciel
Komunikator jest głuchy i nikt po tamtej stronie nie odpowiada.
Więc się maskuje i czeka.
Wchodzę.
-Miałem przyjść po nowy przydział.
Właściciel
Zygrade:
- Odlecisz do stolicy, a tam na inną planetę. - rzekł major wręczając Ci coś, co pewnie było dowodem przeniesienia.
Korobov:
Nadal nic się nie dzieje.
Czeka już zniecierpliwiony. ZE złości poszedł na środek lądowiska i zaczyna węszyć.
Właściciel
Korobov:
Nic nie wywęszyłeś, ale zobaczyłeś i usłyszałeś próbujący podejść do lądowania YT-1300.
Zygrade:
Właście to nie było tam nic ciekawego, tylko Twój numer, miejsce przeniesienia i miejsce, gdzie trafisz.
Sprawdzam gdzie będę przeniesiony.
Schodzi z tego miejsca, bo bycie zgniecionym przez YT-1300 jest jednym z ostatnich rzeczy, które chciałby zrobić na ocach dzieci i generalnie zrobić.
Lunaaax
- Będę mieć coś z tego? - odrzekła, domyślając się, że niepotrzebnie pytała.
- Bardzo tu wygodnie - rzekła-. I chyba myliłam się co do Ciebie. Umiesz latać.
Właściciel
Korobov:
Statek gładko osiadł na lądowisku, a po rampie wyszedł Twi'lek i Gotal.
- Na co czekacie? Na pokład. Już! - krzyknął ten pierwszy i wyraźnie mu się spieszyło.
Zygrade:
Jak mówił major - najpierw do stolicy, a tam otrzymasz kolejny przydział.
Lunaaax:
- Życie. - rzucił beztrosko napastnik, a Uśmiechnięty jednym skokiem pokonał odległość dzielącą powierzchnię lądowiska od kadłuba statku i stanął przed Tobą.
Wtedy zdałaś sobie sprawę, że chyba walka nie ma sensu, bo ten tu Korunnai był, tak jak wszyscy mieszkańcy jego planety, wrażliwy na Moc.
Nie odezwał się i większość podróży minęła w milczeniu.
- Co sądzisz o... O Rebelii? - zapytał w końcu.
Zdałaś sobie sprawę z kilku niepokojących faktów:
Jeden: Jesteście już całkiem daleko od domu rodziny, czy w ogóle jakiegoś większego skupiska ludności.
Dwa: Ktoś taki raczej nie powinien rozmawiać z Tobą o Rebelii.
Trzy: Ten transportowiec Citadel, który się do Was zbliża wygląda nieco podejrzanie.
-Ferajna, jazda!!! Wsiadać!!!
Właściciel
Nie trzeba było im ponownie powtarzać i po chwili wszyscy są na pokładzie.
Wszedł jako ostatni zabezpieczając wejście kierując tam broń.
-Lepiej startować.
Właściciel
- Nie mów nam jak ratować cywili. - burknął Nikto z kokpitu.
Statek zaczął się wznosić i pewnie niedługo opuścicie planetę.
Stanął niedaleko działek, jeżeli będzi walka, przyda się.
Właściciel
Działka były już obsadzone, więc raczej tutaj nie pomoże.
Właściciel
Żona siedziała i patrzyła jak dzieci maltretują futro biednego Gotala, który znosi to z iście stoickim spokojem.
-Dzieciaki, nie maltretujcie pana. Bo nam jeszcze wyłysieje, a potem będziecie zbierać te kudły.
Stanął pod ścianą, wziął czapkę do ręki, po czym rzucił ją na podłogę, zaczął deptać ją, po czym splunął na nią, usiadł na podłodze, zasłonił twarz dłońmi i zaczął płakać.
Właściciel
Dzieci nie były pewne co robić, Gotal taktownie opuścił pomieszczenie, a żona przytuliła się do Ciebie.
-Jaki ja byłem głupi! Służyć tym, którzy traktowali mnie jak worek bantha foodu! Jestem zły na siebie!
Właściciel
- Teraz będzie już tylko lepiej. - zapewniła.
-Pewnie tak... Dzieciaki, co tak stoicie jak słupy soli? No chodźcie tutaj.
Przytulił je do siebie. Zaczął je gładzić po czuprynach.
-Przyjeżdżał bardzo zły pan, który by wam, mamie i tacie zrobił wiele krzywd. Dlatego musieliśmy wyjechać.
Właściciel
- A gdzie teraz pojedziemy?
Salutuje i wychodzę. Szukam jakiegoś skutera, pamiętam że mój odział miał chyba jeden...
Właściciel
Jakiś był i szybko go znalazłeś.
Wsiadam i jadę do stolicy.
Właściciel
Trochę to zajęło, ale w końcu tam trafiłeś.
Szukam miejsca gdzie miałem się zgłosić.
Właściciel
Ja obstawiałbym lokalny garnizon.
Jadę do lokalnego garnizonu.
Właściciel
Przed wejściem zatrzymało Cię trzech szturmowców w celu kontroli.
Właściciel
I bez dalszych pytań pozwolił Ci wejść.
Wchodzę do środka. Szukam biura.
Wchodzę do środka.
-Ja przyszedłem po nowy przydział, do kogo mam się zgłosić?
Właściciel
Wskazali na jakieś drzwi.
Właściciel
Kolejne biuro, kolejne biurko, kolejny oficer.