Właściciel
I tym sposobem jesteście już na orbicie.
No właśnie... Sojusz. Lepiej będzie jeśli coś wymyślisz. I to szybko. Chyba, że chcesz poznać tę mroczniejszą wersję Rebelii.
Lunaaax
Odleciała trochę dalej od planety.
- To wiecie już, gdzie konkretnie chcecie się znaleźć?
Myślała. W międzyczasie, w razie jakby nie udało jej się czegoś wymyśleć, szykował się na ból.
Właściciel
- Odsuń się to wpiszę koordynaty. - rzekł Korun.
Na ból powinna przygotować się później, bo zacznie się pewnie dopiero, gdy trafią do jakiejś bazy Sojuszu.
Przyszykował więc broń, ale także uspokaja swoją żonę.
Lunaaax
- A może zrobimy tak, że Ty mi je powiesz, a ja je wpiszę?
Lepiej przygotować się, gdy jest czas. A trochę go jest. Układała sobie w głowie jakąś wymówkę, patrząc pustym wzrokiem po pomieszczeniu.
Właściciel
Korobov:
W końcu strzały ze strony Imperium ustały.
Lunaaax:
- Nie. - zaprzeczył Nikto przystawiając Ci blaster bliżej głowy.
Kilka rzeczy wydarzyło się bardzo szybko...
Najpierw okna blisko Ciebie stłukły się. Wleciały przez nie dwa granaty. Zobaczyłaś oślepiający błysk. Wtedy usłyszałaś jak ktoś przez te okna wchodzi, a później nastąpiła wymiana ognia blasterowego.
Gdy odzyskałaś wzrok zobaczyłaś jak wszyscy leżą na podłodze, a w pomieszczeniu pojawiło się dwóch szturmowców.
Chyba, szturmowców.
Mieli ciężkie, czarne zbroje, przerażające hełmy w tym samym kolorze, z niebieskimi, świecącymi wizjerami w kształcie litery T, a także dwa duże i dziwne karabiny blasterowe.
- Czysto, sir! - rzucił jeden z nich.
Po chwili przez drzwi weszli dwaj pozostali żołnierze i ustawili się przy wejściu. Pewnie na kogoś czekali.
Woli nic nie mówić, nawet nie myśleć o tym.
Właściciel
No więc nic nie mówisz, nic nie myślisz.
Stara uspokoić bicie serca, bo za bardzo to nikomu nie pomoże, jak zejdzie na zawał.
Lunaaax
Bez słowa zrobiła to, o co wcześniej "prosił" Korun i odsunęła się.
- C-c-co s-się s-s-stało..? - będąc w szoku po tym, co się przed chwilą wydarzyło, powiedziała jakby sama do siebie, jąkając się przy okazji.
Właściciel
Korobov:
Uspokoiłeś je.
Lunaaax:
Podszedł, wklepał koordynaty i odszedł.
Czwórka tajemniczych żołnierzy stanęła na baczność, gdy przez drzwi wszedł wysoki i muskularny człowiek. Miał gołą czaszkę, która kontrastowała z jego krótką bródką. Ubrany był w lekką, czarną zbroję, buty, spodnie i na wszystkim miał elementy pancerza. Do tego czarny płaszcz z kapturem. Przy pasku miał wiele urządzeń, w tym kilka komunikatorów, jakiś przedmiot przypominający cylindryczną latarkę i coś w kształcie haka.
Rozejrzał się po pomieszczeniu i wskazał na Ciebie. Jeden z żołnierzy podszedł, a z jego rękawicy wysunęło się wibroostrze. Zamachnął się nim i przeciął Ci kajdanki.
-Dobra, jest dobrze. Na szczęście nie wyślą za nami żadnego Imperiala... Zwłaszcza, że takiego w najbliższcyh 4 systemach nie ma.
Lunaaax
Wróciła na swoje miejsce i zaczęła przygotowania do skoku w nadprzestrzeń. Przy okazji starała się ocenić, co za dane wklepał mężczyzna.
- D-dziękuję... - wyjąkała, rozmasowując dłonie.
Właściciel
Korobov:
Po osiągnięciu atmosfery i orbity skoczyliście w nadprzestrzeń.
Lunaaax:
Głęboka przestrzeń, z dala od jakiejkolwiek planety.
Już miał odpowiedzieć, gdy nagle chłopak, z rzekomo popierającej Imperium rodziny, nagle wstał stanął za Tobą, chwycił Cię za szyję i przystawił Ci blaster.
Żołnierze w zbrojach wycelowali w niego swoje blastery, a głośny szczęk potwierdził, że są naładowane i gotowe do strzału.
- Stać ku***! - krzyknął, nie tak jak ktoś z wyższych warstw społecznych. - Ani mi drgnijcie, bo rozwalę jej łeb! - dodał i przysunął Ci broń bliżej do skroni.
Mężczyzna podniósł dłoń, zastanowił się chwilę, po czym sięgnął po przedmiot w kształcie haka i ruszył ku Wam wolnym krokiem.
Chłopak nie wytrzymał, oderwał blaster i strzelił w niego.
Usłyszałaś dziwny dźwięk, ciche buczenie i po chwili szkarłatna tarcza światła odbiła strzał z miotacza, a Ty byłaś wolna. Chłopak upadł z dymiącą dziurą w twarzy.
Żołnierze rozluźnili się, a mężczyzna jeszcze chwilę stał, z ostrzem stworzonym z czystej energii, aż nacisnął jakiś guzik, a te szybko zniknęło. Przypiął hak do paska i spojrzał na Ciebie.
- Jestem Lord Vex. - odezwał się pierwszy. - Ale Ty zwracać się do mnie będziesz Lordzie, Mój Lordzie lub Inkwizytorze. Zrozumiano?
Właściciel
- To gdzie lecimy? - dopytywała żona.
Lunaaax
Przygotowała się do skoku w nadprzestrzeń.
Sparaliżowana strachem przez te wszystkie wydarzenia, jedynie energicznie pokiwała głową, by po chwili rzec cichym, łamiącym się głosem:
- Tak, lordzie.
-Do Rebelii, ale do której placówki, to ja nie wiem... Rebelia ma mnóstwo miejsc, gdzie się skitrali. Sam wiem o jakiejś bazie, ale nie wiadomo, gdzie jest oraz o przynajmniej kilku okrętach z okresu Wojen Klonów, które uniknęły zniszczenia... Czyli równie dobrze mogli mi dać dowództwo sektora, taką robotę odwalałem.
Właściciel
Korobov:
- A co niby mamy tam robić?
Lunaaax:
Możesz już skakać.
//Zerowa reakcja na broń, której nie używa każdy.//
- Idziemy. - rzucił Lord i wyszedł razem z dwójką żołnierzy. Pozostali czekali na Ciebie, żeby móc z Tobą opuścić to miejsce.
-Wam zostanie przydzielone wikt, opierunek, opieka medyczna-patrząc się na ciążowy brzuch swojej żony-a ja najpierw zostanę poddany przesłuchanie, deimperializacji, odpluskwienie, a potem będę albo dowodził związek lądowym operacyjnym, albo, co bardziej prawdopodobne, będę szkolił Rebeliantów.
Lunaaax
Skoczyła.
//Efekty mojego nie nadmiernego myślenia. :V //
Poszła powoli w ślad za Lordem Vexem.
Właściciel
Korobov:
- Albo palniemy Ci w łeb jeśli na przesłuchaniu uznamy Cię za szpiega. - rzucił Twi'lek i odszedł, pogwizdując wesoło.
Lunaaax:
Skoczyłaś. Podróż trochę zajmie.
Wyszliście i zauważyłaś prom Citadel i zwłoki pozostałych porywaczy.
- Kastet, Sev, Voro, Scar. - wymienił Lord i sprawdził czy cała trójka jest razem z nim.
Później mruknął coś do komunikatora i czekał.
//Teraz powinnaś zagadać i pytać kim jest, czy coś .-.//
Lunaaax
Przyłączyła na autopilota. Poszła do swoich pasażerów.
- Czemu akurat ja? - zapytała oschle.
//Aha. Dzięki za podpowiedź. :V //
- Kim właściwie jesteś, Lordzie?
-Plus dziesięć dla niego za wyczucie momentu.
Właściciel
Korobov:
Przez gwizdanie przebiło się nieco śmiechu, ale później Twi'lek wrócił to tej jakże uspokajającej czynności.
Lunaaax:
Byli z Tobą w kabinie, więc daleko nie musiałaś iść.
- Nikogo innego nie było pod ręką, a Imperium miłością nas nie darzy. - stwierdził Uśmiechnięty.
- Nie jestem Jedi. Sithem też nie. - wytłumaczył lakonicznie i wskazał na mały punkt na horyzoncie, który szybko zmienił się w prom Sentinel. Ten osiadł na ziemi, a wszyscy zaczęli do niego wchodzić.
-Klasyczni żołnierze, ale przynajmniej nie odmóżdżeni...
Lunaaax
- Teraz rozumiem. Gdybym była na waszym miejscu, pewnie zrobiłabym to samo.
Ona również do niego wsiadła, najpewniej w towarzystwie żołnierzy.
Właściciel
Korobov:
- Słyszałem! - rzucił ktoś z kokpitu.
Lunaaax:
- Ty na sympatyczkę Nowego Ładu też nie wyglądasz.
Opuściliście to miejsce. Ba, opuściliście nawet planetę kierując się na okręt, który mogłaś rozpoznać jak dość rzadko spotykaną korwetę Raider.
-Ej! Weź gadaj z szturmowcem takimi kodami, to pogadamy!!!
Lunaaax
- Po prostu nie mam powodu, by lubić Imperium - wzruszyła ramionami i usiadła na jednym z wolnych foteli.
Czekała, aż dolecą do tamtego okrętu.
Właściciel
Korobov:
- Ty może i gadałeś, ja wolałem strzelać.
Lunaaax:
- A to czemu? - dopytywał Korun.
//Zmiana tematu. Ja zacznę.//
-To już tradycja, żę służymy Republice... A raczej temu, co z niej zostało... mój dziedek był generałem w WARze.
Lunaaax
Przez chwilę się zawahała, lecz zdecydowała się powiedzieć.
- Zabili mi brata, bo im się zbuntował.
Właściciel
Lunaaax:
- Mi spacyfikowali pół planety. - rzucił beztrosko.
Korobov:
Na to akurat brak jakiejś odpowiedzi.
Usiadł na podłodze I zaczął się zastanawiać.
-A mogłem zostać, jak mój brat aktorem...
Lunaaax
- Mam rozumieć, że teraz się mścicie i dlatego was nie lubią?
Zaczął sobie nucić Marsz Imperialny, tak instynktownie, jakoś mu się to wżarło...
Właściciel
Lunaaax:
- Ja tam nigdy nie czułem się jakoś specjalnie związany ze swoimi ziomkami, a Vagne ma kilka zbrodni na karku, o których lepiej nie mówić.
Korobov:
- Niech przestanie to nucić, bo go zastrzelę. - mruknął Twi'lek.
- To, że był z Imperium, nie znaczy, że możesz mu rozkazywać, Uno. - odrzekł mu Gotal.
Natchmiast przestał.
-Oczywiście sir, już przestaję.
Właściciel
- W bazie puścimy Ci nasze audycje, ale pirackie nagrania. O wiele lepsze od tego imperialnego szajsu.
Lunaaax
- Rozumiem. Dla Imperialnych dobrą zbrodnią jest Rebelia.
-Przeglądałem to... Fakt, dają do myślenia. Szturmowcy nic sobie nie robili, ale oficerowie od komandora w zwyż prócz mnie... Furia, istna furia.
Właściciel
Lunaaax:
Po tym stwierdzeniu obaj się roześmiali.
Korobov:
I na to brak odpowiedzi.
//Zmiana tematu. Ja później zacznę.//
Lunaaax
- A zbrodnie trzeba karać - dodała i po chwili sama cicho się zaśmiała.-
Właściciel
- Bardziej chodziło o to, że jest rasowym mordercą, najemnikiem i bandytą, którego ścigają w pięciu układach. - wyjaśnił Korunnai, a Nikto przytaknął ruchem głowy.
Lunaaax
- No to ładnie żeś im podpadł - stwierdziła.
Właściciel
No to stwierdzenie nikt nie odpowiedział.
Lunaaax
- Cóż... Mimo mojej obecnej sytuacji, to nawet miło się z wami rozmawia - przyznała i odwróciła wzrok.
Właściciel
- To tak jak nam, ale chyba będziesz miała okazję posiedzieć z nami dłużej.