To wiedzą tylko Pradawni i niektóre kapłanki. Ruszył do ruin.
Właściciel
Po kilku krokach wpie**oliłeś się do wilczego dołu, szczęśliwie bez kolców czy innych niespodzianek.
Właściciel
- Ej, słyszałeś to? - usłyszałeś pytanie gdzieś po swojej prawej.
- Hehe, jakiś frajer znów dał się złapać. Ruchy, Ogorth, zaraz dorwiemy gnoja nim ucieknie. - zawtórował mu inny i po chwili stanąłeś twarzą w twarz z grupą częściowo odzianych i opancerzonych najmniorów orczej rasy, z czego jeden dysponował mieczem dwuręcznym, a drugi dwoma jednoręcznymi młotami bojowymi z kolcami.
-No elo elo mordy. A teraz, jeżeli chcecie zabrać coś mojego, to walczcie ze mną na pięści, jak na orka przystało.
Właściciel
- Kim Ty, w ogóle, ku*wa jesteś, żeby tak do nas gadać, hę? - spytał ten zwany Ogorthem.
-Ku*wa Orkiem, który miał styczność nie tylko z raptorami i najemnikami, lecz również z czarną magią, zimnem i abstynencją alkoholową. Po wszystkim, również po bitwie z krasnoludami, przybyłem tutaj, wymordowałem strażników jednej wioski i zostałem wodzem. A wam ku*wa chciałem pomóc, skoro jesteście ziomkami tej samej rasy, ale teraz coś mi się wydaje, że raczej nic z tego ku*wa nie będzie.
Właściciel
- Masz wioskę? - spytał zielony, wyraźnie zdziwiony.
- To wszystko, ku*wa, zmienia, zwłaszcza jakbyś mógł nas tam... No ten... Ukryć. Wszystkich.
-Oczywiście, że mam. A co myślisz, że jak chciałem rozwiązać ten problem? Że niby zabić was? Ha! Taki ch*j mordy, a teraz pomóżcie mi stąd wyjść, mamy wioskę, do której trzeba wrócić. Naszą wioskę.
Właściciel
Dość szybko pomogli Ci się wygramolić, a Ogorth pobiegł przodem do ruin.
- Idzie powiadomić szefo... A my się na pewno zmieścimy? Jest nas trzy tuziny, a do tego pięć Minotaurów, same duże. - wyjaśnił Ci po drodze drugi.
-Znacząco ubyło mieszkańców we wiosce, a wspólnymi siłami wzniesiemy najpierw szałasy i przybudówki, a następnie godziwe domy dla was. Palisada zapewni ochronę przed szlachcicem, który wam nie zapłacił. Chociaż nie wiem, jak się skończyła ta historia z nim, opowiecie?
Właściciel
- Ano tak, że mu napi**doliliśmy i poszliśmy grabić wiochy i gościńce, a jakiś inny gość zebrał żołnierzy, żeby nas powstrzymać... Ty aby z nim nie trzymasz? - spytał podejrzliwie, kładąc dłoń na rękojeści broni.
-Podczas pierwszego odwiedzania sąsiednich przywódców wiosek jeden z nich mówił o zagrożeniu z waszej strony, a ja postanowiłem wam pomóc. No i proszę, wszystko się uśmiecha dla obu stron.
Właściciel
- I masz Ty tam jakichś ludzi w tej swojej wiosce?
-Ci, którzy pozostali przy życiu. Tak, są. Jednak to cywile, nie wojskowi.
Właściciel
- No i co z tego? Chaty i tak będzie trzeba z nimi dzielić, a przypie**olą się, jak któryś po pijaku im dzieciaka zabije albo kobitę zgw*łci, co nie?
Właściciel
- Że co? - spytał i podrapał się po zielonym łbie, niezbyt wiedząc czy dostał wraz z resztą pozwolenie na eksterminację ludzkich wieśniaków czy wręcz przeciwnie, choć za to mieli ciche przyzwolenie na gwałty, mordy i grabieże...
-Daj im żyć, to ci zrobią obiad, posprzątają ci, naostrzą broń i będą cię traktowali z wyższością. Nie opłaca się ich bić.
Właściciel
Pokiwał głową i resztę drogi pokonaliście w milczeniu. Pośród ruin i namiotów czekał na Ciebie spory tłum Orków, widać że najemników pełną gębą, bo uzbrojonych po ostre zębiska, a także pięć Minotaurów, z którymi sytuacja wyglądała podobnie.
Na czoło tej menażerii wysunął się jej szefo, najlepiej odziany i opancerzony, wyposażony w dwa jednoręczne topory zagłady i dwuręczny topór wpie**olu.
- Gruul. - powiedział, przedstawiając się i uderzając się przy tym pięścią w napierśnik. - A Ty kim jesteś i czego tu szukasz? - spytał, choć właściwie znał odpowiedzi, w końcu jeden ze strażników, którym się przedstawiłeś, pobiegł przodem. Ale odpowiedzieć nie zaszkodzi.
-Borys Duum, miło poznać.
Właściciel
- Czego tu szukasz? - powtórzył, z pewnym naciskiem i opuszczeniem dłoni w pobliże trzonka jednego z toporów.
-Oferuję lepsze schronienie, niż ruiny.
Właściciel
- Czyli? I czego chcesz w zamian?
Spojrzał na wcześniejszego kompana.
-Mam mówić to jeszcze raz?
Właściciel
- Szefo tego nie słyszał. - odparł tamten.
-Przejąłem kontrolę nad jedną z wiosek, przez co dysponuję stabilnym i pewnym schronieniem z obsługą, którą wam oferuję w zamian za zastąpienie martwych strażników wioski.
Właściciel
- A co z mieszkańcami? I będą jakieś problemy jak będziemy wychodzić grabić na gościńce albo inny ch*j?
-Najpierw, to załatwmy sprawę ze szlachcicem.
Właściciel
- Wpuścisz nas do niego, a my mu napi**dolimy? - domyślił się Ork.
-A co o nim mam wiedzieć, oprócz tego, że nie zapłacił?
Właściciel
- To że spie**olił, bo go przegoniliśmy, i jest ch*jem, bo nam nie zapłacił.
-I szykuje zemstę, lecz nie zbliży się do was, jeżeli będziecie mieli wsparcie.
Właściciel
Szefo podszedł do Ciebie i uścisnął potężnie Twą prawicę.
- No to targ dobity! - krzyknął, rzecz jasna ku uciesze pozostałych Orków i Minotaurów. - Chłopy, zbierać ten pie**olnik! Wypi**dzielamy stąd!
-Ruszajmy, może po drodze zajumiemy jakiegoś Raptora?
Właściciel
- Raptora? Żeś w okolicy gdzieś Raptora widział? - spytał ponownie zainteresowany Ork. - Zawsze chciałem mieć łeb takiego... Albo skórę, skórę lepiej, bo bym sobie na plecach zawiesił czy coś.
-Ano widziałem, tylko że pojedyńczą sztukę. A fajnie byłoby mieć ich więcej.
Właściciel
- Kiedyś się wybierzem na takie polowanie. - postanowił zielonoskóry, Wy zaś minęliście wioskę, w której byłeś niedawno.
Podążali dalej. Ci tutaj w końcu się zorientują, że sprawa załatwiona.
-Tak. Później też muszę załatwić pewną sprawę z lokalnym władcą wiochy, gdyż miałem w planach utworzenia mega-wioski, stworzonej z trzech innych i połączonej ze sobą palisadą.
Właściciel
- Kilka kilometrów palisady? A kto to by Ci, ku*wa, budował?
Właściciel
- Przecież to się w ogóle nie opłaca.
Właściciel
Ork nie miał zamiaru wykłócać się z Tobą, żebyś przypadkiem nie zmienił zdania i uznał, że nie ma po co zabierać ich do siebie, a wydanie ich tamtemu szlachcicowi czy wodzowi wioski jest lepszym pomysłem... Niemniej, wspólnie dotarliście pod wieczór do Twojej wsi, wzbudzając przy okazji panikę, w końcu rzadko kiedy Orkowie przybywający do jakiejś ludzkiej wioski mieli dobre zamiary, a i przerażenie budziły wielkie Minotaury, ale głównie przez same gabaryty, wygląd i fakt, że najpewniej żaden z wieśniaków nigdy wcześniej takowego na oczy nie widział. Niemniej, bramy wioski ktoś opuścił, a był nim nie kto inny, jak Twój siwobrody i zgarbiony doradca, Huga, który skłonił przed Tobą z szacunkiem głowę, a później przyjrzał się Twojej nowej kompanii.
- Panie...? - zaczął niepewnie, kilka razy wodząc wzrokiem za Orkami stojącymi za Tobą. - Co stało się z ludźmi, którzy Ci towarzyszyli? I kim oni są?
-Oh, ku*wa, zapomniałem ich odebrać. Żyją, a ci... przyjaciele.
Właściciel
- Nie wyglądają, ale nie będę się z wodzem spierać. - mruknął doradca i wskazał szerokim ruchem ręki na wieś. - Dobrze by było, gdybyś jakoś wytłumaczył to chłopom, wielu jest przerażonych, pewnie sądzą, że to jakiś najazd, niewielu tutaj Orkowie kojarzą się pozytywnie, a takie... coś tym bardziej. - powiedział, przy ostatnich słowach wskazując końcem laski, na której się podpierał, jednego z Minotaurów.
-Wyślij kogoś, by ich zebrał w jedno miejsce. Mam do nich mowę.
Jeżeli to zrobił, to odwrócił się w stronę dowódcy tej bandy, którą tutaj ściągnął.
-Nie będzie źle, jeżeli przejmiesz ze swoimi tutejszą pałeczkę wojowników?
Właściciel
Co prawda zarechotał, ale potwierdził, w sumie co innego miał robić? Siać marchew? No właśnie...
Po jakimś czasie wrócił Twój doradca, meldując posłusznie o wykonaniu zadania, tak więc pora teraz na Twoją przemową, jednakże żeby to zrobić, musiałbyś wejść do środka wioski, bo to tam, przed bramą, zebrał ich Huga.
Właściciel
Pozostali, po chwili wahania, postanowili zostać, co było w sumie dosyć mądrą decyzją. Tak jak Huga obiecał, przed bramą w wiosce czekali wszyscy jej mieszkańcy, a więc wartownicy, łowcy, prości chłopi z rodzinami i wszyscy inni, którzy gościli w jej murach.