Właściciel
- Znasz lepiej tych wszystkich ludzi, sam zdecyduj, ktoś kto zastanowi się zanim coś zrobi i nie będzie strugał bohatera. Kogoś nie głupiego ale też nie przemądrzałego.
Właściciel
- Dobra, przyjdę po niego jutro do waszej Karczmy, muszę coś jeszcze załatwić, - po powiedzeniu tego otwarł swój portal i wskoczył do niego.
Właściciel
- Wiem tylko jeszcze trochę... Na temat tego wymiaru... Ponoć jest w nim chaos tak wielki... Że nie wiadomo... Czy za drzwiami znajdziesz... Zwykły pokój... Czy kosmos... Nie ma w nim nic poukładanego w sposób taki... Jaki powinno... Jeśli kiedyś do niego trafisz... Uważaj... Tam nic nie jest takie... Jakie się może wydawać...
Właściciel
A i owszem, Zaraza zjawił się wcześnie rano następnego dnia, kiedy większość zwykłych ludzi jeszcze spała. Usiadł w rogu Karczmy czekając na Parakha.
Tymczasem Garrus w raz z ochroną rozglądał się po mieście czy nowi przybysze czegoś nie potrzebują i w razie czego załatwiał potrzeby. W mieście było cicho i spokojnie, drzewo przez noc urosło jeszcze bardziej, na tyle że widocznie wyróżniało się na tle innych drzew, jego konar był bardzo gruby, przybyło nawet dwóch pielgrzymów którzy usłyszeli o tym magicznych drzewie.
Właściciel
- Gdybym nie był gotów to bym tu nie siedział. - wstał - Dobra, zgaduję że Darcus już ci mniej więcej to co wiemy opisał?
Właściciel
Poruszył ręką i otwarł się jego portal.
- To najszybszy i najwygodniejszy transport jakim dysponuję.
Właściciel
Zaraz wszedł tuż za nim, było widać tylko długi zielony tunel magiczny kręcący się cały czas dookoła tak że nie było właściwie wiadomo w jaką stronę i czy w ogóle się idzie.
- Tylko się nie zatrzymuj, jeden człowiek kiedyś tak zrobił, do tej pory nie wiemy gdzie wylądował.
Właściciel
- Dobrze że żaden pierwszy lepszy śmiertelnik nie ma dostępu do takiego transportu, ciekawe jak wtedy wyglądały by wojny. O, to tutaj. - W tym momencie cały tunel zniknął a oni pojawili się na ziemi, ziemi czarnej i częściowo wypalonej, było czuć zapach gnijących ciał, Zaraza podszedł do jednego z trupów. Prawdopodobnie były to kiedyś elfy, teraz ich skóra stała się czarna a ich gałki oczne całe były zielone, w okolicy leżało jeszcze kilka zwłok. - Tutaj straciłem ślady Xardasa, zmierzał na wschód, proponował bym jednak rozejrzeć się najpierw po okolicy żeby zobaczyć czy nie zostawił tu jakichś konkretnych śladów.
Właściciel
- Dobra, w takim razie rozejrzyj się po okolicy, jeśli kogoś zobaczysz, mów, może mieszka tu ktoś kto mógł widzieć Xardasa, ja poszukam jego śladów tutaj.
Właściciel
- Nie wiem, szczerze to nie słyszałem o niczym takim, a co? Widzisz jakiś?
Właściciel
- W takim razie chodźmy przyjrzeć się temu bliżej. - mówiąc to ruszył w stronę wzgórza
Właściciel
- Hmm... - przyjrzał się kręgowi. - chyba pewno znajoma mi osoba próbowała skontaktować się z Xardasem... - stanął na środku kręgu i rozglądnął się.
Właściciel
- Pierwszy jeźdźca apokalipsy, Chaos. Ciekawe tylko po co chciał się z nim skontaktować...
Właściciel
- Nie rozmawiałem z nim już od bardzo dawna, zazwyczaj nie mieliśmy niczego ze sobą ważniejszego do omówienia, jednak skoro Chaos się zainteresował Xardasem to upewnia mnie to w przekonaniu że planuje coś niebezpiecznego.
Właściciel
- Lepiej ruszajmy dalej, przynajmniej dowiedzieliśmy się czegoś nowego. Jednak dalej ruszajmy na piechotę żeby czegoś nie przegapić.
Właściciel
Zaraza ruszył tuż zanim rozglądając się w poszukiwaniu śladów. Jakąś godzinę później zobaczyli... Khajiita, siedzącego na niewielkim głazie, obok którego leżał spory plecak podróżny.
- Co Khajiit robi tak daleko od domu? - zdziwił się Zaraza kiedy go zobaczyli, sam kot najwyraźniej nie zwrócił na nich uwagi, bawił się jakimś sześcianem wyglądającym na robotę dwemerów.
Właściciel
- Rasa ludzi-kotów, pochodzących z bardzo daleko położonego kontynentu stąd, Tamriel. Ich rasa konkretnie pochodzi z Elsweyr, pustynno tropikalnej krainy. Słyszałem że w innych krajach tego samego kontynentu ludzie często nie przepadają za nimi, ponieważ wielu żeby związać koniec z końcem zaczyna parać się złodziejstwem, i handlem skoomy, czyli tamtejszym bardzo znanym narkotykiem.
Właściciel
- Najlepiej rozmawiać z każdym kogo spotkamy, ktoś mógł widzieć Xardasa.
Właściciel
Zaraza ruszył tuż za nim. Khajiit po chwili ich zobaczył.
- Widzę że nie tylko ja przemierzam te nieprzyjazne okolice. - przywitał ich.
- Witaj, Khajiicie, przemierzamy tutejsze okolice ponieważ szukamy pewnego nekromanty.
- Hmm... Nekromanta, widziałem tutaj jakiś czas temu pewnego człowieka w szacie, wyglądał na potężnego maga... Nawet rozmawiał ode mnie i nabył towar. Bowiem może nie zauważyliście, ale Nei'qul jest handlarzem, Nei'qul lubi bowiem podróżować i sprzedawać innym nabyte towary.
Właściciel
- Nei'qul jest handlarzem, uwielbiam podróżować, dwa lata przebywałem w Skyrim, postanowiłem że czas ruszyć gdzieś dalej. Po bardzo długiej podróży przez morza i oceany okręt na którym podróżowałem dopłynął do lądów waszego kontynentu, od tamtej pory oddzieliłem się od reszty i podróżuję sam, zamierzam dostać się do pustyni, Varant, o ile mi wiadomo. Bardzo chętnie zobaczę krainę podobną do mojego domu.
Właściciel
- Szczerze? Sam nie wiem, chyba mam po prostu szczęście, nie spotkałem w tej krainie jeszcze nikogo poza wami, i tamtym magiem. Poza tym od początku nie zamierzałem omijać tej krainy, droga dookoła trwała by zbyt długo.
Właściciel
- Hej spokojnie - odtrącił rękę Parakha. - po prostu powiedzcie co chcecie wiedzieć, może akurat mogę wam pomóc.
- Ma racje, nie wiadomo czy wie dużo, nie musisz od razu podejrzewać go że jest jakimś szpiegiem czy czymś innym tylko dlatego że jeszcze nic go tutaj nie napadło.
Właściciel
- Jest różnica między ostrożnością a podejrzewaniem każdego kogo spotkamy.
- Ach świetnie! A więc to tak wyglądają rabusie w tutejszych okolicach! A kapitan statku ostrzegał, tutejsi ludzie są dziwni, lepiej nie podróżować samemu, a ja co?! Trafiłem na dwóch najbardziej sprytnych rabusiów na jakich mogłem! Dobra, bierzcie co chcecie, i tak większość towaru sprzedałem ludziom ze statku.
Właściciel
- Nie pojmuję, czemu nie chcecie zabrać mi towaru skoro i tam zamkniecie mnie w lochach albo poderżniecie gardło? Rzeczywiście dziwni z was bandyci.
- Ehh, niech ci będzie. - otworzył portal - idźcie, portal wyłączy się kiedy wyczuję że jesteście na miejscu, tymczasem ja, rozejrzę się tutaj jeszcze trochę.
Właściciel
- Jeśli tak bardzo chcesz brać go to waszej bazy to lepiej najpierw się czegoś dowiedz zanim wrócisz, kiedy dowiesz się czegoś konkretnego to dostanę się do siebie.