Kosmiczny wrak ,,Nikąd"

Avatar Woj2000
Właściciel
To ogromny, liczący sobie blisko 40 km kosmiczny wrak datowany na 12 milionów lat. Jak na razie jest on największym odkrytym tego typu obiektem którego wnętrze każdego dnia eksplorują setki szabrowników. "Nikąd" to przy okazji bardzo groźne miejsce i wciąż skrywa wiele tajemnic, bo jak do tej pory dogłębnie zbadano i oczyszczono tylko 2 poziomy na których uformowała się osada o tej samej nazwie co wrak. Mieszkają tam głównie szabrownicy ale też wielu najemników i handlarzy. Jak na razie nie udało się ustalić jaka cywilizacja stworzyła ten wrak jednak prawdopodobnie jest on tylko połową niegdysiejszego statku. Szczątki i technologia znaleziona w środku wskazują na to iż był to statek transportujący miliony nieuzbrojonych istot. Niektórzy snują przypuszczenia że był to okręt kolonizacyjny lub coś w rodzaju arki.

Avatar Woj2000
Właściciel
Chłód i karbidowa jasność. Wlaśnie tymi słowami można opisać prowizoryczne miejsce zamieszkania Vaerka, stocikiego, oświeconego Eterycznego, jak również, w szerszej perspektywie, cały wrak statku, który stał się domem i źródłem dochodów jemu podobnych wyrzutków ze zwyczajnego, galaktycznego społeczeństwa. Lecz w tym wypadku Vaerk się od nich różnił. Miast przeć ku mrokom przepastnych, niezbadanych korytarzy dawno zniszczonej jednostki pełnej wielu niebezpieczeństw, tak jak to robili inni śmiałkowie, przebywał przez większość czasu w swoim niezbyt komfortowym lokum, stanowiącym fragment odnogi korytarza serwisowego, w którym rozłożył śpiwór oraz inne najpotrzebniejsze rzeczy. Zamiast upijać się do nieprzytomności w spelunie lub próbować szczęścia handlu i grach hazardowych, Sharmat oddawał się medytacji, próbując się wewnętrznie wyciszyć i kontemplować stan swego niezwykłego, niepożądanego w Tetrarchiacie umysłu. W czasie wykonywania tych czynności, Vaerk mógł delektować się ciszą, przerywaną gdzieniegdzie wytłumionymi dźwiękami ,,miejskiego" życia z oddalonej o jedno piętro i kilkadziesiąt metrów korytarzy osady o fatalistycznej nazwie ,,Nikąd" - takiej samej, jak miano całego, wiekowego okrętu.

Avatar Andrzej_Duda
No cóż, sam Vaerk nie narzeka na swoje miejsce zamieszkania nawet w najmniejszym stopniu. Jeśli gdzieś da się odczuwać obecność pospolitej ludności oraz sposób na jej ukochanie to właśnie w takich miejscach - najmroczniejszych zakątkach galaktyki, gdzie miłość jest potrzebna wszelkim istotom jak powietrze, chociaż nawet nie zdają sobie z tego sprawy. Ale cóż, nie każdy osiągnął oświecenie tak jak Pobożny. I w zasadzie jest to coś pozytywnego. Wszechświat byłby okropnym miejscem, gdyby wszyscy nagle zdali sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nie istnieją. Wśród słabszych umysłów mogłoby to wywołać depresję i inne choroby psychiczne, co byłoby dość niekorzystne wobec idei miłości absolutnej. A ile można tu wyczuć ciekawych person za pomocą telepatii! Tak nijacy, a tak unikatowi... Tak, trzeba o tym napisać fraszkę.
"Tak nijacy
Jednak nie jednacy"
Tak, zdecydowanie trafia w sedno. Trzeba to spisać... Czy ma przy sobie coś do pisania? Papier, pergamin, dziennik, długopis, pióro?

Avatar Woj2000
Właściciel
Po krótkiej obserwacji Pobożny mógł zauważyć kawałek pogniecionej karki wystającej spod plecaka, które co prawda mogła zostać zapisana, ale wciąż istniała szansa na to, że tylko połowicznie. Wszak na pogniecionym papierze było widać nieco białych, a więc pustych, miejsc. Jeśli zaś chodzi o przybory do wyrażania myśli na papier, to gdzieś w środku plecaka, między owocami, powienien znaleźć niewielki kawałek grafitu, który kilka tysięcy lat temu znalazł na Ziemi i nosił ze sobą na wypadek, gdyby mu się przydał.

Avatar Andrzej_Duda
A więc Vaerk pierwszą ręką wziął kartkę papieru i ją rozwinął, aby sprawdzić, czy da się na niej coś zapiąć, drugą i trzecią rozpiął plecak, a czwartą zaczął w nim grzebać, w poszukiwaniu jakże użytecznej pamiątki z tej pięknej planety. Pobożny w głębi ducha jest zadowolony, że nie została ona zanihilowana tak jak wiele innych planety zdobytych przez Tetriarchay. No cóż... Ten sen jest okrutny. Jeśli było to możliwe, po znalezieniu przyborów od razu spisał swoją fraszkę i odłożył karteczkę papieru do środka plecaka, żeby się nie brudziła.

Avatar Woj2000
Właściciel
Pisanie zajęło mu niewiele czasu, zaś napisany lekkim i starannym pismem utwór liryczny poświęcony istotom rozumnym znalazł się w bezpiecznym miejscu, w środku jego torby. Vaerk mógłby teraz w spokoju powrócić do medytacji albo wykonać inną charakterystyczną dla niego czynność, jaką wykonuje w czasie wolnym.
Ale raczej nie będzie mu to dane zrobić, gdyż po odłożeniu fraszki Sharmat dostrzegł wyraźne kontury istoty żywej znajdujące się kilkanaście metrów od niego, na początku korytarza serwisowego, w którym mieszkał. Nie wyglądały jednak na niebezpieczne, dzikie Nekromorfy pożywiające się tkankami mózgowymi padliną innych istot. Proporcje eskazywały raczej na człowieka średniego dla własbej rasy wielkości ubranego w lekki pancerz i w hełmie, zaś jego postura wskazywała na... wyciąganie broni z kabury na łydce i wycelowywanie jej w stronę wędrownego filozofia. Najpewniej to kolejny rabuś albo po prostu człowiek chcący przeszukać tą odnogę statku. Jednak jedno jest pewne: na wszelki wypadek Vaekr powinien coś uczynić, jak również owa czynność, z racji jego pacyfistycznej natury, nie będzie zbytnio agresywna.

Avatar Andrzej_Duda
Doskonale. Nawet jeśli utwory Vaerka, czyli wszystkie wiersze, fraszki, pieśni oraz opowiadania nigdy nie trafią do publicznej sprzedaży, to przynajmniej będzie miał satysfakcję z tego, że za swojego życia utworzył tyle świetnej liryki oraz prozy... Najwyżej odda swoje arcydzieła swojej uczennicy, Eterycznej Bogini, Utuli. Eteryczny Oświecony powoli wstał z podłogi i zaczął lewitować około 20 centymetrów nad ziemią, gotowy do latania jak piorun w każdej sekundzie. Zostawiając swoją włócznię z tyłu, powoli podleciał do potencjalnego intruza tak, żeby chociaż zobaczyć go zza rogu, aby tylko zrozumieć w jakim celu się tu pojawił. Może chce pomocy, a broń to tylko narzędzie jakim chciał się ewentualnie bronić przed różnymi istotami na tym wraku?

Avatar Woj2000
Właściciel
Tymczasem zakłócający spokój Vaerka całkowicie wyciągnął broń z kabury i z całej siły uderzył się prawą ręką o bok głowy, przez co cały korytarz został zalany jasnym, oślepiająco białym światłem, wyglądającym na pochodzące z jarzeniowej lampy wytwarzanej w Nikąd przez pokątnych handlarzy.
Zaraz po tym zza światła dało się usłyszeć głos wypowiadający się w uniwersalnej, galaktycznej mowie, jednak w charakterystyczny sposób: z pomijaniem niektórych liter w słowach, zmiękczaniem innych i nadmiernym przeciąganiem samogłosek.
-Te, ktokolwiek tu jest! Wyłaź z łapami na wirzchu, pókim dobry i mój dubelt nieodbezpieczony! Uwierz mnie, lepij to zrób, bo nie chcesz być uznany za jakiego Nekromorfa, ta?

Avatar Andrzej_Duda
No cóż... Kto mógł to przewidzieć? Vaerkowi nie pozostaje tak właściwie nic innego jak przedstawić się nieznajomemu. Ech... Że też nie wziął ze sobą tym razem swojego płaszcza. Na szczęście na tym statku nawet ktoś tak niezwykły jak Sharmat nie zwraca na siebie większej uwagi, ale zawsze lepiej jest być ubezpieczonym. Vaerk wyszedł już całkiem na widok swojego intruza, podnosząc do góry wszystkie swoje ręce.
-Jestem Vaerk i nie szukam kłopotów. Jestem tylko poetą i pielgrzymek. - rzekł spokojnie.

Avatar Woj2000
Właściciel
Tajemniczy, acz wydający się z tonu mówienia na prostolinijnego, by nie rzecz - prostackiego, interlokutor nie odpowiedział od razu, tylko ponownie przystawił swoją prawą dłoń do głowy i zaczął poruszać w jej okolicy, przez co snop światła stracił na intensywności. Dzięki temu mógł spokojnie przyjrzeć się przybyszowi, który przezentował się w ten sposób:


Jednakże nie dzierżył karabinu, tylko obciętą, dwulufową, nieco prymitywną strzelbę na pociski nielaserowe, którą trzymał w lewej dłoni. Vaerk mógł spokojnie zauważyć, że jego ekwipunek nie był zbyt bogaty, nie miał nawet najprostszego skafandra kosmicznego, przez co wszystkie wyprawy do głębszych pomieszczeń statku były dla niego zablokowane.
-Patrzeć tylko, minstrel jaki się znalazł! - odezwał się szyderczo, wciąż nie chowając broni, lecz przynajmniej nie celując już nią w filozofa - A ja jestem Minister Robót Publicznych, miło poznać!

Avatar Andrzej_Duda
No cóż... Nie można mieć wysokich wymagań w miejscach takie jak to. Taki po prostu jest klimat takich okolic, że są tu nie tylko osoby potrzebujące miłości, ale także dużo... Wieśniactwa, delikatnie mówiąc. Dość duży plus jest taki, że Vaerk przynajmniej nie musiał używać psioniki do odbicia pocisku, jeszcze tego by tylko brakowało na dokładkę...
Akurat Vaerk wie, czym jest dubelt i domyślił się jak wygląda broń intruza jeszcze zanim ją zobaczył. No cóż, nie zrobiła na Eterycznym zbyt dużego wrażenia, mówiąc szczerze.
--Mi również miło poznać kogoś takiego jak ty. Proszę, opuść tą broń, bo robi się... Niezręcznie. Jeśli można mi spytać, to czemu tutaj się zapuściłeś? - odpowiedział spokojnym tonem, a na końcu się tak samo spytał.

Avatar Woj2000
Właściciel
Mimo wszystko, Vaerk mógł być pewien, że ten szabrownik różni się w dużym stopniu od zwykłych mętów społecznych zachodzących w te strony. Nie chodzi tu nawet o kaleczenie uniwersalnego języka czy specyficzny akcent, ale.. o bardziej metafizyczny aspekt. Otóż Sharmat może wyczuć, że słabe psioniczne odbicie jaźni tego ,,Ministra" jest co prawda nieuporządkowane i chaotyczne, lecz harmonicznie przesyłające drgania strun Wszechświata, co w większości przypadków oznacza, że taka osoba nie należy do miłośników rozwagi i stoicyzmu, acz ma silnie rozbudowane sumienie i normy moralne, pozwalające utrzymać gniewny temperament w ryzach. Rzadko kiedy można spotkać połączenie takich cech jaźń, zwłaszcza w takim środowisku.
W międzyczasie Minister spełnił prośbę, chowając obrzyna do drucianej, prowizorycznej jabury, a następnie ściągnął maskę tlenową, odsłaniając młode oblicze ludzkiego mężczyzny, który dopiero niedswno opuścił dom rodzinny w poszukiwaniu przygód.
-Te, nie mów, żeś uwierzył, żem Minister! - odpowiedział z żartobliwym zaskoczeniem, po czym dodał poważniej - Tak na serio, to jestem Jasiek, ale we wsi mówili na mnie Dyfteryt. A co tu działam? Ot, kredytek bądź złota chce zarobić.
Zaraz po tym dodał z rozbrajającą szczerością, jednocześnie przyczepiając maskę do pasa i przyjmując nonszalancką pozę, ze skrzyżowanymi rękami.
-A ty kto? Wyglądasz cudacznie, nawet jak na kosmitę..

Avatar Andrzej_Duda
No cóż... Vaerka to trochę zdziwiło, bo rzeczywiście niecodziennym czymś jest osobą posiadającą taką osobowość w takim środowisku. Naprawdę szkoda, że takie osoby marnują się w takich miejscach. Niestety, nie można mieć wszystkiego nawet jeśli jest się tak potężnym psionikiem. A... Vaerk ceni sobie szczerość, nawet jeśli w takiej ostrej i prawdę mówiąc lekko bezmyślnej formie. Nie zwlekając już dłużej, odpowiedział na jego pytanie.
-Tak jak mówiłem, jestem poetą i pielgrzymem. Jeśli chodzi o pochodzenie, to podchodzę z Kasthii... Jeśli natomiast masz na myśli moją rasę, to należę do Eterycznych... Poniekąd do Eterycznych. Jak zapewne zauważyłeś, nie posiadam typowego dla nich neutralnego płciowo wyglądu ani kościstych kończyn... No cóż długo by opowiadać. Nie musisz mi o sobie opowiadać, naprawdę. A teraz powiedz mi proszę... Czy mógłbyś mnie oprowadzić? Zawsze warto mieć przewodnika.

Avatar Woj2000
Właściciel
-Tak tereoretycznie to można długo godoć o cudacznych wyglądach, ale mnie to tyle obchodzi, co zeszłoroczne snopowiązałki. - skwitował bezceremonialne, lekko się do Vaerka uśmiechając - Dla mnie liczy się to, co ludzie i kosmity mają tu i tu.
Mówiąc to, skierował wystawiony palec w stronę swojego czoła, a potem piersi.
-A za przewodnika mogę i porobić. W końcu trza pomagać innym, nie? Dawaj za mną, tylka na swoich kulasach, bez latania. Ludziska rzadko takie rzeczy widujo, a zamieszanie może się zrobić
Po czym obrócił się na pięcie i zaczął spokojnie iść w stronę wyjścia z korytarza-domu Pobożnego, jednocześnie zachęcając go machaniem ręką, by szedł za nią.
Doprawdy nieszablonowa persona - to Sharmat może przyznać.

Avatar Andrzej_Duda
Przynajmniej nie ma wrogich zamiarów... Najprawdopodobniej ich nie ma. Vaerk tego na razie nie może stwierdzić, gdyż używa telepatii równie rzadko jak innych mocy podchodzących z jego Apoteozy. Odwzajemnił uśmiech jaki otrzymał i wylądował na ziemi. Nawet bardzo nieszablonowa persona. To utwierdza go w przekonaniu, że umysł Śniącego wykracza nawet poza jego wyobraźnię... No cóż, przynajmniej jego nowo poznany kompan odłożył broń.
-Tak, najprawdopodobniej masz rację co do lewitacji. Lepiej nie zwracać na siebie niepotrzebnej w jakikolwiek stopniu uwagi. A więc gdybyś mógł, to oprowadź mnie proszę po okolicach, ponieważ jak na razie nie mam nawet pojęcia jaka część statku jest dostępna dla ogółu, a która nie. - odpowiedział przyjaznym tonem.

Avatar Woj2000
Właściciel
-No, to jestem kuntentny, żeśmy się zrozumieli. Dawaj za mną. - dodał zadziornie, po czym zarówno Dyfteryt, jak i Vaerk rozpoczęli swój obchód po starych, nieco pustawych korytarzy drugiego zdatnego do zamieszkania piętra kosmicznego wraku.
Okolice które mijali, charakteryzowały się odrapanymi, brązowymi od rdzy i zanieczyszczeń ścianami i klaustrofobicznymi, porzecinanymi wejściami do pustych pomieszczeń korytarzami, w których od czasu do czasu można było zauważyć różnorodne śmieci: od starego, metalowego złomu, po nowsze odpadki będące ,,pamiątką" po szabrownikach i łowcach przygód. W miarę oddalania się od lokum Sharmata, gdzieniegdzie można było również zauważyć przechodzące bądź siedzące na podłodze lub też w pokojach istoty różnych ras, w tym ludzi, Kasathian i Yapisów, zajmujące się wieloma sprawami: od handlu i przygotowań do wypraw, po zwyczajne pogawędki i bezcelowe siedzienie przy źródłach chemicznego światła. Większość z nich miała przy sobie broń najróżniejszego rodzaju, jednak wśród tej masy oręża dominała krótka broń palna, a w niektórych przypadkach nawet prymitywna broń skałkowa, produkowana chałupniczymi metodami i sprzedawana najbiedniejszym poszukiwaczom fortuny. Ubrani byli głównie w zwyczajne, robocze bądź cywilne ubrania, zaś tylko nieliczni, zazwyczaj ci idący w głąb kompleksu, mieli na sobie podstawową aparaturę oddechową i proste kamizelki kuloopodorne. Tylko raz przeszedł najemnik odpowiednio przygotowany do niebezpiecznych wojaży w poszukiwaniu zysku lub chwały - w opancerzonym skafandrze ciśnieniowym i z ciężkim karabinem maszynowym na plecach.
O dziwo, nikt specjalnie nie zwrócił szczególnej uwagi ani na Vaerka, ani na jego specyficznego towarzysza wędrówki, gdyż każdy był zajęty swoimi sprawami. Pobożny mógł dostrzeć tylko kilka podejrzliwych spojrzeń istot wyglądających na najbardziej nędznych z mętów, taksujących go i najpewniej zastanawiających się, czy warto go obrabować, jak również dziwiących się jego nietypowym wyglądem
-Słuchaj uważnie, bo nie chce mi się powtarzać. - oznamił Janek-Dyfteryt w trakcie tej wędrówki po obskurnych korytarzach drugiego, zamieszkanego piętra, po czym rozpoczął wyjaśnianie, w czasie którym mówił szybko, jednocześnie żywo gestykulując - Gadkę o tym, że jesteśmy na Nikądzie - kosmicznym, starym wraku, se daruje, dobra? To już wiemy, więc trza powiedzieć o układzie pomieszczeń i hierarchii pomieszczeń. Otóż tylko dwa piętra są zamieszkane przez normalnych: Nikąd Właściwy, znajdujący się nad naszymi łbami i będący główną częścią cywilizacji tutej, i Pogranicze - drugie piętro, na którym się znajdujemy. Reszta izb jest niezbadana i pełna złego, a do nich można dostać się tylko przez Pogranicze. Nie jest to trudne, bo wystarczy, że wejdziesz w dowolny korytarz i udasz się nieco dalej, by znaleźć się poza bezpieczną strefą, to szybko znajdziesz nie tylko skarby i łupy, za które sfinansujesz swoją dalszą, pożałowania bogów godną, dolę, ale też Nekromorfy, obślizgłe, ciężkie do zabicia sku*wysyny, żywiące się takimi jak ty, czy ja. Do tego do niektórych miejsc na tym wraku nie wejdziesz bez odpowiedniego sprzętu, więc większość bidoków poszukuje szczęścia w promieniu najwyżej dziesięciu kilometrów od miejsca do którego zaraz dojdziemy - Centrum Pogranicza, by walczyć jak wściekłe psy o ochłapy, które lepsi wcześniej nie zabrali. Biedne dusze...
W końcu dotarli do skrzyżowania korytarzy, które w tym miejscu robiły się znacznie szersze, jak również zawierające w sobie większą ilość istot, które wyglądały na przygotowujące się do drogi, jak również wymieniające się przedmiotami między sobą. Na końcu jednej z dróg na skrzyżowaniu Baerk mógł także dostrzec szyb windy pilnowany przez dwóch rosłych osiłków z, o dziwo, nowoczesną bronią laserową, badających i pobierających haracz od ludzi, którzy chcieli pojechać ową windą.
-No, i jesteśmy w Centrum Pogranicza. - skwitował zadowolony Dyfteryt, jednocześnie poprawiając zbyt luźne spodnie - Spamiętaj je se, bo tu możesz wyjść do Nikądu Właściwego. Ale jest w tym jeden haczyk: o ile do Pogranicza możesz se wleźć za darmochę, ale bez procentu z robocizny dla Ekonomów i ich szefa nie wyleziesz.
Zaraz po tej wypowiedzi wskazał ręką na osiłków przy windzie, którzy właśnie brutalnie rozprawiali się z plecakiem jakiegoś nędznie wyglądającego człowieka, poszukując w nim czegokolwiek cennego.
-To ci trzesą całym miejscem i do nich należy cała władza na Nikądzie. A właściwie to do ich wodza, Sardanapala. Starego, wrednego ch*jca bez poszanowania dla innych. - wyjaśnił, po czym zwrócił głowę w stronę Vaerka z pytającym spojrzeniem, dając tym samym filozofii niemy znak, by pytał, jak ma wątpliwości.

Avatar Andrzej_Duda
No cóż, gdyby Vaerk mógł, to mieszkałby sobie w przyjemnej kawalerce na Kasthii i stamtąd wygłaszał swoje kazania oraz pisał w spokoju poezję, liryką i tak dalej i tak dalej. Niestety, nie wszyscy we wszechświecie uznają jego oświecenie za coś godnego pochwały, a wręcz przeciwnie. Gdyby Enkia, Innana i Ninurta mogły, to przerobiły by Położonego ma marmoladę, nawet bez większego zastanawiania się nad tym. Sharmat miał kiedyś okazję zobaczyć Ninurtę oko w oko. Tak bardzo jak jest piękna, tak samo jest dość... Chłodna jak na standardy Vaerka. Ale mogło to być wywołane tym, że chciała go wtedy pokroić i zbadać jak oświecenie na niego wpłynęło. Przynajmniej może polegać na przekochanej Utuli. Tak bardzo jak Pobożny kocha wszystkich, to wyjątkowo umiłował sobie tą różową, słodką dziewczynę, która postanowiła przyjmować od niego nauki. Mimo myślenia także o Eterycznych, Vaerk uważnie wysłuchał wykładu swojego nowego przyjaciela o Nikąd. Dość ciekawe, trzeba przyznać. To wszystko utwierdziło go w przekonaniu, że potrzeba tutaj miłości. I tak bardzo jak chciałby pomóc tamtemu przetrząsanemu człowiekowi, tak wie, że to może tylko pogorszyć sytuację i zniwelować szanse na to, że Vaerk będzie mógł zdziałać coś na większą skalę w przyszłości. Niestety, nie można mieć wszystkiego, nawet będąc tak potężnym psionikiem. A Sardanapala... Jego będzie trzeba kiedyś odwiedzić. Definitywnie tak.
-Nie, raczej nie mam pytań. Ale chciałbym się spytać o Ciebie. Jak długo już tutaj mieszkasz? Nie tęsknisz za swoim domem? - spytał się krótko, przyjaznym tonem.

Avatar Woj2000
Właściciel
Słysząc to pytanie, Janek wyraźnie spochmurniał. Chyba Vaerk mógł dotknąć drażliwego tematu. Mimo wszystko, Dyfteryt odezwał się poważnym tonem, jednocześnie ściągając kaptur, ukazując kędzierzawe, kasztanowe włosy.
-Ech... byłeś ty kiedykolwiek na sklaveńskiej wsi, Vaerku? Jeśli nie, to uwierz mi, nie mam żadnych powodów, by cknić do tego miejsca. A zwłaszcza do rodzinnej chałupy...
Po tym wszystkim kompan Pobożnego spuścił głowę i dokończył nieco na odczepnego.
-A mieszkam tu już od pół roku, tyle, że chałupę mam na górze..

Avatar Andrzej_Duda
Jeśli tak, to należy przeprosić. Vaerk nie chciał skrzywdzić uczuć kogoś tak koleżeńskiego. Vaerk akurat podczas swoich podróży odwiedził pewnego razu sklaveńską wieś... Rzeczywiście, nic zbytnio przyjemnego.
-Owszem, byłem kiedyś na takiej wsi. Muszę przyznać, nie jest to miłe miejsce. Z góry przepraszam jeśli uraziłem twoje uczucia w jakikolwiek sposób. Nie było to zamierzone. - odpowiedział spokojnie Vaerk, a następnie spróbował telepatycznie wykryć kogoś, komu mógłby w tej chwili pomóc bez mieszania się w coś grubszego oraz dzieje się to w pobliżu. W końcu jakoś pomagać trzeba...

Avatar Woj2000
Właściciel
Telepatyczne spojrzenie na niewiele się zdało. Wyglądało to zupełnie tak, jakby każdy w okolicy radził sobie dobrze i odpowiadało mu to miejscami ciężkie, ale interesujące życie. Ewentualnie perspektywa zyskania lepszej przyszłości skutecznie wypierała myśli o narzekaniu i wzywaniu pomocy jakiejś siły wyższej. Chociaż...
Vaerkowi jednak udało się wykryć dwa sygnały osób potrzebujących pomocy: jedną z nich był okradany przez Ekonomów człowiek niepłacący haraczu oraz żebrzący o jedzenie staruszek bez kończyn dolnych, poruszający się na specjalnym, metalowym wózku o małych kołach, do którego poruszania wykorzystywał pręt zbrojeniowy, za pomocą którego odpychał samego siebie od podłogi, wprawiając swój ,,wózek inwalidzki" w ruch.

Avatar Andrzej_Duda
Niewiele nie znaczy nic. Vaerk chyba nawet kiedyś o tym nawet napisał jakiś krótki utwór, ale to w tej chwili nie jest niczym wyjątkowo ważnym. Ważne jest to, żeby pomóc któremuś z Odnalezionych... Podczas gdy mieszanie się w sprawy tych całych "Ekonomów" jest jak na razie niezbyt bezpieczne dla reputacji Vaerka w okolicy, to jak najbardziej można pomóc temu starszemu nieszczęśnikowi. Nie mówiąc swojemu kompanowi ani słowa, tylko pokazując mu żeby za nim podążał, zaczął iść w kierunku staruszka. Może mógłby go sprowadzić jakoś do swojego lokum na Nikąd?

Avatar Woj2000
Właściciel
A tymczasem, nieco zaintrygowany Dyfteryt zaczął podążać za Vaerkiem nieco ślamazarnie, lecz, kiedy zobaczył biednego starca, szybko przyśpieszył i po chwili już prześcignął Sharmata, a po kolejnych kilku sekundach już wyraźnie wzruszony obejmował po przyjacielsku inwalidę. Jednocześnie odzywał się do niego w jednym z ziemskich narzeczy, którego Vaerk niespecjalnie rozumiał, lecz z intonacji, jak również niezrozumiałych odpowiedzi staruszka dało się wywnioskować, że oto nastąpiło ponownie spotkanie bardzo bliskich przyjaciół, których okrutny los zmusił do rozdzielenia się.

Avatar Andrzej_Duda
Doprawdy, los jest dużo bardziej niż nieprzewidywalny... Kto mógł wiedzieć, że ten staruszek i Dyfteryt mogą być ze sobą w jakikolwiek sposób, chociażby najmniejszy związany? Co najmniej wzruszająca scena... Chociaż Vaerka to nie rusza, bo po pierwsze nie wie niczego o tej znajomości, a po drugie, nie wiadomo czy będzie dało się jakoś pomóc temu sędziwemu nieszczęśnikowi. W każdym razie, poeta obserwuje to nietypowe spotkanie.

Avatar Woj2000
Właściciel
Obserwując dalej ponownie pojednanych towarzyszy, Vaerk mógł dostrzec specyficzny ,,rytuał", stanowiący najpewniej ich własny zwyczaj. Otóż obaj złapali się za przeguby swoich prawych dłoni i zaczęli nimi potrząsać z całych sił, by zaraz potem gwałtownie je puścić, skinąć głowami na potwierdzenie i szybko, niemalże synchronicznie, wykonać ruch zgiętej w łokciu dłoni wzdłuż własnych korpusów. Kiedy już to zrobili, natychmiastowo gromko się zaśmiali.
Gdy wszystkie te rytuały się zakończyły, obaj w końcu zwrócili uwagę na Vaerka, lecz to staruszek wyszedł z inicjatywą powitania znajomego własnego znajomego. Podjechał na odległość kilku kroków do filozofa, wspomagając się prętem zbrojeniowym, i wyciągnął swoją bladą, kościstą rękę.
-Miecław jestem. - oznajmił we wspólnej mowie, bez specjalnego akcentu czy też naleciałości z ojczystego języka - A ty to pewnie ten lewitujący, co Dyfteryt mi teraz opowiadał...

Avatar Andrzej_Duda
Zdaniem Vaerka, takie rytuały są trochę bez sensowne. W końcu biorąc pod uwagę wiek tego starca, to Dyfteryt mógł go nawet okaleczyć, nawet jeśli w stu procentach nieumyślnie oraz przez przypadek. W każdym razie, mimo własnych zastrzeżeń wolał się nie wtrącać, żeby starzy przyjaciele mogli się powitać. Kim Vaerk musiałby być, żeby śmieć przerywać tak ważne spotkanie? Chyba samym Śniącym. Kiedy staruszek do niego "podszedł" uśmiechnął się i pokiwał potwierdzająco głową, a następnie za pomocą prawej, górnej ręki uściskał dłoń Miecława.
-Tak, ja jestem "Ten lewitujący". Skoro ty już się przedstawiłeś, to pora na mnie. Jestem Vaerk. Po prostu. Nic mniej, nic więcej. - odpowiedział, w duchu zadowolony, że Miecław nie mówi w tej dziwacznej gwarze, jaką mówi Dyfteryt.

Avatar Woj2000
Właściciel
-I dobrze. - odpowiedział zadowolony, po czym dodał już poważniej - Miło wreszcie spotkać w tej dziurze jakiś porządnych ludzi, czy tam kosmitów. Wiesz, takich, którzy nie próbują cię pobić i zabrać jedzenia tylko dlatego, że pół roku temu Nekromorf zeżarł ci giry i wszyscy uznali, że zdechłeś...

Avatar Andrzej_Duda
-Tak... Życie potrafi toczyć się naprawdę rośnie potoczyć. - odpowiedział krótko Vaerk, chwilę przemilczał, po czym dodał - Czy mam zostawić was samych? Nie chcę wam przeszkadzać, jeśli macie ochotę przedyskutować jakiś prywatny temat o którym nie powinien był wiedzieć.

Avatar Woj2000
Właściciel
-Tak właściwie... to z Miecławem bylibyśmy kuntentni, jakby dało się pogodoć w cztery łoczy. -wtrącił się nagle Dyfteryt, stając obok swego druha i opierając się o jego wózek - Z góry dziękować za zrozumienie.
W międzyczasie Miecław spoglądał się mówiącego Dyfteryta, po czym, kiedy już skończył, spojrzał się na Vaerka i pokiwal niemo głową, jakby na potwierdzenie słów przyjaciela.

Avatar Andrzej_Duda
Vaerk rozumiejąc, że przyjaciele potrzebują dyskretnej rozmowy w "cztery łoczy", jak to Dyfteryt określił swoją dość charakterystyczną gwarą, natychmiastowo odszedł za najbliższy róg, tak, żeby nie słyszeć o czym rozmawiają. Prywatność to mimo wszystko prywatność, nie należy ściemniać ani oszukiwać... Swoją drogą, ciekawe, dlaczego akurat teraz ktoś się napatoczył, a nie wcześniej. Przecież Pobożny przebywa tutaj dość długo, a dopiero teraz spotkał kogoś z kim da się chociaż trochę zaprzyjaźnić.

Avatar Woj2000
Właściciel
Na taki stan rzeczy mogło wpłynąć wiele czynników. Na przykład jego samotnicze życie, lokacja, którą sobie czy mentalność obecnych tu ludzi, które zaczepiają inne tylko zazwyczaj wtedy, gdy chcą je okraść z wartościowego złomu z głębin tego przepastnego wraku.
Stojąc przy rogu, Vaerk mógł zaobserwować zwyczajne scenki rodzajowe z miejsca będących przystanią mniej zamożnych najemników: handel wymienny, opowiadsnie historii z życia, chwalenie się swoją siłą, a czasami nawet niezbyt wybredme psikusy w postaci przekładania drzemiącemu poszukiwaczowi przygód plecaka na lewą stroną przy przystawianie zbyt pochłoniętym swoimi obowiązkami zapalniczek do skóry, by wywołać u nich ból i zaskoczenie jednocześnie. Można było także zauważyć bardziej poważne wypadki z życia najemniczego, które zazwyczaj przejawiały się grupami różnorodnie wyposażonych szabrowników różnych ras wychodzących w mrok jednego z trzech obszermych korytarzy, do których dostępu broniły ,,punkty kontrolne", najpewniej służące do obrony przez Nekromorfami, wykonane z worków, blachy i metalowego złomu.

Avatar Andrzej_Duda
Tak właściwie... Coś w tym jest. A Vaerk nie tylko mieszka w wyjątkowej dziurze na obszarze tego statku, ale także jest biedakiem. Jeśli potrzebuje jedzenia, to zazwyczaj kupuje lub też zdobywa je (w legalny sposób, oczywiście), na bieżąco, żeby nic się nie marnowało, a sam Pobożny mógł w razie czego zaoszczędzić. To co zobaczył nie jest raczej niczym wyjątkowo niezwykłym lub wartym jego wyjątkowej uwagi. Psikusy to... Psikusy. Nie należy się w nie wtrącać, bo gdyby Vaerk miał się wtrącać do każdego jaki zobaczy w pobliżu, to straciłby na to cały dzień, a może nawet kilka dni. Jeśli chodzi natomiast o uzbrojonych szabrowników, to nie jest to chyba nic złego. Po prostu są lepiej dostosowani i chcą przetrwać... Albo też przetrwanie mają zapewnione, a teraz po prostu chcą się trochę dorobić na przyszłość. Sharmat rozgląda się dalej. Skoro tak, to wyszedł trochę do przodu i zaczął się rozglądać po ciemnych zaułkach.

Avatar Woj2000
Właściciel
I czyniąc ten krok, Sharmat nagle poczuł coś dziwnego swoimi zmysłami. Co prawda zwyczajne, zwierzęce zmysły pozwalały mu dostrzec w tych zaułkach jedynie mrok, ciemność i brud, to jednak z jednego z nich wyczuł swoim potencjałem psionicznym sensację, będącą manifestacją lęku, desperackiej walki i obrzydzenia dla ,,potworów", jak to autor tych myśli określał zagrożenie, z którym teraz się zmaga. Oprócz tego, jeszcze jedna rzecz przykuła uwagę Pobożnego - ta myśl psioniczna była nie tylko silna (co można wytłumaczyć strachem psionika), ale też specyficzna. Vaerkowi wydawało się, jakby ta na pewno należąca do jednej osoby manifestacja... została wysłana przez Eterycznego i człowieka jednocześnie.

Avatar Andrzej_Duda
Tak... Już miał wrócić do Dyfterytu i Miecława, a w każdym razie sprawdzić, czy już zakończyli konwersację, ale wtedy właśnie usłyszał ten niezwykły jak na te okolice dźwięk psioniczny wywołany ruszeniem jednej ze strun wszechświata... TRZEBA zainterweniować. Zwłaszcza, że ktoś najwidoczniej NAPRAWDĘ się czegoś boi i może mu lub jej stać się wyjątkowa krzywda. Natychmiastowo wzleciał do góry tworząc dość głośny świst, a następnie lecąc w górze, żeby nikogo nie potrącić, skierował się do zaułka. Kiedy już do niego dotarł, szybko wylądował i rozejrzał się, układając wszystkie ręce do grania na harfie ze strunami wszechświata, czyli po prostu korzystania z psionicznych mocy chociażby do odbicia pocisków z broni palnej jaką może mieć oponent.

Avatar Woj2000
Właściciel
W zaułku mógł być świadkiem naprawdę podłego i przyprawiającego obrzydzenie widoku. Mimo półmroku, Vaerk swobodnie zauważył sylwetki sześciu osób: trzy ludzkie, dwie Yapiskie i jedną najprawdopodobniej należącą do Kasathianskiej kobiety. To właśnie ona była przytrzymywana przez żelzane uściski dwóch jaszczurzych istot, podczas, gdy jeden z ludzi próbował się do niej zbliżyć i pozbawić ją ubrań, by dalej... Tu Vaerk domyśla się w pełni, co ci godni potępienia i kary bandyci chcą z nią zrobić.
Wszystko to dzieje się przy akompaniamencie odgłosów szamotania się pokrzywdzonej, obleśnego rechotu stojącej tuż przed nim, acz dwójki ludzi zwróconych tyłem do Pobożnego i wpatrujących się w tą obrzydliwość oraz narastającego odgłosu psychicznej aury kobiety.

Avatar Andrzej_Duda
Świetnie. Jeszcze tylko gw***** brakowało na tym i tak już pełnym nienawiści oraz rozpaczy miejscu. Jeszcze gdyby to była jedna osoba, to by nie było tak źle, ewenement, jednostka odstająca od reszty... Ale pięć zgodnie gw**cących istot rozumnych, które ze sobą współpracują? To jest po prostu obrzydliwe. Nie wspominając już o tym, jak ludzie muszą być zdesperowani, żeby dobierać się do Kasathianki... Po prostu ohyda. Nic więcej. Gdyby Pobożny teraz nie wkroczył do akcji w charakterystyczny dla siebie sposób, nigdy by sobie nie wybaczył, zwłaszcza, że jest na miejscu zbrodni, która jeszcze nie zaszła.
-Dumni jesteście z siebie? Zachowujecie się jak zwierzęta. Bo żadna istota wywodząca się z rasy istot cywilizowanych nie dokonuje takich czynów jakie wy teraz robicie. - rzekł dość głośnym, spokojnym, wręcz niepasującym do sytuacji tonem w kierunku zbójców.

Avatar Woj2000
Właściciel
Halfgrim
-No, to co teraz zamierzamy robić? - zapytał się, po długim milczeniu egipski druh Halfgrima.
Obaj siedzieli przy wątłym świetle chemicznej lampy w jednym z wielu bocznych pomieszczeń, jakich pełno na Pograniczu tego Kosmicznego Wraku. Okolica nie tętniła zbytnim życiem czy też ruchem, zaś ich ekwipunek, w tym tak potrzebny mieszkańcowi Nordlandu pancerz Molochu, ustawiony był tuż przy nich, przy ścianie.
Pytanie Egipcjanina nie było bezasadne, potrzebowali konkretnego planu eksploracji tego najbardzier sławetnego Wraku, a póki co, druh Halfgrima nie mógł specjalnie wymyślić konkretnej strategii najbliższego wypadu, gdyż, przynajmniej jeszcze, nie miał zbytniego rozeznania w i tak skąpo poznanym rozkładzie pomieszczeń wiekowego okrętu.

Avatar Woj2000
Właściciel
Vaerk
Słysząc podniosły głos Pobożnego, wszyscy chwilowo zamarli w swoich czynnościach, zaś wszyscy ludzie, w tym ten, który miał ,,przystąpić do dzieła" odwrócili się zdziwieni. Lecz kiedy zauważyli przybysza, natychmiastowo sięgnęli do pasów i kieszeni, wyciągając z nich... pistolety skałkowe. Tak, nie dość, że zboczeńcy, to jeszcze ci z gatunku tych nędznych. Jedynie jeden z Yapisów przytrzymujących do tej pory kobiety przestał to robić, przekazując ,,kontrolę" nad ofiarą swojemu koledze i zdjął z pleców wielki, dostosowany do jego postury garłacz o szeroko rozchodzącej się lufie.
Zaraz w stronę Vaerka posypały się obrzydliwe oskarżone kuerowane z zachrypniętych, kaprawych twarzy ludzi.
-Te, kolorowy cwelu, to nie twój ku*wa biznes!
-No właśnie, spi***alaj! Baba jest nasza!
-Bo ku*wa zrobimy ci z dupska siekańca!
-Dohkładnie. - odezwał się niskim, acz charczącym głosem Yapis, jednocześnie strasznie kalecząc wspólną mowę - Odhyjdź sthond, pókhiśhmy dobhre.
Jednocześnie jaszczurza istota sięgnęła do kieszeni i wyjęła z niej sporą garść kul, gwoździ, odłamków szkła i innych śmiecia, które zaczeła wpychać do lufy swojego garłacza.
Przez cały ten czas przyglądała się temu wciąż trzymana przez drugiego Yapisa niedoszła ofiara, u której Vaerk zauważył, że ma zbyt szarą skórę jak na Kasathiankę. Bliżej jej do... Eterycznej, co jest dość niemożliwe w tych stronach. A do tego jej dość wysoki, choć nie dość wysoki, wzrost temu dodatkowo zaprzecza. Jednak... te odczucia. Może być coś na rzeczy.

Avatar Andrzej_Duda
Przynajmniej wiadomo, że Vaerkowi choć częściowo się udało i powstrzymał zwyrodnialców przed kontynuowaniem gw*****. W takich sytuacjach Pobożny ma wręcz kryzys wiary w swoją filozofię bezgranicznej miłości. Trudno kochać tak zdegenerowane zwierzęta jakimi są ci, których właśnie spotkał. A ta broń... To jest po prostu żałosne. Jedyne, co zaniepokoiło Vaerka, to garłacz. Dlatego postarał się w miarę niewidocznie uniemożliwić Yapisowi załadowanie go poprzez sprawienie za pomocą psioniki, żeby pociski po prostu wyleciały z broni nie raniąc nikogo.
A w sprawie niby-Kasathianki... Coś jest zdecydowanie nie w porządku. Może to jakaś hybryda? Tak, czy inaczej, trzeba jej pomóc.
-Tak? Wasza? To jest osoba. Nie przedmiot. Jeśli według was można od tak uczynić kogoś swoją własnością, to naprawdę jesteście niegodni bycia nazywanymi istotami rozumnymi. Na tym statku panuje prawo dżungli, ale nawet wśród złomiarzy, złodziei oraz rozbójników nie spotkałem jeszcze ani jednego gw**ciciela. To co robicie jest obrzydliwe. Jestem pewien, że gdyby ktoś się dowiedział o tym co zrobiliście, to długo byście nie pochodzili ze wszystkimi kończynami na miejscach... - rzekł Sharmat tym razem głośniej i bardziej zastraszająco. Zastraszanie mieści się jeszcze w metodach Vaerka.

Avatar Woj2000
Właściciel
Vaerk
O ile zastraszenie dało wymierne efekty na ludzkich oprawcach, którzy wyraźnie zaniepokojeni postawą Vaerka zaczęli powoli opuszczać pistolety i spoglądać się pytająco na siebie, to na Yapisie, który przez ten czas nasypywał prochu z metalowej prochownicy zrobionej z puszki, po czym, nawet nie przymierzając, wystrzelił. Flinta wywołała głośny huk i sporo szarego, utrudniającego widzenie i duszącego dymu (który mocno dał się we znaki pozostałym bandytom), zaś wszystkue odłamki poleciały prosto w Vaerka. Lecz zamiast uczynić z niego ,,siekańca", spokojnie odbiły się od niego, jakby te rozpędzone do setek kilometrów na godzinę pociski były wykonane z gumy. Co najwyżej odrobinę poobijały Pobożnego, robiąc mu masę małych siniaków.
Ten pokaz ,,mocy" zrobił już na nich wrażenie. Ludzie zaczęli jeszcze bardziej spoglądać na siebie, zaś Yapis, który zaniemówił z wrażenia, z rozdziawonymi ustami zaczął oglądać swoją strzelbę.
Drugi Yapis nie miał w tym wypadku zbyt dużo do powiedzenia, gdyż tuż po fatalnym strzale swojego znajomka został szybko znokautowany wbiciem obcasa w piszczel i ciosem ,,z główki" wykonanymi Kasathiansko-Eteryczną kobietę, której Vaerk wciąż nie może się dokładnie przyjrzeć, gdyż nadal znajduje się w większym mroku niż reszta.

Avatar PanSzakal
Rozeznanie to ważna sprawa, jeśli chce się wrócić z ekspedycji żywym. Halfgrim mimo że najchętniej rzuciłbysię w wir walki bez planu, z lat doświadczenia wiedział że to nie najlepszy pomysł, a zwłaszcza w takim miejscu jak Nikąd. Jeśli chce się mieć plan trzeba mieć informacje, a te można łatwo uzyskać z ust okolicznych szumowin i śmiałków.
- Większość obecnych na wraku ludzi i nieludzi przybyła by grabić i eksplorować te korytarze. Na pewno w okolicznych spelunach znajdzie się ktoś kto wie coś o dole - odpowiedział.

Avatar Andrzej_Duda
Vaerk mimo zauważenia widocznego skutku w zastraszeniu, nie osiadł na laurach ani na sekundę. Mógł doskonale przewidzieć, że Yapis strzeli w jego kierunku z garłacza, ich nie tak łatwo wystraszyć. Zwłaszcza, kiedy są dobrze uzbrojeni. Satysfakcję dało mu to, że, gw**ciciele nabrali respektu do swojego oponenta. Zwiększa to szansę na to, że uciekną z własnej woli i nie będzie konieczności używania psionicznych mocy do wypchnięcia ich z zaułka. Teraz czas na zastraszania część dalszą... Tak bardzo jak chce obronić kobietę tak bardzo również chce, żeby WSZYSCY wyszli z tej sytuacji bez szwanku.
-Słyszeliście to trzaśnięcie? To kość piszczelowa waszego kolegi. Jeśli nie uciekniecie z tego miejsca w przeciągu czterech sekund, gołymi rękami was tak załatwię, że będziecie wyglądać jakby was rozstrzeliwano garłaczami przez trzy godziny z rzędu non-stop. WYNOCHA, DEGENERACI, WYNOCHA OD TEJ KOBIETY! - powiedział jeszcze głośniej i ostrzej niż wcześniej, a na końcu po prostu krzyknął, przy okazji tupiąc z całej siły w to na czym stał... Podłoga? Ziemia? Trudno powiedzieć, w każdym razie Vaerk siłę ma... Niezłą.

Avatar Woj2000
Właściciel
Vaerk
Widząc to wszystko, ludzie nie wytrzymali i po prostu uciekli, rzucając swoje prymitywne bronie i z głośnym krzykiem oddalając się stąd najszybciej, jak się da. Przez chwilę Sharmat mógł w tym pędzie dostrzeć ich umorusowane, czerwone od podłego bimbru twarze i podarte ubrania...
Yapis z garłaczem w międzyczasie odwrócił się, słysząc o złamanym piszczelu kolegi odwrócił sie, lecz w tej samej chwili cztery zwinne, szare, kobiece dłonie wyrwały mu flintę z rąk i z całej siły uderzyły nią Yapisa w kilka miejsc na ciele, w tym w splot słoneczny i środek twardego, gadziego czoła. Normalnie nie powinno to było go powalić, lecz ciosy były wyprowadzone nie tylko szybko, ale też silnie i metodycznie, będąc znakiem umiejętności walki tej kobiety, która, mimo wszystko, i tak została przez nich złapana.
Kiedy już Yapis padł ogłuszony na ziemię, niedoszła ofiara odrzuciła flintę na podłogę i wyszła z mroku, w pełni ukazując się Vaerkowi.

No, to tego się Pobożny nie spodziewał. A przynajmniej częściowo nie zgadł, gdyż ta kobieta jest hybrydą, lecz, sądząc z rysów twarzy, braku wydłużonej głowy i obecności włosów jest to krzyżówka Eterycznego i... człowieka.

Halfgrim
Słysząc tą propozycję, Achmose wykonał charakterystyczny, odruchowy gest: pochylił się nueco i splótł dłonie, po czym przez chwilę zastanawiał się nad słowami swojego towarzysza.
-Na Faraonów, czemu o tym nie pomyślałem wcześniej! - oznajmił z pewnym zażenianiem w głosie, jednocześnie łapiąc się za głowę - Toż to podstawa wszystkich wypadów jest! No dobra, ale mniejsza z moim roztargnieniem.
Kiedy to powiedział, wyorostował się i dodał już poważniej:
-No dobrze, wszystko fajnie, pięknie, tylko... nie widziałem na Pograniczu żadnej speluny. Ale.. to chyba nie jest taki problem, bo plotkarzy mamy wszędzie...

Avatar Andrzej_Duda
No i problem rozwiązany przynajmniej częściowo tak jak Vaerk chciał. Częściowo. Niestety, nie obeszło się całkowicie bez obecności przemocy, ale... Ta kobieta miała do tego prawo w zupełności. Na pewno musiała być i na pewno wciąż jest wściekła na osoby, które chciały ją wykorzystać. Pobożny z politowaniem spojrzał na powalonych Yapisów oraz lekko uniósł na chwilę brwi. Co do tego czym okazała się napastowana, to... Tego naprawdę Vaerk się nie spodziewał. Nigdy nie widział takiej "ciekawej" krzyżówki gatunkowej. Musi przyznać, że jest w niej coś, co go wyjątkowo fascynuje. Tak, jest wyjątkowo piękna, ale jest coś... Coś jeszcze. Być może to ta moc psioniczna? W każdym razie, odezwał się już dużo spokojnieszym, a wręcz przyjacielskim i troskliwym tonem:
-Nareszcie sobie poszli. Nic się pani nie stało? Nic pani nie zrobili zanim przyszedłem? Oraz czy mógłbym jakoś pani pomóc? - mówiąc to, odpowiednio gestykulował wszystkimi cztersmi rękoma, na końcu wyciągając jedną do przodu, aby okazać chęć pomocy.

Avatar PanSzakal
- Prawda. Wszędzie można ich znaleźć - przytaknął swemu kompanowi uśmiechając się - Pomyśl tylko jakie ciekawe rzeczy możemy znaleźć przez czyjś długi jęzor: kosztowności, prastare osiągnięcia techniki oraz wiele innych. A to wszystko tylko czeka na nas.

Avatar Woj2000
Właściciel
Vaekr
Nieznajoma przyjrzała się bliżej Sharmata, po czym zwróciła wzrok na ogłuszonych Yapisów i.. zemdlała, osuwając się gwałtownie na podłogę.
Cóż, można się było spodziewać, że po takiej teaumie, jaką ci degenersci jej zafundowali, jej umysł będzie po tym wszystkim przytłoczony i wykorzysta swój ,,zawór bezpieczeństwa", by się uspokoić. I wychodzi na to, że ,,zaworem" u tej kobiety jest utrata przytomności.
Lecz Vaerkowi nie dane było się nad tym zastanawiać, gdyż po chwili od całego wydarzenia mógł w oddali usłyszeć zdyszany, acz wciąż charakterystyczny, głos Dyfterytu.
-Vaekr! Vaekr! - krzyczał, wciąż biegnąc, aż w końcu pojawił się tuż przy nim, zdyszany i z wyciągniętym ,,dubeltem" w dłoni - Co tu się dzieje?! Żem słyszał strza...
Tu przerwał, gdyż zaczął się bliżej przyglądać pobojowisku, a zwłaszcza tej tajemniczej, omdlałej pół-Eterycznej, która chyba zrobiła na młodym Janku największe wrażenie.
-Czy.. czy te gady chciały... ją...- wydukał, powoli kojarząc fakty.

Avatar Andrzej_Duda
No cóż... Najwidoczniej Vaerkowi nie było pisane w tej chwili porozmawiać z tą nieszczęsną kobietą. Jedyne co mi pozostało, to wziąć ją na ręce i zanieść w bezpieczne miejsce. Jak na razie tylko wziął ją na swoje cztery ręce, tak delikatnie jak potrafił. Następnie spojrzał się na Dyfteryta i ponuro pokiwał głową, żeby potwierdzić to, co jego kompan i tak już podejrzewał odkąd rozejrzał się po miejscu do jakiego omal nie doszło do jednej z najokropniejszych możliwych rzeczy jakie mogą się przydarzyć kobiecie posiadającej godność.
-Tak. Prawie się stało to co właśnie sobie myślisz, że prawie się stało, ale w ostatniej chwili ją uratowałem. Było jeszcze sześciu ludzkich moczymord, ale ich przegoniłem. Ta biedaczka zebrała się w sobie i powaliła Yapisy... Idźmy już stąd. Musimy ją zanieść w bezpieczne miejsce jak najszybciej jak się da. - rzekł ponurym, ale zdecydowanym tonem, patrząc na swoją nieprzytomną protegowaną z ostatniej chwili. Kiedy już się ocknie, to po zapoznaniu się z nią będzie musiał się dowiedzieć, jak doszło do powstania kogoś tak niezwykłego pod względem wyglądu oraz rasy tak jak ona... Nie wspominając już o zdolnościach psionicznych, których dała naprawdę niezły pokaz. Krzepy też jej z tego co zauważyłem Vaerk nie brakowało, a wręcz przeciwnie. Powaliła Yapisy bez większych trudności, kiedy już ją puściły i miała wolne ręce oraz nogi. Co nie zmienia faktu, że Sharmat nie pochwala takich aktów przemocy, a wręcz przeciwnie. Będzie musiał ją kiedyś skrytykować i postawić siebie jako przykład oazy spokoju oraz kogoś, kto rozwiązuje problemy bez używania chociażby malutkiej odrobinki przemocy. W końcu udało mu się ich przepędzić nawet bez walki, bo próba powstrzymania ładowania broni Yapisu za pomocą psioniki i tak nie wypaliła, więc Vaerk musiał przyjąć każdy milimetr pocisku na swoją gołą, ale jednocześnie niezwykle wytrzymałą dzięki Apoteozie klatę.

Avatar Woj2000
Właściciel
Halfgrim
Achmose odwzajemnił uśmiech, jednocześnie wstając od źródła światła i przeciągając się.
-No, to mamy ustalone! - odrzekł zdeterminowany - A żeby nam się polepszyło, to popytamy w innych miejscach. Ja pójdę na górę, na Nikąd Właściwy, a ty rozejrzyj się po Pograniczu. Będzie szybciej i więcej się dowiemy, prawda?

Avatar PanSzakal
- Prawda! - odpowiedział radosnym okrzykiem - Tylko nie wpakuj się w jakie kłopoty, bo tym razem mogę nie stać za rogiem - dodał, nawiązując do wydarzenia sprzed kilku miesięcy, kiedy to Achmose powiedział o kilka słów za dużo.

Avatar Woj2000
Właściciel
Vaerk
Słysząc wypowiedź Vaerka, Dyfetrytowi mimowolnie zaczęła drżeć lewa dłoń, w której trzymał swojego obrzyna. Widać było, że naprawdę się powstrzymuje przed wpakowaniem tym nieprzytomnym, obrzydliwym kreaturom porcji śrutu między ich kaprawe, gadzie oczy. Jednak, kiedy już Sharmat skończył mówić, przymknął oczy, głośno westchnął i schował swoją broń do kabury.
-Ja wim, gdzie można ją zamelinować. - odezwał się w końcu, zwracając się do swojego Eterycznego towarzysza - Mam chałupę na Nikądzie Właściwym, tam jest bezpiecznie. Do tego znom darmowe, i co lepsze, tajne przejście na górę, to nie zwrócimy niczyjej uwagi.
Halfgrim
-Dobra, już wtedy zrozumiałem, do czego pijesz - odezwał się nieco szorstko, podchodząc do zgromadzonego, wspólnego ekwipunku - Nie musisz mi za każdym cholernym razem przypominać, że zawaliłem, na Ozyrysa. Już nie zamierzam ripostować przywódców gangów, obiecuję.
Następnie zaczął spokojnie przywdziewać swój charaketrystyczny pancerz wspomagany prawie własnej kostrukcji, który wiele razy ratował Achmosemu życie w trakcie wspólnych wojaży z Halfgrimem.

Avatar Andrzej_Duda
Całe szczęście, że Dyfteryt ostatecznie się powstrzymał, bo Vaerk nie wie, czy udało by mu się go powstrzymać bez opuszczania biednej kobieciny. Darmowe, tajne przejście... Brzmi dość ryzykownie.. Bardzo, bardzo ryzykownie. Z drugiej strony, nowy przyjaciel Sharmata twierdzi, że to bezpieczne. Przydałoby się, żeby najpierw panienka się ocknęła, w końcu nie można jej cały czas nieść. W każdym razie, pora się odezwać.
-Tajne, darmowe przejście? Mógłbyś mi sprecyzować jak to będzie mniej więcej wyglądać? Nie chcę narażać jej na niebezpieczeństwo po tym wszystkim co dzisiaj przeszła... - odpowiedział lekko zamyślony.

Odpowiedź

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku