Vaerk
-No, miło z waszej strony. - odpowiedział, siląc się na wesołość - W końcu taki staruszek jak ja ma słuchaczy dla swoich bajań..
Po wypowiedzeniu tych słów zamikł na dłuższą chwilę, jakby chcąc ułożyć sobie plan gawędy w głowie, po czym rozpoczął swoją plastycznie opowiadaną historię.
-Tak, jak to nasza droga Isztar zgadła, a ja potem to potwierdziłem, należałem go gwardii. Lecz nie była to byle zwyczajna kompania reprezentacyjna, co jedyne, co umie robić, to se pochodzić z wyprężoną piersią na paradach i wiecach. Co to, to nie. Moja jednostka była prawdziwą gwardią. Wykwalifikowanymi, przeszkolonymi żołnierzami, których najważniejszym zadaniem jest ochrona władcy, jego rodziny i pałacu, w którym mieszka za wszelką cenę, nawet własnego życia. I ja taką funkcję zacząłem pełnić trzydzieści lat temu na dworze Wielkiej Księżnej Ketriny Bogut, władczyni jednego z ważniejszych państw-członków Wiecu Sklavenów - Litwy. I, mimo wszystko, powracam do tego okresu z radością, gdyż były to najlepsze lata mojego życia. Nie tylko udowodniłem swoją wartość przed samym sobą, ale również zyskałem szacunek i uznanie jako jeden z tych, co bronią darzoną estymą przez lud księżną. Do tego w trakcie służby poznałem gros wspaniałych ludzi, z których wielu przez okres piętnastu lat służby stali się moimi serdecznymi przyjaciółmi. Nie wspominając już o tym, że, wtedy jeszcze, jako patriota mogłem wypełnić swój obowiązek względem kraju, w którym się urodził.
Na chwilę przerwał, by się znowu zastanowić, po czym niespodziewanie kontynuował.
-A, i wspominałem, że dzięki temu ja i moja rodzina staka się kimś o wiele ważniejsza. Ba, w wyniku awansu na oficera miałem nawet zostać nobilitowany! Uwierzycie? Ja! Prosty Miecław szlachcicem!
Znowu przerwał i kontynuował po chwili, lecz tym razem jego opowieść była już opowiada bardziej ponuro, wręcz przygnębiającym tonem.
-Ech.. i wszystko to by się ziściło, gdyby nie ten pie**olony Kiejstut, premier. Okazało się, że on i kilku innych postanowili wykonać przewrót i zgarnąć władzę dla suebie. Niech będą przeklęci za to, że wcieli swe plany w życie. Zabili Księżną, a wrobili w to mnie! Mnie! Próbowali nawet skazać mnie na szafot, ale udało mi się uciec i gdzieś zaszyć. Próbowałem nawet zaplanować krwawy odwet na każdym z tych padalców, ale ich sępie ciągoty się powyrzynali w walce o schedę po prawowitej władczyni. I dobrze im tak. Sku*wysyny.
By podkreślić swój stosunek do owych osób, siarczyście splunął na ziemię.
-A dalej.. to już nic ciekawego. Z braku pretendenta władzę przejęli ministrowie, ja nadal musiałem się ukrywać, bo mnie nie zrehabilitowano, aż w końcu poznałem Janka, zaprzyjaźniliśmy się i pomyśleliśmy: każdy z nas chce ucieć od własnych problemów, a kosmos to duże miejsce, to dlaczego by nie szukać tam szczęścia? I tak zostaliśmy tym, czym jesteśmy teraz. Dwoma ludźmi, korzystającymi z wpojonych fachów najlepiej, jak potrafią.
Kiedy przestał mówić, rozluźnił się i oparł bardziej o ścianę, co najpewniej miało sygnalizować, że skończył.
Halfgrim
Halfgrimowi i jego drużynie bez problemu dotrzeć do windy. W końcu, będą mogli wyrwać się z tego Hel!
Kiedy się odwrócił, prze zamknięte, okratowane drzwi pnącej się do góry windy zauważył jedną z.. niedających się zbytnio opisać bestii, czy może raczej demonów:

Stwór ten okrążał i uderzał od czasu do czasu w barierę ochronną psionika, który próbował się w ten sposób bronić. Lecz nie trwało to zbyt dlugo, gdyż wycienczony opuścił swoje źródło bezpieczeństwa, bestia mogła zaatakować.
Ostatnie, co Halfgrim mógł zobaczyć, to abominacja wgryzająca się w nueszczęśnika i.. zaraz po tym znikająca w niewielkim błysku żółtawo-pomarańczowego światła. Trochę tak jakby ten stwór był wytworem iluzji. Albo.. umiał posługiwać się zdolnościami psionicznymi.