- No cóż, wędruje już tak długo i cywilizacji nie widziałam tak dawno, a i nazwa jest intrygująca. - miło uśmiecha się do nieznajomego i odkłada instrument na bok.
- Swoją drogą, skoro tak rozmawiamy to warto by się nieco poznać. Jestem Ruby.
- Ach tak, znowu gdzieś zapodziałem maniery. Moje imię brzmi Savo, niezwykle mi miło, spotkać tak uroczą damę.
Uśmiechnął się do niej ciepło.
- Napijesz się czegoś? Wszystko tu jest godne skosztowania. No, może poza pszeniczniakiem. To rozrywka tylko dla istot które nie szanują swojego języka. I przełyku.
- Z chęcią Savo. - odpowiada miłym tonem, przy okazji zeskakując z blatu stołu. Teraz.bardziej się skupia, żeby wejść do jego umysłu i odczytać intencje...
- Karthal przyjacielu, polej nam dwa kielichy białego winna z południa. Tego nierozwodnionego. - Rzucił do barmana i wrócił do ciebie z uśmiechem.
Chciał informacji. O tobie jako osobie, atoli przede wszystkim interesowały go wieści, plotki, doniesienia, wszystko co mogłoby być użyteczne. Na dalszy plan schodziły intencje bardziej romantyczne, fascynacja twoją urodą. No i po prostu lubił rozmawiać i manipulować ludźmi. Na myśl o tym ostatnim, przypomniało mu się kilka bardzo niewybrednych i czasem krzywdzących żartów o magach umysłu.
Uśmiecha się lekko pod nosem i wychodzi z jego umysłu, zostawiając go niezmienionym. Złych zamiarów nie ma, czyli może conieco opowiedzieć.
- Powiedziałeś, że tutaj mieszkasz... Musi być tu ciekawie widząc tyle niezwykłych twarzy na codzień.
Właściciel
Krasnolud po chwili postawił przed Wami kieliszki wypełnione żądanym trunkiem, a później wycelował w Savo swój sękaty paluch.
- To, że Cię lubię, nie znaczy, że dam jedną trzecią butelki trunku, który kosztował mnie sto złota i dwa trupy, za darmo Tobie i Twojej nowej panience. - burknął. - Oddasz co do grosza, gdzieś mam jak. - dodał, a najpewniej jego tyrada trwałaby dalej, gdyby nie karczmarskie obowiązki.
//To o czytaniu w myślach to już bardziej moja działka, ale jest za późno, żebym reagował, oraz nie widzę sensu, skoro Gulasz sobie poradził, ale na przyszłość zostawcie to mnie, dobra?//
- Spokojnie, czy ja kiedyś się u ciebie zadłużyłem? - Rzucił mu na odchodne z szerokim uśmiechem, ale nie czekał na jego odpowiedź.
- Karthal to mój stary przyjaciel i jak pewnie zauważyłaś właściciel. Wspaniały gość.
Podniósł kielich i spił nieco wina.
- I ma dostęp do wybornych trunków.
Sama spróbowała i jak widać, posmakowało.
- Faktycznie bardzo dobre. Twój przyjaciel ma najwyraźniej talent do prowadzenia lokalu, sądząc po tylu twarzach. - rozgląda się po ludziach, potem uśmiecha miło do Savo.
- Chociaż siedzenie tak w jednym miejscu musi być strasznie nużące.
- Tylko jeśli siedzisz jak kukła. - Stwierdził krótko. - Za to jeśli postanowisz przyjrzeć się gościom, podróżnym, postawić im piwo i zachęcić do rozmowy.... Cóż, każdy ma jakąś historie do opowiedzenia, a w takich miejscach można spotkać najciekawsze fabuły. Jaka jest twoja?
- Cóż mogę opowiedzieć? Jestem zwykłym wędrownym magiem-śpiewakiem. Co prawda zwiedziłam niewiele z lądów Verden, dalej jest zbyt niebezpiecznie dla kogoś takiego jak ja. Ale można ciekawe rzeczy usłyszeć, naprzykład o potężnej śnieżycy w górach Nordów. - wzięła kolejny mały łyk wina i przypatruje się swojemu rozmówcy.
- Ty też nie wyglądasz tutejszo, oczywiście bez urazy. Skąd jesteś?
- Nie ma problemu. Jestem z niewielkiej wsi daleko na północy. Byłej wsi, teraz chyba nawet nie ma tam ujż ruin. - Westchnął cicho pod nosem. - Ale to było dawno, teraz jestem stąd, gdzie byłem pięć minut temu. A ty?
- Jestem z miasta niedaleko obecnej stolicy. W zasadzie spędziłam tam tylko mniej niż połowę życia, resztę w akademii i podróżując. - lekko się uśmiecha.
- Poszukiwaczka przygód, co? Nie trudno o nie w dzisiejszym świecie. -
Podniósł kielich i napił się nieco.
- A właśnie, mówiłaś że jesteś magiem. Jaka jest twoja specjalizacja?
- Mag powietrza i umysłów. Dwie chyba najmniej użyteczne specjalności. - sama wypija trochę swojego napoju.
Parsknął niemalże krztusząc się winem. Mag Umysłu! Najbardziej pogardzana przez niego profesja magii. Pewnie wiedziała już o jego niepochlebnej opinii o tym zawodzie i nie sprawiało jej to problemu, albo była na tyle miła i nie zaczynała znajomości od grzebania w czyjejś głowie. Skoro tak, postanowił być dalej nonszalancki.
- Interesujące, na prawdę. Nie znam wielu magów, to prawda. Sam potrafię wypuścić kilka płomieni z dłoni, ale nie lubię tego robić. Przywodzi na myśl złe wspomnienia.
- Sama nie lubię tej magii, nie widziałam jeszcze nikogo, kto za pomocą ognia coś stworzył. A za pomocą powietrza można wznieść się w niebo. Lub nieźle zarobić na sztuczkach. - poklepała swój instrument po obudowie.
- Za pomocą ognia można stworzyć wiele rzeczy. Na przykład ognisko. - Zaśmiał się pod nosem. - No i sztuczki z ogniem są o wiele bardziej widowiskowe niż z powietrzem.
- Ogniem można też łatwo skrzywdzić siebie albo widownię. Co prawda, powietrzem też, tworząc próżnię, ale trzeba to zrobić umyślnie.
- Dlatego warto wiedzieć co się robi. Być przygotowanym na każdą okazje i tak dalej. Cechy prawdziwego artysty.
autysty
- Święte słowa Savo. - kolejny łyk, rozgląda się po ludziach i przybliża do niego.
- Swoją drogą... Wyglądasz mi na istotę, która dużo wie, więc, er... widziałeś kiedykolwiek Cienie? - mówi cicho, prawie szeptem.
- W sensie tutaj, czy w ogóle? - Zapytał, ale nie zaczekał na odpowiedź. - Mam jednego przyjaciela, Cienia. Nie mogę ci o nim zbyt wiele powiedzieć. Tajemnica zawodowa. Jedyne co mogę zdradzić to to, że to świetny typ, tylko trochę zadufany w sobie.
- Wiesz może, gdzie można ich spotkać najwięcej? To ważne. - jedno zdanie za wiele i teraz karci się w myślach za to. Oby się nie dopytywał.
- Może wiem, może dopiero będę wiedział, bo być możne znam kogoś kto wie. Pytanie brzmi, do czego jest ci potrzebna ta informacja?
Rozsiadł się wygodniej w krześle, niemal wyzywająco, z wyrazem twarzy pełen cwaniackiego zainteresowania.
- Ludzka ciekawość. Wiele słyszałam i chce zobaczyć ich na oczy. - mówi najspokojniejszym tonem, żeby zyskać czas na wyciągnięcie tej informacji z umysłu, od nowa nieco bardziej się skupia, żeby odnaleźć to czego chce.
- Tja, nie słaba z ciebie oszustka wiesz? - Złożył ręce na piersi i skupił się na tym, by dziewczyna nic nie wyciągnęła z jego umysłu, co z pewnością spróbuje zrobić. Jako agent Lemmenu powinien mieć jakieś przeszkolenie z odporności na ataki umysłowe, prawda?
//No, teraz czekamy na Kubę.
Właściciel
Niestety, niezależnie od stopnia zaawansowania w Magii Umysłu, wszystko zależało od siły woli tego, w którego myślach się czyta, im wyższy stopień wtajemniczenia, tym łatwiej pozwalał on wygrywać takie mentalne pojedynki. Tym razem Ci się udało, oczywiście nie od razu, Savo zdawał się znać jakieś techniki na odrzucenie takich prób, ale w końcu znalazłaś lukę w jego obranie. Niestety, nie znalazłaś tam nic ciekawego na temat Cieni: Owszem, znał ich, ale nie odkryłaś żadnego miejsca, w którym było ich pełno, jeśli już, to spotykali się gdzieś w lesie czy na innym odludziu, zwykle nocą.
Niezbyt zadowolona wyszła z jego umysłu. Pojedynek był dla niej dosyć wyczerpujący, także od razu po tym oparła, wspierając głowę dłonią.
- Kurde... Ciężki z ciebie przeciwnik Savo. - patrzy się ślepo w stół i powoli zbiera siły po pojedynku.
- Wiem. - Powiedział popijając wino. Też było to dla niego nieprzyjemne, ale nie tak męczące jak dla dziewczyny.
- Wiesz dlaczego nie przepadam za magami umysłu?
Podnosi na niego pytający wzrok i nic nie mówi. Chyba się spodziewa po tym jak na siłę weszła do jego głowy.
- Bo idziecie na łatwiznę. Ja, kiedy chcę wyciągnąć od kogoś informacje staram się najpierw dotrzeć do jego duszy, nawiązać kontakt zbudować relacje, sprawić by ta osoba myślała, że nikomu nie może zaufać bardziej ode mnie i z własnej, niemal nieprzymuszonej woli wyjawić mi sekret który jest mi potrzebny. A wy? Wchodzicie z buciorami do czyjeś jaźni i zachowujecie się jak podrzędny bandzior, demolujący mieszkanie by znaleźć czego mu potrzeba. Nie ma w tym sztuki, nie ma w tym kultury, nie ma w tym pasji. Magia dla aspołecznych prawiczków.
Opróżnił kielich i postawił go twardo na ladzie.
Podskoczyła ze strachu po usłyszeniu huku i jeszcze bardziej posmutniała.
- Nie używam tej sztuczki za często. Jak już, tylko w obronie siebie lub tajemnicy, którą mogłam wygadać.
- Ach tak? Bo to nie wyglądało na "samoobronę". - Prychnął i skrzyżował ręce ba piersi. - I niby przed czym się chciałaś bronić? Miałaś zamiar mnie ogłupić, bym nie mógł z ciebie nic wyciągnąć?
- Chciałam tylko się dowiedzieć o tych cieniach i nic więcej. Żadnego mieszania w myślach czy czyszczenia ich. - mówi spokojnie i dosyć przekonywująco.
- Nie licz na dużą dozę zaufania w twoje słowa, po tym jak czytałaś w moich myślach bez mojej zgody. - Pokręcił głową. - Po co ci właściwie informacje o cieniach,
Znów milczy dłuższą chwilę i patrzy zamyślona w stół.
- No... Dobrze, powiem. Ale nie tu, za dużo świadków. - podnosi się i patrzy na niego.
- Znasz jakieś nieco bardziej.. ciche miejsce?
- Możemy pójść do mnie, skoro tak bardzo chcesz. Mam tu bardzo miły i komfortowy pokoik w piwnicy...
Perspektywa zaproszenia uroczej dziewczyny do siebie, widocznie poprawiła mu humor, choć tylko trochę.
- W takim razie, prowadź. - lekko się uśmiecha do Savo i zbiera swoje rzeczy, co to by ich nikt nie ukradł
Również odpowiedział uśmiechem i zszedł ze stołka. Następnie wolnym krokiem razem z dziewczyną udał się do swojego pokoju w piwnicy karczmy,
Idzie z nim równym krokiem, przy okazji rozgląda się po reszcie karczmy. Co prawda zbladła na myśl siedzenia sam na sam z nieznaną osobą gdzieś w piwnicy, ale jak się powiedziało jedno, to wycofać się nie da.
Po chwili zeszli po schodach, a gdy szczuropodobny otworzył drzwi do pokoju, weszli do środka. Wewnątrz było duże łóżko, szafa, skrzynia, oraz półki przyczepione do ścian, pokryte to pamiątkami, to książkami o różnej tematyce, głównie tomiki poezji.
- Pokój może skromny, ale w pełni mój,
//Czy to nie podchodzi pod GM'owanie się przypadkiem?
//Nie, bo to mój pokój który ja zaprojektowałem. A zejście do piwnicy to ruch naszych postaci, więc też pasuje
Wchodzi do środka tuż za nim.
- Bardzo tu przytulnie. - przygląda się pomieszczeniu i odstawia swój instrument pod ścianę obok komody.
- Staram się jak mogę, choć nie przebywam tu tak często jakbym chciał...
Rzucił okiem po swoich pamiątkach, po hełmie oficera paladynów, portrecie lorda, kolcu jadowym mantikory i kilku mniejszych, choć równie wartościowych pod względem sentymentalnym pamiątek.
Podchodzi bliżej, żeby obejrzeć przedmioty, a szczególnie portretowi.
- Artysta musiał mieć talent. I czemu nie "przebywasz tu tak często jakbyś chciał"? - zwraca wzrok znów na Savo.
Przyjrzał się portretowi wąsatego starca w okularach.
- Czy ja wiem, portret jak portret. A rzadko tu bywam, bo co tu dużo mówić; praca nie pozwala.
- Rozumiem. - jeszcze chwilę przygląda się portretowi.
- A co do tej informacji to, cóż, w dużej części sama jestem cieniem i muszę się dowiedzieć jak to się stało, a najlepiej znaleźć tego kogoś. Nie ma się czym chwalić, dlatego się odważyłam na czytanie w myślach. - znów patrzy w podłogę ściskając rękawy swojej szaty wierzchniej.
- Hm, problemy z tożsamością, co? - Podrapał się po swojej niemal szczurzej brodzie. - Wiem to i owo o tym...
Pokręcił się chwilę po pokoju i westchnął głośno.
- No dobra, powiedzmy, że skontaktuje cię ze znajomym cieniem, on ci może wyjaśni to i owo. Ale nic za darmo.
- Dobrze. Więc... co chcesz w zamian za to? - czujnie go obserwuje i co prawda, jest nieco wystraszona teraz.
- Hm, mógłbym doprowadzić tutaj do zabawnej, dwuznacznej sytuacji... - Zachichotał pod nosem, odgrywając scenariusz w umyśle. Jednak odrzucił go, kręcąc głową.
- Daruje sobie, i tak wyglądasz na spiętą. Powiedzmy, że warunki zapłaty omówimy na miejscu.