W takim razie on się wolnym krokiem oddalił kontynuując obchód ze swoim wiernym psem u boku.
Właściciel
Dalszy obchód nie wykazał żadnych większych rewelacji.
Zakończył go więc u drzwi wójta wioski, zapukał do nich czekając na pozwolenie na wejście po czym gdy je usłyszał ruszył do środka.
- Wójcie mój drogi chciałem cię spytać, chociaż nie wiem czy wiesz o naszych sąsiadów.
Właściciel
- Ale o jakich dokładnie sąsiadów? - zapytał, namyślając się chwilę.
- Okoliczną szlachtę, bo ciekaw jestem wieści ze świata a my jesteśmy jak zapewne ci wiadomo na samych krańcach ludzkości więc niewiele tu dociera.
Właściciel
- Jeden ze szlachciców mieszka niedaleko, wie pan, ten co bogaci się na handlu narzędziami, drewnem i bronią.
- Można by do niego wpaść.. trzeba jakoś rozruszać życie.
Właściciel
- Przygotować orszak i obstawę, panie?
Właściciel
Zanim wójt odpowiedział, do chaty wszedł wyraźne zadowolony, ale też poraniony i zmęczony Ork.
- Bydlak nie żyje. Przynajmniej jeden. Pozostałych pięć spieprzyło. - wyjaśnił.
- Że co ku*wa ?! Ich jest aż pięć .- szlachcica aż wcięło -.
Właściciel
- Ankoxy. - wyjaśnił Ork. - Zawędrowała tu matka z młodymi. Przywędrowały chyba z okolicy Doliny Lodowego Wichru.
- Zabiłeś matkę prawda..? Bez niej młode raczej sobie nie poradzą i stąd pójdą ?
Właściciel
- Poszły, bo nasmarowałem drzewa i kamienie wokół wioski specjalną maścią. Nie powinny się tu pojawić przez następne ćwierć wieku. - wyjaśnił Ork.
- Niech będzie, i tak pewnie będę wtedy wąchał kwiatki od dołu..- odparł -. No dobrze, załatwił pan sprawy z wójtem czy trzeba coś wypłacić ?
Właściciel
- Dla mnie to była sama przyjemność, ale choć dwadzieścia monet by się na drogę przydało.
Tak więc szlachcic dobył swej sakiewki i wyłuskał z niej trzydzieści monet
- Ja panie orku, dam panu trzydzieści monet bo w tych stronach dobra robota jest zawsze miło widziana.
Właściciel
Ork odebrał zapłatę i wyszedł.
- Jakby co to wzywajcie ponownie. - rzekł na odchodnym i oddalił się, podrzucając od niechcenia mieszek ze złotem.
A szlachcic po prostu przysiadł na jednym z licznych krzeseł
- No, to kolejny problem z głowy..
Właściciel
- Panie, więc kiedy wyruszasz?