Karczma pod Historią

Avatar darcus
Ani wychodząca elfka, ani pirat, ani nawet złodziejka, nie zauważyli przysłuchujących się zza rogu sytuacji asasynów. Kiedy trójka nieco się oddaliła, kilku z nich, a konkretnie sześciu, ruszyło do pomieszczenia Złotej Gildii. Jeden z nich miał na sobie barwy kapitana. Wszedł, omiótł dwójkę kulących się mężczyzn wzrokiem, po czym kiwnął głową w stronę Abraxasa, na co jeden z jego podwładnych ruszył pomóc mu wstać. Potem uniósł dłoń i kiwnął palcem, spoglądając na Michaela, na co pozostała czwórka wycelowała załadowane wcześniej kusze w leżącego zamaskowanego.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Co jest? - zdziwił się Karczmarz podnosząc się z ziemi. - Co wy robicie?!
- Najwyraźniej nie lubią kiedy ktoś krzyczy na swoich kolegów. - Michael uśmiechnął się pod maską. W międzyczasie kiedy ci pomagali wstać Karczmarzowi on sam się podniósł i teraz spoglądał na czwórkę mierzących w niego ludzi.

Avatar darcus
Kapitan asasynów spoglądał na Michaela z politowaniem. - Pójdziesz z nami. Jesteś oskarżony o zdradę. - Rzekł krótko po czym kiwnął na swoich ludzi, którzy odsunęli się od drzwi, na które on sam wskazał ręką.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Czekaj, czekaj. - Michael wysunął teraz teatralnie dłonie w obronnym geście. - Od kiedy infiltracja wroga to zdrada?

Avatar darcus
- Tłumaczyć się będziesz przed tymi na górze. - Kapitan uniósł dłoń do góry i zacisnął pięść, na co dwójka asasynów przemieściła się za Michaela, skrępowała mu ręce i pchnęła do przodu, w kierunku drzwi.

Avatar Gniotek7
Właściciel
W momencie kiedy spróbowali go dotknąć oboje zostali porażeni potężną błyskawicą z taką siłą że z impetem uderzyli w ścianę obok półki z książkami. Michael w międzyczasie nawet nie drgnął.
- Myślicie że dam się tam tak po prostu zaprowadzić jak skazaniec? Zresztą, nawet gdybym chciał, to mój adwokat na to nie pozwoli. Nie ważne czy byłbym zdrajcą, zbawicielem świata czy zwykłym wieśniakiem. Nie dam się dotykać ludziom którzy marnują mój czas. - powiedział suchym tonem po czym ruszył w stronę wyjścia. - Dlatego zanim się wszyscy pozabijacie, po prostu powiedz mi z kim mam gadać.

Avatar darcus
Kiedy tamci zostali porażeni, pozostała dwójka zacisnęła mocniej palce na kuszach, bliscy wystrzelenia. - W takiej sprawie będziesz gadać z moim szefem. Lepiej żebyś miał dobre argumenty... - Odburknął niezadowolony kapitan, po czym kiwnął głową na asasyna który wcześniej pomógł Abraxasowi wstać, a ten podbiegł zobaczyć, czy jego dwóm towarzyszom nic się nie stało. Pozostała trójka ruszyła z Michaelem, prowadząc go wgłąb podziemi.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Dwójce asasynów z wyjątkiem obicia spowodowanego uderzeniem o ścianę i lekkim ogłuszeniem nic się nie stało. Michael szedł natomiast za resztą w milczeniu.

Avatar darcus
Pozostała trójka wkrótce pozbierała się i do nich dołączyła, po czym całą szóstką poprowadzili Michaela przez podziemia.

W tym momencie do Darcusa, którego już skończono opatrywać i teraz odpoczywał na łóżku szpitalnym, podszedł jakiś asasyn, który szepnął mu kilka słów, zziajany, najwyraźniej będąc w biegu od dłuższego czasu. Mistrz na to zrobił marsową, mocno zaniepokojoną minę, po czym kiwnął głową. Asasyn już miał pobiec w dalszą drogę, jednak Darcus zatrzymał go i polecił zrobić coś jeszcze. Ten potwierdził, że usłyszał, po czym ruszył dalej.

Wkrótce potem inny asasyn, poinformowany przez poprzedniego, wyruszył szukać telepaty imieniem Davis.

Niedługo później do pokoju, w którym siedzieli Jeźdźcy Apokalipsy, ktoś zapukał.

Cedrik siedział w swojej kwaterze, na krześle przy kominku, czytając książkę. Jego towarzyszki były w sąsiednim pokoju, zaś Adanos spał spokojnie u siebie. Dookoła panował przyjemny półmrok, kiedy pomieszczenie rozświetlił pojawiający się znienacka po drugiej jego stronie płomień, który zwiastował przyjście ognistego podwładnego. Cedrik wstał, odkładając pismo i prostując się.
- Ach, Nova. Jak dobrze cię widzieć. Ufam, iż wykonałeś swoje zadanie? - Zapytał z zadowoleniem, wyciągając dłoń w oczekiwaniu.
Z płomienia tymczasem wyszedł Nova, ognisty, nagi mężczyzna, którego wcześniej spotkała drużyna w drodze do skały. W miarę jak przekroczył pomieszczenie, jego ciało ochłodziło się i zamiast rozpalonego węgla zaczęło przypominać normalnego człowieka, jednak w tym momencie okryło się szatami Kręgu. Nova położył na dłoni Cedrika średniej wielkości podłużny kryształ o ostrych krawędziach zrobiony z lodu, a przynajmniej na taki wyglądający, po czym spojrzał w oczy swojemu przełożonemu i odezwał się.
- Nadal nie rozumiem czemu zabroniłeś mi zniszczyć tę skałę. Poradziłbym sobie z magią kultu bez żadnego... -
- Nie bądź taki pewien siebie, Terrestianie. Zresztą, gdybyś to zniszczył straciłbym argument. - Przerwał mu Cedrik. - A teraz poczekaj tutaj. Muszę odbyć pewną rozmowę. - Dodał, ruszając do drzwi.
- Nie nazywaj mnie Terrestianem, stary durniu... - Burknął cicho Nova, kiedy Cedrik wyszedł, odprowadziwszy tego ostatniego wzrokiem.

Avatar
Konto usunięte
Albert ,który w czasie tego wszystkiego siedział na placu, począł wstawać na nogi chociaż te się trzęsły straszliwie, w końcu adrenalina po wydarzeniach mu zeszła i pozostał sam z swoimi myślami a te go przeraziły ponieważ doszedł do realizacji że wszyscy prawie zginęli przez niego i jego cholerne tchórzostwo. Po pewnym czasie w końcu doszedł do karczmy, trzęsąc się i potykając po drodze ale nie upadając na ziemie, następnie wszedł do środka gdzie od razu ruszył do podziemi, tam potknął się na schodach i z nich spadł tłukąc się poważnie lądując na podłodze z hukiem

Avatar Gniotek7
Właściciel
Michael szedł wciąż bez słowa za asasynami.

Wojna podniósł się z ziemi słysząc pukanie.
- Niech zgadnę. Ktoś przyniósł ciasteczka. - powiedział po czym otwarł drzwi.

- Albert! - jęknęła Saki zdziwiona. Tak się złożyło że wraz ze złodziejką i Jackiem planowali wyjść z podziemi.
- Chłopie... - mruknął pirat stając z przodu. - Musisz na siebie bardziej uważać. Nie po to wyszedłeś cało z tamtej walki. - powiedział uśmiechając się i wysuwając wolną rękę w jego stronę żeby pomóc mu wstać.

Avatar
Konto usunięte
Albert odwrócił się w stronę Pirata ale ledwo spojrzał na niego to odwrócił swoją głowę w przeciwną stronę i tylko drżąca ręką chwycił się wysuniętej w jego kierunku kończyny

Avatar darcus
Michael został doprowadzony do niewielkiego pokoju utrzymanego w polowych warunkach. W środku znajdowała się tylko prycza i wiadro. - Do środka. - Rzekł kapitan asasynów krótko, lustrując zamaskowanego wzrokiem.

Posłaniec za drzwiami wyglądał na nieźle skołowanego widokiem Wojny. Najwyraźniej nie wiedział, po kogo go wysłano. - Emm... Mistrz Darcus chciałby się z wami widzieć. Mam was doprowadzić do szpitala, gdzie teraz przebywa. - Wybąkał asasyn, spoglądając na wyższego od niego Jeźdźca Apokalipsy.

Asasyni strzegący bramy do podziemia spoglądali na trójkę stojącą teraz przy wyjściu, jednak najwyraźniej uznali, że interwencja nie jest potrzebna.

Cedrik znalazł się na dziedzińcu głównej siedziby Kręgu Pierścienia i od razu ogarnął go niesmak. Odkąd bowiem pamiętał, miejsce to o każdej porze dnia i nocy wypełniał cały tłum ludzi pędzących za należnymi im sprawami. Teraz jednak było tam niebywale pusto. Co prawda wciąż tu i ówdzie kręciło się kilkoro mężczyzn i kobiet, jednak było to niezwykle mało jak na tamtejszy typowy ruch. Brakowało charakterystycznego wigoru, poczucia, że dzieje się tutaj coś ważnego dla świata. Co gorsza, Cedrik miał bardzo silne podejrzenia, dlaczego tak jest i właśnie to napawało go uczuciem, którego nie czuł od bardzo wielu lat. Strachem. Czym prędzej ruszył po znanej sobie dobrze trasie, którą ostatnimi czasy pokonywał przecież tak często... Kiedy dotarł do wielkich, solidnych, dębowych drzwi, które niczym fatum ciążyły nad całą siedzibą Kręgu, uniósł rękę, by w nie zapukać, jednak zanim jeszcze jego odziana w rękawicę dłoń zetknęła się z twardym drewnem, te otworzyły się same. Cedrik westchnął, przełknął ślinę i wszedł do środka, nerwowo zaciskając palce na krysztale od Novy, podczas gdy drzwi zatrzasnęły się za nim z hukiem. Wewnątrz poza bogatym wnętrzem dało się ujrzeć spory nieporządek oraz grubą warstwę kurzu na meblach i sprzętach, które widocznie nie były używane od dawna. Pośród tego wszystkiego stał nieruchomo mężczyzna odziany identycznie jak Cedrik, z dłońmi splecionymi za plecami, wpatrując się w idealnie okrągłe zwierciadło umieszczone w ścianie, przypominające pionową taflę wody.
- Cedriku. - Rzekł mężczyzna głosem bez żadnego wyrazu, nie zmieniając pozycji, ani nawet nie odwracając się. - Spodziewałem się ciebie. - Dodał tym samym, monotonnym tonem.
- Casimirze... - Przywitał się niepewnie przybysz, podchodząc do Casimira i rozglądając się. - Kiedy ostatnio ktoś tu sprzątał? - Zapytał, wciąż poddenerwowany całą tą sytuacją.
- To nieistotne. Jak posuwają się prace nad Ostrzem Świata? - Zapytał tamten, nawet nie bacząc by spojrzeć na swego gościa.
- Będzie gotowe na czas. Ja... Jestem tu w innej sprawie. - Zaczął niepewnie Cedrik.
Casimir milczał przez moment. - Słucham cię. - Powiedział po chwili.
- Chcę z tobą porozmawiać o Kulcie. - Westchnął.
- Cedriku, ustaliliśmy to już. Grupa bandytów, niezależnie czy wojują maczugami, czy magią, nie stanowi zagrożenia dla równowagi sił, ani zadania dla Kręgu. - Odparł najwyraźniej przywódca Kręgu Pierścienia ze stoickim spokojem.
- Tyle, że to nie jest jakaś tam grupa bandytów. Zamordowali mnóstwo niewinnych ludzi, mają ogromne wpływy, zrujnowali kilka poważnych akcji i w dodatku posiadają sojusze z istotami spoza tego świata. - Próbował argumentować Cedrik.
- To wciąż za mało, żebyśmy wkroczyli. Było wielu takich jak oni i żaden taki przypadek nie wymagał naszej reakcji. Obecna sytuacja nie jest inna. - Mówił Casimir cierpliwie tym samym, pustym głosem.
- Mylisz się, Casimirze. Ta sytuacja jest inna. I jestem w stanie to udowodnić. - Rzekłszy to Cedrik wyciągnął dłoń ze znajdującym się na niej kryształem.
Gospodarz po raz pierwszy od początku wizyty spuścił wzrok ze swego zwierciadła. Spojrzał na kryształ, po czym chwycił go, a następnie za pomocą telekinezy umieścił w lustrze, zatapiając w tafli, co wywołało rozejście się po niej pojedynczej fali, po czym wrócił do swej poprzedniej pozycji. Przez chwilę obaj mężczyźni milczeli i pozornie nic się nie zmieniło. Tylko pozornie.
- Podłożyłeś pluskwę. - Zwrócił uwagę Casimir po dłuższej chwili milczenia.
- Owszem. Mam nadzieję, że teraz już dostrzeżesz, iż... -
- Zawiodłem się na tobie, Cedriku. - Przywódca Kręgu odwrócił się i spojrzał swemu podwładnemu w oczy. - Poprosiłem cię o stworzenie Ostrza Świata, by stawić czoła prawdziwemu zagrożeniu, ale ty zamiast tego marnujesz czas na swoje obsesje. Naprawdę, oczekiwałem po tobie więcej. - Choć jego słowa były poważne, jego ton nie zmienił się. Nie wyrażał żadnych emocji.
Cedrik wyglądał na zawiedzionego. - Jak możesz tak mówić... Po tym co przeszliśmy razem, ty i ja... - Rzekł w końcu, a w jego głosie zagościła gorycz.
- To nie jest istotne. Istotne jest to, że zaniedbujesz swoje zadanie. - Sprostował Casimir.
- I nie obchodzi cię wcale to, co mam do pokazania? - Zapytał, przenikliwie spoglądając swemu przełożonemu w maskę.
- Pokazałeś mi zaklęty kawałek skały i odrobinę burzy śnieżnej. To nie jest żaden dowód. - Odparł przywódca Kręgu.
- Czy naprawdę nie znaczy dla ciebie nic to, że ci 'pospolici bandyci' są na dobrej drodze do zamrożenia całego kontynentu?! - Cedrik podniósł głos, podczas gdy adrenalina zaczęła wypełniać jego żyły.
- To tylko zima. Ci ludzie są w stanie to przeżyć. Nie oznacza zagrożenia dla równowagi. Nie przeznaczę zasobów Kręgu dla takiej dziecinnej zagwozdki. - Mimo coraz bardziej żywiołowych reakcji jego gościa, on wciąż zachowywał ten stoicki, wręcz niepokojący spokój.
- A niby na co je przeznaczysz?! Krąg praktycznie nie działa! Od lat nie było tu takiej pustki! - Krzyczał wściekły Cedrik, wskazując palcem na drzwi za sobą.
- Nasze zasoby są wykorzystywane we właściwy sposób. Nie powinieneś kwestionować moich decyzji. - Odparł Casimir.
- Ale czy one aby na pewno są twoje?... - Spuścił nieco z tonu jego rozmówca, opuszczając rękę i patrząc na gospodarza spode łba.
- Czyżbyś miał jakieś wątpliwości? - Przywódca Kręgu uniósł głowę nieco.
- Owszem. Wątpię w twoje umiejętności właściwego doboru doradców. - Wypalił prosto z mostu Cedrik.
Casimir milczał przez chwilę. - Moi doradcy to moja sprawa. Nie powinno cię to interesować. - Rzekł wreszcie, a w jego głosie słychać było nutkę zniecierpliwienia.
- To nie są twoje słowa... Tak bardzo nie brzmisz jak ty... Jakbyś zupełnie nie był sobą... Jakbyś nie był już Casimirem Curunirem... - Mówił Cedrik, bardzo zawiedziony swoim przywódcą.
- Tak? A kim twoim zdaniem jestem? - Tym razem w jego głosie zagościła arogancja.
- Salahielem Olorinem. - Odparł rozmówca, a jego głos bardziej niż zwykle zdał się roznieść echem po obszernym gabinecie.
Nastała długa chwila milczenia obu mężczyzn. Bez słowa wpatrywali się oni w swoje maski, każdy z nich w oczekiwaniu, aż ten drugi coś powie.
- Ta rozmowa jest zakończona. - Przełamał w końcu ciszę Casimir, odwracając się z powrotem do zwierciadła.
Cedrik wyglądał jakby właśnie ktoś strzelił go w twarz. - Zamierzasz... Wypiąć się na mnie? Porzucić to wszystko, co nas łączy i pozwolić, by ten żmij sączył jad do twojego serca? Czy naprawdę jesteś na tyle naiwny, żeby... -
- Dosyć. - Głos Casimira zabrzmiał jak nigdy przedtem. Poniósł się po pomieszczeniu niczym odgłos bębnów, podczas gdy źródła światła w pomieszczeniu przygasły, spowijając je w niepokojącym półmroku, a meble zaskrzypiały i zatrzęsły się, wzburzając tumany kurzu w powietrze. - Wynoś się stąd. W tej chwili. - Słowa te uderzyły Cedrika mocniej, niż którekolwiek inne. Przez chwilę stał tak, nie wiedząc co myśleć, załamany, ale zaraz zreflektował się. - W porządku. Jeśli tego właśnie chcesz, odejdę... - Odwrócił się na pięcie i ruszył do drzwi, które otworzyły się. - Ojcze... - Szepnął sam do siebie, podczas gdy wrota z hukiem zamknęły się za nim.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Michael widząc pomieszczenie stanął w miejscu. Stał tak przez moment aż asasyni zaczęli słyszeć co raz głośniejszy głos dobiegający spod maski. To był śmiech. Michael z jakiegoś powodu zaczął śmiać się co raz głośniej i po chwili wypełnił nim całą okolicę. Trwało to jeszcze przez chwilę po czym ten nagle zamilkł, odwrócił się i wycelował kościstą dłoń w stronę kapitana. W tym momencie z opaski otaczającej jego nadgarstek wystrzeliła błyskawica która oplotła gardło kapitana i uniosła go pod sam sufit zaciskając się na szyi.
- Za kogo ty mnie masz?! - wrzasnął swoim graniczącym z szaleństwem głosem. - Za oknem Kult morduje setki niewinnych ludzi, a wy jedyne co robicie to marnujecie czas osoby która jako jedna z niewielu stara się coś z tym zrobić?! Jeśli tak bardzo chcecie żebym oczyszczał się z zarzutów przed waszym przeklętym przywództwem to mnie to nich zaprowadźcie! Nie zamierzam siedzieć w celi aż któryś z nich znajdzie dla mnie swój drogocenny czas!

- No nareszcie! - zawołał po czym klepnął asasyna w plecy. - Słyszeliście panowie! Braciszek znalazł dla nas czas!
Po chwili z rogu pokoju wyjrzał również Zaraza.
- Świetnie.

Avatar darcus
...Ale Michael nie zdążył tego powiedzieć, bo kiedy tylko zaczął coś robić, dostał cztery bełty w klatkę piersiową.

- Za mną... Proszę... - Rzekł wciąż skonfundowany asasyn, którego najwyraźniej cios z lekka zabolał, po czym ruszył szybkim krokiem wgłąb podziemi.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Bełty jednak go nie trafiły, odbiły się tuż przed zetknięciem się z jego ubraniem dostając niewielkimi elektrycznymi ładunkami.
- Bywasz całkiem przydatny, Atlas. - powiedział Michael jak tylko skończył swoją poprzednią mowę.
- Musiałem naprawdę długo czekać aż wreszcie skusiłeś się dać mi tą możliwość. - cała grupka asasynów usłyszała teraz nowy głos znacznie głośniejszy i wyraźniejszy niż ten należący do zamaskowanego.
- Nie mam wyjścia kiedy ludzie z mojego otoczenia próbują mnie zamordować. - w tym momencie elektryczna pętla zacisnęła się mocno na szyi kapitana po czym upuściła go na ziemię i zniknęła. - Nie słuchasz mnie kapitanie. Mówiłem ci żebyś powiedział mi z kim mam gadać zanim się wszyscy pozabijacie.

- Co za ponuraki tu pracują... - mruknął Wojna po czym Jeźdźcy ruszyli za asasynem.

Avatar darcus
Kapitan wstał, rozcierając krtań, dysząc ciężko i kaszląc na przemian. - Dobra... Zrobimy tak... - Odezwał się, kiedy już złapał oddech. - Ty będziesz współpracował, a ja pominę ten mały incydent i nie napuszczę na ciebie magów... - Syknął.
- To nie będzie konieczne. - Usłyszeli głos gdzieś za sobą.
Kapitan odwrócił się. - Mistrzu, przepraszam. Próbowałem go zmusić do posłuszeństwa, ale... -
- Spocznij, żołnierzu. Zabierz swoich ludzi i wracajcie na posterunek. - Rzekł Demitius, jak zawsze w ciężkiej zbroi, podchodząc bliżej.
- Ależ mistrzu, czy to aby nie jest niebezpieczne? - Zapytał najwyraźniej zaniepokojony asasyn.
- Spokojnie. Nasz gość nie będzie już więcej sprawiał kłopotów. - Uspokoił go paladyn, po czym kiwnął głową, na co asasyn niepewnie ruszył w drogę, gestem wskazując swym ludziom by poszli za nim. Michael i Demitius pozostali sami przed wejściem do klitki.
- Będzie? - Zapytał wymownie rycerz, spoglądając Michaelowi w maskę.

Wkrótce potem asasyn doprowadził Jeźdźców do szpitala i wskazał na łóżko, na którym leżał Darcus, podczas gdy jakiś medyk zszywał mu plecy.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Jeśli twoi ludzie przestaną mnie traktować jak zwykłego śmiecia, to powinniśmy się dogadać. - odparł Michael zakładając ręce.

- Muszę przyznać że spodziewałem się spotkać cię w lepszych warunkach. - powiedział Wojna podchodząc do Darcusa. - Trochę czasu minęło. - zauważył.

Avatar darcus
- Nie miej im tego za złe, mają swoje procedury. Co do ciebie jednak... Pozwolisz, że porozmawiamy w środku? - Demitius wskazał na wnętrze pomieszczenia.

Darcus spojrzał na nich na tyle, na ile mógł w obecnej pozycji. Wyglądał na spiętego. - Szkoda, że okoliczności nie są bardziej sprzyjające, jednak cieszy mnie wasz widok. Miałem nadzieję prosić was o pomoc. - Rzekł, wzdychając po tym ciężko.

Avatar Omeg12
Jeśli assasyn był w miarę kompetentny, znalazł Davisa wymachującego mieczem w zaułku na obrzeżach miasta. Ostatnio nie wiedział, co zrobić ze swoim czasem, a potrzebował wyczuć dobrze nową broń, jeśli miał nią walczyć w najbliższej przyszłości.

Avatar darcus
- No nareszcie, wszędzie cię szukam... - Mruknął asasyn, schodząc ze ściany budynku, po których to asasyni mieli w zwyczaju łazić. - Mistrz Darcus chce cię widzieć. Jest w szpitalu. Powiedział, że będziesz wiedział, jak tam trafić, więc wybacz, ale spieszę się... - Nie dając nawet czasu na reakcję, asasyn za chwilę zniknął za ścianą stojącego obok domu.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Na przyszłość powiedz im że wasze procedury nie sprawdzają się przy wszystkich. Zabijałem z błahszych powodów. - mruknął Michael po czym wszedł do wskazanego pokoju.

- Sprawa musi być poważna skoro chcesz naszej pomocy. - zauważył Wojna.

Jack chwycił mocno rękę Alberta i wyciągnął go do góry stawiając chirurga na nogach.
- Chyba wiem o co ci chodzi stary. Musisz zluzować, miewałem na załodze większych boi dudków niż ciebie.
- powiedział pirat i westchnął. - poza tym jeśli mam być szczery, to chyba nikt z nas nie był na to gotowy. - próbował go pocieszyć.
- Właśnie! Ja też się bałam, przecież sama przesiedziałam większość czasu w ukryciu. - przyznała Saki kiwając głową.

Avatar Kuba1001
//Trochę się ociągałem, ale w końcu nadszedł czas na mój piękny i soczysty come back.//
Tymczasem, nie zważając na obecny rozgardiasz w karczmie, przez drzwi wszedł tajemniczy osobnik. Człowiek. Prawdopodobnie, bowiem z postury był jak człowiek, ale jego głowę zasłaniał kaptur, zaś twarz srebrna maska z otworami na błękitne oczy i nos, bez jakichkolwiek zdobień, oddająca jedynie najprostsze rysy ludzkiej twarzy. Poza tym ubrany był w czarny płaszcz z kapturem, spodnie, koszulę i wysokie buty z wypolerowanej skóry. Przy pasie miał dwa długie sztylety, zaś na plecach dwa jednoręczne miecze. Poza tym posiadał także sakiewkę ze złotem, która właśnie odpiął od pasa, aby później podejść do karczmarza.
- Ile...? - spytał, lecz nie dokończył, bowiem zaczął kaszleć, a gdy skończył, dopowiedział: - Ile za pokój, ciepłą strawę i napitek?

Avatar darcus
///Demitius zatrzasnął drzwi za Michaelem i przekręcił klucz xd///
Demitius wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi. - Łatwo mi w to uwierzyć, zwłaszcza po raportach, jakie otrzymywałem. - Skomentował, zakładając ręce. - Niewątpliwie wiesz o czym mówię. - Dodał.

- Na tyle poważna, że mówimy o wojnie domowej i śmierci niemal wszystkich na kontynencie. - Potwierdził Darcus, starając się nie ruszać, podczas gdy medyk kończył zszywanie rany.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Przybysz zauważył w tym momencie żeby za ladą jest pusto. Jedynie na niej samej znajdowały się świeżo upieczone ciasteczka. Drzwi do kuchni również zostały otwarte jakby ktoś wyszedł stąd w pośpiechu.

Sam Karczmarz w tym momencie posprzątał siedzibę Złotej Gildii po jego świeżej kłótni i wyszedł z pomieszczenia kierując się do Karczmy.

///Jakby Michael nie był przygotowany na taką ewentualność :L///
- Mam pewne przeczucie że w ostatnim czasie było wiele rzeczy na mój temat które można było zgłosić. Ale zapewne chodzi o... - tutaj zakaszlał. - zdradę. Cóż, gdyby twoi ludzie w ukryciu poczekaliby żeby zobaczyć jak rozwinie się rozmowa zamiast próbować nas zastrzelić, to wtedy nie musieliby wysnuwać błędnych wniosków. W zasadzie to z wyjątkiem mojego incydentu z Abraxasem, to od rana wasz zakon marnuje mi czas przez te wasze wyuczone procedury.

- Cóż... To brzmi dość poważnie. - zauważył Wojna. - Musisz mieć jednak na uwadze pewien fakt. Z naszych mocy Jeźdźców zostało tyle co z twojej.

Avatar darcus
///On jest z tych typów, co są przygotowani nawet na nagłe zmartwychwstanie Wall-Dura, c'nie? :v///
- Słuchaj, w tej sytuacji totalnie nie obchodzi mnie, jakie były twoje intencje i co mogło z tego wyniknąć. Nikt w tym mieście nie wie nic o tobie, o tym co robisz, ani o tym co chcesz osiągnąć. Zjawiłeś się tu bogowie wiedzą skąd i w jakim celu, a z dnia na dzień pozwalasz sobie na coraz więcej, mając jednocześnie za coraz mniej nasze prawa. W takiej sytuacji nie mogę dać ci żadnego kredytu zaufania. - Mówił Demitius, który nie wyglądał na zadowolonego ani całą tą sytuacją, ani rozmową z Michaelem. - Widziano cię z kultystą w ogrodach miejskich. Tak, czy nie? - Zapytał po chwili przerwy, mrużąc oczy z lekka.

- Tak, wiem. Ale wiem też, co dostaliście od Skały. - Darcus skierował swe ślepe oczy na klejnot w zbroi Wojny.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Michael słuchając go uśmiechnął się krzywo pod maską.
- Gdyby ktokolwiek z was mi teraz w pełni ufał, to musiałby być strasznym idiotą. - zauważył zamaskowany. - Tak, spotkałem się z jednym z kultystów w waszych przepięknych ogrodach.

- Miałem takie przeczucie że możesz mieć z tym coś wspólnego. - przyznał Jeździec.

Avatar Kuba1001
To zmieniło postać rzeczy, więc zajął jakieś krzesło przy stoliku na uboczu, aby tam zasiąść i zaczekać, przy okazji obserwując karczmę, czekają na karczmarza.

Avatar darcus
- Jak zostało zaaranżowane to spotkanie? - Dopytywał się uporczywie Demitius.

- Powiedzmy, że podpowiedziałem mu co z tym zrobić. - Uśmiechnął się Darcus, ale zaraz potem znowu się skrzywił, kiedy medyk dokończył szycie i zaczął zakładać opatrunek.

Avatar Omeg12
Davis nawet się za bardzo nie zdziwił, tylko wzruszył ramionami, schował miecz do pochwy i skierował się do szpitala, gdyż faktycznie znał drogę tam prowadzącą.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Zostawiłem jednemu z ludzi związanych z Kultem wiadomość. Tak jak się spodziewałem, on przekazał ją dalej. Ostatecznie spowodowało to że ów kultysta pojawił się w ogrodach. - odpowiedział niezbyt dokladnie Michael.

- No dobra, czyli mamy coś co może wam pomóc. Ale w zasadzie nie wiele wiemy o tym waszym przeciwniku. - zauważył Wojna.

Avatar darcus
- Komu i jak zostawiłeś wiadomość? - Paladyn zdawał się być nieugięty i cierpliwy.

- Nazywają się Kultem Firnu, są bardzo potężni i równie ukryci, opanowali w zasadzie cały kraj, składają się niemal wyłącznie z magów, lubią zabijać, mają chore ambicje i odrobinę za bardzo lubią mróz. - Wyliczył Darcus, podczas gdy medyk skończył go opatrywać, a ten odwrócił się i przybrał półleżącą pozycję na łóżku szpitalnym.

Avatar darcus
///Ty i Omeg, no właśnie ;-;///
Asasyni najwyraźniej znali już Davisa, bo nie miał żadnego problemu z dostaniem się do podziemi, a potem przez podziemia do szpitala.

Avatar
Konto usunięte
Albert przez chwilę patrzył się na Jacka w kompletnej i dość niezręcznej ciszy po czym się odezwał
- D- dzięki- powiedział niepewnym i lekko drżącym głosem

Avatar Omeg12
Davis wkroczył do pomieszczenia, zatrzymując się krok za progiem gdy ujrzał kto się w nim znajduje. Wyglądało na to, że sytuacja jest przynajmniej umiarkowanie poważna.
- Przepraszam? Chyba ktoś mnie tu wołał.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Jeśli się nie mylę koleś ma wiele imion. - przyznał Michael. - Wystarczy ci wiedzieć że to ten sam koleś który załatwił Garrusa oraz jego prawą rękę a następnie przyniósł głowę tego drugiego prosto do Elisif. Aaa, no tak, pewnie nie zwróciliście uwagi że facet od pewnego czasu w ogóle nie opuszcza Anubel, co?

- Czekaj czekaj. Głód, czy nie przypomina ci to przypadkiem tej lodowej skały której dopiero co się pozbyliśmy? - zapytał Wojna kojarząc fakty.

- Nie ma sprawy koleś, jesteśmy drużyną, nie? - odparł Jack szczerząc swoje nie najczystsze zęby. - Dobra, nie wiem jak wy ale ja chętnie obczaję czy Karczmarz nie zostawił jakiegoś dobrego alkoholu na zewnątrz.
- A może po prostu wam naleję? - zapytał Gniotek stojący za nimi.
- Skończyliście się kłócić? - zapytała Saki z nadzieją w głosie.
- Ta. - mruknął Karczmarz który nie miał ochoty zamartwiać ich teraz problemami Michaela z asasynami. Stał tak jeszcze przez krótki moment po czym ruszył schodami do Karczmy.
Po chwili pozostała trójka ruszyła za nim.
- Powinieneś pójść z nami i wyluzować, Albert. - rzucił jeszcze tylko pirat.

- O, nowy klient, czym mogę służyć? - zapytał Karczmarz spoglądając na przybysza w masce i stając za ladą. Po chwili przy ladzie usiedli również Jack, złodziejka oraz Saki.

Avatar Kuba1001
Skinął głową i wrócił do lady, aby tam powtórzyć swe pytanie:
- Ile za nocleg, coś do picia i ciepłą strawę?

Avatar Gniotek7
Właściciel
Karczmarz podrapał się po głowie próbując wszystko sobie przypomnieć, w końcu od dłuższego czasu nie miewał nowych gości.
- Pokój dostaniesz za trzydzieści srebrnych monet za noc. A co do jedzenia... Zależy co chcesz zjeść. Coś do picia załatwię ci za darmo. Przy tym co się ostatnio dzieje to zaczynam się zastanawiać ile te wszystkie pieniądze są warte... Hej to nie dla ciebie! - zawołał nagle odciągając talerz z ciastkami od Jacka który właśnie jedno zjadł.
- Wybacz stary, po prostu zrobiłem się głodny. - mruknął pirat.
- Wam też zaraz coś ugotuję. A więc, na co masz ochotę? - zapytał Karczmarz przyglądając się przybyszowi w masce.

Avatar Kuba1001
- Na razie pokój na jedną noc i jakieś ciepłe mięso oraz jakakolwiek zupa, osobno, oczywiście. I woda. Dużo, dużo wody. - wyjaśnił i ponownie odkaszlnął. - I jeśli macie beczkę piwa oraz pieczonego dzika, to też może się przydać.

Avatar darcus
- Mieszkanie w mieście ma swoje mankamenty. Nawet w Vengardzie pewni przestępcy potrafili długo pozostawać na wolności. Bardziej interesuje mnie, skąd TY o tym wiesz. - Zwrócił uwagę Paladyn, gestykulując co nieco.

Darcus subtelnie kiwnął na Davisa, by ten podszedł bliżej.
- No aż za nadto... - Odparł Głód, zakładając ręce i mrużąc oczy.
- Zaraz, mówicie, że takich lodowych skał było więcej? - Zapytał skonfundowany przywódca asasynów, spoglądając po Jeźdźcach.

Avatar
Konto usunięte
- Przepraszam ale alkoholu nie mogę, odbija mi po nim i to w dosłownym sensie - Powiedział Albert patrząc na Pirata - Ale nie mam za bardzo co robić więc pójdę - I jak powiedział tak zrobił

Avatar Gniotek7
Właściciel
Karczmarz przyjrzał się człowiekowi w masce próbując wyobrazić sobie gdzie on to wszystko zmieści.
- Jasne, zobaczę co da się zrobić. A wy czego chcecie? - zapytał resztę osób siedzących przy ladzie.
- Rum i cokolwiek co nie jest rybą, po tylu latach chce mi się od nich żygać. - odparł pirat.
- Piwo, i tego twojego dzika. - odparła cicho złodziejka.
- Mi wystarczy jakaś sałatka i może... Mleko? Od lat go nie piłam. - powiedziała elfka uśmiechając się.
- No dobra, zobaczę co da się zrobić. - podsumował sobie wszystko Karczmarz i poszedł do kuchni w tym samym momencie w którym do Karczmy wszedł Albert.

W tym momencie Michael postukał się po masce.
- Ten człowiek korzysta z czegoś w rodzaju zmiennokształtności. Potrafi przybrać wygląd niemalże każdego człowieka. Moja maska potrafi ujrzeć jednak prawdziwą, pierwotną postać takiej osoby, więc nie mam problemu żeby rozpoznać go w tłumie.

- Jedna taka spadła w Varancie. - Wojna kiwnął głową. - Broniona przez parę golemów, magów i tego dziwnego konstrukta... Cholera za nic nie pasował mi do reszty sprzętu używanego przez ten cały Kult. To było w tym samym czasie w którym dotarł do nas twój posłaniec. - powiedział wskazując na Davisa.
- Ale nie martw się, udało nam się jej pozbyć.

Avatar Kuba1001
W takim razie udał się do swego stolika, aby tam czekać na zamówienie, wykonując lekki uśmiech pod maską, bowiem karczmarz nieco się zdziwi. Oj, zdziwi...

Avatar Omeg12
Nie bez trudu
Telepata na razie się nie odzywał, starając się wyłapać jak najwięcej z odbywającej się rozmowy.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Karczmarz wrócił chwilę później rozdając trójce przy ladzie ich napoje oraz sałatkę stworzoną z typowych warzyw dla Saki a następnie podszedł do stolika człowieka w masce i postawił przy nim duży dzban z wodą i szklankę.
- W sumie nie doprecyzowałeś więc się upewnię, chcesz całego dzika? - zapytał.

Avatar darcus
Demitius zastanowił się przez chwilę. - Po co chciałeś spotkać się z Kultem? - Zapytał.

- Konstrukt?... Czy był to może konstrukt... Z klejnotem przytwierdzonym do czoła?... - Zapytał zaniepokojony Darcus, przełknąwszy ślinę, spodziewając się odpowiedzi.

Avatar Omeg12
- Tak. To był on we własnej osobie, o ile można tak powiedzieć - odparł, uprzedzając jeżdźców

Avatar Kuba1001
- Powiedzmy, że ten dzik i beczka piwa nie są dla mnie, ale dla kolegi.

Avatar
Konto usunięte
Albert podszedł do lady i usiadł przy niej po czym zdjął z twarzy pozostałości swojej maski i zaczął im się przyglądać

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku