[PK] Czy katolicyzm jest religią fanatyczną?

Temat edytowany przez Baturaj - 6 czerwca 2018, 17:03

Avatar Anielka999
W sumie wiara na pewno pomaga o tyle, że trzeba większej desperacji, żeby się zabić, bo samobójstwo jest grzechem. Nadzieja też jakaś jest, ale nie traktowałabym wiary jako leku, co najwyżej jako pomoc.
No to co z tymi cierpiącymi na Twej wierze ludźmi?

Avatar darcus
Nie w każdej wierze samobójstwo jest grzechem.

Ludzie cierpieliby przez zwykłą empatię choćby. Świadomość tego, że ktoś, na kim im zależy żyje w kłamstwie. W pętli autooszukiwania się. Że jego życie jest tak niesamowicie podłe i smutne, iż potrzebuję czegoś takiego, by w ogóle żyć. Samo to oznaczałoby, że jestem w takim stanie, który trudno byłoby znieść innym.

Avatar Anielka999
Wydawało mi się, że mówimy o chrześcijaństwie, ale okey.

Ech... Ale to nie jest kłamstwo. Co najwyżej mniej prawdopodobna wersja. Jeśli masz depresję, to jesteś w bardzo trudnym do zniesienia stanie i oszukiwaniem siebie i innych jest udawanie, że jest inaczej, a nie pomaganie sobie wiarą.

Avatar darcus
Brak jednego nie oznacza konieczność stosowania drugiego.

Avatar Anielka999
Nie rozumiem, rozwiń to.

Avatar darcus
To, że nie pomagam sobie wiarą, wyobraź sobie, nie oznacza, że oszukuję siebie i innych na temat swojego stanu.

Avatar Richyard
Depresja to właśnie oszukiwanie samego siebie

Avatar darcus
Dziękuję, panie psychiatro po uniwersytetach, już mi lepiej xD

Avatar ZnawcaLiteraturyPolskiej
Myślenie życzeniowe tylko pogarsza twój stan.

Podświadomość będzie wiedziała, że żyjesz w kłamstwie i będzie cię jeszcze bardziej dołować. Poza tym chrześcijaninzm zmniejsza twoją samocenę ze względu na budowę tej religii.

Avatar darcus
Celny argument.

Avatar Pobozny
ZnawcaLiteraturyPolskiej pisze:
Myślenie życzeniowe tylko pogarsza twój stan.

Podświadomość będzie wiedziała, że żyjesz w kłamstwie i będzie cię jeszcze bardziej dołować. Poza tym chrześcijaninzm zmniejsza twoją samocenę ze względu na budowę tej religii.



A poprzesz to czymś, czy będziesz gadał od rzeczy ?

Avatar darcus
Od rzeczy jak ty o Bogu?

Avatar Kabaczek15
Jeżeli ktoś będzie uważał Boga za kłamstwo to i tak wiara mu nie pomoże nawet jak będzie się starał "uwierzyć"

Avatar darcus
No słuchaj, trudno żeby wiara pomogła kiedy jej nie ma xD

Avatar Anielka999
Wychodzicie z błędnego założenia, że wiara jest kłamstwem.
Cierpienie ludzi wokół darcusa jakoś mi nie podchodzi. Jeśli nie wierzysz w coś, to przecież nie znaczy, że to kłamstwo, a podobno takie podejście owi cierpiący ludzie mają wykazywać. Jeśli ktoś nie jest w stanie zrozumieć, że masz inne zdanie i cierpi, bo się z nim nie zgadzasz, to to nie jest zdrowa relacja, po co więc męczyć się dla niej?
darcus pisze:
To, że nie pomagam sobie wiarą, wyobraź sobie, nie oznacza, że oszukuję siebie i innych na temat swojego stanu.

Powiedziałeś, że jeśli pomagałbyś sobie wiarą, to nagle Twoi bliscy zauważyliby, że czujesz się aż tak źle, że musisz to robić, czyli tak jakbyś teraz im mówił, że wszystko w porządku, a oni ogarneliby, że nie jest w porządku, dopiero jakbyś zaczął wierzyć w Boga. Ponownie, to nie jest zdrowa relacja.

I powtórzę jeszcze raz, trochę dobitniej. Dopóki bez żadnego powodu, z góry zakładacie, że wiara jest kłamstwem, mimo że podobno sami zakładacie, że nie wiecie na pewno czy Bóg jest, a wiara zawiera identyczną niewiedzę, to nie mamy o czym rozmawiać.

Avatar ZnawcaLiteraturyPolskiej
Pobozny pisze:
A poprzesz to czymś, czy będziesz gadał od rzeczy ?


Wiara w celu poprawienia swojego samopoczucia jest raczej dosyć oczywistym przykładem myślenia życzyniowego.

Avatar darcus
Anielka999 pisze:
Powiedziałeś, że jeśli pomagałbyś sobie wiarą, to nagle Twoi bliscy zauważyliby, że czujesz się aż tak źle
Nooo... Nie. Powiedziałem że wtedy czułbym się tak źle, a nie że zauważyliby że czuję się tak źle.
Anielka999 pisze:
wiara zawiera identyczną niewiedzę
No jasne, że zawiera. Tylko zachowuje się jakby wszystko wiedziała. To logiczne xD

Avatar Anielka999
Już Ci tłumaczyłam, dlaczego wiara tak wygląda, prawda? Powtórzyć?

Avatar darcus
Nie musisz. Nie kupuję tego.

Avatar Baturaj
Właściciel
darcus pisze:
Od rzeczy jak ty o Bogu?

Sorry, ale jesteśmy na grupie o katolicyźmie. Więc nikt, kto mówi tu o chrześcijaństwie, nie mówi od rzeczy.

A co do Twojego odpisu na moją wiadomość: współczuję Ci. Naprawdę.
Bo moim zdaniem nie powinno się zamartwiać rzeczami, na które nie mamy wpływu.
Ja już jakieś kilka lat temu przestałem ogólnie smucić się z powodu śmierci kogokolwiek, nawet bliskiego, bo zauważyłem, że smucimy się wtedy w większości z powodu samych siebie, nie tych zmarłych. Że to my nie chcielibyśmy, żeby oni od nas odchodzili, że czujemy się bez nich osamotnieni i smutni. Bo chcielibyśmy, żeby przy nas byli jak dotychczas.
I dlatego przestałem się smucić śmiercią.
Nie będę próbował twierdzić, czy to by było dobre rozwiązanie dla kogokolwiek innego niż ja, bo nie jestem niczyim psychologiem ani psychiatrą.
Mogę jedynie powiedzieć, że na mnie to działa.

ZnawcaLiteraturyPolskiej pisze:
Wiara w celu poprawienia swojego samopoczucia jest raczej dosyć oczywistym przykładem myślenia życzyniowego.

Jeśli rzeczywiście byłaby stosowana w takim celu to tak.

Avatar Jastrzab03
Moderator
A nie boisz się apatii?

Avatar darcus
Jeśli potrafisz przestać czuć smutek ot tak, na zawołanie, to bardzo ci zazdroszczę.

Avatar Jastrzab03
Moderator
Baturaj ist Uberman

Avatar
Chevalier22
Nie jestem pewien, czy umiejętność pozbywania się własnych emocji na zawołanie zawsze jest rzeczą dobrą. Jestem za to pewien, że brak żalu po śmierci bliskiej osoby jest rzeczą złą, a może i jeszcze gorszą. Prawda - żal w przypadku śmierci danej osoby bierze się z jej utraty. To my tracimy możliwość bycia z nią, rozmowy z nią. Nie zobaczymy jej twarzy na żywo, nie zobaczymy jej prawdziwego uśmiechu (w znaczeniu nie na fotografii czy nagraniu, nie miałem lepszego przymiotnika, nawet gdy ten średnio pasuje), nie usłyszymy jej głosu dobiegającego bezpośrednio z jej ust. Nie poczujemy ciepła jej dłoni, za to odczuwamy pustkę, bo tej osoby nie ma. Rozumiem, że według chrześcijan po śmierci osoba trafia do Boga, do Królestwa Niebieskiego, do wiecznego szczęścia i tak dalej, i tak dalej. Ale nie zmienia to faktu, że jej nie ma. Umarła. Z fizycznego punktu widzenia już jej nie ma, tak więc z biologicznego punktu widzenia nie może czuć, bo nie żyje. A my, czy inne osoby, wciąż możemy czuć. Bo żyjemy. Osoba po śmierci nie chce, bo nie ma prawa chcieć, bo narząd odpowiedzialny za tę czynność umarł wraz z nią. A człowiek z natury jest egoistą, choć tu trzeba wziąć poprawkę na bliskie mu osoby, dlatego czuje ten własny żal. Zauważyłeś więc, Baturaju, rzecz w pełni naturalną. Czy kłębienie w sobie negatywnych emocji na pewno pomaga? Czy na pewno nie lepiej jest z siebie wyrzucić cały żal, zamiast go tłumić?
Oczywiście, nie powinno mieszać się wiary z nauką, ale co jeśli wiara pośrednio wpływa w negatywny sposób na psychikę?

Avatar darcus
Chevalier22 pisze:
Jestem za to pewien, że brak żalu po śmierci bliskiej osoby jest rzeczą złą, a może i jeszcze gorszą.
Zauważ, że żal i smutek to nie jest to samo. Nie trzeba fizycznie odczuwać emocji - ergo nie trzeba mieć wyrzutu kortyzolu do mózgu - żeby odczuwać żal. Mogę czuć się neutralnie pod względem emocjonalnym, ale czegoś żałować. Mogę niczego nie żałować, ale czuć się smutno. Mogę czuć oba, albo żadne.

Avatar
Chevalier22
Przepraszam, mój błąd. Zły dobór słów, najwyraźniej... Cały czas chodzi mi o emocję.

Avatar darcus
Czyli brak wyrzutu kortyzolu jest dla ciebie złem?

Avatar
Chevalier22
Tego nie napisałem. Ale zachwiania hormonalne w pewnej mierze nie są czymś dobrym, czyż nie?

Avatar darcus
Procesy które nie posiadają moralności nie są dobre lub złe. Dopiero ich skomplikowana wypadkowa (nazywana przez nas "ja") może posiadać takie cechy.

Avatar Baturaj
Właściciel
Moim zdaniem... A w zasadzie nie, jest to fakt:
Niektórych rzeczy nie da się zrobić, niektórych osobistych kataklizmów nie da się przetrwać, jeśli człowiek nie zmusi się do odcięcia się od niektórych emocji.
Czy chęć przetrwania i działania mające to zapewnić są wobec Ciebie czymś złym, Chevalier? Bo dla mnie nie.

Avatar
Konto usunięte
Osoba wierząca powinna się bardziej smucić śmiercią od niewierzącej, ponieważ nie wiadomo czy tamta nie trafiła do piekła

Avatar Kabaczek15
Takie ciekawe rzeczy istnieją jak: "nadzieja" i "nieskończone miłosierdzie Boże"

Avatar ZnawcaLiteraturyPolskiej
*Patrzy jak morduję niewinne dzieci*

Ja bym się martwił

Avatar Anielka999
Ale Ty wiesz, że jeśli Bóg zabije kogoś niewinnego na ziemii, to to dla tej osoby tylko lepiej, bo z miejsca trafia do Nieba?

Avatar ZnawcaLiteraturyPolskiej
Jak dla mnie to nie takie oczywiste, jeśli wgl ją postanowił zabić.

Avatar darcus
I nagle cała ta wolna wola nie ma znaczenia, co?

Avatar Kabaczek15
To czy ta osoba pójdzie do Nieba zależy jaka była na Ziemi, ale śmierć pomaga dojść do tego Nieba jako taki "dodatkowy bonus" i dodatkowa pomoc w zbawieniu

Avatar Baturaj
Właściciel
To_masz___Problem pisze:
Osoba wierząca powinna się bardziej smucić śmiercią od niewierzącej, ponieważ nie wiadomo czy tamta nie trafiła do piekła

Tu zostaje nadzieja. I modlitwa.

Odpowiedź

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku