Właściciel
Pies w odpowiedzi zaszczekał, usiadł na ziemi i zaczął lizać sobie jaja.
- Masz rację, to pewnie taki typ od dupy strony, a takich nie lubimy.
Właściciel
Nie przerywał swojej czynności, a Tobie wypada podjąć decyzję: Iść tam czy zostać?
Poczekała aż Rico skończy, po czym przeszła obok budynku. Mijając drzwi rzuciła głośno dwa słowa: 'pie**ol się'.
Właściciel
Jak na razie nie widać reakcji. Na razie.
Poszła więc dalej, z myślą, że faceci mają opóźniony zapłon. Na wrazie wu jaki9eś sto metrów dalej stanęła za wrakiem auta i gapiła się.
Właściciel
Był to dobry pomysł, bowiem akurat po chwili jak schowała się za autem, z budynku wyszło trzech mężczyzn. Wszyscy wyglądali jakby nie myli się i nie golili przez kilka dni lub tygodni. Odziani byli w ubrania sprzed apokalipsy lub ich zamienniki ze skór i futer różnych zwierząt. Jeden uzbrojony był w długą włócznię oraz drewnianą i okutą metalem tarczę, drugi posiadał kołczan pełen strzał i łuk, trzeci zaś miał nóż i siekierę. Cóż, jak na razie wszystko wskazuje na to, że są to przedstawiciele Dziczy.
Zmrużyła oczy i uśmiechnęła się. Rozejrzała się za Rico. Oszczędziła sobie komentarzy na temat trzech debili w futerkach.
Właściciel
Pies leżał obok Ciebie, również skryty za wrakiem.
Postanowiła, że poczeka, aż ci sobie pójdą. Nie ma sensu na idiotów marnować amunicji.
Właściciel
Po chwili wrócili do środka budynku.
Wobec tego poszła dalej, co któryś moment oglądając się za siebie.
Właściciel
No i tak kroczysz ulicą tegoż miasta, najwidoczniej jeśli Ci panowie byli z Dziczy to nie masz co martwić się o Zombie.
Postanowiła rozejrzeć się za ewentualnym miejscem, na tyle opuszcoznym budynkiem, by móc tam później przespać noc.
Właściciel
Opuszczone wydają się wszystkie, ale sądząc po spotkaniu z dzikim trio nie możesz być tego taka pewna. Choć jeden mały sklepik spożywczy wydaje się zachęcający: Mały, w dobrym stanie, z jednym wejściem, łatwy do ewentualnej obrony.
W tamta stronę więc poszła, oglądając się jedynie, czy Rico za nią idzie.
//a mogłam dołączyć do dzikich, Roxi nawet tam pasuje
Właściciel
//Miasta jeszcze nie opuściłaś, oni też, więc śmiało.//
Idzie i dzięki temu trafiliście pod drzwi razem.
//ale oni mnie zgw*łca zabiją i zjedzą
Niekoniecznie w tej kolejności.
Spróbowała więc je otworzyć.
Właściciel
//Zjedzą, a dopiero potem zgw*łcą i zabiją?
Akurat Dzicz taka nie jest, tak zrobiliby Bandyci.//
Szczelnie zamknięte od zewnątrz.
Spojrzała na to, w jakim stanie śą te drzwi. Stanie zniszczenia, znaczy się.
Konto usunięte
Natasza spacerowała sobie po przez jakiś las zastanawiając się czy spotka jakąś niemorderczą duszę, albo napotka jakieś miasto. W rękach swych trzymała, rzecz jasna, naładowany pistolet maszynowy gotowy do strzału. Rozglądała się też za jakimiś wierzbami niekoniecznie wierząc, że je ujrzy.
//Jaka pora roku jest?
Właściciel
Abby:
Nader dobrym, w sumie ich jedynym defektem jest bród.
Adc:
Wierzb, ludzi i miast jak na razie brak.
//Późne lato.//
Spróbowała je kopnąć.
//są przeszklone ?
Konto usunięte
A więc szła przed siebie, cóż albowiem innego miała robić?
Właściciel
Abby:
//Nie.//
Nie dało to wiele, może poza bólem dużego palca u nogi.
Adv:
No cóż, znaleźć schronienie nim zapadnie noc?
Spojrzała na zamek, chcąc ocenić jego stan czy może z spostrzegawczościa ziemniaka dostrzec, że klucz zoatał w zamku.
Właściciel
Niestety, klucza w zamku nie ma, ale sam zamek wydaje się w dobrym stanie. Może poszukać innego wejścia, którego nie dostrzegła na pierwszy rzut oka?
//aż tak mi podpowiadać nie musisz, to akutrat było zbyt oczywiste -.-"
Poszła zgodnie ze swą myślą rozpieprzyć inne wejście.
Właściciel
//W tym budynku jest coś ciekawego, więc podpowiadam, bo bałem się, że zrażona zamkniętymi drzwiami po prostu sobie pójdziesz :V//
Co ciekawe, takowe znalazła dopiero na... dachu.
Wlazła więc na dach.
- Rico, ja ci otworzę, ok?
Właściciel
Pies usiadł na ziemi i czekał pod drzwiami. A szczęśliwie wejście na dach wydaje się otwarte.
Skoro się wydawało, to spróbowała je otworzyć.
Właściciel
No i udało się, pozostaje tylko wejść do środka.
W pogotowiu miała rękę na rewolwerze. Następnie weszła do środka.
Właściciel
A w środku... Cóż, prawdziwe El Dorado ocalałego - szafki zastawione jedzeniem, wodą i medykamentami, sporo amunicji, kilka sztuk pistoletów i rewolwerów, kusze, kołczany i bełty, koce, ubrania i wiele, wiele więcej.
Wzięła głęboki oddech i spróbowała nie odezwać się ani słowem. Spróbowała znaleźć sposób, by Rico mógł przyjść do niej.
Konto usunięte
Najzwyczajniej w świecie więc zaczęła szukać takowego.
Właściciel
Abby:
Jakiś kluczyk leżał na szafeczce obok Biblii.
Adv:
Jak okiem sięgnąć drzewa.
Wzięła kliczyk i spróbowała otworzyć mu drzwi.
Konto usunięte
//Jaka pora dnia jest tak właściwie?
Właściciel
Adv:
//Późne popołudnie, prawie że wieczór.//
Abby:
Udało się, a pies wszedł do środka.
Zamknęła i zakluczyła za sobą drzwi. Zastanawiała się, czy czasem nie jest to jakiś magazyn tych idiotów.
Właściciel
Prawdopodobnie tak, bo jeden idiota właśnie spróbował wejść, mianowicie wkładając kluczyk do zamka.
//no dzięki
Przyczaiła się przy drzwiach, od razu gotowa na atak, gdy tylko drzwi się otworzą. Spróbowała złapać coś twardego, by przytarabanić tym przybyszowi w łeb.
Właściciel
//Zdefiniuj mi jakoś lepiej to "z boku," bo w takich sytuacjach każdy szczegół liczy się podczas ewentualnego starcia.//
Właściciel
//Tsa, teraz zrozumiałem gdzie mniej więcej.//
Nic twardego, poza półkami i konserwami, nie było, a drzwi stanęły otworem, choć nikt tu jeszcze nie wszedł. Z pewnością tenże osobnik wpatrywał się w psa, który nie chciał lub nie mógł się ukryć.
Chwyciła konserwę, a pewna myśl wciąż przebiegała jej przez głowę. Czuła poczucie winy, że go nie ostrzegła.
Właściciel
- A Ty jak tu wlazłeś? - spytał jakiś mężczyzna i wszedł do pomieszczenia.