Alice
Wtrąciwszy się w rozmowę przez komunikator.
- I wzajemnie mój ty ukochany garnku. - Zaśmiała się. - Jak przylecimy to cię wyściskam, nie bój się o to.
-Trzymam cię za słowo!-zaśmiał się.
-Mam nadzieję że dotrzecie szybko do naszej małej kryjówki!
GrandAutismo
Xezus
-Roger roger.
Po tej krótkiej rozmowie szybko się rozłączył
Klon po rozłączeniu się przez inkwizytora wyruszył ponownie do Benediktusa.
-Nasi kamraci przybędą na planetę za parę chwil.-powiedział do Swojego przełożonego.
Właściciel
Benedictus
Zobaczył powracającego klona. Chciał się zapytać, z kim rozmawiał, ale Tor od razu uprzedził go odpowiedzią.
- Fantastyczna wieść. Dobrze, trzeba Was trochę oprowadzić po tym miejscu - idzie przez platformę.
Tor
Postanowił podążyć za Swoim przełożonym. Miał głęboką nadzieję że później będzie miał czas na na prywatną rozmowę po zapoznaniu się z nowym miejscem i jej ludźmi.
-Czyli wracają ci "nie jedi"? -wtrącił się Niwwik, nie oczekiwanie odpowiedzi ale sam energicznie ruszył za przywódcą. Szkoda, że klon był tak daleko, mógł się dowiedzieć czegoś Więcej o pozostałych członkach drużyny
Właściciel
- Tak, wracają - odpowiedział Niwwikowi. W międzyczasie wszyscy zaczęli mijać kolejne hale produkcyjne droidów oraz platformy dla myśliwców. Było ich jednak więcej.
Komunikator Niwwika zadzwonił. Sakkadaranin obrócił się i wszedł w jedną z wnęk w ścianie.
-Kapitanie, podaje wam współrzędne bazy. Przyprowadź resztę naszego oddziału, wygląda na to, że możemy tu na razie zostać - miał już wyłączyć komunikator, ale coś sobie przypomniał- Jeszcze jedno: nie strzelajcie w klona.
Wyłączył komunikator i wraz z czterema droidami które zabezpieczały rozmowę wrócił do Benedykta i klona
-To tylko moje Droidy zaczęły się niepokoić. Zaraz tu przybędą
Tor
-To możemy dalej kontynuuować nasze zwiedzanie tego przybytku. Mam nadzieję że nie poskąpił pan na blastery.-powiedział do Benediktusa.
-Chcesz E-5 z czasów wojny klonie? -zapytał- Nie tak dobre jak DC-15stki ale wciąż przyzwoite
Właściciel
- Oczywiście, załatwię dla Ciebie odpowiednią broń - powiedział do klona. Idą dalej i po prawej widzą... Transportowce. Niewiele, bo niewiele, ale jednak są. 10 transportowców stało w hali i czekało na rozkazy. Tymczasem Benedictus otworzył jakieś drzwi i ich oczom ukazała się sala podobna do konferencyjnej. benedictus usiadł na jednym z krzeseł i pokazał towarzyszom wolne miejsca.
Usiadł na wskazanym miejscu. Oczywiście krzesła były przystosowane do humanoidalnych istot, więc musiał poprawić swój odwłok siadając.
-No to zaczynamy -mruknął
-Mam swoje DC-15A Sir oraz strzelbę w plecaku, nie ma się o co martwić w tej kwestii. martwi mnie raczej uzbrojenie pana żołnierzy.-odpowiedział po czym usiadł na miejscu wskazanym przez przełożonego.
Właściciel
- Co dokładnie masz na myśli mówiąc to?
-Klon martwi się o uzbrojenie. Nie potrzebnie, Imperium jest w fazie przejsciowej więc też mają tylko eksperymentalne statki i gruchoty z czasów wojny -zauważył- Z dobrymi przywódcami dacie sobie radę. A tylko tutaj widzę byłego generała Jedi, klona z elitarnego oddziału i Sakkadarańskiego stratega. Jeżeli waszym planem nie jest desperacki atak na światy jądra, to damy sobie radę ze wszystkim
-Chciałem tylko zasugerować że nie wyglądają na najnowsze.-odpowiedział szczerze.- I nie wiem z jakim sprzętem mam do czynienia. I czy te zbroje które noszą są przynajmniej w połowie tak dobre jako moja.
-Zbroje wyglądają na Kalishaańskie. Nie najlepsze, ale od biedy dadzą sobie radę -lata w akademii robiły swoje i Niwwik był z siebie zadowolony- Gdyby wzmocnić je Nirrem z Nar Sakkadar byłyby całkiem dobre. Mógłbym załatwić takie ulepszenie -zasugerował
GrandAutismo
Xezus i Alice
Stara ETA Shuttle pamiętająca jeszcze czasy gdy służyła za luksusowy pojazd przeróżnych ambasadorów i ambasadorek powoli przymierzała się do lądowania kilometr dalej od samej fabryki droidów. Klapa do statku otworzyła się i powolnym krokiem wyszedł z niego Xezus ze swoją szatą powiewającą na suchym sawannianym wietrze oraz kapturem zakrywającym twarz. U boku wisiała sromotnie wysuszona głowa szarego jedi. Sam Xezus trzymał swoje ręce w rękawach na wzór mnicha. Głowę lekko miał pochyloną i był leciuteńko zgarbiony.
GrandAutismo
Xezus
Wtem wyciągnął swój holokomunikator gdyż otrzymał wiadomość od znajomego.
-Bellatorze? O co chodzi? Myślałem, że nie będziemy tobie potrzebni na samotnej misji.
Właściciel
Benedictus
- Dobrze, w kwestii jakiejkolwiek narady zaczekamy na małżeństwo X i A - zażartował lekko, rozumiejąc jak głupie ma poczucie humoru. Trzeba je dostosować do współczesnych realiów.
- Zmiana planów. Udało mi się znaleźć mojego mistrza na Korriban, w grobowcu Ajunty Palla. Problem jest taki, że nie jesteśmy sami na Korriban, a ktoś wszedł do grobowca Bane'a i go wskrzesił. Najprawdopodobniej przyda nam się wasza pomoc.
GrandAutismo
Xezus
-Czyli ożywił sobie kosmo ludobójcę? Huh. Ciekawe zajęcie nie powiem. Zaraz będę. Nie wiem czy Alice będzie na to się pisała i chyba będzie lepiej jak zawiadomi Benedykta. Jesteśmy niedaleko bo jesteśmy na Thule. Nawet ładne widoczki. Widzę, że piorun je**ął jakieś bydle w oddali. Generalnie to chyba polecam... Zostańmy w ciągłym kontakcie.
- Jasne. Poczekam na jej odpowiedź, wtedy się rozłączę i będziemy z mistrzem czekać.
-Tu siè dzieją jakieś chore rzeczy -zawiesił głowę- bardzo chore...
Alice
- Czyli jak mniemam moją rolą jest w tej chwili zawiadomienie Benedictusa o zaistniałej sytuacji, a ty tymczasem polecisz Etą na Korriban, tak? - Spytała się Xezusa nadal wewnętrznie zachodząc w głowę jakim cudem ta podróż nadprzestrzenna była aż tak szybka. Ewidentnie trafili na coś niespotykanego.
GrandAutismo
Xezus
-Tak. Chyba, że chcesz się naparzać z starożytnym lordem Sith, który zapewne zna więcej technik korzystania z mocy niżli ja, Bellator, Palpatine, Vader i mistrz Bellatora razem wzięci. Żegnaj mam nadzieję, że będzie mi dane tutaj wrócić nawet jeśli zostanie ze mnie dłoń
Rzucił żartem i już szykował się by wrócić do wnętrza okrętu
Alice
- Jeszcze jedno. - Obróciła się na powrót w kierunku Ety. - Nie, nie chodzi o całusa. Zapomnij o tym, nie ma nagrody bez ciężkiej pracy. - Mrugnęła mu okiem po czym weszła do środka w poszukiwaniu standardowego wyposażenia tego typu promów, czyli dwóch składanych skuterów repulsorowych Undicur. Oczywiście nie potrzebowała obu, a tylko jednego.
GrandAutismo
Xezus
-No to co mogę powiedzieć jeszcze.
Usiadł za kokpitem rozpoczął standardowe procedury by okręt mógł się wzbić w górę do tych najzwyklejszych procedur dołożył także uzbrojenie trzech dział, które posiadał do dyspozycji. Poczekał aż Alice wyjdzie z okrętu to niezwłocznie wyrusza w stronę Korriban. Może oprócz próby naklepania Starożytnemu Lordowi Ciemności uda mu się odwiedzić grobowce swoich autorytetów by pociągnąć rady.
Właściciel
Alice
Znalazłaś jeden ze skuterów, drugiego zabrakło. Znaleziony wyglądał, jakby nie był używany od kilku lat. Ale może pociągnie.
Xezus
Wszystkie procedury wykonane, koordynaty wprowadzone. Teraz tylko od Alice zależy, ile będziesz jeszcze siedział na Thule.
Alice
- Że jesteś rad z faktu, iż po powrocie czeka cię porcja czułości? - Zasugerowała żartobliwie wytaczając skuter na zewnątrz.
- Niech Moc będzie z Tobą, Rohanie. - Rzuciła na progu rampy posyłając mu całusa i ostatecznie wychodząc. Cóż, też ma do wykonania swoją rolę. Dlatego sprawnie rozłożyła pojazd i ruszyła w kierunku bazy. Miała w dupie czy będą do niej strzelać. I tak jej nic nie zrobią.
GrandAutismo
Xezus
Wiedząc, że jest sam na sam ze sobą i nikt nie podsłucha go to postanowił choć na chwilę zakończyć edgy szopkę
-KU GALAKTYCE SPIE**OLENIA I JESZCZE DALEJ
Po tym krótkim zdaniu wystartował i niezwłocznie udał się na korriban
Właściciel
Alice
Skuter, mimo swojego wyglądu, okazał się bardzo sprawny. Co prawda silnik lekko pomrukiwał, ale nie sugerowało to jakiegoś małego niebezpieczeństwa. Może po prostu był brudny i teraz wylatuje cały kurz? Tak czy owak, właśnie widzisz przed sobą starą fabrykę droidów.
Alice
Jedyny problem jaki dostrzegła obecnie to fakt nieposiadania komunikatora. Ale trudno, najwyżej wedrze się tam gw******. To znaczy siłą. Gw**** w tym przypadku źle brzmi. Leci dalej w kierunku fabryki w poszukiwaniu czegoś na wzór drzwi wejściowych.
Właściciel
Widzisz przed sobą drzwi wejściowe. Jednak wita Cię głos młodego mężczyzny z jakiegoś komunikatora w ścianie.
- Zidentyfikujcie się.
Przy drzwiach fabryki stały dwadzieścia cztery Droidy typu BX, które właśnie starały się wejść dO środka. Na widok skuteru, wszystkie się obrocily i wycelowały broń.
-Wstrzymać strzał -zarządził kapitan droidów- Nie było rozkazu
Alice
- Panienka Alice, mam pilną, niecierpiącą zwłoki sprawę do Pana Benedicktusa. - Wyrecytowała z prędkością karabinu maszynowego schodząc ze skutera i podchodząc bliżej. Miała nadzieję, że otworzą. Każda sekunda się liczy.
Całkowicie zignorowała droidy. Nic nie mogły jej zrobić nawet gdyby urządziły sobie kanonadę. No może poćwiczyć sobie celność.
Właściciel
Alice
Głos w komunikatorze zastąpił szum. Pewnie idzie do Benedictusa.
Benedictus
Podszedł do niego człowiek ubrany w mundur podobny do jego, ale z pagonami świadczącymi o tym, że pełni stopień podpułkownika.
- Towarzyszu generale, niejaka panienka Alice do towarzysza.
- Wpuścić - odpowiedział.
Alice
- Może panienka wejść.
Wraz z otwarciem drzwi, banda droidów uprzedziła Alice wpychając się do środka
Alice
- Ja pierniczę, co za niewychowana banda droidów. - Rzuciła z niezadowoleniem w międzyczasie nie tracąc czasu ruszając w stronę wejścia. Droidy mające nieszczęście stać na jej drodze... po prostu ich los był w tym momencie przesądzony. Cześć ich robociej pamięci. Tak się kończy próba przepychanek z Gwiezdnym Niszczycielem.
-Niezbyt się to nam podoba -usłyszała zza pleców, gdzie stał wciąż kapitan droidów z jednym pozostałym podkomendnym- Ograniczasz nasze siły dziewczyno, niszczysz nasze jednostki -obydwa Droidy wycelowały w nią broń- Przygotuj się na spotkanie ze stwórcą, Roger Roger
Droidy miały strzelić gdy nagle obydwa padły wyłączone na podłogę
Właściciel
Alice
Droidy się wyłączyły. Oh jaka szkoda. Wchodząc do budynku zobaczyłaś wiele platform na których stały myśliwce, głównie Z-95 i ARC-170. Oprócz starych linii produkcyjnych droidów fabryka zaczęła robić też za hangar dla statków kosmicznych. Na samym dole stały również myśliwce. Łącznie było ich tu około 100. No ciekawe skąd Benedictus na to ma... Pewnie ukradł, menda jedna.
Alice
Najchętniej by się poprzyglądała wszystkim tym przepięknym myśliwcom. Zwłaszcza HeadHunterom w poszukiwaniu najnowszej wersji. No ale cóż, czas naglił. Dlatego z żalem w sercu poszła dalej aby znaleźć Benedictusa, złodzieja myśliwców.
Właściciel
Nagle znikąd pojawił się jakiś człowiek. Pagony świadczyły o tym, że służy tu w stopniu podpułkownika.
- Towarzysz generał na Ciebie czeka, panienko - powiedział tym samym głosem, co słyszałaś w komunikatorze.
Alice
Ukłoniła się grzecznie na powitanie.
- Więc prowadź, podpułkowniku. - Jedną z niewielu przydatnych rzeczy jakie odbyła na szkoleniu Imperialnym były cholerne oznaczenia rang. Do wykucia na pamięć. A takich rzeczy się nie zapomina.
Właściciel
Podpułkownik poszedł na lewo z patrząc od strony, z której się wchodzi. Droga prowadziła przez długą platformę. Patrząc na prawą stronę ponownie widziałaś kolejne myśliwce i transportowce. 10 transportowców czekało sobie spokojnie na rozkazy. Podpułkownik otworzył drzwi, przez które zobaczyłaś siedzącego Benedictusa, klona i jakiegoś wyrośniętego robala.
Alice
Na ten widok, który jej się ukazał po prostu wyrwała do przodu z niesamowitą prędkością by jak najszybciej wpaść do pokoju.
- Ge...Ne...Ra...Le! - Zaczęła wołać sylaby między kolejnymi susami nie mając czasu na tyle by wykrzyknąć to w jednym ciągu. Stanęła na moment wryta na progu spoglądając oczami po zebranymi i zatrzymując swój wzrok na klonie. Natychmiast się rozweseliła i znów wystrzeliła do przodu dopadając do wyrośniętego płodu z Kamino.
- Mój kochany klonik! - Zawołała znajdując się przy nim szybciej niż ktoś mógłby zaprotestować, po czym wzięła go pod pachy podnosząc do góry z radości. Przytrzymawszy go przez chwilę na powrót obniżyła go na ziemię i przytuliła. W końcu obiecała.
-To ty-wysyczał robak- zniszczylas moje Droidy. Czy Ty masz pojęcie jak wiele jest warty jeden taki w dobrym stanie?! Może od razu powybijasz wszystko w tej bazie?
Alice
Nie przerywając tulenia klona jedną rękę wyciągnęła w kierunku robala pokazując znany w całej galaktyce, niezwykle uniwersalny znak mający pokazać, że tak naprawdę to jego słowa są bez żadnego sensu i ma je całkowicie w dupie. Krótko mówiąc - wystawiony środkowy palec.
- Kto dżentelmeńsko kobiety pierwszy nie wpuszcza, ten jest dziki prymityw co go zrodziła puszcza. - Odrzekła nawet na niego nie patrząc i nie zdradzając żadnych emocji. Zupełnie jak automat.
Niwwik odwrócił się do Benedictusa
-Generale, żądam zwrotu pieniędzy za te Droidy, są one własnością rady wojennej Nar Sakkadar. W wypadku nie zastosowania się do tego, rada wojenna będzie zmuszona wydać wyrok śmierci na tą kobietę -syknął głośniej odwracając się do Alice- Jak poradzisz sobie z armią wytrenowanych wojowników i armadzie droidów, Ty imperialne ścierwo?