Trójca święta

Avatar samex
7 stycznia, 20:06
To będzię temat który jest dla mnie ciekawy. Otóż byłem wychowywany nie tylko w duchu anty-trynitarzy ale samemu mnie wydaje się Bezsensowne! Chciałbym zadać proste pytanie, co to jest TRÓJCA ŚWIĘTA ? Jak wy to pojmujecie i jak możecie potwierdzić że jest to słuszne spojrzenie na naturę Boga!

Avatar Jastrzab03
Moderator
7 stycznia, 20:11
Jest to JEDEN Bóg w TRZECH osobach.
Człowiek żyje tylko w czterech wymiarach, nie jest w stanie ogarnąć tego tworu.

Avatar Kabaczek15
7 stycznia, 20:16, edytowano 7 stycznia, 20:17
Trójca Święta są to trzy osoby boskie, które składają się na JEDNEGO Boga. To trochę jak z wodą. Gdybyś w jednym pokoju miał tylko trzy rzeczy wodę ciekłą, lód i parę wodną (hipotetycznie, bo prawa fizyki nie pozwalają na takie cuś) to nadal w pokoju była by tylko jedna substancja H2O. I takie coś jest też z Bogiem ma trzy postacie, ale mimo to tworzą jednego Boga. Potwierdzenie znajduje się w Biblii, której my wierzący ufamy (ateiści i inni tacy jej nie ufają, ale my tak).

Avatar darcus
7 stycznia, 21:31
Kabaczek15 pisze:
Gdybyś w jednym pokoju miał tylko trzy rzeczy wodę ciekłą, lód i parę wodną (hipotetycznie, bo prawa fizyki nie pozwalają na takie cuś)(...).
Pozwalają, pozwalają. Był nawet film jak to robili.

Avatar Kabaczek15
7 stycznia, 22:19, edytowano 7 stycznia, 22:29
Faktycznie zapomniałem o punkcie potrójnym wody. No to nawet lepiej do zobrazowania tego co wcześniej mówiłem

Avatar darcus
8 stycznia, 03:17
Czy ja wiem? Jak dla mnie to takie przemycanie politeizmu.

Avatar samex
8 stycznia, 07:03
darcus pisze:
Czy ja wiem? Jak dla mnie to takie przemycanie politeizmu.


O i to właśnie mnie uczono! Mamy 3 postacie. Jezusa z Nazaretu syna, Jahwe Ojca Boga oraz Duch święty. Ja mogę jeszcze pojąć że Bóg i Duch święty to jeden Jahwe ale że syn Boży?

Avatar Jastrzab03
Moderator
8 stycznia, 07:16
Nie możesz.

Avatar darcus
8 stycznia, 09:28
No i znowu argument-wytrych. Coś jest głupie/irracjonalne/nielogiczne/bezsensowne? "Boga nie da się pojąć".

Avatar Kabaczek15
8 stycznia, 09:30
Tak jest. Bóg może wszystko, więc może przybrać każdą formę. Na początku Jezus też był tylko duchem, ale po przyjęciu ciała otrzymał ciało, a jego duch jak był, tak jest taki sam

Avatar darcus
8 stycznia, 09:32
A to nie było tak, że Jezusa nie było zanim się nie narodził?...

Avatar Kabaczek15
8 stycznia, 09:36
Był zanim się narodził. Jako czysty duch

Avatar darcus
8 stycznia, 09:52
Czemu w Starym Testamencie nie ma o tym ani słowa?

Avatar Jastrzab03
Moderator
8 stycznia, 10:25
Bo nie było to ważne.

Avatar ZnawcaLiteraturyPolskiej
8 stycznia, 12:04
W sumie ważność zagadnień w biblii jest śmieszna.

Najwyraźniej Bóg bardzo przejmuje się tym co robisz ze swoim badziongiem, ale już ma gdzieś opisanie jak wygląda życie po śmierci, co jest w sumie chyba najważniejsze w całym zjawisku religii.

Avatar Anielka999
8 stycznia, 12:08, edytowano 8 stycznia, 12:13
Istnienie Jezusa przed jego narodzinami nie miało znaczenia. Swoją drogą o Jezusie było sporo powiedziane w Starym Testamencie, ale były to proroctwa, często mało dokładne. O swojej jedności z Bogiem mówi w Nowym Testamencie. ,,Ja i Ojciec jedno jesteśmy".
Czemu pasuje Ci Duch Święty i Bóg Ojciec jako jedna osoba, ale dodać do tego Syna Bożego już nie możesz?
ZnawcaLiteraturyPolskiej pisze:
Najwyraźniej Bóg bardzo przejmuje się tym co robisz ze swoim badziongiem, ale już ma gdzieś opisanie jak wygląda życie po śmierci, co jest w sumie chyba najważniejsze w całym zjawisku religii.

Jezus często opisywał Królestwo Boże. Dodatkowo, w liście do Koryntian znajdziemy informację, że ,,ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują", czyli i tak nie zrozumiesz, ważne, że jest to niewyobrażalne i niemożliwe do osiągnięcia na ziemii szczęście.

Avatar darcus
8 stycznia, 14:09
Co się zmieni, że w niebie już będziemy to w stanie zrozumieć?

Avatar Anielka999
8 stycznia, 15:01
W Niebie będziesz uczestniczyć w tym szczęściu i będziesz pozbawiony ziemskich ograniczeń, takich jak grzech, czy ludzki (nieidealny) sposób myślenia.

Avatar darcus
8 stycznia, 15:08
Ale ja jestem definiowany przez mój sposób myślenia. Czy to znaczy, że w niebie będę kimś innym?

Avatar Richyard
8 stycznia, 15:18
Nie będziesz, bo niebo nie istnieje

Avatar darcus
8 stycznia, 15:23
Naprawdę muszę na końcu każdego zdania wypisywać wszystkie założenia?

Avatar Anielka999
8 stycznia, 15:31
Zależy. Będziesz tam pozbawiony wad, które tutaj niby też są częścią Ciebie, ale trzeba nad nimi pracować i starać się ich pozbyć.

Avatar Kabaczek15
8 stycznia, 15:35
Będziesz tą samą osobą

Avatar darcus
8 stycznia, 15:55
I w jakim czasie dokona się ta zmiana?

Avatar Anielka999
8 stycznia, 16:01
Wtedy, gdy przestaniesz żyć tutaj, a dalej przejdzie tylko Twoja dusza.

Avatar darcus
8 stycznia, 17:22
A zatem odbędzie się to w jednym momencie?

Avatar Kabaczek15
8 stycznia, 17:35
Jest możliwe

Avatar darcus
8 stycznia, 18:17
Więc ciągłość funkcji zależności zmienności mojej osoby od czasu zostanie zerwana?

Avatar Kabaczek15
8 stycznia, 19:15, edytowano 8 stycznia, 19:20
Możesz powiedzieć w uproszczony sposób? Nie jestem profesorem matematyki, a sam wypominałeś nam kiedyś brzytwę Ockhama

Avatar darcus
8 stycznia, 19:44

Avatar Kabaczek15
8 stycznia, 20:07
Dziękuję za rysuneczek, ale z jakiego powodu miało by zostać to przerwane?

Avatar darcus
8 stycznia, 20:16
Jeżeli w jednym momencie wartość funkcji wynosi 3, a w następnym wynosi 200, to ciągłość jest przerwana.

Avatar Kabaczek15
8 stycznia, 20:23, edytowano 8 stycznia, 20:24
Wzięłeś to za bardzo dosłownie. Człowiek nie jest maszyną i funkcją jedną i stałą. Ja w jednej chwili mogę czegoś nie wiedzieć, a potem bardzo zaangażować się w to i nadrobić bardzo szybko braki. Żeby pójść do nieba trzeba na to zasłużyć na Ziemi, na której to się rozwijamy i zmieniamy. Jest możliwe, że w niebie dojdzie zapewne do poznania pewnych prawd, ale tak samo było przecież podczas życia na Ziemi z jedyną różnicą, że były to inne prawdy

Avatar darcus
8 stycznia, 20:27
Czyli jednak nie w jednym momencie.

Avatar Kabaczek15
8 stycznia, 21:00
Na Ziemi stajemy się dobrymi ludźmi w ciągu całego swego życia, a w Niebie odcinasz się na zawsze od grzechu w jednej chwili, ale to odcięcie nie ingeruje zbytnio w ciebie, bo już na Ziemi odcina się po części od niego

Avatar darcus
8 stycznia, 21:01
Czyli zmieniam się, ale się nie zmieniam. Convinient.

Avatar Anielka999
8 stycznia, 21:08
Żeby dostać się do Nieba, już tutaj musisz odciąć się od zła. Najprawdopodobniej nie dasz rady zrobić tego całkowicie, ludzie są z natury grzeszni, ale powinnieneś się starać. W momencie, gdy po śmierci trafiasz do Nieba, po prostu znikają wszystkie pozostałe niedoskonałości. Tam nie da się już zgrzeszyć, bo nie ma wad, które prowadzą do grzechu.

Avatar darcus
8 stycznia, 21:17
Moje wady znikają, tak? Czyli zmiana zachodzi.

Avatar Anielka999
8 stycznia, 21:31
Dlatego powiedziałam, że zależy. Będziesz tym samym człowiekiem, ale pozbawionym wad, których nie udało Ci się pozbyć na ziemi, czyli osiągniesz to, do czego dążyłeś całe życie.

Avatar darcus
8 stycznia, 22:40
Czyli jednak nie tym samym.

Avatar Anielka999
8 stycznia, 23:11
Zależy co rozumiesz, gdy mówisz o tym samym człowieku. Czy człowiek, który osiągnął swój cel, jest kimś innym?

Avatar darcus
9 stycznia, 00:57
Nie chodzi o osiągnięcie celu. Chodzi o przerwanie ciągłości zmian. Jeśli wczoraj usłyszałem jakąś informację którą dzisiaj uznaję za prawdziwą, to dlatego, że mój umysł ją przetworzył i stopniowo przyswoił. W każdym dowolnie krótkim momencie zachodził nie więcej niż kwant całej zmiany. Zmieniam się w sposób ciągły, nie skokowo. Dlatego też stwierdzam, że ja rok temu to ta sama osoba co ja dzisiaj - ponieważ istniał stan pośredni, który mnie doprowadził od tamtego stanu do tego. Jeśli jednak ktoś przestrzeli mi mózg (w taki sposób, że przeżyję - to możliwe), to zmiana nie będzie ciągła, bo nagle wypadnie z niego sporo neuronów i synaps. W jednym momencie stanę się kimś zupełnie innym. Podobnie zresztą stałoby się, gdyby w jednym momencie nagle stracił wszystkie swoje wady. Jasne, osiągnąłbym jakiś cel - a właściwie nie osiągnąłbym, bo z tą chwilą ja przestałbym istnieć, a na moje miejsce wskoczył ktoś, kto jest prawie identyczny, ale nie ma wad.

Avatar ZnawcaLiteraturyPolskiej
9 stycznia, 06:34
Hmm... Czyli pozostajemy "tacy sami", ale bez wad.

Czyli Niebo to tak naprawdę piekło w którym czeka cię bezsensowna wegetacja.

Avatar Anielka999
9 stycznia, 07:42
Pojęcie Nieba jest niezrozumiałe, a patrzenie na nie z ziemskiego punktu widzenia mija się z celem. Tam panuje wieczne szczęście, które nie mija, choć tu osiągnięcie czegoś takiego jest niemożliwe. Niebo jest zakończeniem procesu doskonalenia się, starasz się być jak najlepszym, ale osiągnięcie ideału tutaj jest prawie niemożliwe, udaje ci się dopiero po śmierci. Do pozbawienia wad i szczęścia w Niebie prowadzi praca na ziemi, nie tam.

Avatar Richyard
9 stycznia, 08:47
A co jeśli jestem emo i chcę być smutny

Avatar samex
9 stycznia, 09:59, edytowano 9 stycznia, 10:00
Człowiek moim zdaniem w esencji jest istotą rozumną z wadami. Jeśli Niebo to wieczne szczęścię które pozbawia nas wad bez naszej zgody i chęci to zostałem pozbawiony nie tylko wolności ale również człowieczeństwa. Stałbym się tylko szarą duszą pośród kolektywu dusz które chwaliłyby tylko Boga i były wiecznie szczęśliwe. Moim zdaniem tego nie można nazwać życiem. Życie to wyzwanie, Idealne gdyż stawia nas w niebezpieczeństwe i decyzjach które wybierając tworzą nas, Życie takie definiuje nas. Zaś takie życie wiecznego szczęścia jest mym zdaniem bez sensowne. Nie zmiena on twej postaci stworzonej z własnych doświadczeń i wniosków zaś pozbawia cię tego co było tobą. Ale to moje gdybanie nie jestem teologiem lub mędrcem.

Avatar darcus
9 stycznia, 11:44
Jesteś mądrzejszy niż niejeden apologeta.

...

A co jeśli ktoś nie chce trafić do nieba/tracić wad/odczuwać wiecznego szczęścia? Czy to nie jest naruszenie wolnej woli? Czy w niebie w ogóle ma się wolną wolę?

Avatar Richyard
9 stycznia, 12:04
Niebo nie istnieje

Avatar samex
9 stycznia, 12:05, edytowano 9 stycznia, 12:39
darcus pisze:
Jesteś mądrzejszy niż niejeden apologeta.

...

A co jeśli ktoś nie chce trafić do nieba/tracić wad/odczuwać wiecznego szczęścia? Czy to nie jest naruszenie wolnej woli? Czy w niebie w ogóle ma się wolną wolę?

Wątpię. Bóg to autokrata wsadzi cię tam jeśli tak uważa. Dodatkowo jest czyściec. Miejsce gdzie dusza jest indotkrynowana by zmieniła się na kompatybilną z niebem. O i kto niby jest mądrzejszy niż nie jeden apologeta?

Avatar samex
9 stycznia, 12:32
Richyard pisze:
Niebo nie istnieje

Wiem Rysiu wiem. Ale zakładamy iż rzecz nieistniejąca istnieje tak jak kwadratowe kółko w naszej wyobraźnii.

Odpowiedź

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku