Ciernisty Las

Avatar Concordia
Właścicielka
4 marca, 19:27
Miejsce gdzieś we wschodniej części świata baśni. Ciężko powiedzieć dokładnie, koło czego ów las leży, ponieważ rozciąga się on przez naprawdę rozległe obszary, otaczając wiele miast i przechodząc zarówno przez Głuche Doliny jak i przez Mroczne Wzgórza Carissimi. Podróżni omijają Ciernisty Las zwykle szerokim łukiem, gdyż owiany jest on ponurą sławą miejsca, z którego prawie nikt nie wraca. Zapuszczają się tu tylko najodważniejsi i najbardziej szaleni, a jeśli ktokolwiek powraca, opowiada przedziwne historie o potworach, podstępnych nimfach i złych wilkach widywanych w tym lesie. Podobno wszystko co żywe, pragnie cię tutaj zabić. Ci, którzy mają pecha mieszkać w mieście otoczonym przez ów złowrogi las, starają się w miarę możliwości nie opuszczać swojego miejsca zamieszkania, a jeśli już są do tego zmuszeni - przeprawiać się przez niego w możliwie jak największych grupach, celem zwiększenia szansy przeżycia. Podobno dawno temu ów las nie był wcale tak nieprzyjazny. Jednak, po wydarzeniach, które miały miejsce w samym sercu Ciernistego Lasu... Nic już nie jest tutaj takie samo, jakim było kiedyś.
Avatar Concordia
Właścicielka
4 marca, 19:36
BudowniczyMakaronu:

Jürgen ocknął się z potwornym bólem głowy, przez kilka pierwszych chwil nie pamiętając kompletnie niczego, nawet tego, jak się nazywa. Wspomnienia zaczęły doń wracać dopiero po chwili, na dodatek stopniowo, gdyż pulsujący ból w skroniach nie pozwalał mężczyźnie na skupienie swoich myśli. Nieudana randka. Awaria samochodu. Przeprawa przez las... Nagle wszystkie wspomnienia powróciły do niego, a on sam odzyskał w pełni przytomność. Pierwszym, co mógł zauważyć, był fakt, iż nie znajdował się już w lesie, a... W jakiejś drewnianej chatce, leżąc na pozbawionym pościeli łóżku, z którego miejscami wystawały sprężyny, gniotąc go dość boleśnie w plecy. Samo miejsce nie wyglądało na złowrogie, raczej na... Kompletnie zaniedbane. Pod sufitem znajdowało się od groma pajęczyn, a stare, zakurzone meble, były czasami nawet połamane i porozrzucane chaotycznie po całej podłodze. Pokój, w którym się obudził, sprawiał wrażenie zupełnie, jakby ktoś był w nim kilkanaście lat temu, narobił strasznego bałaganu, a potem wyszedł i już nigdy nie wrócił. A jednak... Jakoś musiał się tutaj znaleźć, prawda? Sęk w tym, że na chwilę obecną poza nim w pomieszczeniu nie było żywej duszy. No, chyba że liczyć pająki pod sufitem, karaluchy na ścianach, szczura obgryzającego nogę stołu gdzieś w kącie i pluskwy w materacu.
Avatar BudowniczyMakaronu
4 marca, 20:02, edytowano 4 marca, 20:03
Trzymając się jedną ręką za głowę, drugą ramy łóżka, wstał. Rozejrzał się, szukając czegoś, co dałoby mu znać, jak się tu znalazł. Ewentualnie jakichś drzwi
Avatar Concordia
Właścicielka
4 marca, 20:25
Po drugiej stronie pomieszczenia znajdowała się para drzwi oraz schody prowadzące na górne piętro drewnianej chatki. Schody były jednak stare i zniszczone, więc bardzo prawdopodobne, że nawet nie byłyby w stanie utrzymać jego ciężaru, gdyby próbował po nich wejść. W kwestii drzwi - pierwsze znajdowały się centralnie naprzeciw niego i zdawały się prowadzić do jakiegoś innego pomieszczenia, drugie zaś - po jego prawej i (patrząc po tym, iż znajdowały się one w ścianie zaopatrzonej w wychodzące na rozpościerający się wokół las okno) bez wątpienia prowadziły na zewnątrz. Nagle jego nozdrzy dotarł zapach świeżego jedzenia. Jürgen dostrzegł iż na stole, którego nogę obgryzał wspomniany wcześniej szczur, leżał talerz ze świeżo gotowaną, białą kiełbasą oraz kawałkiem chleba. Obok talerza zaś ustawiony został drewniany kubek, wypełniony jakimś ciepłym napojem, który sądząc po zapachu prawdopodobnie był herbatą miętową. Skąd to się tu wzięło? Sądząc po tym, że kiełbasa była jeszcze ciepła, ktoś poza Jürgenem na sto procent musiał się znajdować w tym domu, mało tego - musiał być w tym pomieszczeniu jeszcze chwilę temu i zostawić tutaj owo jedzenie i picie. Mężczyźnie zaburczało w brzuchu - był głodny i to naprawdę bardzo, bardzo głodny. Co zaszkodziłoby tutaj jeszcze na chwilę zostać?
Avatar BudowniczyMakaronu
4 marca, 20:37
Jürgen postanowił opracował plan na następne 5 minut. Po pierwsze, da kawałek kiełbasy szczurowi. Dlaczego? Pamiętał, że w średniowieczu wiele osób zginęło z powodu trucizn ukrytych w jedzeniu. Chciał sprawdzić, co stanie się z gryzoniem.
-Smacznego, kolego.- mruknął dając mu kawałek swojego ukochanego Weißwursta. Do czasu wyjaśnienia tej sprawy, herbaty nawet nie dotykał. Po drugie- chleb. Chleba nikt by nie zatruł, bo ani nie ma pewności czy ktoś dany chleb zje, ani się to w żaden sposób nie opłaca. Dla pewności zjadł tylko połowę, żeby zagłuszyć burczenie w brzuchu chociaż trochę. Po trzecie: drzwi, prowadzące prawdopodobnie do drugiej izby. Powolutku podszedł do nich i nacisnął klamkę
Avatar Concordia
Właścicielka
4 marca, 21:37
- Dokądś się wybierasz? - nagle za sobą usłyszał surowy, kobiecy głos, od którego aż ciarki mu przeszły po plecach. Nie dlatego, że ów głos miał nieprzyjemną dla ucha barwę. Wręcz przeciwnie, rozmówczyni mówiła delikatnym sopranem. Jednak to ton jej głosu - władczy, chłodny i nieznoszący sprzeciwu, mógł sprawić, że włosy niemalże dosłownie stawały dęba. Kiedy tylko spojrzał w kierunku, z którego dobiegał głos, jego spojrzenie spotkało się z parą złocistych, kocich oczu, należących jednak nie do zwierzęcia, a do owiniętej w szkarłatny płaszcz kobiety, przyglądającej mu się ze szczytu schodów. Sama kobieta - drobna i raczej niska - sprawiała wrażenie całkiem ładnej, a równocześnie potrafiącej solidnie przyłożyć, jeśli tylko zaszłaby taka potrzeba. Długie blond włosy opadały jej lekkimi falami mniej więcej za łopatki, a jej blada cera idealnie kontrastowała z połyskującymi ciekawsko oczami. Jedynym elementem jej wyglądu, który odejmował jej urody, była długa, cięta blizna, ciągnąca się przez jej lewe oko i kończąca się dopiero w okolicy kącika ust. Nieznajoma zmrużyła oczy, przewiercając Jürgena na wskroś spojrzeniem. - Znalazłam cię nieprzytomnego w lesie dwa dni temu i już myślałam, że się nie obudzisz. Kim jesteś? Masz na sobie bardzo dziwne ubranie - powiedziała opanowanym tonem głosu, schodząc po spękanych schodach tak lekko, jakby zupełnie nic nie ważyła. Dopiero kiedy w pełni wyszła z cienia, mężczyzna był w stanie dostrzec kuszę na jej plecach i sztylet u jej pasa. Strój również był nietypowy. Pomijając ciemno-czerwony płaszcz na jej ramionach, ów ubiór przywodził na myśl strój starodawnej najemniczki i być może właśnie tym kobieta się trudniła. Pomimo ostrego spojrzenia i srogiego wyrazu twarzy nie sprawiała wrażenia jakiejś wyjątkowo groźnej, ale... Pozory mogą mylić, nieprawdaż? A tymczasem szczur, któremu Jürgen dał kawałek kiełbasy, popiskując, próbował się jakoś dostać na stół, celem zgarnięcia reszty pożywienia. Jak na razie nic mu nie było i nie wyglądało na to, żeby w ciągu najbliższych kilku minut miał nagle paść trupem.
Avatar BudowniczyMakaronu
4 marca, 21:55
-Nazywam się Jürgen. Wracałem z randki i popsuł mi się samochód.- Uśmiechnął się, skinawszy lekko głową w jej stronę- i chyba jeszcze nigdy nie byłem z tego powodu tak bardzo zadowolony.- Spróbował przeszukać zasoby swojej pamięci, lecz nie mógł przypomnieć sobie tej kobiety- Poczekaj... Dwa dni? Jakim cudem? Przecież nic złego się nie wydarzyło... a przynajmniej sobie nie przypominam- dotknął swojej lewej skroni
Avatar Concordia
Właścicielka
5 marca, 19:06
- Samochód? To jakaś nowa odmiana latającego dywanu? - blondynka zmarszczyła nieznacznie brwi, zatrzymując się na najniższym stopniu schodów i przyglądając mu się badawczo. - Odpowiadając na twoje pytanie, nie mam pojęcia, co ci się stało. Nie znalazłam na tobie ani śladów ugryzień Sennych Wróżek ani zarodników Grzyba Księżycowego, więc podejrzewam, że albo jakaś driada postanowiła cię znokautować gałęzią, albo sam potknąłeś się o korzeń, upadłeś i straciłeś przytomność. Co cię w ogóle podkusiło, żeby wracać ze spotkania z kobietą przez Ciernisty Las? To nie jest Zagajnik Szeherezady ani jeden z sadów księżniczki Belli. Albo postradałeś rozum albo miałeś w żyłach więcej alkoholu niźli krwi - stwierdziła oschle, podczas gdy szczurowi udało wdrapać się na jedno z nielicznych nie zniszczonych krzeseł i zaczął się cofać, celem wzięcia rozbiegu, wskoczenia prosto na stół i pochwycenia reszty kiełbasy. Nieznajoma w szkarłatnym płaszczu spojrzała na gryzonia tylko kątem oka i... W momencie, w którym drobne łapki szczurka miały już pochwycić cenną zdobycz, serce zwierzątka przebiło ostrze sztyletu, które przyszpiliło nieszczęsną istotę do przeciwległej ściany. Szczur był martwy, ale bynajmniej nie od kiełbasy, która najwyraźniej jednak nie była zatruta. Złotooka piękność prychnęła lekceważąco, opuszczając rękę, którą jednym zgrabnym ruchem cisnęła przytroczonym wcześniej do pasa sztyletem i z powrotem zwróciła się w stronę Jürgena. - Więc? Dlaczego zdecydowałeś się wracać akurat tą drogą? -
Avatar BudowniczyMakaronu
5 marca, 19:44
no tak. Dziwna dziewczyna, czy też kobieta... sam nie był pewien, w jakim jest wieku ... stary, zniszczony dom i to całe gadanie o wróżkach. Kobieta musiała być wariatką. Może uciekła z Wernecku i znalazła tą leśniczówkę, czy czymkolwiek ten budynek jest...
-Niestety, muszę Panią zmartwić. Ten las nazywa się Reiterswiesener Wäldchen, a żadna księżniczka nie mieszkała w tej okolicy od dobrych 200 lat. A samochód z latający dywanem nie ma zbyt wiele wspólnego, chociaż oba, mniej czy bardziej, produkowane sa w Azji.- Spojrzał w kierunku swojego niedawnego przyjaciela, którym teraz rzucały drgawki pośmiertne. Szkoda, mieli przed sobą jeszcze tyle czasu... - Celny rzut
Avatar Concordia
Właścicielka
6 marca, 19:12, edytowano 6 marca, 19:18
Nieznajoma uniosła wymownie brwi, przyglądając się mężczyźnie ze skrzyżowanymi na klatce piersiowej rękoma. - Reiterswiesener Wäldchen? A to ci ciekawe. Nawet ten stary piernik Wilk nie opowiadał mi takich głupot - stwierdziła całkowicie beznamiętnym tonem głosu, po czym zwróciła się w stronę szczura, podeszła do niego i jednym szarpnięciem wyjęła sztylet z jego bezwładnego już ciałka, przez co truchło opadło na podłogę, gdzie najpewniej miało leżeć już po wieki wieków. Blondynka zaczęła czyścić ostrze z krwi gryzonia rąbkiem swojego płaszcza. - Co do rzutu, oczywiście, że był bezbłędny. Jakby nie patrzeć, należę w końcu do stronnictwa Never More - powiedziała z nutą samozadowolenia w głosie, po czym włożyła sztylet z powrotem za pas i ponownie utkwiła spojrzenie w Jürgenie. - Zresztą, komu ja to mówię, wygląda na to, że albo za mocno walnąłeś się w głowę albo jesteś niespełna rozumu. W tym pierwszym przypadku nie ma się czego obawiać, wkrótce powinieneś dojść do siebie, ale w drugim... Cóż, życzę powodzenia w przetrwaniu - to powiedziawszy ruszyła w stronę drzwi wyjściowych, nawet się na niego nie oglądając. - Nie spodziewałam się, że akurat dzisiaj się obudzisz i tak się składa, że muszę wyjść na kilka godzin. Możesz zostać, a możesz wyjść i dać się pożreć wilkom, jeśli tak ci wygodniej, wszystko mi jedno. Mam tylko jedną uwagę - otworzywszy drzwi zatrzymała się w progu i spojrzała na niego po raz ostatni, wzrokiem tak nieznoszącym sprzeciwu i tak lodowatym, że niejeden dorosły mężczyzna mógłby ulec sparaliżowaniu ze strachu. - Nie otwieraj drzwi do drugiego pomieszczenia z łaski swojej. Jeśli tam wejdziesz, dowiem się o tym i wrócę, żeby własnoręcznie ukręcić ci kark. Zrozumiano? - i nie czekając na odpowiedź wyszła, zamykając za sobą drzwi tak cicho, że nie rozległo się nawet pojedyncze skrzypnięcie. I w ten oto sposób tajemnicza nieznajoma odeszła tak samo, jak się zjawiła - ulatniając się cicho niczym duch i nie zostawiając po sobie nawet najmniejszego śladu. No, może poza zwłokami szczura, które nadal leżały na podłodze.
Avatar BudowniczyMakaronu
6 marca, 19:40, edytowano 6 marca, 19:43
Wilk i jej czerwony płaszcz... prawie jak w tej bajce.. Pomyślał podchodząc do okna i próbując zobaczyć, gdzie udała się Panienka. Niestety, albo dziewczyna była bardzo szybka, albo on oszołomiony, bo nie zobaczył ani śladu jej obecności. Od czego niby oszołomiony? Las, światło... No tak! plasnął się w czoło, co spowodowało kłujący ból głowy. Syknął cicho. -To całe światło musiało być 'przynętą' jakichś złodziei. Ogłuszyli mnie i zrabowali... 100€ i telefon? Ale nie ważne, kupię nowy.- Mruknął nie sprawadzając nawet kieszeni. Nie otwierać drzwi do drugiego pomieszczenia... - co tak ważnego może tam być? -Z drugiej, wolał nie podpadać na razie gniewowi Pani domu. Wrócił do swojego starego przyjaciela, Szczura. Tak, raczej nie żył. Szkoda go. -Ale przynajmniej wiem, że kiełbasa nie jest zatruta. Nawet jeszcze nie wystygła całkowicie- Spróbował. Prawie jak w domu. Zjadł Weisswursta, wypił herbatę. Co innego mógł zrobić? Na pewno zdjął kurtkę //oczywiście jeżeli wciąż miał ją na sobie// i spojrzał na schody. -Na najstabilniejsze nie wyglądają, ale gdyby tak stąpać tylko po zewnętrznych stronach (blisko poręczy i ściany)...- Tak właśnie stanął na pierwszym stopniu.
Avatar Concordia
Właścicielka
6 marca, 20:46
Stopień zatrzeszczał pod nim agonialnie, ale ze względu na to, iż mężczyzna nie stanął na środku stopnia, a na jego zewnętrznej stronie, schodek nie ugiął się zbytnio i nie wyglądało na to, żeby miał się pod nim zapaść. Już z dołu było widać, iż na górnym piętrze panuje półmrok, rozjaśniany tylko pojedynczym pasmem światła, jakby wdzierającym się na klatkę schodową poprzez uchylone drzwi gdzieś na piętrze. Nie było zatem widać zbyt wiele, a przynajmniej z obecnej perspektywy. Widocznie trzeba było udać się na górę, żeby mieć szansę cokolwiek zobaczyć.
Avatar BudowniczyMakaronu
6 marca, 20:59
Zaczął piąć się w górę. Stopnie wydawały okropne odgłosy, ale żaden nie rozpadł się pod jego (bądź co bądź całkiem sporym) ciężarem. Koncentrując się na utrzymaniu równowagi doszedł na ostatni, górny schodek. Rozejrzał się.
Avatar Concordia
Właścicielka
6 marca, 22:52
Jego oczom ukazał się niewielki, zaciemniony korytarz o podłodze wyłożonej miękkim, białym dywanem wykonanym z owczej skóry. Z owego korytarza odchodziło sześć drzwi, jednak tylko jedne z nich pozostały uchylone - to właśnie zza nich dochodziła owa struga światła, którą widział już z dołu i która rzucała nikłe światło na ów pokryty kurzem korytarz. I prawdopodobnie to właśnie stamtąd przyszła tajemnicza nieznajoma, wtedy, te kilka minut temu, kiedy zaskoczyła go pojawiając się ni stąd ni zowąd na szczycie schodów. Może warto byłoby tam zajrzeć?
Avatar BudowniczyMakaronu
6 marca, 23:49
Cholera, z dołu to nie wyglądało na to, że ten dom jest taki wielki. Pomyślał Jurgen. Pewnie góra została rozbudowana i stoi na jakichś podporach. Przez chwilę zastanawiał się, czy aby nie rozpocząć przeszukania od którychś z zamkniętych, jednak skierował się w stronę uchylonym drzwi. Trzymając za klamkę, odczekał krótki moment, chciał żeby jego serce się uspokoiło. Nie spodziewał się tam czegoś strasznego czy też specjalnego, ale w głębi duszy odczuwał nieuzasadniony niepokój. Popchnął drzwi.
Avatar Concordia
Właścicielka
9 marca, 13:21
Znalazł się w wyjątkowo zadbanym i przytulnym, dobrze oświetlonym pokoiku dziecięcym. Żółte ściany i drewniana podłoga przykryta białym dywanem zdawały się idealnie współgrać z delikatnymi promieniami zachodzącego słońca, dostającymi się do środka przez okno w skośnym suficie pomieszczenia. Na umeblowanie tego pokoju składały się dwie średnich rozmiarów, białe szafy (jedna odzieżowa, a druga przeznaczona na książki), jedna obstawiona ramkami ze zdjęciami komoda oraz niewielkie, starannie pościelone łóżeczko dla dziecka w wieku wczesno-podstawówkowym, całe obstawione różnego rodzaju i wielkości pluszakami. Było to chyba jedyne naprawdę wysprzątane pomieszczenie, jakie Jürgen widział w tym domu do tej pory, jednakże ewidentnym było, iż nikt tutaj nie mieszkał. Ów pokój albo miał dla nieznajomej wartość sentymentalną albo jego mieszkaniec dawno się wyprowadził, a kobieta dbała o jego pokój z czystego przyzwyczajenia. Z ustawionych na komodzie i oprawionych w ramki zdjęć na Jürgena spoglądała drobna, jasnowłosa dziewczynka o promiennym uśmiechu i wielkich, złotych oczach. Nosiła ona czerwony kapturek i na większości zdjęć albo bawiła się beztrosko na kwiecistej łące albo zwyczajnie śmiała się do obiektywu w naprawdę najróżniejszych sytuacjach. W największej, szczerozłotej ramce znajdował się portret przedstawiający tę samą dziewczynkę, ale w towarzystwie jakiejś starszej kobiety o przygaszonym spojrzeniu, jakby po jakiejś traumie oraz brodatego mężczyzny ubranego w strój myśliwego, który z jakiegoś powodu miał świeżą krew na policzku. Samo dziecko nadal się uśmiechało, ale jakoś tak... Niepewnie. Z głęboko skrywanym lękiem. Zupełnie, jakby to by miał być ostatni uśmiech w życiu tej dziewczynki. Podpis pod zdjęciem głosił "Długo i Szczęśliwie" pomimo tego, iż chyba żadna z przedstawionych na zdjęciu osób nie sprawiała wrażenia szczęśliwej. Owa dziewczynka była do złudzenia podobna do spotkanej przez ciebie nieznajomej, ale o jakieś dziesięć lub dwadzieścia lat młodsza. Ciężko było to dokładnie ocenić.

//To, że w świecie z baśniami jest coś takiego jak zdjęcia to nie jest niekonsekwencja.
To po prostu magia (w sumie prawie dosłownie). W każdym razie to nie jest błąd logiczny autorki.
Avatar BudowniczyMakaronu
9 marca, 14:12
// a już myślałem że nasz Czerwony Kapturek (bo to już oficjalne, prawda?) też przybył z 'naszego' świata.//

-No tak, to ja oszalałem. Jakieś baśniowe lasy i stworzenia.- pomyślała, przyglądając się dokładniej zdjęciom- A do tego Czerwony Kapturek w morderczej wersji ugotowała mi kiełbasę.
Oprócz sztucznego uśmiechu całej trójki, nie zauważył niczego podejrzanego lub też niecodziennego. Oczywiście biorąc pod uwagę jego aktualne szaleństwo. Do tego zdał sobie sprawę, że Krwawy Kapturek (to dopiero kreatywny gościu) nie może to spać. Nawet pomimo jej niewielkich rozmiarów łóżko było o dobre kilka centymetrów za krótkie. Rozejrzał się po pokoju.
Tutaj pewnie też nie powinienem wychodzić.- pomyślał kierując się ku drzwiom na korytarz.- Ale jak dobrze pójdzie, zachowam głowę i inne rzeczy we właściwym miejsciu.- wyszedł przez drzwi i poczuł się jakby trafił do innego świata. Znowu te zakurzone, ciemne przejście. Podszedł do następnych drzwi po jego stronie. Chwycił klamkę i popchną je.
Avatar Concordia
Właścicielka
9 marca, 22:54
Następne pomieszczenie mieściło w sobie sypialnię, która jednak w niczym nie przypominała tego przytulnego, uroczego pokoiku dziecięcego, w którym Jürgen był jeszcze przed chwilą. Czarne ściany, zero okien (jedynym źródłem światła były tutaj liczne świece w kinkietach) i podłoga wykładana czarnymi kafelkami sprawiały, że pomieszczenie zdawało się jakby mroczne, a wilcza skóra pełniąca funkcje dywanu na podłodze i gobelinów na ścianach tylko potęgowała owo wrażenie. Oprócz zaścielonego na czarno i czerwono łóżka z baldachimem znajdowała się tutaj stara, dębowa szafa, biurko ze stosem map, listów i notatek, kolejny regał na książki oraz to samo zdjęcie co w poprzednim pokoju - babcia, dziewczynka oraz myśliwy lub leśniczy, wszyscy z ponurymi minami, podpisane "Długo i Szczęśliwie" i zawieszone na ścianie w złotej ramie. Poniżej wisiało coś, co wyglądało na jakiś... Certyfikat? Potwierdzenie uzyskania swojego dobrego zakończenia, pisane urzędowym, niewiarygodnie sztywnym stylem i zakończone pozdrowieniem "Niech twoja bajka trwa wiecznie". Brzmiało to trochę jak ironia, zważywszy na to, że na zdjęciach z dzieciństwa Kapturek wyglądała na szczęśliwą - po zakończeniu baśni już tak niezbyt.
Avatar BudowniczyMakaronu
9 marca, 23:14, edytowano 9 marca, 23:21
Dziwny pokój. Bardzo dziwny.- rzekł przyglądając się gobelinom.-to pewnie jej aktualna sypialnia. Strasznie się dziewczyna zmieniła. Chociaż patrząc na jej zdjęcia, mógł dokładnie określić, kiedy doszło do tych zmian.- Ponieważ fotografie widział już wcześniej, nie zwracał na nie zbytniej uwagi. To, co tak na prawdę najbardziej zainteresowały go mapy, leżące na stole. W końcu mógł dowiedzieć się, gdzie trafił. Uważając, żeby nie pobrudzić wilczej skóry, podszedł do stołu, na którym leżały mapy. Delikatnie ich dotykając, spojrzał na nie.
Avatar Concordia
Właścicielka
10 marca, 20:24
Pierwszym, co dało się zauważyć po spojrzeniu na mapę, było to, w jaki sposób została ona zapisana - runicznie. Zarówno legenda jak i wszystkie nazwy zaszyfrowane były owymi znaczkami, raczej niemożliwymi do zrozumienia, jeśli nie znało się pisma runicznego. Same obszary były jednak czytelnie nakreślone i oznaczone wieloma symbolami. Wyglądało na to, że sporą część owej krainy pokrywały lasy. Mnóstwo było też gór i jezior, a jedyne oznaczone na mapie morze przez pół wybrzeża otoczone było pustynią, podczas gdy reszta słonowodnego zbiornika wodnego graniczyła z jakimś lasem tropikalnym (oznaczonym na mapie kilkoma daktylowymi palmami). Kolejną charakterystyczną rzeczą było to, iż ziemie zdawały się być podzielone na dwie połowy - jedną ciemną i ponurą, narysowaną głównie czernią i brązem, drugą jasną i żywą, nakreśloną głównie jaskrawymi kolorami. Na tej pierwszej połowie oprócz gór i lasów widniała także pustynia lodowa, a na drugiej oprócz łąk, jezior (i oczywiście wszechobecnych lasów) znajdowało się jeszcze owo wspomniane wcześniej morze, okalane przez pustynię i dżunglę. Mapa przyszpilona została do biurka wbitym w nie sztyletem z jednej i stertą książek z drugiej strony, żeby przypadkiem nie zwinęła się z powrotem w rulon. Widocznie Kapturek z owej mapy dość często korzystała.
Avatar BudowniczyMakaronu
10 marca, 20:47, edytowano 10 marca, 20:55
no fajnie. Teraz nawet wywaliło mnie na inną paletę
Runy nie przypominały mu żadnych, z którymi miał do czynienia. Ani to celtyckiej, ani starogermańskie. To raczej mu się nie przyda. Za to wpadł na genialny pomysł: chwycił pierwszy lepszy pusty kawałek papieru oraz coś do pisania. Chciał przeszkicować mapkę, tam dla pewności, żeby w razie czego wiedzieć gdzie się znajduje. Zastanawiał się nad przepisaniem run, ale nie miał wystarczająco miejsca, żeby zmieścić tam wszystkie znaczki. Tak więc teraz miał również mapkę o wymiarach 13x8cm. Uznał, że niczego już w tym pokoju nie znajdzie, więc wyszedł na korytarz. Przez chwilę zastanawiał się, czy wrócić na dół i położyć się spac, by spróbować zwalczyć ból głowy, który dalej dawał się we znaki. Inna opcją było przeszukanie reszty pomieszczeń. Co mogło się tam znajdować? Sypialnia babki? Myśliwego?
Ehhh... lepiej poczekam na Kapturka, inaczej obedrze mnie ze skóry. A głowa napi**da#a. Lepiej spróbuje się jeszce godzinkę albo dwie przespać..
Jak powiedział, tak zrobił. Wrócił do łóżka i zapadł w czujny sen.
Avatar Concordia
Właścicielka
11 marca, 11:25
Kiedy się obudził było już ciemno na dworze, a porywisty wiatr poruszał gałęziami drzew dookoła chatki, wyjąc zaciekle i bijąc gałęziami w dach. Jako że w tym domu nie było elektryczności, w środku pomieszczenia również powinien panować mrok... Gdyby nie migotliwe światło ogniska, płonącego raźno w kominku po drugiej stronie pokoju. Zaraz zaraz... Czy ten kominek był tutaj wcześniej? Znajdował się teraz obok schodów i sprawiał wrażenie raczej solidnego, więc raczej na pewno nie został zbudowany, kiedy Jürgen jeszcze spał. Zresztą, skoro miał czujny sen - usłyszałby to. Koło owego kominka kucała dość niska postać w czerwonym kapturze, w milczeniu pilnująca, żeby ogień nie przygasł i poprawiająca pogrzebaczem kawałki drewna, które próbowały stoczyć się ze znajdującej się wewnątrz kominka, płonącej sterty drewna. Była to rzecz jasna Kapturek, która nawet nie spojrzała w stronę Jürgena, mimo iż ewidentnie zdawała sobie sprawę, iż ten już nie śpi. Po chwili odezwała się do niego spokojnym, bezbarwnym głosem: - Spałeś jak zabity, kiedy wróciłam. Uznałam, że lepiej będzie cię nie budzić, skoro i tak do niczego mi się nie przydasz. Z głową już lepiej? - zapytała tak obojętnie, jakby pytała się go, co sądzi o pogodzie. Skąd wiedziała o tym, że mężczyzna cierpi na ból głowy? Cóż, prawdopodobnie to wiedziała już tylko ona.
Avatar BudowniczyMakaronu
11 marca, 11:50
-Z głową lepiej, na dobrą sprawę już nie boli. Dziękuję... Kapturku...- włożył duży własnej woli, żeby przy wymowie słowa 'kapturku' nadać mu tajemniczego, lecz dla niego już odkrytego, brzmienia.
Ciekawie czemu nagle jest taka wyprana z emocji? Coś musiało się stać na tym jej wypadzie... Pomyślał przeczesując brodę palcami prawej dłoni.
-Moglibyśmy chwilę porozmawiać?- rzekł podchodząc do niej na bezpieczną odległość.- Mam wrażenie że cierpię na amnezje i mam do Ciebie kilka pytań...- Co oczywiście prawdą nie było. Po prosty uznał, że tak będzie lepiej zarówno dla tej zgrabnej blondynki, jak i niego samego.
Avatar Concordia
Właścicielka
15 marca, 22:36
- Nie podchodź bliżej niż na odległość czterech metrów - ostrzegła go, zanim ten zdążył naruszyć i tak dość spory obszar, który dziewczyna najwyraźniej uważała za swoją sferę prywatności. - To, że pozwoliłam ci u mnie zostać, nie znaczy, że ci ufam. Trzymaj się więc jak najdalej, z łaski swojej... - tutaj wreszcie uniosła na niego spojrzenie, a jej szczerozłote oczy zalśniły tajemniczo. - Co do tej twojej domniemanej amnezji, którą nasz bądź nie. Pytania możesz zadawać mi w każdej chwili, choć nie mogę obiecać, że na wszystkie z nich odpowiem. I jeszcze jedno - odłożyła pogrzebacz obok kominka i odwróciła się ku Jürgenowi, z nadal tym samym, beznamiętnym wyrazem twarzy, przechodząc z pozycji kucającej z powrotem na stojącą. - Nie mów do mnie "Kapturek" z łaski swojej. Tak mówiła mi moja babcia, która teraz już nie żyje. Ta nazwa przywodzi mi złe wspomnienia, wolę, żeby mówiono do mnie po imieniu - stwierdziła, zakładając ręce na klatce piersiowej w raczej swobodnym geście. - Elise - dodała po chwili, w ramach całego przedstawiania się. Cóż, chyba na większą wylewność z jej strony raczej ciężko było liczyć.
Avatar BudowniczyMakaronu
15 marca, 23:21
-Elise... Ładne imię- wydął usta w geście rozkoszy- ale mniejsza z tym. Po pierwsze; w jakim kraju się znajduje. Po drugie; czym jest Never More? Po trzecie: ci do jasnej cholery jest za tymi drzwiami?.
Zrobił niechętny krok w tył i mierząc dziewczynę wzrokiem szukał jakichś różnic dotyczących jej wyglądu sprzed ''wycieczki''
Avatar Concordia
Właścicielka
22 marca, 21:43
- Pokój mojej babci - odpowiedziała krótko Elise, a w jej tonie głosu pobrzmiał jeszcze większy chłód niż do tej pory. - Za tamtymi drzwiami jest pokój mojej babci. Zresztą, jeśli jesteś tak bardzo ciekaw to sam spójrz - to powiedziawszy podeszła do drzwi, które wcześniej zakazała mu otwierać i jednym szybkim ruchem otworzyła je. Od razu do nozdrzy Jürgena doszedł nieboski smród gnijącego ciała oraz dawno zaschniętej posoki. Krew. Wszędzie krew. Pomieszczenie, które znajdowało się za tamtymi drzwiami, całe ochlapane było krwią, z porozrywanymi kawałkami ludzkich wnętrzności, walającymi się tu i ówdzie i gnijącymi sobie w najlepsze. Na znajdującym się naprzeciwko drzwi łóżku leżało ciało. Zmasakrowane, gnijące i ledwo rozpoznawalne ciało starszej kobiety, której ktoś na żywca wyrwał wnętrzności, a dopiero potem rozszarpał gardło. Rozszarpał pazurami, które bez wątpienia należały do dzikiego zwierzęcia. Było też tam coś jeszcze... Drugie ciało, w niemniej szkaradnym stanie, należące do dorosłego mężczyzny, zastygłego pośmiertnie na podłodze z wybałuszonymi oczami i rękoma zaciśniętymi na strzelbie, która jednak została złamana w pół. Myśliwy. - Napatrzyłeś się? - Kapturek gwałtownie zatrzasnęła drzwi i odwróciła się z powrotem do Jürgena. Zdawała się niewzruszona... Dopóki nie spojrzało się w jej oczy, zaszklone od siłą powstrzymywanych łez. Puste spojrzenie osoby, która straciła to, co było jej najbliższe. - Nie mogłam... Nie umiałam sprzątnąć ich ciał z tamtego pokoju. Już sam widok jest dla mnie zbyt bolesny. Dlatego nie chciałam, żebyś tam wchodził pod moją nieobecność. Bez odpowiednich wyjaśnień, wygląda to tak, jakbym to ja była mordercą... - Elise przejechała opuszkami palców po zamkniętych teraz drzwiach, zaciskając nieznacznie usta, kiedy zastanawiała się nad dalszymi słowami. Jak wiele mogła mu powiedzieć, żeby nie było to za dużo? W końcu jednak odezwała się ponownie, a jej głos zabrzmiał po prostu lodowato. - Nie wiem, kim jesteś, ale albo faktycznie masz amnezję, albo wcale nie pochodzisz z tego świata. W przeciwnym razie nie obca byłaby ci nazwa Never More... - ponownie spojrzała mu w oczy, a w jej własnych już nie było łez. Zupełnie, jakby nigdy ich tam nie było i nie miało najmniejszego prawa być. - Ten świat jest światem baśni. Ale nie takiej, jakie znają w tym drugim świecie. Tutaj toczy się walka o Długo i Szczęśliwie. Dobrzy i źli wyrzynają się nawzajem, żeby tylko zdobyć swoje 'szczęśliwe zakończenie'. Ja... O swoje wcale się nie prosiłam - odwróciła wzrok, krzyżując ramiona na klatce piersiowej i opierając się plecami o najbliższą ścianę. - Pewnego dnia po prostu zjawił się w moim życiu. Wielki Zły Wilk z baśni, który postanowił zdobyć swoje zakończenie poprzez pożarcie mnie i całej mojej rodziny. Ocalił nas myśliwy, który pozbył się Złego Wilka i ocalił mnie i moją babcię. Koniec. I żyli długo i szczęśliwie - tak przynajmniej mówi moja baśń. Ale to nieprawda. Ledwo dwa tygodnie po jej zakończeniu zjawiła się reszta sfory. Samiec alfa pożarł moją babcię, a jego pobratymcy rozszarpali leśniczego na drobne kawałeczki. Ocalałam tylko dlatego, że nie było mnie wtedy w domu. Mała, bezbronna dziewczynka, nazywana przez innych Czerwonym Kapturkiem. Moje Długo i Szczęśliwie nie było ani długie, ani szczęśliwe - mruknęła z goryczą w głosie, po czym westchnęła przeciągle. - Myślałam, że tutaj zginę. Że wilki wrócą po mnie i skończę tak jak babcia. Ale wtedy zjawił się tutaj przedstawiciel Never More. To baśniowa organizacja stworzona przez tych, którym nie podobają się ich 'szczęśliwe zakończenia'. Grupa, starająca się położyć kres bezlitosnym bataliom o przetrwanie w baśni, o Długo i Szczęśliwie, nieraz opłacone krwią najbliższych. Pomogli mi. Dali mi opiekę, odpowiednie przeszkolenie, broń oraz wiedzę, jak jej używać. Teraz jestem jednym z ważniejszych członków Never More - organizacji mówiącej temu całemu 'Długo i szczęśliwie' - 'Nigdy więcej!' Rozumiesz? Życie w baśni nie jest łatwe. Życie w baśni zamieniło uroczą dziewczynkę z koszyczkiem w szpiega, wojowniczkę i skrytobójcę. A ty? Z którego świata się urwałeś? - zapytała, przeszywając Jürgena swym przenikliwym, szczerozłotym spojrzeniem.
Avatar BudowniczyMakaronu
22 marca, 22:54
-Ze świata c-137- rzucił cicho, nawet nie licząc na to, że Elise zrozumie żarcik. Usiadł na najbliższym krześle, próbując to przestawić jej słowa.
Czyli co? Te wszystkie baśnie i inne tego typu są... prawdziwe? Co prawda trochę mroczniejsze nawet niż Grimmowskie, ale prawdziwe...
Złapał się za głowę. wychodzi na to, że te pieprzone światła były czymś w rodzaju portalu?
-Ja... uhh.. na prawdę nie wiem co powiedzieć...- na wspomnienie łez w jej oczach zapragnął ją przytulić, lecz wiedział że ten stan minął. Teraz wróciła twarda, bojowa Elise. -Ja..Ja mogę posprzątać ten pokój. Powiedz mi tylko jak mam ich pochować.- Próbował wstać, lecz jego nogi odnawiały posłuszeństwa. -Wystarczy krótka instrukcja, ja zajmę się resztą. -powiedział pewniejszym już głosem. Spojrzał jej w oczy, czekając na odpowiedź.
Avatar Concordia
Właścicielka
23 marca, 20:21
Elise odwróciła wzrok i zapatrzyła się gdzieś w przestrzeń. Widocznie analizowała wszystkie za i przeciw, gdyż przez tę jedną, krótką chwilę, niemalże można było dostrzec szybko przewijające się liczby i kalkulacje w jej spojrzeniu. - Czerwone nasturcje - powiedziała cicho po chwili, ciężko stwierdzić, czy bardziej do niego czy do siebie. Przeniosła na niego wzrok. Pusty i pozbawiony wszelkich emocji. A może to po prostu żal przepełniający jej serce sprawiał, że były one tak dobrze skrywane? - Na tyłach domu jest ogród. Babcia go uwielbiała, zanim wilki opanowały okolicę i wychodzenie na zewnątrz stało się dość... Ryzykowne. Jeśli mógłbyś to dla mnie zrobić, chciałabym, żebyś tam ich pochował. Johna Browna, to jest - myśliwego, w okolicy dębu, który tam rośnie, a babcię koło klombu czerwonych nasturcji. Ale dopiero jak wzejdzie słońce, po zmroku okolica jest zbyt niebezpieczna, nawet tuż za progiem. Do wschodu zostały jeszcze cztery godziny i mniej więcej dwadzieścia minut - powiedziała, po czym zwróciła się z powrotem w stronę kominka, gdyż zauważyła, że ogień przygasł. Skrzywiła się lekko, najpewniej ganiąc się w myślach za nieuwagę, po czym chwyciła za pogrzebacz i raz jeszcze przykucnęła koło kominka, starając się jakoś podtrzymać, a przy odrobinie szczęścia zwiększyć płomień.
Avatar BudowniczyMakaronu
23 marca, 21:47
-Może powinnaś się przespać. Ja mogę przypilnować ognia. Trochę się na tym znam, też man w domu kominek. A ty wyglądasz na kogoś, komu trochę odpoczynku nie zaszkodzi. -wstał i podszedł niebezpiecznie blisko, chcąc zająć jej miejsce. Wyciągnął rękę, chcąc pomóc tej biednej dziewczynie wstać.
Avatar Concordia
Właścicielka
24 marca, 19:24
Blondynka spojrzała na niego chłodnym, przeszywającym na wskroś spojrzeniem i chwilę tak się w niego wpatrywała, jakby analizowała w myślach wszystkie za i przeciw przyjęciu jego propozycji. W końcu jednak westchnęła ze zrezygnowaniem i nieznacznie kiwnęła głową, podając mu rękę i wstając przy jego pomocy. - Niech będzie. Jeśli ktokolwiek zapuka do drzwi, pod żadnym pozorem nie otwieraj. Nie licząc mnie, mieszkańców Uśpionego Królestwa i dzieci z Zaginionej Wioski, w tym lesie nie żyje nic, co mogłoby przyjść tutaj w pokojowych zamiarach - powiedziała wręczając mu pogrzebacz, po czym ruszyła w stronę schodów, nawet się już na niego nie oglądając. Choć znając Elise, prawdopodobnie pozostawała czujna aż nie zniknęła w korytarzu na szczycie schodów w jednym z pomieszczeń. W końcu odwracanie się tyłem do osoby, której właśnie dało się do ręki ostre narzędzie, było raczej ryzykowne, zwłaszcza dla osób, które wyznawały zasadę ograniczonego zaufania. A do tego grona Kapturek należała bez wątpienia.
Avatar BudowniczyMakaronu
25 marca, 01:13
Oho. Czyli 3 zasady pomyślał, przyciągając krzesło bliżej kominka. Przecież nie będzie tu stać przez całą noc. po pierwsze, nikomu nie otwierać. Średnio widzi mi się być pożartym przez wilki przypominając sobie o wilkach, wstał, żeby zamknąć drzwi od babcinej sypialni. Po drugie, pilnować ognia. Nie mam ochoty siedzieć całej nocy w zimnie. Poza tym jeszcze mi się Elise rozchoruje. Po trzecie nie zasnąć. Co prawda spał kilka godzin, ale wciąż było dość późno, więc nie wiadomo, czy coś go aby nie skusi do snu.
Znaleźć coś do roboty... może leży tu jakaś książka czy coś? Rozejrzał się.
Avatar Concordia
Właścicielka
5 kwietnia, 21:07
Kiedy tylko o niej pomyślał, jego oczom ukazała się leżąca na blacie stołu książka, której dałby głowę, że jeszcze przed chwilą tutaj nie było. Gruby tom w twardej, ciemnej oprawie przywodził na myśl starą księgę z baśniami, dopiero co zdjętą z zakurzonej półki pełnej innych, podobnych ksiąg. Złoty napis na przedzie książki ozdobnymi literami głosił "Zawsze Długo i Szczęśliwie". Obok książki za to ktoś - bez wątpienia nie Elise, której nie było tu już od dłuższej chwili - zostawił niewielką, żółtą karteczkę, na której eleganckie, zamaszyste pismo z wieloma zawijasami głosiło:

"Powodzenia w nowej baśni.
Szczegóły znajdzie Pan we wnętrzu załączonej księgi.
Z całego serca życzymy, żeby i Panu pisane było szczęśliwe zakończenie.

Podpisano
Rada Baśniowa
"
Avatar BudowniczyMakaronu
5 kwietnia, 21:34
Cholernie zaskoczony całą sytuacją zaczął przyglądać się oprawie, przywodzącej na myśl wyrób skóropodobny. Po krótkim obeznaniu się z materiałami, zaczął czytać słowa na pierwszej zapisanej stronie.
Avatar Concordia
Właścicielka
7 kwietnia, 11:03
Na pierwszej stronie ujrzał bogato zdobioną, odręcznie rysowaną ilustrację jak z jakiejś księgi z baśniami. Ani trochę nie uboga w detale, przedstawiała ona tęgiego mężczyznę ubranego w strój staromodnego drwala, który podpierał się o srebrzystą, odbijającą światło księżyca siekierę, o drzewcu wykonanym z solidnego, dębowego drewna. Niebo i gwiazdy na nim zostały przedstawione w sposób typowo baśniowy, to jest - z wieloma ozdobnikami i zawijasami tu i ówdzie, jakby nawet nocne niebo koniecznie musiało odzwierciedlać jakąś magię. Brodaty mężczyzna z siekierą stał na szczycie jakiegoś ostrego klifu, podpierając nogę o wystający głaz w dumnej, pełnej pewności siebie i majestatu pozycji, a na całą jego postać światło rzucała pochodnia, trzymana przez osobę, która stała kilka metrów za mężczyzną z ilustracji. Zawinięta w czerwony płaszcz, o zdecydowanym, pełnym zaciętości wyrazie twarzy, dziewczyna z pochodnią zdała się Jürgenowi aż nadto znajoma... Zresztą, mężczyzna z siekierą, kiedy się mu bliżej przyjrzano, zdawał się całkiem podobny do samego Jürgena. Pomijając fakt, że ten z ilustracji był raczej jakimś drwalem, a nie historykiem zagubionym w świecie baśni. Złoty, bogato zdobiony podpis pod ilustracją głosił " Baśń o Obłędnym Drwalu ". A zatem prawdopodobnie była to dopiero okładka wewnętrzna.
Avatar BudowniczyMakaronu
7 kwietnia, 13:43
Podziwial kunszt wykonania rysunku, przygladal sie postacia. Gdy zauwazyl swoje podobienstwo do danego Drwala i Elisy do kobiety w tle, wykonal nad ksiazka znak krzyza i powiedzial:
-Mianuje Cie ''Basnia o Jürgenie z siekiera oraz Wspanialej Elisie''
Po wymruczeniu tych slow, przewrocil na nastepna strona, zaczynjac czytac historie postaci, z ktora dzielil wyglad.
Avatar Concordia
Właścicielka
7 kwietnia, 14:29
Jak to się czasami zdarza w starych książkach z baśniami, słowa wypisane były eleganckim, lekko pochyłym pismem, a pierwsza litera akapitu była zdecydowanie większa od innych i ozdobiona bogatym wzorem - w tym przypadku winną latoroślą. Pomimo, iż baśń widocznie była pisana odręcznie, bez problemu odczytał słowa zapisane na pierwszej stronie:

Dawno dawno temu
Za siedmioma górami i za siedmioma lasami
Pewien tajemniczy wędrowiec zabłądził w okolicach Ciernistego Lasu

Starał się jak mógł, żeby odnaleźć drogę powrotną do domu, jednak nic z tego!
Wędrował przez wiele godzin, aż jego oczom ukazała się chatka skryta pośrodku lasu

Wtem jednak podróżnik potknął się i uraził głowę o kamień, w wyniku czego stracił przytomność

Obudził się wiele godzin później i odkrył, że nie znajduje się już wcale w lesie!
Nieznajoma, do której należała chatka, pomogła wędrowcowi i ugościła go u siebie
Dała mu strawę, napój i ocaliła go przed złowrogim szczurem, który chciał ukraść jego jedzenie

A kiedy już się najadł i napoił, dziewczyna opuściła go, pozostawiając gościa samego w domu

Ciekawość bywa przekleństwem, jednakże mężczyzna nie mogąc jej powstrzymać
Wybrał się na zwiedzanie domu licząc, że jego właścicielka nie wróci wcale tak prędko

Odwiedził jej dwa pokoje, a gdy dziewczyna po wielu godzinach powróciła do chatki
Odsłoniona została przed nim wielka tajemnica Czerwonego Kapturka!


W tym momencie kończyła się pierwsza strona, a na drugiej, umieszczonej zaraz obok (po prawej), widniała kolejna cudowna ilustracja, przedstawiająca mężczyznę bardzo podobnego do Jürgena, ale ubranego w strój drwala (chwilowo bez swojej siekiery), na wpół leżącego na łóżku, w którym Jürgen rzeczywiście ocknął się na początku dnia, i patrzącego na jasnowłosą piękność o bystrych, szczerozłotych oczach, spoglądającą na niego spod cienia jej krwisto-czerwonego kaptura. Dziewczyna - tak jak Elise, kiedy Jürgen ujrzał ją po raz pierwszy - stała na szczycie schodów, ledwo widoczna w cieniu. Chatka Czerwonego Kapturka została namalowana z wiernym oddaniem wielu detali, w tym nawet pajęczyn w rogu i niewielkiego szczurka, zakradającego się po stole, żeby capnąć leżącą na nim kiełbasę. Poza ubiorem mężczyzny, nie zgadzało się tylko to, że Jürgen w rzeczywistości dostrzegł Elise dopiero, kiedy już wstał, a nie jeszcze leżąc na łóżku.
Avatar BudowniczyMakaronu
7 kwietnia, 18:28
- Ach tak.. stary, dobry szczurek- mruknął Jürgen, dopiero po chwili zaczynając rozumieć, że zbyt wiele rzeczy jest tu podobnych do tego, co go spotkało. Olśniło go. Ten mężczyzna, Drwal, wcale nie był podobny do Jürgena. To był Jürgen. On, oraz mniej lub bardziej szczegółowa historia jego dostania się w to miejsce.
Odłożył książkę na stolik, chcąc się przez chwilę zastanowić. Przypomniał sobie, dlaczego nie śpi i podłożył do kominka.
No tak, czy Elise nie mówiła, że każdy mieszkaniec tej krainy jest bohaterem baśni? W takim razie ja też muszę w jakiejś uczestniczyć
Spróbował sobie przypomnieć, lecz z tego co kojarzył, nie było Baśni o Drwalu...
Skoro to moja historia, na końcu powinno być zakończenie... ale czy chcę je poznać tak szybko?
Wziął książkę do ręki i otworzył na następnej stronie
Avatar Concordia
Właścicielka
7 kwietnia, 23:34
W zamkniętej dotąd komnacie dziewczyna ta skrywała sekret tak złowieszczy
Że naszemu dzielnemu bohaterowi aż momentalnie zmroziło krew w żyłach!

Urocza blodnynka, niegdyś bohaterka własnej, osobnej baśni, okazała się być łowczynią
Buntowniczką, działającą przeciw królestwu i należącą do mrocznej organizacji skrytobójców!
A w pokoju, który próbowała przed nim ukryć, przetrzymywała zwłoki swojej własnej babci

Jak mroczne musiało być jej serce, skoro po swoim Długo i Szczęśliwie obrała tak złą drogę!?

Wędrowiec jednak miał serce dobre i litościwe, więc postanowił nie zabijać zdrajczyni ich narodu
Zamiast tego postanowił dać nikczemnicy szansę na odkupienie
I przemówił doń łagodnie tymi słowami:

— Jestem prostym drwalem, nie mnie będzie dane karać cię za twe złe uczynki
Powiadam ci jednak: Zawróć z tej obłędnej ścieżki i ratuj swoją duszę!


Następnie opowiedział jej o celu, w jakim przybył w okolice Cierniowego Lasu
Nasz odważny drwal - jak się okazało - zagubił był gdzieś w tych stronach swoją cenną siekierę
Tnącą nawet przez głaz jak przez papier i przez złoczyńców jak przez zwykłe powietrze

— Pomóż mi odnaleźć mój skarb — powiedział — A twoje grzechy zostaną odpuszczone!

Czerwony Kapturek po chwili milczenia zgodziła się na warunki drwala
Miała jednak też swoje własne rządanie, którego nie zawahała się mu przedstawić

— Pomogę ci odnaleźć twój skarb — powiedziała — Ale w zamian nie chcę odpuszczenia win
Domagam się sprawiedliwego osądu nad moimi pobratymcami, gdyż dla mnie jest już za późno


— Jak mam to uczynić? — zapytał zdziwiony drwal.

— Kiedy tylko odzyskasz swoją siekierę — poinstruowała dziewczyna
— Złóż przysięgę pod błękitnym sierpem księżyca, równo gdy wybije północ
Przysięgnij, że po wieki wieków będziesz sądził wszystkich zdrajców i przestępców
A twoje ostrze będzie wymierzało im sprawiedliwość adekwatnie do ich grzechów
Jeśli przysięga wypłynie ze szczerego, czystego serca, czar zostanie rzucony


Powiedziała piękna morderczyni, a łaskawy drwal zgodził się na jej warunki
Podali sobie ręce na przypieczętowanie umowy i w ten sposób rozpoczęła się ich przygoda.


Poniżej znajdowała się kolejna ilustracja, mniejsza od tej poprzedniej, w zachwycający, baśniowy sposób przedstawiająca scenę, w której Jürgen podaje rękę klęczącej przy kominku Elise. Tutaj miała być to scena rzekomego przypieczętowania umowy między drwalem a łowczynią, choć w rzeczywistości było to nic innego jak sytuacja, w której mężczyzna podał Kapturkowi rękę, żeby pomóc jej wstać, kiedy zaproponował, że to on popilnuje tej nocy ognia zamiast niej. Poza tym, prawdą było, że babcia Elise nie żyła i prawdą było, że Elise działała dla opozycji obecnej władzy baśniowego świata, będąc - jak sama wspomniała - szpiegiem i skrytobójcą, ale te dwa fakty bynajmniej nie były ze sobą w ten sposób powiązane, w jaki przedstawiała to baśń! Zaraz... Czy Elise nie wspomniała wcześniej, że jest w konflikcie z osobami, które wytyczają losy baśniowych postaci? Cóż, to mogłoby wyjaśniać, dlaczego opowieść aż do tego stopnia usiłowała zrobić z Czerwonego Kapturka czarny charakter. Ktoś najwyraźniej usiłował się na niej tak zemścić.
Avatar Concordia
Właścicielka
7 kwietnia, 23:59
Gunzi:

Anicca ocknęła się w jedwabnej, pachnącej lawendą pościeli, w pomieszczeniu, którego nigdy wcześniej nie widziała na oczy. Miała lekkie zawroty głowy, a obraz jej się lekko zamglił, ale mimo tego bez trudu mogła dostrzec, że znajduje się teraz w jakiejś okrągłej, kamiennej komnacie z klapą w podłodze zamiast drzwi i tylko jednym oknem, z którego rozpościerał się widok na groźnie się prezentujący, a zarazem na swój sposób piękny las, otaczający zewsząd miejsce, w którym się znajdowała. Oprócz niej nie było tutaj nikogo, ani śladu żywego ducha.
Avatar BudowniczyMakaronu
8 kwietnia, 00:23
Odłożył książkę na stół. Nie wiedział, która ze stron mówił prawdę. W zamyśleniu pogrzebał w piecu. Postanowił pozostawić lekturę ma później, na razie czekając na pobudkę kapturka. Wyjrzał za okno, by zorientować się co do godziny.
Avatar Gunzi
8 kwietnia, 13:11
Gdy lekki ból głowy ustał, dziewczyna mruknęła coś niewyraźnie pod nosem, przecierając oczy. - Gdzie ja jestem... - bąknęła lekko zaspanym głosem. Podniosła się do pozycji siedzącej, starając sobie przypomnieć, co się właściwie stało. Dopiero po chwili dotarło do niej, że nie jest przy wierzbie, a w jakimś pomieszeniu. Ta świadomość rozbudziła ją momentalnie. Podniosła się powoli, jakby wszędzie były jakieś pułapki, w które mogłaby wpaść. Wzięła kilka głębokich oddechów, rozglądając się dookoła po raz kolejny. Dopiero po kilku minutach uspokoiła się na tyle, by powolnym krokiem podejść do okna i uważniej przyjrzeć się krajobrazowi za nim. Wzdrygnęła się nieco. - Jak ja się tutaj znalazłam...
Avatar Concordia
Właścicielka
11 kwietnia, 21:25
BudowniczyMakaronu:

Niebo stawało się coraz jaśniejsze, jednakże do wschodu została jeszcze conajmniej godzina. Ciężko było jednak powiedzieć dokładnie co do minuty, zważywszy na to, że było raczej pochmurno, a gęsto rosnące wokół drzewa liściaste przysłaniały swym gęstym poszyciem nieboskłon. Kapturek zdawała się raczej typem osoby, która prędzej wstałaby równo ze świtem niż spałaby aż do południa. I pewnie właśnie o świcie należało się jej spodziewać.

Gunzi:

Drzewa widoczne za oknem były w większości liściaste, a snująca się u ich pni mgła z lekka przysłaniała gęsto rosnące w dole, rozrosłe krzewy cierniowe. Znajdowała się w wysokiej wieży, prawdopodobnie należącej do jakiegoś starego zamku, gdyż u jej stóp widoczne były ruiny czegoś, co kiedyś prawdopodobnie było dziedzińcem o wykładanej zdobnymi kafelkami posadzce i licznych, bogato rzeźbiony kolumnach, z których teraz zostały ledwie kikuty. Gdyby się przypatrzeć, mogłaby zobaczyć ludzi, snujących się niczym duchy we mgle poniżej. Spora część z nich pozostawała w bezruchu, oparta o zniszczone kolumny lub leżąca bezwładnie na podłodze, jednakże dostrzegła też z kilkanaście osób, które poruszały się i chodziły w różnych kierunkach, zajmując się swoimi codziennymi sprawami tak, jakby pałac w dole nadal istniał, mimo iż w rzeczywistości zostały z niego ledwie ruiny. Co to było za miejsce? Ciężko było powiedzieć z tej odległości o jakichkolwiek bliższych szczegółach - w końcu Anicca znajdowała aż na trzynastym piętrze konstrukcji.
Avatar BudowniczyMakaronu
11 kwietnia, 22:41
Jurgen walczył ze swoją wrodzoną ciekawością. Książka wydawała mu się raczej propagandą, ale zainteresowała go "Siekiera Sprawiedliwości". Skoro ma tu spędzić jakiś czas, może fajnie byłoby się w coś takiego wyposażyć?
-ehhh- westchnął, gdy wygrała ciekawość. Otworzył książkę na następnej stronie, mając nadzieję na znalezienie informacji o Siekierze i ewentualnym miejscu jej znalezienia.
Avatar Concordia
Właścicielka
11 kwietnia, 22:54
Po zawarciu umowy, drwal zaproponował morderczyni,
Że popilnuje ogniska domowego w zamian za nią, ażeby to nie wygasło

Kobieta - niechętnie, lecz jednak - przystała na jego wspaniałomyślną propozycję
Udała się do swojego pokoju i wkrótce zmorzył ją niespokojny, pełen koszmarów o wilkach sen

Tymczasem nasz dzielny bohater baśni siedział przy kominku i kontemplował
Zastanawiając się, jakim to sposobem zdołają odzyskać jego cenny skarb

Głowił się i głowił, jednak odpowiedź nie przychodziła sama

Aż nagle w pewnym momencie ktoś zapukał do drzwi...


W tym momencie kończyła się notatka, a dalsze strony były już całkowicie puste. Nim jednak zdążył cokolwiek zrobić - chociażby zamknąć książkę - faktycznie rozległo się zapowiedziane przed chwilą na kartach baśni donośne pukanie do drzwi. - Otwierać! - rozległ się głos dorosłego mężczyzny po drugiej stronie - Siedmiu Jeźdźców z poselstwem od królowej! Otwierać natychmiast! -
Avatar BudowniczyMakaronu
11 kwietnia, 23:30, edytowano 13 kwietnia, 22:05
Jurgen miał, brzydko mówiąc, wyje**ne. Owszem, przestraszył się, tym bardziej że mężczyzna wspomniał o Siedmiu Jeźdźcach, czyli bardzo prawdopodobne było, że miał sześciu kolegów. Mówił też o Królowej, więc pewnie stali po drugiej stronie barykady, będąc przeciwnikami Kapturka. Właśnie! Elise! Gdyby ją tak obudzić? To w końcu jej świat, więc będzie wiedziała co robić. Co prawda jeżeli dojdzie co do czego, będzie to oznaczać 2 przeciwko 7 lub, zależnie od tego, czy uda mu sie w jakiś sposób sprowadzić Elise, 1 przeciwko 7. On sam nie bał się pojmania lub też śmierci, obawiał się jednak o los pięknej blondynki.
Nikomu nie otwieraj- wciąż trzeszczało mu w głowie.
Wstał bardzo powoli i w tym samym tempie podszedł do schodów. Będąc ostrożnym jak jeszcze nigdy zaczął wspinać się po schodach. Nie może wydać żadnego dźwięku, przynajmniej nie, dopóki nie będzie na górnym piętrze.
Avatar Concordia
Właścicielka
13 kwietnia, 19:31
//Kapturka nie Kopciuszka. Choć domyślam się, że to było 'przesłowienie się' lub autokorekta.

Ledwo dotarł na szczyt schodów, a już ktoś złapał go kolokwialnie mówiąc 'za szmaty' i jednym szybkim, zdecydowanym ruchem wciągnął w głąb korytarza, w miejsce, do którego światło budzącego się poranka nie dochodziło. - Niedobrze! - usłyszał czyiś przyciszony głos koło ucha, kiedy ktoś mocnym szarpnięciem zmusił go do przykucnięcia w cieniu. Z tego miejsca widać było drzwi, w które nadal ktoś zaciekle łomotał, ale gdyby ktoś jednak dostał się do środka, oni pozostaliby niewidoczni. - Siedmiu Jeźdźców zajmuje się dostarczaniem wiadomości od królowej baśni i Rady Baśniowej. Ich wizyta nie zwiastuje niczego dobrego... - bardziej poczuł niż zobaczył, jak blond kosmyk otarł się o jego twarz i choć nie widział osoby, która zaciągnęła go w to miejsce, po głosie bez wątpienia mógł stwierdzić, że był to nie kto inny jak właśnie Elise. - Mam dość lekki sen, obudziło mnie już samo pukanie - dodała po chwili słowami wyjaśnienia, dopiero teraz zdejmując rękę z jego ramienia. - Coś się działo w nocy o czym powinnam wiedzieć czy do ich przybycia było raczej spokojnie?- zapytała równie cichym tonem głosu, najwyraźniej chcąc mieć pełen pogląd na sytuację, a nie wiedzieć tylko to, co udało jej się chwilę temu podsłuchać.
Avatar BudowniczyMakaronu
13 kwietnia, 22:14
//podejrzewam, że po prostu się zamyśliłem. Już poprawione

-Oprócz zmaterializowania się jakieś propagandowej książki, wszystko było cicho i spokojnie.- odszepnął równie cicho co jego towarzyszka. Spojrzał na drzwi, aby upewnić się, czy są jeszcze na swoim miejscu. Potem spojrzał na Elise i zmierzył ją wzrokiem w poszukiwaniu jakiejś broni.-Czekamy aż się rozmyślą czy bedziemy się z nimi konfrontować?
Avatar Concordia
Właścicielka
14 kwietnia, 19:24, edytowano 14 kwietnia, 19:25
Ogólnie Elise wyglądała teraz... Odrobinę inaczej niż zazwyczaj. Przede wszystkim, nie miała na sobie swojego charakterystycznego, czerwonego kaptura... Ani w ogóle normalnego ubrania. Donośne pukanie - jak sama zresztą wcześniej wspominała - najwyraźniej dopiero co wyrwało dziewczynę ze snu, gdyż miała na sobie tylko śnieżnobiałą, sięgającą kolan, staromodną koszulę nocną i najprawdopodobniej jakąś bieliznę pod spodem. Nawet butów na sobie nie miała. Mimo to dostrzegł w jej dłoni sztylet, którym na początku ich znajomości uśmierciła kradnącego kiełbasę szczura, co było jedyną oznaką tego, że wcale nie jest taką uroczą, bezbronną dziewczyną, na jaką w tej chwili wyglądała. Milczała przez chwilę, obserwując drzwi i prawdopodobnie zastanawiając się nad odpowiedzią. W końcu odezwała się ponownie, tak samo cicho jak chwilę temu. - Pokażę ci sekretne wyjście na dach. Nie znajdą go, nie ma takiej możliwości. Ja tymczasem zejdę do nich i... Porozmawiam z nimi - ostatnie słowa sformułowała dopiero po chwili namysłu, jakby początkowo miała zamiar powiedzieć coś zupełnie innego, ale w ostatniej chwili się rozmyśliła. - Czekaj... Książki? Jakiej znowu ksią-- Albo nie, nie odpowiadaj teraz, nie mamy na to czasu! - to powiedziawszy złapała go za rękę, wstała i lekkim szarpnięciem zasugerowała mu, żeby zrobił to samo. Kiedy już znalazł się na nogach, pociągnęła go wgłąb korytarza, gdzie naciśnięciem na jedną z desek w ścianie otworzyła sekretne przejście, z którego jakaś stara drabina prowadziła bezpośrednio na dach budynku. - Wchodź, zamknę za tobą przejście i po wszystkim wrócę po ciebie - powiedziała tonem głosu nieznoszącym sprzeciwu, jednocześnie rzucając kątem oka spojrzenie w kierunku drzwi, których zawiasy już ledwo wytrzymywały próby wyważenia ich.
Avatar BudowniczyMakaronu
14 kwietnia, 20:32
-Ukryj książkę, może są tu z jej powodu.- zaczął wchodzić po drabinie. -w razie czego mogę Ci pomóc. -uśmiechnął się- Siódemka nie brzmi tak źle.
Wbiegł na sam szczyt drabiny i przejrzał się po pomieszczeniu, szukając czegoś czym mógłby walczyć.
Avatar Gunzi
14 kwietnia, 20:51
Odruchowo odsunęła się od okna, łapiąc głęboki oddech, jakby już spadała w dół. Z jej ust wydobyło się słowo, na pewno nie przystające do młodej damy. - Ktoś mnie tutaj wyniósł..? - mruknęła do samej siebie, rozważając w myślach każdy możliwy scenariusz. Jednakże nie miala na żaden dobrego dowodu. Zagryzła wargę, po czym podeszła do klapy, by spróbować ją otworzyć. Chciała się stąd jak najszybciej wydostać. Musiała również popytać obecnych ludzi, których widziała, bowiem kompletnie nie rozumiała zaistniałej sytuacji. Z takiej odległości wahała się nawet, czy aby na pewno byli to ludzie, a nie jakieś mary...

Odpowiedź

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Concordia
Właściciel: Concordia
Grupa posiada 1236 postów, 10 tematów i 22 członków

Opcje grupy Długo i Szcz...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Długo i Szczęśliwie [PBF]