Właściciel
POszedł na zaplecze, czyli w tamte drzwi.
Moderator
Zaplecze oczywiście pełne skrzyń i tym podobnych rzeczy, ale też trójki mandaloriańskich kiziorów z Watahy.
Właściciel
POdszedł do nich.
-A więc, mówcie.
Moderator
- A Ty nam nic ciekawego nie powiesz? - zapytał jeden z nich.
Właściciel
-Jeżeli Vizsla ma w planach teraz wyjechać z powstaniem, to niech się powstrzyma. Księżna ma zbyt duże poparcie wśród ludu Mandalory, nie wspominając o potajemnym wsparciu niektórych członków Zakonu Jedi (Chodzi mu o Kenobiego i innych). Trzeba podkopać jej autorytet, a następnie wystartować jako wybawiciele... Staram się jak najbardziej gmatwać system prawny, ale to średnio wychodzi, zwłaszcza że księżna sma sprawdza niektóre ustawy... W kilku ministerstwach mamy ludzi, ale to nie wystarcza, a zamachy na tym etapie nie wchodzą w grę.
Moderator
- Skoro tak to co chcesz zaproponować?
Właściciel
-Stopniowe podkopywanie jej autorytetu, podważanie ważności instytucji państwowych.. Wojnę propagandową. W tej chwili jest to jedyna wojna, którą możemy wydać.
Moderator
- Niekoniecznie. - zaprzeczył. - Nie tylko taką.
Właściciel
-To jaką jeszcze wojnę, twoim zdaniem ,możęmy wygrać?
Moderator
- Nie nazwałbym tego wojną, a raczej... Zdobyciem wpływów. - wyjaśnił Mandalorianin.
Moderator
- Zaczniemy od tego, że powiesz nam co potrafisz.
Właściciel
-Jeżeli chodzi o walkę, to zabiłem dóch Jedi, walczę wręcz, dobrze latam, umiem dowodzić ludźmi, a także grać.
Moderator
- Czyli się nadasz. - rzekł i poklepał Cię po ramieniu, po czym wyszedł tylnym wyjściem, razem z resztą.
Właściciel
POpatrzył się za nimi, po czym nieśpiesznie i cicho ruszył z nimi.
Moderator
- Dalsze instrukcje jutro. - powiedział zamykając Ci drzwi przed nosem.
Właściciel
Wraca do domu. Bo co ma robić?
Moderator
No i w sumie spał. Aż się obudził. A to nastąpiło rano.
Właściciel
Ubranie, śniadanie i idzie do pracy.
Moderator
Ubrany, ze śniadaniem poszedłeś do pracy.
Właściciel
No i praca...
-Ta ustawa to idiotyzm...-do niektórych i rzucając gdzieś w diabły daleko jakieś kopie.
Moderator
Więc pracujesz w tenże sposób.
Właściciel
Pracu pracu pracu...
-A mogłem to wszystko pie**olnąć i wyjechać w Bieszczady.
Moderator
Pracu, pracu, pracu, aż do wieczora.
Właściciel
I Idzie do tej kantyny. Na zaplecze od razu.
Moderator
Tym razem jesteś tam pierwszy.
Moderator
Ostatecznie członkowie Watahy przyszli, ale tylko dwoje.
Właściciel
-Co się stało-rzucił wojskowo.
Moderator
Jeden z nich wzruszył jedynie ramionami.
Moderator
- Jak dobrze znasz miejsce swojej pracy?
Właściciel
-Mógłbym podać nawet lokalizację papierków na schodach, miejsce popielniczek i mini-barku duchess... Jak człowiek łazi tam od kilku lat, to raczej zapamiętał...
Moderator
Kiwnął głową i podał Ci dwie walizki.
- Podłóż je tam, gdzie zbiera się najwięcej osób.
Właściciel
POpatrzył się na nie i na niego.
-Jedyne, czego nienawidzę, to ataki terrorystyczne.
Moderator
- Czy ja powiedziałem, że to są bomby? - zapytał zdezorientowany.
Właściciel
-To nie muszą być koniecznie bomby... Równie dobrze mogą to być ładunki gazowe...
Moderator
- Masz jakieś obiekcje, co do tego?
Właściciel
-Osobiście uważam, że o niehonorowe, ale słowo Mandalora to słowo Mandalora...
Moderator
W odpowiedzi zacisnął pięści, w znaku zniecierpliwienia.
Właściciel
-Zrobię to... Nie trzeba się wściekać.
Moderator
Postawił walizki na podłodze i odszedł, razem ze swoim towarzyszem.
Właściciel
-Co tam może być... Nieważne-wziął je i poszedł do domu.
Moderator
Zabrałeś je i zaniosłeś nie do końca tam, gdzie trzeba...