[Lokalizacja: Ogrody]

Avatar Historyjka
Właścicielka
Budynek Akademii otoczony jest obszernymi ogrodami, w których rosną niespotykane nigdzie indziej gatunki kwiatów, krzewów, oraz drzew owocowych, których słodki, uwodzicielski aromat czuć nie tylko na dziedzińcu, lecz również we wszystkich pokojach i na większości korytarzy.
Można się tutaj przechadzać krętymi, żwirowymi ścieżkami, odpoczywać na ławkach parkowych, rozmieszczonych co kilka metrów wzdłuż ścieżki, podziwiać zapierające dech w piersiach widoki wznoszących się nieopodal Akademii gór w cieniu ozdobnych, drewnianych altan o kolorze śnieżnej bieli, lub zwyczajnie ułożyć się gdzieś na trawie, w cieniu jakiegoś drzewa owocowego, którejś z rozłożystych wierzb płaczących, rosnących tuzinami wokoło niewielkiego jeziora, należącego również do terenów Subita Morte, albo wielkiego, starego dębu, rzucającego cień na część ogrodu i całe lewe skrzydłu budynku szkoły. Gdyby kazano komuś przyrównywać do czegoś to miejsce, z pewnością wybrałby Eden. Nie ma bowiem bardziej urokliwszego miejsca w całym Akademiku. Dyżury tutaj pełni Pan Mitchell, jednak ze względu na rozmiar tego miejsca, raczej rzadko można przypadkowo natrafić na tego nauczyciela.

Avatar gulasz88
Szedł sobie spokojnie w kierunku szklarni ciesząc się ładną pogodą i zapachem kwiatów.

// Moja postać wychowała się w ciemnogrodzkiej wsi za zadupiu Łotwy. Zapach łajna raczej mu nie przeskadza :/

Avatar Historyjka
Właścicielka
//Tu nie chodzi nawet o sam zapach. Łopat, ani niczego takiego nie ma na składzie, więc będzie musiał obchodzić się z tym gównem gołymi rękami...//

Już z daleka pomachał do niego szkolny ogrodnik - Pan Johnson. Był to wysoki, rudowłosy mężczyzna o wesołych, zielonych oczach, który nie wyglądał nawet na trzydziestkę. Podszedł do chłopaka i uśmiechnął się. -Cześć, Artur! Podobno masz mi pomagać przy nawożeniu, co?- zapytał pogodnie, poprawiając swój kaszkiet, który niezależnie od pory roku nosił. Całe ręce, nogi i klasyczne ogrodniczki miał w owej brązowej substancji i wydzielał raczej intensywny jej zapach, ale zdawał się wcale tym nie przejmować, mimo to promieniejąc dobrym humorem.

Avatar gulasz88
- W rzeczy samej panie Johnson! -
Rzekł radośnie do ogrodnika, który był jednym z jego ulubionych członków personelu szkolnego.

Avatar Historyjka
Właścicielka
Mężczyzna uśmiechnął się nieco szerzej. -Wielka szkoda, że uczniowie przychodzą mi pomagać tylko, kiedy dostają karę! I to kiedy mają szczęście, a stary Howard ma dobry humor...- otarł odrobinę potu z czoła wierzchem dłoni, jednocześnie niechcący nanosząc na skórę niewielką ilość nawozu. -No nic! To trza się brać do roboty! Dali ci jakieś rękawiczki, bądź łopatę czy pracujesz gołymi rękami?- zapytał, poprawiając swoje zielone rękawice ogrodowe.

//Jakby co - Howard to imię Pana Mitchella. Pan Johnson do każdego zwraca się po imieniu...

Avatar gulasz88
- Nie, choć nie pogardziłbym jakimś sprzętem.
Powiedział uśmiechając się.

Avatar Historyjka
Właścicielka
Zdjął kaszkiet i powoli przejechał ręką po swoich włosach, jak często robił, kiedy się nad czymś zastanawiał. -Hmm... Ciężko będzie. Zdaje się, że dzisiaj rano Howard prosił mnie o klucze do schowka ze sprzętem i nadal mi ich nie oddał. Nawet nie wiem po co mu mój sprzęt, nie widziałem, żeby w ogóle z tego klucza korzystał...- powiedział w zamyśleniu.

Avatar gulasz88
- Może ma własny sekretny ogródek i ukrywa go przed światem.
Powiedział wciąż uśmiechnięty, choć wiedział dobrze dlaczego Mitchell zabrał klucz.

Avatar Historyjka
Właścicielka
Pan Johnson zaśmiał się, znów zakładając kaszkiet. -Mało możliwe. W prawdzie Howard uwielbia się otaczać naturą, dlatego właśnie pełni dyżury w ogrodzie, a nie gdziekolwiek indziej, ale należy do tych nauczycieli, którzy poza Akademią nie mają życia. Jeśli chciałby uprawiać ogród, przyszedłby do mnie! Ach... Kiedyś to nawet przychodził, prosił mnie o białe róże, zabierał jeden wielki bukiet i kilka pomniejszych, po czym udawał się na cmentarz, pozostawiać je na grobach Eleonor, Timmy'ego, Janette, Juleczki, Victorii i Aleksa. Tragiczna historia, doprawdy...- wiecznie wesoły ogrodnik na chwilę posmutniał, wpatrując się w bezchmurne niebo. -A właśnie, słyszałeś już o tym, czy jeszcze nikt ci nie mówił? Starsi nauczyciele i pracownicy szkoły znają ten dramat, mimo, iż Howard raczej rzadko opowiada o tym wypadku. Nagły pożar... Zmarła w nim jego żona, oraz piątka dzieci, a on cudem przeżył, przez lata później lecząc się na zatrute gazem płuca i niewyrabiające serce. Był absolwentem Akademii, on i Eleonor skończyli ją w tym samym roku i to ich połączyło. Jej talentem była właśnie przyroda. Nikt tak jak ona nie znał się na roślinach, zwierzętach i innych tego typu sprawach... Chyba dlatego tak kocha naturę, kojarzy mu się ze zmarłą ukochaną i całą tą dzieciarnią...- znów się uśmiechnął i przeniósł wzrok na Artura. -To ja już się nie rozgaduję! Lepiej chodźmy pracować, zanim stary biolog się tu przywlecze i zgani cię za nieróbstwo!- po tych słowach udał się szybkim krokiem w stronę szklarni.

//Ta historia nie jest kłamstwem czy wymysłem ogrodnika. Opisana była w Kadrze Nauczycielskiej w historii Pana Mitchella. Szczegóły może innym razem...

Avatar gulasz88
Udał się za ogrodnikiem nieco zaszkoczony historią nauczyciela.
Pewnie dlatego jest takim dupkiem.

Avatar Historyjka
Właścicielka
W szklarni czekało mnóstwo grządek, obsadzonych przede wszystkim warzywami, oraz średnich rozmiarów przyczepa, wypełniona po brzegi łajnem. -Kiedy życie mu się zawaliło, a wszystko co miał, włączając w to jego własne zdrowie zarówno fizyczne jak i psychiczne, diabli wzięli, wrócił do Akademii. Jedynego miejsca, które przyjęło go z otwartymi ramionami pomimo upływu lat, oraz zmian, jakie w nim zaszły. Nikogo innego, oprócz nas już nie miał...- kontynuował swoją opowieść ogrodnik, łapiąc za chyba jedyną w szklarni łopatę i biorąc się za przerzucanie łajna na grządki. -Podobno kiedyś stał tu jakiś ośrodek dla osób jak on, dla porzuconych i niechcianych dzieci, które nie miały już żadnej rodziny. Mówi się, że zanim ośrodek upadł, a na jego miejscu powstała Akademia, wychowywał się tutaj, co dodatkowo przywiązało go do tego miejsca. Do osiemnastki tu mieszkał, a później, po pamiętnej katastrofie sprzed 30' lat, zaczął się tu uczyć, by później sam zostać tutejszym nauczycielem. Tragiczna historia, jak dla mnie. Ja tam miałem raczej szczęśliwe życie, wychowywałem się na farmie, w której wszyscy, z dziada pradziada, przerzucali łajno. Sam chciałem żyć inaczej, wyjechać do tego wielkiego USA, by robić tam zawrotną karierę. Wyjechałem więc do Oregonu, w poszukiwaniu pracy, a teraz co? A teraz i tak przerzucam to łajno! Och, przed losem nigdy nie uciekniesz, mój drogi...- narzekał, nie przerywając pracy ani na chwilę.

Avatar gulasz88
- Czy ja wiem. Ja też pochodzę z głębokiej wsi, a mimo to jestem tutaj. W jednej z najbardziej prestiżowych szkół na świecie.
Powiedział stojąc przy jednej z ścian szklarnii.

Avatar Historyjka
Właścicielka
-Hmm...- w pewnym momencie przerzucania gówna ogrodnik niespodziewanie rzucił pustą już łopatą w stronę ucznia. Rzut był na tyle niespodziewany i silny, że chłopak oberwał łopatą prosto w brzuch i upadł, prosto w kolejną taczkę z nawozem, której wcześniej nie zauważył, cały brudząc się w odchodach. Pan Johnson zaśmiał się serdecznie. -Poćwicz trochę nad refleksem, młody. Naprawdę się przyda... Poza tym, teraz twoja kolej. Łap za tą łopatę i bierz się do roboty!- powiedział beztroskim tonem, ponownie poprawiając swój kaszkiet i swoje rękawice.

//Ciesz się, że celował w brzuch, a nie trochę niżej...

Avatar gulasz88
Zakaszlał cicho po czym chwycił za łopatę i powiedział - Dobra rada...-
Następnie zabrał się za pracę.

Avatar Historyjka
Właścicielka
-W tym miejscu jedna z lepszych. Przydatne bywają też lekcje szermierki i dodatkowe zajęcia z Kaeri. Nowa nauczycielka, wuefistka. W razie czego nie mówiłem ci tego, ale właśnie została wypuszczona z więzienia i skierowana prosto do nas po kilku pomyślnych sesjach z jej psychiatrą...- powiedział, podlewając z konewki jakieś rośliny, ustawione w kącie szklarni... W pewnym momencie pracy Artur pośliznął się na nieco rozmokłej partii nawozu, która musiała wcześniej ześliznąć mu się z łopaty, upadł i wylądował miękko twarzą prosto w owe ciepłe jeszcze odchody. -Uważaj, chłopcze! Ach, równowaga widzę, że też wymaga kilku poprawek... Tym bardziej polecam wyrównawcze z naszą wuefistką!- ogrodnik zaśmiał się lekko, biorąc do ręki jakiś słoik i odkręcając go przy donicy z rosiczkami. Ze słoika wyleciało kilkanaście much, które szybko dały się zwabić roślinom i zostały zatrzaśnięte w owej naturalnej pułapce.

Avatar gulasz88
Wstał, otrzepał się jak mógł i wrócił do pracy klnąc jak szewc pod nosem.
- A za co siedziała? Pani Kaeri w sensie.

//Czy ty mnie nienawidzisz Historyjko?

Avatar Historyjka
Właścicielka
Wzruszył ramionami. -Sam nie wiem. Słyszałem coś o jakimś wypruwaniu jelit na żywca i cięciu ciała sztyletem, ale poza tym to nie jestem zorientowany w sytuacji...- powiedział, następnie zabierając się za inne prace ogrodowe, nawożenie zostawiając Arturowi. Podczas dalszych prac chłopak nie zauważył pozostawionych w błocie grabi, na które niechcący nadepnął, przez co oberwał całkiem mocno w twarz, a zataczając się do tyłu znów wpadł do taczki z nawozem.

//Nie, że cię nienawidzę. To po prostu ma być kara, a nie przyjemność. No i Pan Mitchell mnie prosił, bym mu trochę utrudniła, a jak tu odmówić takiemu miłemu panu...

Avatar gulasz88
- Ku#wa mać!
Krzyknął mając już dość tej groteskowej sytuacji.

Avatar Historyjka
Właścicielka
Ogrodnik skrzywił się lekko, pomagając chłopakowi wydostać się z tegoż cuchnącego powozu.
-Nie wrzeszcz tak, zdarza się. Nie radziłbym ci zachowywać się zbyt głośno, Howard może cię usłyszeć, ma dyżur w ogrodzie, więc pewnie przebywa niedaleko. A przeklinanie niby też jest tu karalne, co zapewne już od dawna wiesz...- powiedział, po czym wziął od chłopaka łopatę -Wiesz co? Skoro masz takiego pecha do tej roboty to mogę trochę cię wyręczyć. Ale nikomu ani słowa..!- puścił Arturowi oczko, po czym zabrał się do pracy. Szło mu to o wiele sprawniej niż chłopakowi.

Avatar gulasz88
- Dziękuje i przepraszam. Czasem po prostu puszczają mi nerwy. W zamian mogę pomóc przy innych pracach.
Powiedział wychodząc z taczki.

Avatar
Konto usunięte
Powoli przechadzała się ścieżkami nucąc jakąś piosenkę.

Avatar Historyjka
Właścicielka
gulasz88 pisze:
- Dziękuje i przepraszam. Czasem po prostu puszczają mi nerwy. W zamian mogę pomóc przy innych pracach.
Powiedział wychodząc z taczki.


Uśmiechnął się lekko. -W takim razie możesz iść nakarmić rosiczki po drugiej stronie szklarni? Uważaj tylko, aby ci niczego nie odgryzły, jak będziesz im rzucał mięso...- Pokazał na taczkę z jakimiś kawałkami mięsa, o dziwo naprawdę dużymi, zdecydowanie za dużymi dla małej, mięsożernej rośliny. Nawet takiej porządnie wyrośniętej ponad normę.

Avatar Historyjka
Właścicielka
paranolmal pisze:
Powoli przechadzała się ścieżkami nucąc jakąś piosenkę.


Ptaki wokół ćwierkały, a kwiaty pachniały tak uwodzicielsko, że najdroższe perfumy w porównaniu z tym zapachem należały do smrodów pokroju uszkodzonej kanalizacji czy odchodów przerzucanych przez Artura. Tuż nad głową dziewczyny przeleciał jakiś motyl i o mało nie nadepnęła na przemykającą ścieżką jaszczurkę. Było raczej spokojnie, a przynajmniej na razie...

Avatar gulasz88
- Z chęcią i dziękuje jeszcze raz.
Po tych słowach chwycił taczkę i pojechał nią do szklarni.

Avatar Historyjka
Właścicielka
Po chwili ujrzał rosiczki. Choć właściwym słowem byłoby rosice i to mocno wyrośnięte. Owe rośliny były ogromne i dotykały niemal sufitu szklarni. Teraz nagle zaczęło się zdawać, że kawałki mięsa nie są za duże, a zdecydowanie za małe. Taka roślina to musiałaby pożreć conajmniej dorosłego człowieka, aby w ogóle odczuć, że cokolwiek wpadło jej do paszczy...

Avatar gulasz88
Zagwizdał w kierunku rosic i krzyknął - Obiad! -
Powiedział po czym z bezpiecznej odległości zaczął rzucać w ich paszcze po trzy cztery kawałki mięsa. Taka rozrywka pozwalała mu choć trochę zapomnieć o nieprzyjemnych sytuacjach jakie go spotkały przed chwilą.

Avatar Historyjka
Właścicielka
Rosice łapały mięso jeszcze zanim porządnie wzbiło się w powietrze, czyli niebezpiecznie blisko samego chłopaka. W pewnym momencie jedna z nich prawie go chapnęła, ale w ostatniej chwili mięso wylądowało w jej paszczy i znów cofnęła się o parę metrów. Po chwili jedzenie dla roślin zaczęło się kończyć, a one wciąż wyglądały na głodne...

Avatar gulasz88
Odsunął się nieco od roślin i wyrzucił resztki mięsa w ich paszcze. Potem odjechał taczką spowrotem w kierunku pana Jonhsona.

Avatar Historyjka
Właścicielka
Pan Johnson prawie skończył już pracę, jednak nadal pozostawało kilka grządek, które jeszcze nie zostały nawożone. Ogrodnik uśmiechnął się lekko do chłopaka. -Wszystkie kawałki na miejscu? Niczego nie brakuje?- zapytał pogodnie, po czym rzucił chłopakowi łopatę, którą tym razem udało mu się złapać. -Twoja kolej! Tylko kilka grządek zostało, tym razem powinieneś dać sobie radę...- stwierdził z uśmiechem, po czym wyszedł spomiędzy grządek i podszedł do jakichś roślin o czerwonych liściach, które następnie zaczął podlewać.

Avatar gulasz88
Uśmiechnął się krótko i wziął się za prace tym razem będąc bardzo ostrożnym.

Avatar
Konto usunięte
-Jak tu pięknie...-Myśli po czym dalej przechadza się ale tym razem ostrożniej aby niczego nie podeptać.

Avatar Historyjka
Właścicielka
gulasz88 pisze:
Uśmiechnął się krótko i wziął się za prace tym razem będąc bardzo ostrożnym.


Udało mu się i tym razem nie wpadł twarzą w gówno, choć kilka razy w nie wdepnął i raz nawet tak głęboko, że aż po kolana się ubrudził. Podczas przerzucania prawie się o coś pośliznął i upadł, ale ktoś go złapał i nie pozwolił mu znów upaść w odchody. -Uważaj, bo sobie jeszcze coś zrobisz...- usłyszał miękki, melodyjny i jedwabisty głos tuż za sobą, należący najpewniej do osoby, która mu właśnie pomogła i najprawdopodobniej dziewczęcy.

Avatar Historyjka
Właścicielka
paranolmal pisze:
-Jak tu pięknie...-Myśli po czym dalej przechadza się ale tym razem ostrożniej aby niczego nie podeptać.


-Prawda..?- usłyszała czyjś melodyjny, jedwabisty głos, należący raczej do jakiejś dziewczyny, a następnie delikatny, przyjemny dla ucha, radosny śmiech tej osoby. -Sama też nie mogłam z początku uwierzyć w piękno tego niesamowitego miejsca, zwłaszcza, że widziałam je zanim obsadzono ogrody kwiatami, a budynek odbudowano...- stwierdziła nieznajoma, która szła trochę z tyłu, przez co dziewczyna jeszcze nie widziała swej nowej rozmówczyni.

//Jakby co - Uznajmy, że przechadza się tam trochę czasu przed akcją, którą właśnie piszę z gulaszem, gdyż wyszła do ogrodu chwilę po nim, a u niego jest założenie, że już długo pracował...

Avatar gulasz88
- Dziękuje, chyba nie wytrzymałbym nerwowo gdybym znowu wpadł w to łajno. - ustabilizował się i spojrzał w twarz swojej wybawczyni.

Avatar
Konto usunięte
Odwróciła się.Skąd ta dziewczyna to wiedziała?To aż tak widoczne?
-Zgadza się.To niesamowite że takie miejsca nadal istnieją.Jestem Ashley Lee,nowa tutaj.-Mówi z lekkim zaskoczeniem.

Avatar Historyjka
Właścicielka
gulasz88 pisze:
- Dziękuje, chyba nie wytrzymałbym nerwowo gdybym znowu wpadł w to łajno. - ustabilizował się i spojrzał w twarz swojej wybawczyni.

Dziewczyna uśmiechnęła się lekko, odgarniając swe długie niemalże do kolan włosy za ucho.
-Nie ma za co dziękować, to dla mnie przyjemność, kiedy mogę komuś pomóc...- powiedziała.
Miała lśniące różowawo-czerwone oczy, proste, białe włosy, oraz raczej bladą cerę.
Ubrana była w elegancki mundurek, który nie licząc koloru wydał mu się dziwnie znajomy.
Wyciągnęła do niego rękę w geście przywitania, przekrzywiając lekko głowę.
-Nazywam się Catrina Moone. Nowa Wiceprzewodnicząca...- znów się lekko uśmiechnęła.



//Z tym kolorem chodzi o to, że każdy z trzech Przewodniczących ma inny kolor mundurka, choć taki sam krój (z tym, że jeśli zdarzy się Przewodniczący chłopak, on ma spodnie, nie spódniczkę). E. Omocha nosi ciemno-granatowy, więc od razu możecie wykluczyć, że jest Wice.

Avatar Historyjka
Właścicielka
paranolmal pisze:
Odwróciła się.Skąd ta dziewczyna to wiedziała?To aż tak widoczne?
-Zgadza się.To niesamowite że takie miejsca nadal istnieją.Jestem Ashley Lee,nowa tutaj.-Mówi z lekkim zaskoczeniem.

Białowłosa dziewczyna uśmiechnęła się lekko, a jej różowawo-czerwone oczy zabłyszczały.
-Wiem, mam cię na liście pierwszoroczniaków. Dyrektorka kazała mi sprawdzić każdego z osobna i przeprowadzić z każdym krótki wywiadzik do szkolnych akt. A właśnie, nazywam się Catrina Moone, nowa Wiceprzewodnicząca...- wyciągnęła do dziewczyny rękę w geście przywitania. W drugiej ręce trzymała jakieś dokumenty, przypominające swego rodzaju ankietę.



//Nie, ona nie jest w dwóch miejscach naraz, już pisałam, że akcja z postacią Par jest przed akcją z postacią gulasza...

Avatar
Konto usunięte
Uścisnęła rękę dziewczyny po czym lekko się uśmiechnęła.
-Miło cię poznać Catrina.Jakie pytania chciałabyś mi zadać?-.

Avatar gulasz88
Uśmiechnął się głęboko i pocałował ją w dłoń. - Artur Škele. Wybacz że jestem tak niewyjściowo, ale ciężko się nie ubrudzić podczas pracy w ogrodzie.

Avatar Historyjka
Właścicielka
paranolmal pisze:
Uścisnęła rękę dziewczyny po czym lekko się uśmiechnęła.
-Miło cię poznać Catrina.Jakie pytania chciałabyś mi zadać?-.

Spojrzała na swoją ankietę i wyciągnęła z kieszonki w marynarce jakiś długopis.
-Em... "Jakie było twoje pierwsze wrażenie, kiedy przybyłaś/przybyłeś do tego instytutu? W conajmniej pięciu zdaniach omów jakie dostrzegasz u nas silne, a jakie słabe strony"...- przeczytała, po czym przyłożyła długopis do papieru i spojrzała na rozmówczynię.

Avatar Historyjka
Właścicielka
gulasz88 pisze:
Uśmiechnął się głęboko i pocałował ją w dłoń. - Artur Škele. Wybacz że jestem tak niewyjściowo, ale ciężko się nie ubrudzić podczas pracy w ogrodzie.


Zaśmiała się lekko. -Ależ nic się nie stało. Sama doskonale wiem, że kary pana Mitchella są conajmniej... Cóż, uciążliwe. Czyściłeś kiedyś szkolny autobus za to, że spóźniłeś się na szkolną wycieczkę terenową z nim?- zapytała pół żartem, pół serio, zabierając rękę. Ogrodnik nagle jakby gdzieś zniknął i wraz z Wiceprzewodniczącą byli sami w szklarni.

Avatar gulasz88
- Nie, ale kiedyś zamiatałem tłuczone szkło w loch...zaczy się w kozie za to że stlukłem wazon. Co ciekawie następnego dnia znowu tam było... Zaśmiał się krótko - A uciążlie są tylko wtedy gdy cię toleruje. Gdy zdążysz mu podpaść to kary stają się nad wyraz nieprzyjemne.

Avatar Historyjka
Właścicielka
Pokiwała głową. -Domyślam się. Mi jednak nie za wiele może zrobić, cała trójka Przewodniczących oprócz swych obowiązków ma jeszcze funkcję reprezentacyjną, więc jeśli zagoniłby mnie do przerzucania nawozu, jak teraz ciebie, to jemu by się oberwało, że Wiceprzewodnicząca paraduje po szkole utytłana gównem... A nie myślałeś w sumie kiedyś o karierze Przewodniczącego Doradczego? To stanowisko akurat często zmienia osobę je piastującą. Przewodniczącym i Wiceprzewodniczącym jest się przez wszystkie trzy lata edukacji w tym miejscu, jednak Przewodniczącego Doradczego aktualnie nie mamy...- uśmiechnęła się lekko i przekrzywiła minimalnie głowę -Co ty na to..?-

Avatar gulasz88
- Zostać częsią lokalnej władzy tak? - Zastanowił się przez chwilę opierając się na łopacie. - W sumie... czemu nie? Zgadzam się!

Avatar
Konto usunięte
Cóż,szkoła ma naprawdę dobre pierwsze wrażenie.Wszystko co jest dostępne obecnie,wygląda pięknie a większość uczniów jest uprzejmych.Wydaje mi się jednak że nauczyciele są zbyt surowi.Oczywiście zdaje sobie sprawę że szkoła jest tylko dla najlepszych i dyscyplina musi tu być ale nie aż taka.Na dodatek nie wiem co się dokładnie stało 30 lat temu.Musiało być dosyć poważne skoro większość pomieszczeń jest w remoncie.-Mówi nie za szybko nie za wolno i wyraznie.Co jakiś czas również jakby mimowolnie lekko gestykulowała rękami.

Avatar Historyjka
Właścicielka
gulasz88 pisze:
- Zostać częsią lokalnej władzy tak? - Zastanowił się przez chwilę opierając się na łopacie. - W sumie... czemu nie? Zgadzam się!

Uśmiechnęła się nieco szerzej. -W takim razie zapraszam do pokoju samorządu dzisiaj o dziewiętnastej. Teoretycznie mają się odbyć wybory, było o tym na tablicy ogłoszeń, ale w praktyce nikt i tak nie przychodzi i wygrywa ta osoba, która się w ogóle zgłosi...- wzruszyła ramionami. Po chwili spojrzała w stronę wejścia do szklarni. -Zdaje się, że pan ogrodnik wraca z kolejną taczką nawozu do przerzucenia. Znikam, zanim mnie też dopadnie pech i do niej wpadnę!- zaśmiała się, po czym ruszyła w stronę tylnego wyjścia, w którym pomachała mu na pożegnanie i dopiero wtedy odeszła. Ogrodnik zatrzymał taczkę obok chłopaka. -I co, nie było więcej przygód z nawozem?- zapytał pogodnie brzmiącym tonem głosu i chyba w ogóle nie dostrzegł odchodzącej dziewczyny.

Avatar Historyjka
Właścicielka
paranolmal pisze:
Cóż,szkoła ma naprawdę dobre pierwsze wrażenie.Wszystko co jest dostępne obecnie,wygląda pięknie a większość uczniów jest uprzejmych.Wydaje mi się jednak że nauczyciele są zbyt surowi.Oczywiście zdaje sobie sprawę że szkoła jest tylko dla najlepszych i dyscyplina musi tu być ale nie aż taka.Na dodatek nie wiem co się dokładnie stało 30 lat temu.Musiało być dosyć poważne skoro większość pomieszczeń jest w remoncie.-Mówi nie za szybko nie za wolno i wyraznie.Co jakiś czas również jakby mimowolnie lekko gestykulowała rękami.

Zapisała eleganckim, lekko pochyłym stylem pisma, który mógł wydawać się dziwnie znajomy. -Dobra, mam już to. A odpowiadając na twoje pytanie, dotyczące Pamiętnego Zdarzenia, był tutaj wielki pożar, a w zasadzie wielka seria wybuchów, która strawiła większość budynku wcześniej tu stojącego. To zdaje się był jakiś dom dziecka czy coś w tym stylu...- wzruszyła ramionami -Kilkanaście osób z kilkudziesięciu przeżyło, z czego ośmiu jest teraz tutaj nauczycielami, a jedna dziewczyna została nawet dyrektorką tego miejsca. Tych ośmiu to chyba pani od krawiectwa, wuefistka, biolog, fizyk, nauczyciele szermierki i teatru, prowadzący te dwa zajęcia wspólnie, oraz pani od samoobrony i plastyczka. Z nazwisk też wymienić..?- przekrzywiła lekko głowę.

Avatar gulasz88
- Nie takich tragicznych jak te na początku. - Zaśmiał się pod nosem.

Avatar XiaTheWolf
// I okaże się, że Akademia jest zbudowana w miejscu Sierocińca.. Co z tego, że są w zupełnie innych krajach!.. //

Avatar Historyjka
Właścicielka
gulasz88 pisze:
- Nie takich tragicznych jak te na początku. - Zaśmiał się pod nosem.

Skinął głową. -To dobrze, że już sobie radzisz lepiej na początku, bo tak się składa, że jest jeszcze pięć taczek do opróżnienia. Zaraz je przywiozę, bierz się w tym czasie za tą jedną, dobrze?- uśmiechnął się lekko, po czym znów ruszył w stronę wyjścia ze szklarni.

Odpowiedź

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku