Dyskusja na temat piractwa komputerowego i tego czy jest ono jest kradzieżą

Temat edytowany przez wiewiur500kuba - 17 października, 10:52

Avatar CWIRRED
Ja powiem że nie! Do takiego wniosku doszłem niedawno bo jako Katolik myślałem czy to jest grzech. I nie! Jezus rozmnożył chleb z rybami i rozdał go ubogim. Ludzie powinni się upodabniać do Jezusa. Pirat rozmnożył materiał i dał ludziom takim jak ja: zwykłym co nie mogą pozwolić sobie na kupowanie gry co miesiąc. W kinach jest drogo to czemu mam płacić? I bez jaj, ja pieniędzmi nie sram. Bogaci z zachodu pójdą na film a ja sobie moge użyć torrenta. To absurd że mamy płacić zachodnie ceny. Dlatego jestem za dekryminalizacją piractwa komputerowego. Piractwo to dziedzina w której działa anarchia. I pal licho twórców. Powinni dostosować ceny do rynków regionalnych jak w np. Rosji. Prężność piractwa w Polsce to ich całkowita wina. Więc prosze tu nie bronić autorów bo Polacy by nie piracili jakby ceny były znośne. Zdjęcie użytkownika CWIRRED w temacie Dyskusja na temat piractwa komputerowego i tego czy jest ono jest kradzieżą

Avatar RhobarIV
Ja bym tu sobie raczej Biblią ani Jezusem „mordy nie wycierał”, i to jako katolik, bo tu chodzi o coś zgoła innego.
Nie bez powodu Jezus rozmnożył chleb i ryby, skoro mógł rozmnożyć apikia i garum. Nie bez powodu też i my w Modlitwie Pańskiej za Zbawicielem powtarzamy „Chleba naszego powszedniego”, skoro moglibyśmy powtarzać „Software'u nowego przyjemnego”.

Gry komputerowe czy filmy są dobrami, uwaga, luksusowymi, tak jak samochód, komputer czy nowe ciuchy w wypadku gdy stare są dobre. Nie potrzebujesz ich. Możesz, a jeśli nie stać cię na nie (czy to ze względów finansowych, czy innych) to nawet masz powinność się ich wyrzec. I nie ma tu znaczenia ani cena rynkowa tych rzeczy, ani twój stan finansowy, ani nawet twoje widzimisię. Tak, widzimisię. Jako katolik jesteś człowiekiem wolnym i możesz się nawet tych rzeczy nie dotykać przez całe życie.

Nic cię nie zmusi do grania w gry czy oglądania filmów. Ba, nic cię nie zmusi do posiadania komputera czy telewizora. Powiem jeszcze więcej; nic cię nie zmusi do posiadania czegoś więcej nad zaspokojenie elementarnych potrzeb, a i to możesz dzielić z innymi.
Zaraz, przecież to nie będzie normalne życie!
Nic cię nie zmusi do normalnego życia. Słyszałeś o ascetach albo jurodiwych?
Nie zmusi cię, bo w takim wypadku musiałbyś niezależnie od swojej woli przełożyć swe rzeczy nad coś dobrowolnego. A rzeczą całkowicie dobrowolną jest służba Bogu, który dał nam wszak wolną wolę. Przełożenie tych rzeczy nad Boga oznacza odłączenie od miłości Chrystusowej.

„Któż tedy nas odłączy od miłości Chrystusowej? Utrapienie? czy ucisk? czy głód? czy nagość? czy niebezpieczeństwo? czy prześladowanie? czy miecz? (Jako jest napisane: Iż dla ciebie cały dzień bywamy martwieni, jesteśmy poczytani jako owce na rzeź). Ale w tym wszystkim przezwyciężamy dla tego, który nas umiłował. Albowiem pewnym jest, iż ani śmierć, ani żywot, ani Aniołowie, ani księstwa, ani mocarstwa, ani teraźniejsze rzeczy, ani przyszłe, ani moc, ani wysokość, ani głębokość, ani inne stworzenie nie będzie nas mogło odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.” (Rz 8, 35-39)

To człowiek i jego widzimisię skłaniają go do wszystkiego co na świecie, jak i do tego co ponad światem. Służba Bogu i bliźnim zawsze pozostaje w naszym zasięgu.


Jako odpowiedź na to możnaby przytoczyć przykład zamiany wody w wino w Kanie Galilejskiej (tak jak puste miejsce w komputerze zamieniamy kilkoma kliknięciami na miejsce zapisane grą), ale tu znowu rzecz dotyczy czego innego. Wino już od starego testamentu było symbolem życia, a w świetle Ostatniej Wieczerzy widzimy także iż jest symbolem Krwi Chrystusa, obmywającej ofiary gładzącej grzechy. Na temat cudu w Kanie są napisane już liczne opracowania i nie ma sensu bym teraz tu dowodził że znaczenie tego wydarzenia dotyczy doczesności w bodaj najmniejszym stopniu.


Mówię zatem: Rozmnożenie na pustyni nie jest usprawiedliwieniem ani błogosławieństwem piractwa.
Ale nie mówię jeszcze że piractwo jest złe.


Jeśli miałbym rozpatrywać tzw. piractwo w kwestii religijnej, to zwróciłbym uwagę na trzy rzeczy:
Czy urąga to Bogu? No, raczej nie (chyba że ktoś uparcie twierdzi że Bóg pobłogosławił piractwo, co jest sprzeczne z drugim przykazaniem!!!), chyba że treści w danym oprogramowaniu Bogu urągają. Ale to już raczej kwestia samego korzystania z tego co żeśmy nabyli - nieważne jaką drogą.
Czy szkodzi to bliźniemu? Niby nie, bo nikomu nic nie zabieramy. Ale tu dochodzi aspekt ekonomiczny, o nim dalej.
Czy szkodzi to więc mnie samemu? I tu już sytuacja robi się mniej jasna. Bo czy wyciąganie ręki do luksusu, do zbytków tego świata, nie podjąwszy żadnego wysiłku, nie jest rodzajem pychy, która przecież doprowadza duszę ludzką do wyniszczenia i jest jednym z najcięższych grzechów? I tu już każdy sam musi rozpatrzeć swój przypadek, rzecz jasna przy głosie sumienia własnego oraz głosie nauczania Kościoła.


A teraz o aspekcie ekonomicznym, którego lekceważenie można potraktować jako wykroczenie przeciwko bliźniemu, tudzież społeczeństwu.


Jakiś czas temu sam na którejś grupie (możliwe że i na tej) zastanawiałem się czy łamanie prawa autorskiego można uznać za szkodliwe. Po przyjęciu do wiadomości postawionych wonczas argumentów i własnych przemyśleniach dochodzę do wniosku, że:

I - Bezstratne powielanie dóbr prowadzi do spadku ich wartości. Nie wystarczy tu sam potencjał do ich powielania, bowiem gdybyśmy się umówili że każdy mały, szary kamyk leżący na ziemi to pieniądz o nominale miliona złotych (tak jak umówiliśmy się że każda moneta czy banknot o danym wzorze mają dany nominał), to ceny bardzo prędko by wzrosły do takich rozmiarów że milion znaczyłoby tyle co taki kamyk znaczy dziś - czyli nic. Tak się jednak nie umawiamy, a więc pieniądze utrzymują swą wartość, chyba że zaczniemy je dodrukowywać, albo jeśli wymienimy każdą złotówkę na kontach bankowych na sto złotych.

II - Podobnie powielanie oprogramowania prowadzi do spadku jego wartości. Nie spada ona dlatego że można to oprogramowanie skopiować, ale dlatego że się je faktycznie kopiuje. Teraz za grę trzeba dać sto pięćdziesiąt złotych, więc jest warta sto pięćdziesiąt złotych. Ale jeśli rozpowszechnimy piractwo, to taka gra nic nie będzie warta, chyba tylko ilość energii elektrycznej potrzebną na wejście na torrenty i pobranie tej gry.

III - Piracenie oprogramowania prowadzi do spadku jego wartości, przynajmniej rynkowej. Ma ono jednak swoją niezależną od rynkowej wartość użytkową, a czasem nawet artystyczną. Nieadekwatność wartości rynkowej do użytkowej i artystycznej nie musi być jednak koniecznie szkodliwa - wysoką wartość użytkową może mieć leżący na ziemi kij o zerowej wartości rynkowej jeśli akurat taki kij do czegoś bardzo nam by się przydał (np. odpędzenie zdziczałego psa który akurat nas zaatakował) podobnie skórka od banana o zerowej wartości rynkowej zależnie od gustów może nabrać wysokiej wartości artystycznej.

IV - Sama jednak wartość użytkowa ani artystyczna nie wystarcza do tego żeby była możliwość utrzymania się ze swojej pracy. Kto by chciał sprzedawać leżące na drodze kije jako broń przeciw dzikim psom albo banany jako dzieła sztuki - zostanie wyśmiany, bo zarabiać można tylko na tym co ma wartość rynkową, a nie tylko użytkową czy artystyczną. Jeśli rzecz straciła wartość rynkową, a więc nie można już na niej zarabiać mimo że wcześniej można było, to ktoś odniesie na tym straty, najpewniej ktoś kto dotąd na danej rzeczy zarabiał. Zatem deweloper gry traci na piraceniu gier, bo nie zarabia tyle ile by zarabiał.

V - Różne jednak proporcjonalnie straty na piraceniu jednej gry odniesie małe studio które wyprodukowało tylko tą jedną grę, duże studio gdy ta gra jest jego ostatnią produkcją, i duże studio gdy ta gra jest sprzed trzydziestu lat i jest swego rodzaju klasyką, czymś porównywalnym do „Pana Tadeusza” czy „Lalki” jeśli chodzi o literaturę polską. Prawda, „Pan Tadeusz” i „Lalka” znajdują się w domenie publicznej, podczas gdy nawet „Super Mario Bros” jeszcze przez wiele lat będzie chroniony prawem autorskim. Śmiem jednak twierdzić że piracenie „Super Mario Bros” przyniesie właścicielom marki mniej więcej te same straty co powielanie „Pana Tadeusza” i „Lalki” przynosi współcześnie żyjącym potomkom Adama Mickiewicza czy Bolesława Prusa.

Biorąc pod uwagę te wnioski, uważam że w pewnych sytuacjach piractwo jest dopuszczalne moralnie jako droga do wywarcia pewnego wpływu na deweloperów oprogramowania, zapewne z nadzieją że zrobią np. to co Bethesda zrobiła z „Areną” i „Daggerfallem” - po prostu udostępniła swoje gry do pobrania i ogrania całkowicie za darmo, z tym zastrzeżeniem że nie jest to całkowicie wolna licencja i prawo autorskie nadal obowiązuje. Jednakże takie naciski wiązałyby się z przekroczeniem prawa, liczyć się więc trzeba także z przyjęciem kary gdyby ktoś naszym piractwem się zainteresował.
Jednakże uważam za wykroczenie przeciwko moralności piracenie nowych gier dużych studiów, na takiej samej zasadzie jak wykroczeniem jest kradzież butelki Coca-coli z hipermarketu.
Za przestępstwo zaś uważam piracenie indyków i innych gier małych studiów, tak jak przestępstwem jest kradzież laptopa z małego sklepu spzedającego używane laptopy.


Odpowiadając na pytanie: Tak, piractwo komputerowe jest kradzieżą, ale czasami nieszkodliwą społecznie ani osobiście.

Avatar LegoYoda69
Hmmmmmmm kradzieżą nie jest ono. Słuszna Twa analogia do Jezusa jest. Na kazaniu w kościele mówili o tym także.
I Rhobarze, że w modlitwie o programach komputerowych nie będzie, oczywistym jest. Przed tysiącami lat wymyślili ją. Gdyby aktualnie Biblię wymyślano, napewno wspomniałby o tym Jezus.

Avatar Marequel
A co biblia mówiła o bawieniu się w Boga?

Avatar LegoYoda69
Że jak jezus być mamy mówiła

Avatar RhobarIV
O programach Jezus nie mówił. Ale mógłby mówić chociaż o sobie współczesnych luksusach i zbytkach. A on mówił o chlebie - powszednim, codziennym. Bo zbytków mamy się strzec, a w chlebie szukać pociechy.

Avatar Marequel
No tak. Nie wiem co mi to zmienia ale tak

Avatar RhobarIV
Odpowiadam Yodzie na jego zarzut że w modlitwie nie było nic o oprogramowaniu.

Avatar Szalom
Zacnie prawisz RhobarIV, w pełni się z Tobą zgadzam

Avatar Jastrzab03
To zależy, czasem jest jedyną opcją

Avatar RhobarIV
Jak to jedyną?!

Avatar TheBDQJP
RhobarIV pisze:
Jak to jedyną?!

abandonware

Avatar RhobarIV
Ale wtedy nadal mamy co najmniej dwie opcje - a jedną z nich jest rezygnacja z nabycia programu.

Avatar CWIRRED
Piractwo istnieje tylko przez chciwość wydawców. Trzeba dostosować ceny. A ja nie popieram patentów i własności intelektualnej bo blokuje postęp. No chyba że chodzi o broń armii i inne rządowe rzeczy. Oni jednak muszą chronić się przed innymi państwami.

Avatar Jastrzab03
RhobarIV pisze:
Ale wtedy nadal mamy co najmniej dwie opcje - a jedną z nich jest rezygnacja z nabycia programu.

Ta jasne. Powiedz to ludziom którzy za komuny powielali zagraniczne książki gdzie nie mieli innej możliwości ich przeczytania.

Avatar RhobarIV
Jastrzab03 pisze:
Ta jasne. Powiedz to ludziom którzy za komuny powielali zagraniczne książki gdzie nie mieli innej możliwości ich przeczytania.


Człowiekowi nie potrzeba ani książek ani software'u. Można żyć bez nich i nie troszczyć się zbytnio o to że czegoś nam brakuje. Takie czy inne powielanie własności intelektualnej nigdy nie jest koniecznością - człowiek NIE MUSI żyć kulturalnie, NIE MUSI być na czasie, NIE MUSI się na niczym znać i NIE MUSI posiadać nic nad to co mu potrzeba do życia, aby nie umarł z głodu czy chorób. ZAWSZE jest opcja ubóstwa, zerwania ze światem, niemalże pustelnictwa. Człowiek jest w pełni wolny i może wybrać czy będzie dążył do posiadania (co wiąże się często z trudem, a nawet udręką jeśli warunki szczególnie nie sprzyjają) czy poprzestanie na korzystaniu tego co dostaje „z Ręki Bożej” co przysporzy trudności większych jego duszy niż faktycznie ciału, które wszak pozostaje ciałem zwierzęcym, zdolnym do życia prymitywnego wręcz.

Avatar Marequel
CWIRRED pisze:
Piractwo istnieje tylko przez chciwość wydawców. Trzeba dostosować ceny. A ja nie popieram patentów i własności intelektualnej bo blokuje postęp. No chyba że chodzi o broń armii i inne rządowe rzeczy. Oni jednak muszą chronić się przed innymi państwami.

No wiesz myślę że brak kasy na badania jest większym problemem niż zatajenie części informacji. Szczególnie że prace naukowe które są podstawą badań rozwojowych nie są ograniczane niemal nigdy

Avatar Jastrzab03
RhobarIV pisze:
Człowiekowi nie potrzeba ani książek ani software'u. Można żyć bez nich i nie troszczyć się zbytnio o to że czegoś nam brakuje. Takie czy inne powielanie własności intelektualnej nigdy nie jest koniecznością - człowiek NIE MUSI żyć kulturalnie, NIE MUSI być na czasie, NIE MUSI się na niczym znać i NIE MUSI posiadać nic nad to co mu potrzeba do życia, aby nie umarł z głodu czy chorób. ZAWSZE jest opcja ubóstwa, zerwania ze światem, niemalże pustelnictwa. Człowiek jest w pełni wolny i może wybrać czy będzie dążył do posiadania (co wiąże się często z trudem, a nawet udręką jeśli warunki szczególnie nie sprzyjają) czy poprzestanie na korzystaniu tego co dostaje „z Ręki Bożej” co przysporzy trudności większych jego duszy niż faktycznie ciału, które wszak pozostaje ciałem zwierzęcym, zdolnym do życia prymitywnego wręcz.

Człowiek musi się rozwijać

Jeżeli tego nie rozumiesz, to przykro mi

Avatar RhobarIV
Jastrzab03 pisze:
Człowiek musi się rozwijać

Jeżeli tego nie rozumiesz, to przykro mi


1. Musi się rozwijać, ale nie w każdej dziedzinie, bo różni ludzie w różnych dziedzinach mają potencjał.
2. Musi się rozwijać, ale niekoniecznie poprzez czytanie książek czy korzystanie z danego typu software'u - nie każda dziedzina jest przez nie rozwijana.
3. Musi się rozwijać, ale niekoniecznie przy użyciu z jakiegoś powodu niedostępnych treści, bo znaczna część treści jest dostępna legalną drogą i pozwala na rozwój.
4. Musi się rozwijać, ale nie za wszelką cenę - jeśli ta chęć rozwoju miałaby przynosić złe owoce, lepiej mu być głupkiem w mierze swojego powołania.
5. Musi się rozwijać, ale nie ma rozwoju wartego więcej niż rozwój duchowy, polegający na prostym dążeniu do zbawienia z Łaski Bożej, zachowując wiarę i spełniając należne wierze uczynki.

Nie jest powołaniem ludzkim „gonić za tym, co wielkie”, albo „za tym co przerasta jego siły”.
Nie musi człowiek dążyć do ziemskiego bogactwa ani materialnego, ani intelektualnego.
Rozwój nie usprawiedliwia kradzieży - nie w każdym wypadku.
Co nam jest potrzebne, zawarte jest w pełni w Bogu - wszystko poza Nim jest marnością i możemy z tego zrezygnować jeśliby nas miało to od Boga odwodzić. Jesteśmy W O L N I.

Avatar Szalom
Kradzież pieniędzy też jest rozwijająca, bo człowiek ma pieniądze nie tracąc czasu na pracę, przez co ma czas na rozwijanie się. Naprawdę można się rozwijać bez piracenia filmów i gier. Piractwo jest formą kradzieży i jeśli nie stać Cię na film z legalnego źródła, to go nie oglądaj. Zaskoczyło mnie CWIRRED, że tak krytykujesz socjalistów, a sam teraz usprawiedliwiasz kradzież "bo Cię nie stać". Ktoś za własne pieniądze stworzył film, włożył w to pracę, a ty zamiast mu zapłacić, to oglądasz za darmo z nielegalnego źródła. Niczym to się dla mnie nie różni od ukradnięcia jubilerów biżuterii, który zapłacił za jej produkcję i włożył w to pracę, bo Cię nie stać. Jak naprawdę chcecie obejrzeć film, a was nie stać, to zaróbcie na to uczciwie pieniądze.

Avatar RhobarIV
Szalom pisze:
Niczym to się dla mnie nie różni od ukradnięcia jubilerów biżuterii, który zapłacił za jej produkcję i włożył w to pracę, bo Cię nie stać.


Znaczy, różnica tak właściwie to jest, i to znaczna. Jubiler traci biżuterię i nie może już jej sprzedać. Deweloper nie traci software'u i nadal może go sprzedawać, ale ktoś na boku sobie go nabywa nie płacąc. Kradzież bezpośrednia a pośrednia.

Co nie zmienia faktu że tolerancja wobec piractwa powinna znacznie zmienić swój charakter.

Avatar Szalom
Znaczy oczywiście, różnica jest i tu oddaję honor, ale wiesz o co mi chodziło.

Avatar LegoYoda69
Hmmm kradzieżą pobieranie abandonware nie jest. Na ciemną stronę ono nie prowadzi.

Avatar Marequel
Piracenie abadonware jest kradzieżą w równym stopniu co wykopywanie kamiennych narzędzi z epoki kamienia łupanego

Avatar RhobarIV
Powiedziałbym raczej że wchodzenie do domu po niedawno zmarłym małżeństwie żeby wynieść telewizor zanim dzieci zmarłych dogadają się kto co odziedziczy.

Avatar Marequel
Abadonware to programy które legalnie są niedostępne i nie mają właściciela. Prawnie po zmarłym małżeństwie dziedziczą dzieci nawet bez dogadywania się więc telewizor właściciela ma

Avatar RhobarIV
A program też ktoś robił, prawa autorskie obowiązują.

Avatar Marequel
Tylko że w większości abadonware firma do której przypisuje się prawa autorskie nie istnieje albo nie są one sprecyzowane. Jeśli coś jest jasne i ustalone to to nie jest abadonware

Avatar RhobarIV
A w tej firmie to roboty same pracowały?

Avatar Marequel
Wiesz jak działają prawa autorskie?

Avatar RhobarIV
Mówię o prawie naturalnym.

Avatar CWIRRED
Mówimy o abadonware. Jest wiele fajnych programów/filmów/gier których twórcy zbankrutowali i nie sprzedalil/dali praw komu innemu. Tu na pewno nikogo nie krzywdze. Więc tu sprawa jest oczywista. To samo z kontentem który został wycofany przez właściceli. Inne piractwo według mnie też jest ok ale to już moja opinia którą już zaprezentowałem.

Avatar CWIRRED
Szalom pisze:
Kradzież pieniędzy też jest rozwijająca, bo człowiek ma pieniądze nie tracąc czasu na pracę, przez co ma czas na rozwijanie się. Naprawdę można się rozwijać bez piracenia filmów i gier. Piractwo jest formą kradzieży i jeśli nie stać Cię na film z legalnego źródła, to go nie oglądaj. Zaskoczyło mnie CWIRRED, że tak krytykujesz socjalistów, a sam teraz usprawiedliwiasz kradzież "bo Cię nie stać". Ktoś za własne pieniądze stworzył film, włożył w to pracę, a ty zamiast mu zapłacić, to oglądasz za darmo z nielegalnego źródła. Niczym to się dla mnie nie różni od ukradnięcia jubilerów biżuterii, który zapłacił za jej produkcję i włożył w to pracę, bo Cię nie stać. Jak naprawdę chcecie obejrzeć film, a was nie stać, to zaróbcie na to uczciwie pieniądze.

Gdzie powiedziałem o tym że pirace? Ja tylko usprawiedliwiam piratów. Socjalizm nie działa w rzeczywistości. Ale działa w internecie. Dlaczego? Bo w internecie nie trzeba jeść. ;)

Avatar CWIRRED
A antypiraci według mnie powinni zająć się bibliotekami i wypożyczalniami filmów. To strony pirackie w rzeczywistości. Pożyczasz książke a osoba może też do bibloteki dać dowolną książke. Ten sam mechanizm. Jest na świecie miliony takich instytucji (co powoduje że to nie możliwe skonsultować każde prawo autorskie) a nikt ich nie zgłasza na policje czy nie bojkotuje. Pożyczanie! Też powinni zwalczać pożyczanie rzeczy od osoby do osoby. To też piractwo. Zresztą twórcy filmów co sprzedają, zwykle mówią że film ma być tylko do użytku osobistego. A to jest akceptowane! Jak tak można, złodzieje! A serio to taki sam mechanizm. Jak nie bojkotujecie bibliotek, wypożyczalniami filmów i pożyczania w ogóle to żadni z was obrońcy praw autorskich. I albo zaczniecie je bojkotować albo jesteście hipokrytami co akceptują małe piractwo w internecie ale zgadzają się na ogromne piractwo w tych instytucjach a nawet na jeszcze potężniejsze pożyczanie.

Avatar Marequel
No mechanizm nie jest taki sam. Żadna biblioteka ani wypożyczalnia nie kopiuje książek które ma a wypożyczalnie filmów nie organizują pokazów kinowych. To wszystko dalej jest w obrębie użytku osobistego a każda kopia która trafia w ręce osoby korzystającej z biblioteki/wypożyczalni została wyprodukowana za zgodą posiadacza praw autorskich

Avatar CWIRRED
Każda pożyczona przez pirata kopia była legalnie zakupiona. Twórcy filmów proszą by nie pożyczać, a to jest według prawa łamanie praw autorskich a biblioteki i wypożyczalnie filmów nie proszą o zgodę autora, właściciela czy przedstawiciela. W szkolnych czy publicznych bibliotekach można za darmo wypożyczać książki.

Avatar RhobarIV
Inna rzecz pożyczyć, a inna reprodukować cyfrowo zmniejszając tym samym wartość rynkową.

Avatar CWIRRED
Księgarnie tracą na istnieniu bibliotek. Kina na wypożyczalnach. O ile wypożyczalnie są eliminowane z rynku to księgarnie nie tracą. No więc to to samo.

Avatar RhobarIV
Znajdź mi jedną bibliotekę o asortymencie podobnym do dobrze wyposażonej księgarni.

Avatar Marequel
No to akurat łatwe

Avatar CWIRRED
RhobarIV pisze:
Znajdź mi jedną bibliotekę o asortymencie podobnym do dobrze wyposażonej księgarni.

A jest takich wiele. W dobrej bibliotece możesz znałeźć dosłownie wszystko.

Avatar Marequel
Dowolna biblioteka miejska/akademicka w miejscowości większej niż piździszewo dolne?

Avatar Marequel
Chyba że dobrze wyposażony sklep z książkami rozumiesz jako tir wtórnej ch*jni dla nastolatków i 3 ciekawe książki jak to teraz czasami bywa, w takim razie biblioteka miejska w miejscowości mniejszej niż piździszewo dolne

Avatar CWIRRED
RhobarIV pisze:
Czekam.

Jakbym ci podał zdradziłbym moją lokalizacje.

Avatar Marequel
Jesteś bezdomnym który mieszka w bibliotece?

Avatar CWIRRED
Nie. Ale poznałbyś moje miasto gdzie mieszkam.

Avatar Wormy
RhobarIV pisze:
Czekam.

Biblioteka Śląska?

Avatar Marequel
Ale wiesz że bycie w bibliotece w innym mieście nie jest nielegalne? Szczególnie kiedy potrzebna ci większa biblioteka

Avatar CWIRRED
No nie ale ja wole utrzymać moją lokalizacje anonimową.

Odpowiedź

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Mijak
Właściciel: Mijak
Grupa posiada 50257 postów, 1156 tematów i 292 członków

Opcje grupy Wielki Zderz...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Wielki Zderzacz Poglądów