Deuslovult pisze:
Nie jest gorszy bo są i biali debile ale u czarnych np. W USA mimo równego dostępu do edukacji ten odsetek jest wyższy. A i ładny zbrodniarz wojenny na avku tak BTW
Bardzo, bardzo nie tak
W USA szkoły publiczne nie są fundowane równo. Są fundowane z podatków ludzi mieszkających w okolicy tej szkoły. Co oznacza, że szkoły w biednych okolicach mają tragiczne warunki nauki, bo po prostu mają za mało pieniędzy żeby zatrudnić dobrych nauczycieli i kupić pomoce naukowe. Publiczne fundowanie szkół z podatków zebranych z tylko jednego rejonu niszczy absolutnie cel istnienia edukacji publicznej, bo nie likwiduje w żaden sposób "nierównego startu". Sprawia to, że przeciętny Afro-Amerykanin otrzymuje słabszą edukację od innych Amerykanów. W 20 wieku rząd USA dawał kredyty mieszkaniowe obywatelom. To, czy można było przyznać danej osobie kredyt, było opierane na tym, czy żył w dobrej czy w złej okolicy. Jako złe okolice były oznaczone głównie miejsca zamieszkane przez mniejszości, czego skutkiem był fakt, że do połowy XX wieku 98% z kredytów przyznawano białym Amerykanom. W miejscach gdzie powstawały nowe, kupione z kredytu osiedla zamieszkiwane przez białych powstawały nowe biznesy, a koszt działek szedł w górę, dzięki czemu mogli przekazać swoim dzieciom drogi dom na przedmieściach. Tymczasem Afroamerykanie żyli w najbiedniejszych rejonach, bez infrastruktury, do 64 z prawną segregacją rasową szkół. Jeżeli bylibyście czarnym w USA, wasi dziadkowie chodziliby do szkoły dla czarnych, a wasi rodzice pamiętaliby czasy, kiedy ze względu na rasę mogłeś mieć utrudnione dostanie pracy. Ludzie w takich warunkach raczej rzadko mają opcję wyprowadzić się na bogate przedmieścia, albo posłać dziecko do prywatnej szkoły. Może po kilku pokoleniach dzielenie fundowania szkół na podstawie tego czy w okolicy mieszkają bogaci ludzie miałoby jakieś prawo nie mieć niczego wspólnego z rasą. Ale dwa pokolenia od niemal niewykonalnego dostania dobrej edukacji to za mało żeby wyrównać różnice majątkowe.