[Widmowe Aleje]

Avatar Historyjka
Właścicielka
Żaden słowa nie rzeknie
Wszyscy jakby denaci
Bez słów, bez snów, bez twarzy
Nie mają sióstr ni braci!


Avatar Historyjka
Właścicielka
JurekBzurek:

Miejsce, w którym się znajdowała... Nie przypominało wnętrza niczyjego domu. Znajdowała się na bruku jakiegoś zatłoczonego miasta. Ale... Budynki były szare. Niebo było szare. Ziemia była szara. Nawet znaki drogowe i sygnalizacja świetlna były szare! Kobieta, była chyba jedyną rzeczą w tym miejscu, która nie pozbawiona była barw... Cała reszta, ludzie, którzy mijali ją obojętnie na ulicy - byli szarzy. Ich twarze były rozmazane, a ubrania w nieładzie i brudzie, jakby od wieków nie dbali o coś tak prozaicznego jak wygląd. Szare światło z szarego nieba tylko przydawało im posępności... Chwila. Czy to w ogóle było niebo? Nie... Raczej... Przezroczystawa błona, przez którą przechodziło światło, rozciągnięta między czubkami najwyższych budowli w pobliżu i trochę jakby... Pulsująca?

Avatar JurekBzdurek
Kobieta rozejrzała się, zdezorientowana. Jej sny nigdy tak nie wyglądały tu działo się coś dziwnego. Nie miała pojęcia, co robić; była zdezorientowana. Podeszła do najbliższego człowieka i złapała go za ramię -Przepraszam!- brzmiało to bardziej jak rozkaz niż prośba

Avatar Historyjka
Właścicielka
Człowiek bez słowa nakierował na nią rozmazaną, pozbawioną barw twarz.

Avatar JurekBzdurek
-Zgubiłam się. Co to za miejsce?

Avatar Historyjka
Właścicielka
Nie odpowiedział. Jedynie spojrzał na nią od góry do dołu i z powrotem... Po czym powolnym, jakby ospałym gestem uniósł rękę i pokazał na nią palcem. Kilku innych przechodniów przystanęło. Po chwili kilkanaście rąk pokazywało na kobietę, starcy, młodzieńcy, kobiety i dzieci. Nieruchomo i bez jakiegokolwiek dźwięku.

Avatar JurekBzdurek
-Halo? Co jest, nikt was nie nauczył, że się nie pokazuje palcami, bo to niekulturalne? Głos wam odebrało? Kim wy jesteście? Wiecie, gdzie jest Amanda?- kobieta bała się, a najskuteczniejszą znaną jej ucieczką przed strachem była złość. Ewentualnie wściekłość.

Avatar Historyjka
Właścicielka
Ludzie milczeli. Wszyscy oprócz... Małej dziewczynki, która pomimo zamglonego wzroku i nieobecnej, zamazanej twarzy, odezwała się cicho:
- Czerwone oczy nie lubią koloru.
Wtenczas gdzieś w oddali błysnęła para czerwonych, drapieżnych oczu, wgapionych wprost w kobietę.
- Proszę zabrać swoje kolory i opuścić Widmowe Aleje. Nie chcemy kłopotów - odezwał się, tym razem mężczyzna w garniturze, którego emerytka zatrzymała.
- Czerwone oczy już tu idą - powiedziała posępnie jakaś kobieta... I wtem nie tylko te kilkanaście osób, ale i wszyscy chyba-ludzie, którzy byli w zasięgu wzroku, pokazali na nią palcami.
- Kolory.
- Kolory.
- Kolory!
Powtarzali jednym głosem jak mantrę, wytykając ją palcami.

Avatar JurekBzdurek
-Oczywiście, że kolory, nie jestem pingwinem! Wy zresztą też nie, szary to kolor jak każdy inny, nie wspominając już nawet o czerwieni oczu...Agh!- warknęła, zdając sobie sprawę, że stara się racjonalizować sen. Coraz bardziej się bała, więc była zarazem coraz bardziej zdenerwowana. Z jej gardła wydobyło się przeciągłe, złowrogie warczenie, miała tego dość. Patrzyła prosto w czerwone punkty z wrogością i wściekłością, a także strachem. Mimowolnie wyprostowała się i zacisnęła pięści - odwieczna forma obrony, pokazanie, że jest się większym niż w rzeczywistości. -Którędy mogę opuścić to miejsce?- spytała półgębkiem mężczyznę. Nuenawidziła ucieczki, wolała konfrontację, jednak ta nie zawsze była możliwa

Avatar Historyjka
Właścicielka
Kreatura o czerwonych oczach zaczęła się zbliżać. Wyglądała jak człowiek, ale... Inaczej. Szponiaste, pokrzywione dłonie. Nieco za długie, koślawe nogi. Kamienna twarz i świecące ślepia wypełnione nienawiścią. Ludzie zaś nadal uparcie powtarzali "Kolory, kolory, kolory" jakby nie znali już żadnych innych słów.

Avatar JurekBzdurek
Kobieta nie uciekła, z kilku powodów. Po pierwsze, nie leżało to po prostu w jej naturze. Po drugie wiedziała, że nie potrafi już biegać tak jak w młodości. Po trzecie nie chciała za nic na świecie odwrócić się do tego czegoś plecami. Cała atmosfera dookoła wywoływała w niej dziwne, shizofreniczne odczucia, tak też się zachowała. Postawiła przed siebie pewny, energiczny krok przybierając jak najgroźniejszą postawę bojową. Wzięła głęboki oddech. Zrobiłacoś, czego nie próbowała od dawna, os kiedy paliła, jednak było to jedyne, co przychodziło jej do głowy by opanować panikę - w pełnej gotowości bojowej zaczęła śpiewać starą piosenkę, swój śpiew traktując jak bojowy okrzyk -Kolorami miasta namaluję Cię
W kolorach miasta zamknę dłonie dwie
W kolorach miasta wyczaruję ten świat
Choć od kolorów miasta uciekasz od lat!

Avatar Historyjka
Właścicielka
Nagle poczuła, że ktoś złapał jej rękę i pociągnął ją do tyłu. Uderzyła plecami o coś twardego, choć nadal stała na równych nogach... Ściana? Nie... W drzwiach autobusu stała drobna, szczupła kobieta w mundurze kierowcy wycieczkowego. Miała szarą cerę, ciemnoszare włosy... Ale jej oczy były jasnobłękitne. Prawie szare, ale jeszcze niekompletnie. Choć... Niewiele brakowało - Proszę wsiadać, szybko! - to ona trzymała kobietę za rękę, podczas gdy bestia zbliżała się do nich coraz szybszym krokiem, warcząc nieprzyjaźnie, niczym wilk... Wilk, właśnie szykujący się do skoku na bezbronną, przerażoną ofiarę.

Avatar niemamnietu
//Widzę, że nie tylko Lukas wpada w tym PBFie na szalone pomysły.//

Avatar JurekBzdurek
Staruszka schowała honor w kieszeń, dumę przeżuła, a butę startowała, wskakując do autobusu tak szybko, jak tylko mogła. Nie przestawała jednak śpiewać, prawdopodobnie z szoku, który właśnie przeżywała -Wiosna tu pachnie spaliną
Choć zapach wolności za bramą ukryty 
Zobaczyłam w szarości
Za szybą autobusu tylko cień Twój rozmyty...

Avatar Historyjka
Właścicielka
Drzwi zamknęły się za nią, a kobieta odpaliła pojazd i ruszyła. W tylnej szybie autobusu widać było stwora, patrzącego za nimi, jak się oddalały czym prędzej.
- Joanna Lumiere. A pani? Do diaska, dawno nie widziałam tu nikogo w kolorach... Kolorach... Kolo-- potrząsnęła energicznie głową. Jej policzki stały się lekko zaróżowione zamiast szarych, a włosy zaczęły powoli ciemnieć.
- Uh, nadal się nie do końca obudziłam... Jak cię dorwie, szarzejesz. Tracisz barwy. Z dnia na dzień stajesz się częścią tego miejsca... A gdy twoja twarz się rozmaże, nie ma już dla ciebie ratunku. Holender, uratowała mnie pani w ostatniej chwili! - uśmiechnęła się do kobiety szeroko, ale tylko przez chwilę, bo musiała się skupić na prowadzeniu. Miała szparę między górnymi jedynkami - Skądś panią kojarzę... Mieszka pani na tym samym osiedlu co Amanda i Lukas, dobrze kojarzę? Nie wiem czy mnie pani pamięta, jestem ich ciotką, ale od kiedy wyszłam za francuza odwiedzam rodzinę tylko na święta... Wracając z pogrzebu mojej kochanej Amandzi zasnęłam w samolocie i teraz jestem tutaj. Szlag by tego upiora w marynarce trafił, Laurentego czy jak mu tam było...

Avatar JurekBzdurek
Kobieta, dalej nieco zszokowana zaczęła mówić -Ten bastardo, który nas tu wpuścił? Na imię ma Dante, przynajmniej mi tak się przedstawił... A ja jestem Lidia Sindiego, sąsiadka Amandy i to pani mnie uratowała, nie na odwrót. Byłam tak skołowana, że chciałam się z tym czymś bić. Gdyby nie pani i pani autobus...- nagle kobieta wzdrygnęła się -Skąd pani ma autobus? Od jak dawna musi tu pani być, że tyle pani o nim wie? I... Ci wszyscy ludzie bez twarzy... oni wszyscy?... oni byli jak my? To są wszystko jego ofiary, jakieś chodzące skorupy?!

Avatar Historyjka
Właścicielka
- Dokładnie - spochmurniała nieco - To wszystko... Elementy tego świata. Wszystkie bestie, które możesz tu spotkać, wszystkie potwory w tym świecie, to podobno ludzie, którzy nie obudzili się ze snu Daniego... Czy jak mu tam. Nie wiem tak szczerze, ile tu już jestem. Ile dni temu był pogrzeb Amandy? - spojrzała na Lidię w lusterku autobusu - Co do tego, skąd tyle wiem o tym miejscu... Cóż, wiem tylko tyle, co sama zaobserwowałam do tej pory. Kiedy mnie dorwał... Cóż, stało się to, co wcześniej opisałam. Bolało jak cholera, ale pani mnie uratowała tym śpiewem! Wie pani, tu wszystko jest takie szare, identyczne... Pani głos mnie wyrwał z transu w ostatniej chwili przed zakończeniem przemiany. Nie byłoby już dla mnie ratunku, gdyby nie pani! - uśmiechnęła się szeroko. Jej włosy zaczęły nabierać barw. Były kasztanowe.
- To ile dni temu był ten pogrzeb?

Avatar JurekBzdurek
Zastanowiła się, kiedy był rzeczony pogrzeb

Avatar Historyjka
Właścicielka
Dosłownie wczoraj. Długo trwało ustalanie przyczyny zgonu (ostatecznie nie dowiedziano się jej w ogóle), dlatego sam pogrzeb odbył się dopiero tak niedawno... Bliscy dziewczyny jeszcze nie zdążyli nawet porządnie opłakać jej śmierci, nim nadeszła noc, w której Dante zwabił ich do swojego świata. Nim jednak Lidia zdążyła odpowiedzieć coś wpadło z impetem do środka autobusu, zostawiając za sobą wielką wyrwę w dachu. Tym czymś... Był Lukas, który spadł tutaj dosłownie z nieba.

Avatar niemamnietu
Lukas stęknął z bólu.

Avatar Historyjka
Właścicielka
//Czekamy jeszcze na JurkaBzurka.

Avatar JurekBzdurek
//Wybaczcie starej kobiecie sklerozę//
-...-Kobiecie chwilowo całkowicie odebrało mowę. Kręciło jej się w głowie od nadmiaru dziwact, jakie widziała. Wzięła głęboki oddech, jakby chciała zacząć krzyczeć

Avatar niemamnietu
Yyyghrr... No dobra... Muszę sobie gdzieś zapisać, że chmura nie jest dobrym zamiennikiem spadochronu...

Avatar Historyjka
Właścicielka
- Lukas?! - kobieta o mało nie wjechała w latarnię - To ty..?! - Lukas bez trudu rozpoznał swoją ciotkę mieszkającą we Francji. Była obecna na pogrzebie Amandy.
Tylko dlaczego nosiła strój kierowcy autobusu i miała nieco szarawą cerę..?

Avatar niemamnietu
Ciocia? Aaa, nieważne. To i tak nie jest najdziwniejsza rzecz, którą tu spotkałem. Niech zgadnę: Dante?

Avatar JurekBzdurek
Zmięła w ustach przekleństwo. -Dosyć tego! Dziecko, kazałam ci zostać! To niebezpieczne... Musimy znaleźć Amandę i uratować tych wszystkich biednych szarych ludzi, uciec stąd i się obudzić! Jakiś pomysł na plan?-

Avatar Historyjka
Właścicielka
- Dla nich może być za późno. Dla... Wszystkich - westchnęła ciężko - Obyśmy znaleźli Amandzię całą i zdrową, nie jako obraz czy rzeźbę... - mruknęła cicho.

Avatar niemamnietu
Tak właściwie to z tym zostaniem było trochę trudniej niż się może spodziewać! A! Wiem, gdzie jest Amanda! Mamy może drabinę? Taką BARDZO długą drabinę?

Avatar Historyjka
Właścicielka
- ...co..? Dlaczego?

Avatar niemamnietu
Bo będzie nam potrzebna, żeby pójść do Amandy! A nie, czekaj! Nie możemy pójść do Amandy! Obiecałem jej, że stąd ucieknę. Wam radzę to samo.

Avatar Historyjka
Właścicielka
- Mów jaśniej, młody, bo coś nie łapię!

Avatar niemamnietu
Lukas wskazał palcem do góry.
Jest tam! Na górze!

Avatar Historyjka
Właścicielka
//To bardzo źle brzmi.

Avatar Historyjka
Właścicielka
//Świat: Amanda nie żyje.
Znajomi: *Rozpacz*
Dante: Ona żyje.
Świat: Dante, nie.
Dante: Ale naprawdę.
Świat: Dante, stop.
Dante: Lukas ją widział, potwierdzi.
Lukas: Właśnie, ona tam jest!
Znajomi: *Nadzieja*
Lukas: O tam! *Pokazuje na niebo*
Świat: *Facepalm*
Znajomi: *Płacz*
Lukas: ...ale o co chodzi..?

Avatar niemamnietu
Historyjka pisze:
//Świat: Amanda nie żyje.
Znajomi: *Rozpacz*
Dante: Ona żyje.
Świat: Dante, nie.
Dante: Ale naprawdę.
Świat: Dante, stop.
Dante: Lukas ją widział, potwierdzi.
Lukas: Właśnie, ona tam jest!
Znajomi: *Nadzieja*
Lukas: O tam! *Pokazuje na niebo*
Świat: *Facepalm*
Znajomi: *Płacz*
Lukas: ...ale o co chodzi..?


//Xd//

Avatar Historyjka
Właścicielka
Kobieta na to już nie odpowiedziała. Zatrzymała autobus, nie przejmując się tym, że to środek drogi. Zdawała się... Przygnębiona? Spojrzała spokojnie w boczne lusterko autobusu w lekkim zamyśleniu. Westchnęła cicho.

- Masz na myśli... Nie żyje..? Nawet tutaj? - szepnęła, a jej oczy zaszkliły się nieco.

Avatar niemamnietu
Nie, nie o to chodzi! Ciociu, ja przed chwilą spadłem z nieba, jeśli ciocia nie zauważyła. Chodzi o to, że przeniosłem się jakoś do o, o tam wysoko, do chmur, a te chmury są jakby ciałem stałym. No i tam spotkałem Amandę. A poza tym to Amanda chyba żyje... ale Dante nie pozwala jej wyjść... więc cały czas śpi... Nie wiem! Fakt faktem, trzeba stąd uciekać, bo jak nie to zdechniemy prędzej czy później.

Avatar Historyjka
Właścicielka
- ...wysiądźcie. Teraz. Oboje.

Avatar niemamnietu
Wysiadł szybko.

Avatar Historyjka
Właścicielka
//Czekamy teraz na Jurka.

Avatar JurekBzdurek
Złapała kobietę za bark -Dlaczego mam wysiąść? Pani chce zrobić coś złego i głupiego, prawda? Nie wysiądę, dopóki pani nie wytłumaczy-

Avatar Historyjka
Właścicielka
Spojrzała na nią i uśmiechnęła się smutno.
- Macie mało czasu. Znajdźcie Amandzie i ucieknijcie stąd. Musicie się śpieszyć.

Avatar niemamnietu
Amanda nie może stąd uciec, tak właściwie. Już stała się częścią tego świata. Ale my mamy jeszcze szansę. Pytań jest wiele, ale najważniejsze jest chyba teraz: dokąd? Gdzie mamy pójść, żeby stąd uciec?

Avatar JurekBzdurek
-Mam lepszy pomysł. Jesteście rodziną, a ktoś musi zaopiekować się Luciem, bo nie ma szans źeby on dał sobie tu radę. To pani powinna z nim uciekać. Ja muszę zrobić coś głupiego i potrzebny mi do tego autobus.

Avatar niemamnietu
Lukas stał i patrzył jak się to wszystko rozwinie.

Avatar Historyjka
Właścicielka
- Ten autobus nie jest teraz bezpieczny. Proszę wyjść. Mi przypadła rola kierowcy, więc ja pójdę z przysłowiowym okrętem na przysłowiowe dno. Proszę stąd wyjść!

Teraz dopiero starsza kobieta zauważyła, na co ciotka Amandy patrzyła w lusterku. To coś co wcześniej ich goniło dostało się do środka przez otwór w dachu, który zrobił spadający Lukas i szło teraz powoli w ich stronę. Ciotka trzymała dłoń na przycisku zamykającym drzwi. Chciała, żeby wyszli, a wtedy zamknęłaby się tu z tym czymś i kupiła im trochę czasu... Czasu, którego mało pozostało, nim to coś się na nich rzuci. Dosłownie sekundy. 5... 4... 3...

Avatar JurekBzdurek
Kobieta bez dalszych ceregieli szarpnęła ciotkę za ramię i bark jak podczas pierwszej pomocy, starając się ją wyrzucić z autobusu. -Ty uparta babo, musisz się nim zaopiekować, więzy krwi znaczą więcej niż durny kodeks honorowy kierowcy autobusu!- kobieta wykrzyczała, zamykając drzwi gdy tylko rodzina Amandy opuści pojazd

Avatar Historyjka
Właścicielka
//Jak to. Kodeks kierowcy autobusu to najważniejsza rzecz świata przecież ._.

- Nie! - zawołała Joanna, ale... za późno.

Ona i Lukas znajdowali się poza autobusem.
Starsza kobieta w środku z tą kreaturą.

- Lukas, nie patrz! - ciotka zasłoniła Lukasowi oczy dłonią, drurą go mocno przytulając. Poczuł łzy swojej krewnej skapujące mu na czubek głowy... widocznie kobieta wolałaby poświęcić własne życie niż pozwolić, by ktoś poświęcił się dla niej.

Tymczasem autobus wypełnił się dymem, szarpnęło nim mocno... Szybę drzwi wejściowych autobusu obryzgała krew emerytki. Joanna wzięła Lukasa za rękę i pociągnęła w stronę jednego z budynków, odsłaniając mu oczy, ale pośpiesznie odwracając go tyłem do tego, co działo się wewnątrz autobusu. Co mogło dziać się jej.

- Musimy biec. Szybko! Teraz!

//...no i ○ Dead End ○ jednej z fajniejszych postaci. Trochę kiczowaty, ale niech będzie.

Odpowiedź

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Historyjka
Właściciel: Historyjka
Grupa posiada 1753 postów, 13 tematów i 25 członków

Opcje grupy The World of...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie The World of Dante [PBF]