Karty postaci

Avatar Angel_Kubixarius
Właściciel
imię:
nazwisko:
wiek:
rasa:
przeszłość: ( opiszcie co postać robiła wcześniej)
Magia: ( jeśli nie posiada pomińcie ten punkt, max. jedna dziedzina poziomu mistrzowskiego i jedna zaawansowanego, reszta podstawowa.)
Umiejętności:( wszelkie zdnoßci walki daną bronią, parkour i inne zdolnoßci niemagiczne, bądź magiczne, ale nie będące szkołą magii)
ekwipunke: ( co macie przy sobie + broń i zbroja)
wierzchowiec: ( każdy może mieć konia na start)
towarzysz:( zwierzę, pomniejsza istota spoza Ferenthiru, jakiś pomocnik z waszej rasy lub niewolnik z innej... czemu nie)
Sakwa: 100 Koron wschodnich/zachodnich ( zależnie od rasy)
wygląd: ( dokładny opis lub obrazek)

Avatar bulorwas
imię: Aleksander
nazwisko: Savara
wiek: 34 lata
rasa: 4/5 Bloodling 1/5 Felling
przeszłość: Dodam kiedy indziej.
Magia: Magia Etheru na zaawansowanym, Demonologia na podstawowym, Magia Destrukcji na podstawowym i magia elektryczności na podstawowym.
Umiejętności: Dobrze walczy dwoma mieczami na raz. Potrafi strzelać z kuszy.
ekwipunek:
Dwa srebrne miecze- img1.cgtrader.com/items/98708/63345d0314/fantasy-sword-3d-model-low-poly-fbx.png
Czarny uniform ze stalowymi umocnieniami, czarny płaszcz.
Mała kusza.
Kapelusz
Kołczan na Bełty
Torba w której trzyma:
Dwie mikstury lecznice
Dwa bochenki chleba
Trzy butelki wody
Mniej więcej ubiór: s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/e7/f7/39/e7f739846d038c69903cedf47e4ffec8.jpg
wierzchowiec: Brak
towarzysz: Dziewczyna którą uratował przed bandytami i teraz za nim podąża. Ma na imię Lindi i jest w nim skrycie zakochana. Jest cicha, miła i wstydliwa gdy rozmawia z Aleksandrem. safebooru.org//images/482/a393b8e06d47c03727edfac5f835498116397656.jpg?483155
Sakwa: 100 Koron wschodnich
wygląd:

Avatar pan_hejter
Imię: Leonardo
Nazwisko: Shockley
Wiek: 18
Rasa: Dreling
Przeszłość: Jedyny syn czarodziejski, Drelińskiej ambasodorki wśród parobrodych. Jako iż jego matka umarła podczas porodu został wychowankiem tamtejszej akademii. Przez 19 lat uczył się wśród krasnoludów i dorównywał im w trudnej sztuce technomancji. Zawsze był od swoich krasnoludzkich rówieśników znacznie kreatywniejszy i chaotyczniejszy w swej pracy. W wieku 17 lat został wyrzucony z akademii i wygnany za swoją prace "Tajemnica życia wiecznego, czyli między Techno a Nekromancją" swoimi przypuszczeniami i otwartym podejściem do pogardzanej magi wywołał ogromne oburzenie wśród starszyzny. Jako iż wciąż chronił go immunitet matki, otrzymał maksymalną możliwą kare czyli wygnanie.
Magia: Technomancja na mistrzowskim, Alchemia na zawansowanym, Magia etheru na podstawowym
Umiejętności: Dobrze walczy na pięści, nieźle rysuje, potrafi jako tako strzelać z kuszy, parkour
Ekwipunek: Mechaniczna rękawica wspomagana(opisze w technologi), Notes do projektów, ołówek, poręczny sztylet, Skórzany napierśnik, Skórzane buty i rękawice, szata maga
Sakwa: 30 koron wschodnich
Wygląd:

Avatar Aronimus
imię: ZinDeinDov (w smoczym narzeczu oznacza "Honorowy Obrońca Smoczej Rasy")
nazwisko: *nieznane*
wiek: 19
rasa: Drakken (zrodzony z krwi smoczego aspektu wody)

przeszłość:
...Na odległej północy istniała pewna osada Nordów. W przeciwieństwie do innych plemion, żyli w zgodzie z naturą i stworzeniami zamieszkującymi ich tereny... bynajmniej do czasu. W odległych czasach zostali oni najechani przez oddział rosnących w potęgę Gryfitów. Palili, i niszczyli oni wszystko na swej drodze, a dzięki ich supremacji technologicznej nie mieli problemów w walkach z tutejszymi mieszkańcami. Po nieudanym ataku na najeźdźców, zdesperowane nordyckie niedobitki, z pomocą swych szamanów wzniosły swe modły do starożytnych bogów. Gdy mieszkańcy obudzili się następnego dnia, wokół swej wioski zauważyli tylko rozszarpane zwłoki Gryfitów i ich wierzchowców... oraz potężnego gada - Smoka, będącego zarazem samym aspektem wody stojącą pośrodku ich wioski. Ten ryknął przeraźliwie, by po chwili oznajmić, że w nagrodę za ocalenie ich żywotów, żąda bezwzględnego posłuszeństwa wszystkich tu obecnych, oraz ich przyszłych pokoleń. Prócz tego poprosił o coś jeszcze: W każdy dzień przesilenia letniego, miała mu być wydawana najmłodsza dziewica, z którą miał począć dziecko na znak podtrzymywania sojuszu między ich oboma gatunkami, i płodzenia istot, które będą stały na jego straży.
Owocem takiego związku jest Drakken ZinDeinDov. Było wielu przed nim, jak i wielu będzie po nim, jednakże to w nim smoczy władca pokładał swe największe ambicje. Od urodzenia był bowiem pokorny smokom, jak i swemu ojcu. Chłonął wiedze niczym gąbka, wykazywał świetne predyspozycje magiczne, był wytrzymały i zwinny. Wpajano mu poczucie obowiązku, honor, dyscyplinę, zaś edukowany był zarówno przez ludzi, jak i przez smoki. Po osiągnięciu dojrzałości, czyli 16 lat, stał jako łącznik pomiędzy nimi. Czerpał wtedy prawdziwa przyjemność z tego, jakie stanowisko piastuje...
Aż do czasu w którym to jego rodzima wioska nie została zrównana z ziemią przez tego samego agresora, co kilka dekad temu. Smoki nie zdążyły przybyć nawet na czas, żaś na miejscu nikt z mieszkańców nie został oszczędzony. Przepełniony wyrzutami sumienia ZinDeinDov, poprzysiągł zemstę, która może zmazać tylko śmierć wszystkich Gryfitów. Po otrzymaniu od swego ojca ostatnich darów: Miecza "JoorFeyn", Kuszy "AhDovKriid", i tajemniczej szaty, wyruszył on w świat, szukając odkupienia, i chcąc zmazać ta ogromną bliznę ze swego honoru.

Magia:
-Wody (zaawansowana)
-ognia (Podstawa)
-Thaumaturgia (podstawa)

Umiejętności:
-Dobre posługiwanie się lekką zbroją,
-Dobre posługiwanie się w walce długim mieczem i tarczą,
-potrafi się skradać, i likwidować wrogów z ukrycia, jednak NIE jest w tym wybitnie dobry,
-reszta podstawowych umiejętności, takich jak bieganie, chodzenie, oddychanie (również pod wodą, bo aspekt wody, smoki, magia, fizyka kwantowa, i inne...),
W smoczej formie natomiast:
-w momencie przemiany wysyła swój ekwipunek do alternatywnego wymiaru, który może przywołać w dowolnej chwili (itemy przy polimorfii nie zostają na ziemi / nie ulegają zniszczeniu)
-możliwości magiczne ulegają zwiększeniu, podobnie jak te fizyczne,
-umiejętne wykorzystanie szponów, kłów, ogona, i innych części ciała w walce wręcz,
-zdolność latania,
-naturalne zianie lodem,
-bieganie, chodzenie, jedzenie, oddychanie (w tym wypadku również pod wodą), itp...

ekwipunek:

-JoorFeyn (Zguba Śmiertelnych): Ostrze przypominający zwykły, długi stalowy miecz, pozbawiony wszelakich oznak używania. Jego klinga ma długość ok. 105 cm. Rękojeść jego długa na 12 cm owleczona jest skórą. Pomiędzy tymi elementami umieszczony jest prosty, metalowy jelec długości 18 cm. Z budowy przypomina on prosty chłopski miecz, dziedziczony zazwyczaj po członkach rodziny. Mimo jego prostego, biednego wyglądu skrywa on swoją prawdziwą naturę. Jego klinga w trakcie kucia była bowiem hartowana w krwi jego smoczego ojca, której sam ulał ze wej łapy. Przesycona smoczą magią, zdolna była tkać magię wedle uznania jej właściciela, jak i zyskała nieziemską wytrzymałość. Dodatkowo zaklęta przez jego pobratyńców siłą 4 żywiołów: ognia, wody, ziemi i powietrza, po czym związana zaklęciem z jego własnymi siłami witalnymi. Dopóki on żyje, dopóty broń będzie posiadała swe niszczycielskie właściwości.

-Stalowy sztylet: Niczym się nie wyróżniający. Klinga długa na ok. 20 cm, rękojeść na 10 cm.
ostry i solidnie wykonany, aczkolwiek zdradza ślady używania.

-Stalowa kolczuga: Prosta koszula, kaptur i nogawice kolcze chroniące cały tors, ramiona, kark i nogi. Na klatce nosi napierśnik gruby na ok. 2-3 mm, chroniący całą jego klatkę piersiową i plecy, a zarazem wykonany tak, iż nie krępował żadnych ruchów. Pod tym oporządzeniem znajdowała się gruba skórzana koszula, oraz podobne spodnie. Ich zadaniem była ochrona przed efektami ciosów obuchowych, kończącymi się siniakami i bólem. Na jego rękach znajdowały się rękawiczki kolcze, z płytkami metalu po zewnętrznej stronie placów, a pod nimi kolejna ich para wykonana tym razem z warstw skóry i tkanin. Na stopach swych nosił długie po kostki buty skórzane, obite po bokach płytami ze stali. Żaden element zbroi nie posiada właściwości magicznych.

-Ciemna szata: Wykonana z czarnej jak noc tkaniny. Skrywa cały rynsztunek bohatera, prócz rękawic, butów, miecza, i kuszy. Bardziej wytrawne oko dostrzeże na niej wyblakłe wzory 4 żywiołów, które wydają się od czasu do czasu pobłyskiwać... a może to po prostu zmiana natężenia padającego światła nadaje im taki efekt. Nawet sam nasz bohater nie zdaje sobie sprawy z właściwości tejże szaty. Potrzymał ją dość niedawno, bo w dzień początku jego misji od smoczego ludu. Miała pewnie służyć mu za ochronę przed deszczem, a do odkrycia jej właściwości będzie potrzebował pewnie trochę czasu. (*cough* pełna ochrona przed żywiołami, jak i absorbcja magii z zaklęć tej grupy *cough*)

-sakwa: mała skórzana, nosi ją u swego boku. posiada tam zapasy prowiantu i wody na kilka dni,
jak i kilka ziół leczniczych.

wierzchowiec: *zbędny. Gdy potrzebuje się szybko przemieścić, polimorfuje się w smoczy aspekt i leci tam, gdzie ma zamiar*

towarzysz: *Zwierzęcy towarzysz... prędzej by go przekąsił jako Aspekt. Może niewolnik (niewolnica), ale póki co brak*

Sakwa: 100 Koron wschodnich

wygląd:
Jako Człowiek: dosyć wysoki na ok. 180 cm. jasna karnacja skóry, ciemne włosy, na lewym policzku krwawo-czerwony tatuaż reprezentujący lecącego smoka.
W budowy szczupły, ale zwinny z lekkim, dumnym krokiem.Jako Aspekt Smoka: Ogromny gad, pokryty ciemno-niebieskimi płytowymi łuskami na całym ciele, z wyjątkiem podbrzusza, szyi i dolnej warstwy ogona, gdzie miały one kolor biały, z odcieniem błękitu. Posiadał on 4 kończyny dolne z 5 palcami/szponami (2 przednie posiadały palec/szpon przeciwstawny, pozwalając na manipulacje narzędziami, 2 tylne posiadały szpon na tylnej części stopy, pozwalając na łatwy chwyt potencjalnej ofiary) i 2 skrzydła. Te ubarwione były na ciemnoniebieski z góry, i biało-błękitny od spodu. Z budowy był dobrze zbudowany, umięśniony w szczególności przy nasadzie skrzydeł, i tylnych łapach. Ogon zwieńczony dużą błoną z wyglądu przypominającą płetwę. Ułatwia pływanie, ale jednocześnie ma swe zastosowanie podczas latania, gdzie służy do korekty wysokości i stabilizacji samego lotu.

//zmniejszyłem poziom skili, i kilka cech magicznych, oraz pozbyłem się kuszy. Wystarczy... Znając moje życiowe szczęście pewnie nie...
Obrazki sobie daruje, i bez nich tekst jest wystarczająco długi. Odnośnie miejsca startowego jeszcze się zastanawiam.

Avatar Angel_Kubixarius
Właściciel
imię: Drake
nazwisko: Shadowsong
wiek: ok. 300 lat.
rasa: Drow ( Bezimienny zamiast zwykłej duszy)
przeszłość:
Wstęp i lata młodociane
Historia Drake'a to historia drowa zrodzonego z ciemności ... jego ojciec był zwykłym mrocznoelfickim magnatem, matki nie znał, a na pytanie kim ona była ojciec zawsze odpowiada 'Wcieleniem mroku'. Drake jednak nie mógł w to uwijednakPodczas swych najmłodszych lat uczył siè on walki wszelkimi mieczami, szablami ostrzami itp. Stało się to dla niego pasją i ulubioną rozrywką. Z czasem kiedy Shadowsong podrastał został wysłany do akademii magicznej, gdzie nauczono go magii pyłu, którą elf sobie ukochał oraz czarnoksięstwa, które stało się jego drugą po pyle ulubionà domenà. Uczył się dość pilnie jak nakazywał mu ojciec, którego duma nie pozwalała na brak utalentowanego syna w rodzinie. Drake dzięki swym osiągnięciom był dumny i pewny siebie. Jego szlachecka krew odzywała siè w nim raz po raz tym samym dając mu przejawy lekkiego samozachwytu w dzieciństwie. Nie jest to jednak waźne, gdyż liczy sie raczej efekt jakim było chetnie pogłębianie wszelakiej wiedzy magicznej co dało mu późniejsze predyspozycje. Kiedy skończył on 20 lat i został pobrany do wojska ruszył na front przeciw swym leśnym kuzynom. Tam trafil pod komendę kapitana Thunderwratha i dzielil los wielu poniewieranych przezeń żołnierzy. Tunderwrath był okrutnikiem i poganiaczem minotaurzych niewolnikow za czasow przed wybuchem wojny. Nie miał on litości ni do wroga ni do swych podwładnych lecz twardą ręką trzymał ich za mordy. Wszystko odmieniło się kiedy pewnego razu podczas nieudanej bitwy Drake postanowił uciec z pola bitwy. Karą od kapitna była smierć poprzez tortury cielesne. Po wielu biczach, rozciąganiu, wypalaniu jego ciała rogrzanymi go czerwoności piętnami et cetera w końcu Shadowsong wyzionął ducha... Wyedy odkrył źe bajeczka ojca nie byla bajeczką, lecz prawdą. Jego dusza była Bezimiennym. Istotą spoza wymiaru Ferenthiru, ktora stanowiła esencje mroku. W owczas to Drake dokonal odwetu na niesprawiedliwym i okrutnym Thunderwrath'ie. Wstępnie ksiąźe mrocznych elfow chciał zabić Drake'a za niesubordynacje, próbę dezercji oraz brak posłuszenstwa kiedy jednak uslyszal od jego ojcakim była jego matka, w ówczas zaniechał zamiarów i oddal dawny pułk Thunerwratha pod skrzydla Drake'a ktory kiedy opanowal funkcjonowanie swej bezimiennej formy opętał jednego z podwładnych i przemienił jego ciało w swoje. Od tamtego czasu Drake został kapitanem III pułku zwiadowczego ' Cienie'.

Wojna Sierpu Księżyca i kariera Shadowsonga
Młody kapitan 'Cieni' - Drake Shadowsong, nie był takim sadystą jak poprzednik. Dbał o rowność i sprawiedliwośc w swych oddziałach, a dzięki wiedzy nabytej za czasow nauki sztuka strategii i motywacji podwładnych weszła mu w krew dość szybko. Nauczył siè on podstaw magii charyzmy w jeden wieczór, a juz tyle pozwoliło mu bezboleśnie lecz z pełnym zaufaniem wziàć pod swe skrzydła korpus ' cieni'. Rola jego korpusu był to wywiad, infiltracja i partyzantka. Dzięki lźejszemu traktowaniu oddział mógł siè zregenerować. Drake nauczył kilku niezbyt wyszkolonych wśród oddziału jak poslugiwac sie bronią, co spraeiło mu tylko przyjemność i przypomniało lata mlodzieńcze kiedy sam się uczył. Wieczorem przed pierwszym wypadem Drake nie mógł spaç, całą noc wymyßlał plan działania. Rano obudził się nad mapà okolicy z idealnym planem w głowie, a kiedy wybiła godzina osądu bezproblemowo namówił podwładnych do wykonania roboty.
Najbardziej subtelni i cidi z nich - mała frupka pobranych do wojska myśliwych, ruszyła najpierw na zwiad w sytuacji w centrum wydarzeń. Przyczułek był wysoce ufortyfikowany. Drzewa broniły spore oddziały łucznicze i wojownicze, na szczęście druid był tylko jeden i stał nad wszystkimi. Kiedy łowczy przybyli z tà wieścià Drake tylko uśmiechnàł się pod nosem po czym uźywając magii pyłu niejako rozplynàl sie w powietrzu.
oddziały bardziej nastawione pod wyżynanie wroga ustawiły się na polu pod Drzewem leśnych elfów czekając na ustalony sygnał. Tymczasem Gdzieś u korony Drzewa druid nadzirował armię i dostrzegłszy oddziały wroga juź miał wykezyczeń rozkaz ku obronie, gdy nagle po otwarciu gardła nie wydobył sie z niego dźwięki. Gardło było przecięte Koßciołamaczem - ulubionym mieczem Drake'a, zaß on sam stał za martwym juź druidem i machnął po chwili ostrzem odcinając głowę druida co było umówionym sygnałem do walki. Łucznicy widząc, źe ich doeodca zbinàl zaczęli szyć w zabojcę. Ten zaß magią pyłu unikał pocisków łuczników i tym samym ci sami sue wzajemnie powybijali trafiając jeden w drugiego. Drake musial wsród nich tylko dobijać pojedyncze jednostki. Tak ostali sie tylko wojownicy na polu naorzeciw 'Cieni'.
Wtedy to Drake postanowił odebrac wrogom morale poprzez zmianę studni manicznych w ich czarnomaniczne wersje. Po chwili Drzewo, które wsiąkło ów czarnà energię zaczęło stawaç się fioletowe, zaś bramy 'miasta' upadły. ZmSamo drzewo zaczęło zlekka obumierać, lecz Drake na to tylko patrzyl i się śmiał. Zerwal on owoc drzewa i zaczał go jesć onawiajac sobie utraconà energię, a kiedy skonczyl naciàl kore i zatruł swoje ostrze dokue Spaczonego Drzewa. Kuedy to zrobił dal znac swoim by zaatakowali, a sam zaatakował przestraszonych wojow od tyłu, ze strony z ktorej się nie spodziewali, z ich własnej bazy. Kaźdy przeciwnik padal od najmniejszych ran Kościołamacza, a do Drake'a dołączyły ' cienie' bitwa była skończona. Drzewo upadło, zas Drake'a zainteresowała alchemia po tym co zrobił przy pomocy jedynej znanej mu trucizny po za jadem mantikory. W miejsu dawnego Drzewa Yrell-Drassil rosło teraz spaczone magią Shala-Drassil przejęte przez ' cienie', stało sie ono później głownà kwaterą kapitana Shadowsong, który cieszyl się uznaniem samego księcia. Wiedział on jednak ze to jedna bitwa i jeszcze wiele takich nadejdzie, lecz powoli zaczynał czuć siłę, jakiej zawze pragnàł. Był wowczas szanowany, doceniony, pełen energii i wigoru. Czuł się w swoim żywiole.
Zauwaźywszy talent młodego szlachcica ksiąźe posłał swą najwierniejszą wśrod szpiegow kobiete by obadała talenta dowódcy ' Cieni'. Drake triumfował na Shala-Drasill to, źe jego manewr przełamał linię obrony wroga. Nazajutrz jednak dostał informację o tym, źe cesarz wymaga od niego by połączył siły z Generałem Thalenem Darkbenderem. Drake nawet nie pytal się co to oznacza. Była to za razem nobilitacja i wyrok śmierci na slabo jeszcze wyszkolony i uzbrojony oddział, ktorym młody kapitan dowodził. Do tego doszła go od towarzyszy informacja o jakiejś dziwnej dziewczynie podąrzojącej ich śladem. Wszystko to skumulowalo sie na jego zdrowiu psychicznym i oslabilo je do stanu krytycznego. Kiedy Drake połàczył siły z Thalenem i ruszyl do bitwy, gdzie mieli walczyc z dziesięcokrotnie wieksza armią wroga staral sie jeszcze trzymac na wodzy. Kiedy jednak widział śmierc swoich kompanow wpadl w szał, przyjął forme Bezimiennego, ktorą zanotowali za rowno Shadya- kobieta sPiegujaca Drake'a jak i Thalen. Drake źywal wysokich wyładowań energii oraz ciemności podczas tamtej bitwy, tylko dzieki jego szaleństwu oddziały jego współplemiencow mialy okazje sie jeszcze chociaz częściowo wycofać. Sam kapitan Shadowsong został na polu walki skazując się i armię wroga na wspólny fiaskot. Wyładowanie jakie zaszło w dziecięciu samej smoczej aspektki mroku spowodowało wielką implozję i tym samym potęźne straty w oddziałach lesnej straży. Po wszystkim jednak wrocil on do swego ciala i padl bez sił. Obudzil sie tydzien później w lochu księcia swej rasy posądzony o sabotaż, działanie na niekorzyść swej rasy oraz zabojstwo swojego odddziału... Miał on zostać skazany na wiekuiste dożywocie w kajdanach blokujących moc, mimo to jednak czlowiek ktory mial go skuć nie zgodzil sie by to zrobić. Ksiąze posłał wiec Shadye, aby ta rozprawiła się z niewygodnym osobnikiem, ta jednak z nieznanych kronikarzom powodow wypuścila Drake'a i zakochała sie w nim potajemnie. Wyruszyli oni tedy razem zemścic się za strate 'Cieni' na leśnych elfach. Spalili jedno z ich Drzew- Miast tym samym zdając na ßmierç sporą częßć populacji tychźe. Ksiąźe wiedzial co sie święci, wiedział źe Drake'a nie da się po prostu powstrzymać. Właßnie dlatego postanowił podpisać kontrakt z diabłem nadając mu funkcję mistrza szpiegów i przydzielajàc nowy oddzial ' cieni' tym razem jako wyszkolonych assasynów o talentach magicznych i szermierczych. Wówczas Thalen zadeklarował kontynuowanie konfliktu zvrojnego z wrogiem, zaś Drake i Shadya dostali banalne zadanie - sprawić by królestwo leśnych elfow płonèło. Jak powiedziano, tak sie stało. Nowy oddział szybko nawiàzał więzi emocjonalne ze swym utalentowanym dowództwem i szybko zoorganizowało się w kaźde ruchy taktyczne przez parę dowidcow planowane, wszystko szło hak z płatka, aź fo oblęźenia Siris-Thali tj. stolicy leśnych elfów. Wtedy to księźna leśnych elfów zleciła porwanie Shadyi, które doszło do skutku. Księźna leśnych elfów wysłała najlepszych łoeczych by ci pojmali nocą skrytobójczynię. Kilku z nich co prawda zginęlo w tej akcji, lecz Shadya przytloczona perspektywą zostania elfim jeźem postanowiła się poddać. Była ona torturowana, gw**cona i wysysana z magii przez radę druidów na uslugacch księźnej leśnych elfów...
Drake dowiedziawszy się o sprawie wpadł w szał, lecz nie wszedl w formę Bezimiennego, zachował zdrowy umysł, coś w nim pèkło...
Nazajutrz dostał on rozkaz od swego suwerena, aby oblęźyć Siris-Thalę. Drake z bólem serca, wiedząc że to oznaczać moźe dla Shadyi jeszcze większe męki, lecz wypełnił rozkaz swego władcy, razem z 'cieniami oblegli Siris-Thalè. Wówczas leśne elfydla przełamania psychiki Shadowsonga przenieśli dyby Shadyi na balkon, by ten widział jej męki i gwałty jej czynione.
Zdesperowany szlachcic wysłał zapytanie do swego władcy, co ma on zrobić, a ten odpisal mu, ze ten ma po prostu spalić za sobà wszystkie mosty. Shadowsong zrozumiał to aź zbyt dobrze, było to bolesne przeźycie utraty ukochanej, lecz wiedział źe nawet w piekle mają lżejsze katusze niź to co robili z nià leśni elfowie. Siris-thala stanęła w ogniu. Zginèła duźa część leśnych elfów. Ostała siè ich czwórka: Arcydruid Galathis, Arcyłowczy Dissmas, Iriziel Ostrze Lasu i Iorevet ( * nie iorweth xd wcale*) który został chwilowym dowódcą tej grupy. Ruszyli oni na zachód zbierając grupy niedobitków i mieszkańców tamtejszych wiosek gdzie miaszała się krew elfow i derelingów. Tam na południku 0 stanowiàcym centrum kontynentu spotkali smoczą aspektkè światła. Nie miała ona ani imienia ani humanoidalnej formy lecz zakochana w Irizielu przyjęła formę elfki. Tedy, kuedy juź elfy miały przekroczyć granicę dorwał ich patrol swych mrocznych kuzynów i zabił Iriziela. Zdenerwowana smiczyca wyczytała w myßlach napastników kto ich wysłał, dowiedziała się winowajcy, ktorego nazwisko brzmiało Shadowsong. Jedynie ta smiczyca znała kim on jest i kim była jego matka. Znienawidził go całym sercem i zdesperowana pokierowała elfy leśne przez ziemie derrlingow, gdzie zostawili oni za soba dzieci dalej zwane nicnymi elfami aź do ziem gryfickich, gdzie powstały elfy wysokie, a smiczyca znalazła nowego kochanka - Garetha Gryphitha.
Shadowsong tymczasem wrócił do stolicy jako bohater wojenny, lecz czuł się gorzej niź szczur w lochach ksiązęcych... czuł wielkà pustke w sercu i duszy... czuł ból którego nigdy wcześniej nie znał, ból utraty miłoßci. Kiedy zas wrócil zamiast dobrych wieści dobił go fakt, źe w czasie jego drogi powrotnej umarł jego ojciec. Załamany elf dostał się na salony księcia gdzie złoźył przysięgè wierności czy to w źyciu czy po śmierci. W zamian zaś dostał przybrane synostwo wobec księcia i trafił pod jego dworskie skrzydła gdzie miał wszystkiego dostatek. Książe wysylał wiele urodziwych i ponentnych kobiet do swego przybranego syna, lecz ten gardził ich towarzystwem. Czuł zbyt mocny ból. Doznał zalamania nerwowego, jego psychika padła. Targnàł się on nawet na wlasne zycie, lecz przypomniawszy sobie ze to nic nie da zaniechal tej próby. Tak kilka lat spędził na zapiecku. Księcia poznając pierwsze kroki w polityce z obserwacji ojczulka oraz nauczył się dworskiego obycia. Tak teź zakonczyła się Wojna Sierpu Księzyca nazwana tak z racji tego, źe ziemie po sam Pólwysep Sierpu Księźyca były wówczas pod jurysdykcjà mrocznych elfow, a z takà domenà książe tamtejszy zakończył okres tej wojny koronowaniem się na cesarza. Wówczas to wróciła matka Shadowsonga - smoczyca Mallanthuia- aspektka ciemności. Wróciła tylko po to by potajemnie przemienić duszę cieniów w Cienie czyli istoty ciemnosci niźsze od Bezimiennych lecz również dobre w magii ciemności i niematerialne. Po tym znow znikla wracając do swego klanu. Był to koniec wojny, lecz i początek nowej ery dziejów mrocznych elfów, w ktorej nie układało sie im tak dobrze...

Wojna Wschodzącego Słońca, Upadanie i Powstawanie Cesarstw, Lata Drake'a 80-150
Po kilku latach lud leśnych elfów prowadzony przez aspektkę swiatła - Ellialę Sunshuffler trafił po jej małźeństwie z nowo mianowanym cesarzem ludzkim - Garethem Gryphithem pod skrzydła wyźej wymienionego. Ten zaś nadał im ziemie i dał nowe schronienie. Elfy były jedyną rasą traktowaną na równi przez Garetha. Ten stał się dla nich ojcem jak dawniej księźna, ktora spłonèła na Siris-Thalli. Od tamtego wydarzenia były one na uchodźctwie, aż w końcu ojczulek Gryf przyjął je do siebie. Elliala jednak jako kobieta o dość lekkim obejsciu ze tak to ladnie ujmę pamiętała o swym zmarlym ukochanym z rąk drowow i przysięgla sobie na nich zemstę. Od tamtej pory ciàgle namawiała Garetha do ataku na Cesarstwo Sierpu Księźyca jednak władcy brakowało argumentu który miałby tą wojnę spowodować, az w koncu cesarzowa Elliala z pomocą ludzkich kapłanów i kilku wiernych rycerzy Garetha założyła Inkwizycję. Ta zas zagroziła, źe jeśli krol nie rozpocznie krovjaty przeciw siłom ciemności wśród drowów, to sami zacznà jà przeprowadzać. Gareth nie mial wyboru, zaczęła się Wojna Wschodzacego Słońca, która obróciła szalę dominacji na niekorzyść mroczno elfickich oddziałów.śćTymczasem przebywający na dworze cesarskim Drake powoli dochodził do siebie i przywykłszy do dworskiej natury wgłębiał się w sztukę polityki i prawa. Dzièki tym naukom mógl w późniejszym etapie walnie przyczynić się do zakończenia tej wojny, ale o tym później. Shadowsong dowiedziawszy się o zagroźeniu jakie spłynęło na ojczyzny łono postanowił wyruszyć by raz ale porzàdnie zakonczyć elfickie porachunki. To jego działanie wystawiło panstwo na cios, więc on postanowił ten cios przyjàć na klatę. Wyruszył sam nawet bez swego oddziału na front, gdzie w przebraniu jednego z zabitych przez siebie Wielkich Łowczych lesnych elfow przedostał się bez wiekszych problemow za linie wroga. Tamtejszymi szlakami po dłuźszym czasie dotarł do cesarzowej gryfitów i stawił się przedstawiając swojà winę. Ta postanowiła wymierzyc jednemu drowowi karę równa cierpieniu całej rasy leśnych elfów i jednego smoka. Przykuła go w lochach antymagicznymi kajdanami do ściany i torturowała. Ten zaś przy coraz większym szale wyrzucał grzechy leśnych elfow względem niego by osłabić psychikę nowej ich matki. Kiedy w końcu cesarzowa zakatowała jego ciało na smierc Bezimienny będący jego uosobieniem nadal był przykuty i dręczony tym razem już tylko magią światła. Po dłuższym jej stosowaniu nsuczyl się ją kontrowac wykształcając u siebie minimalną magię równiwagi uodparniajàc sie z czasem na tą magiè światla ktora mu bol tak ogromny początkowo sprawiała. Cesarzowa obserwując jego upór, siłę, wytrzymałość i dumę nawet w tak cięzkiej sytuacji, nie wspominajàc o bohaterskości i odwadze z jaką posunsł się do tego szalonego czyny dla ojczyzny ratowania osłabla mentalnie. Podświadomość Drake'a tylko oczekiwała tego momentu, wowczas to uźtwajàc starej dobrej magii umysłu, czyli dtugiej z domen Bezimiennych po ciemności rozkochala w sobie cesarzową gryfitów. Drake nie spodziewał się calego zajścia, gdy ta nie dośc źe uwolnila go z kajdan i podstawiła nowe uosobienie, nadal siè w nim kovhala mimo wyjścia z formy Bezimiennego. Nowa cesarzowa gryfitow była świeżo tydzień po ślubie, a tym samym nie była dziewicą, sle tak jak inne smoki nie potrafiła dochować wierności jednemu partnerowi, toteź widziała w obcym drakkenie dobry materiał na potencjalnego partnera, tym bardziej iź ich domeny wzajem siè dopełniały. Romans ten zakwitł w najciemniejszych lochach gryfitów, o blasku księzyca - jedynego świadka tego zakazanego zwiàzku dnia i nocy, za kłodks będącą pieczęcią serc kochankow miłości zakazanej. Tak, doszło do zdrady cesarzowej z dawnym zabojcom jej byłego ukochanego, a co wiecej czula się z tego romansu ukontentowana. Prawdą jest, że po nocy z cesarzem nie zaszła jeszcze w ciàżę, ale juź udawala przed nim cięzarną by gotowym był na tem fakt, o którym mydlaka dłuźszy czas - o dziecięciu ze zdrady. Tak, przykra prawda jest taka, że Servius Gryphith nie jest synem cesarza, a przynajmniej nie biologicznie, lecz pół krwii elfem pół krwii smokiem. Całe szczęscie Gareth nic nie wiedzial o zdradzue żony, a ta dla uchowania sekretu wstrzykiwała mutageny ludzkie by jak najbardziej do czlowieka upodobniv dziecko. Udało się jej, jednak to wszystko nie ważne. Wracając do naszego kapitana 'cieni'.Po udanym romansie odciął się on od przeszłości raz na zawsze i zaczàl gry palacowo-polityczne. Trafil za pomocà swej kochanki na dwór Gryphithów gdzie zaczął negocjować umowy względem wojny. Wiedzial na czym najbardziej zaleźało cesarzowi gryfitow i cesarzowi Sierpu Księżyca i po dlugich latach pobytu w Gryphonholdzie i szlifowania swych aspektow retoryczno-politycznych w końcu w dniu 150 urodzin dostał od Garetha ( tedy juź swojego bliskiego przyjaciela) jedno życzenie, które ten spełni. Drake zarządal akceptacji paktu ktory dzisiaj wystawi, Gareth jako król i czlowiek honoru nie mógł juź cofnąç slowa i tak wieczorem przy winie Drake i Gareth podpusali w imieniu obu cesarstw porozumienie, na mocy królego wojska oblegajàce ziemie drowow zostaną rozwiszane zas powokana zostanie bractwo kamieniarzy, ktorzy pomogąnlesnym elfom w idbudiwie starych twierdz z wtznaczeniem dokladnie jakie twierdze podlegac będą drowom, a jakie lesnym elfom. Pakt byl korzystny dla obu stron. Elfy dostaly wiekszosć ze swych utraconych ziem oraz stały pokój z drowami, a drowy częsć ziem elfow, brak potrzeby utraty duźej iloßci wojsk i cywili , pokój z leśnymi, sojusz z cesarstwem Gryfitów i umowy handlowe z Khazad-Arin oraz odpust na magie antyładu. W tym to porozumieniu ta z gory tragicznie przesadzona wojna zakonczyla sie jednak pozytywnie dla obu stron, a to wszystko za sprawà dwojki smoczych serc...

O Serviusie, Przyjaźni międzycesarskiej, Drake 'Cień do spraw specjalnych i relacji politycznych' oraz o sporcie jakim było polowanie na potwory.
soon


Magia:
●Forma Drowa:
* Mistrz. Magia Pyłu
*Zaaw. Czarnoksięstwo
*Podst. Magia Charyzmy
*Podst. Alchemia
●Forma Bezimiennego:
*Mistrz. Magia Mroku
*Zaaw. Magia Umysłu
*Podst. Magia chi
*Podst. Magia równowagi
haczyk- aby stać się bezimiennym musi być martwy lub cięźkoranny ewentualnie zatracić stabilność psychiczną. Aby wrocić do formy drowa musi znaleźć sobie nową powłokę i ją opętać, zregenerować ciężkie rany lub odzyskaç przytomność po jej utraceniu po szale.
Umiejętności: zdności walki bronią, którà posiada; parkour i rasowa odporność na trucizny i oślepienie, wyczuwa bardzo dobrze energię magiczną, zna kaźdy jezyk Ferenthiru z Pradawna mową i Smoczà mową licząc.
ekwipunek: lekki pancerz z obrazka w wyglądzie, Kościołam, Kieł Cienia kilka ampułek z różnymi eliksirami i smarowidłami pod pancerzem, torba na zioła i inne mniejsze zdobycze.
wierzchowiec: raptor o czarnych łuskach.
towarzysz: zaklęty w nim bezimienny...
Sakwa: 100 Koron wschodnich i 100 koron zachodnich
wygląd:



Nieodkryta przez nigo drakonska forma:

Tylko czarny zamiast czerwonego i cien zamiast ognia...


Nieodkryta smocza forma:

Avatar pan_hejter
Imię: Alex

Nazwsko: Krow

Pseudonim: Alex krucze piórko

Wiek: 25

Rasa: Mieszanina gemetyczna

Przyeszłość

AKT I

Przez zaśnieżony trakt szedł samotny wędrowiec. Parł przed siebię na nie bacząc na sypiący śnieg i wiejący wiatr. Ciemność zimowego wieczoru rozjaśnił jasny punkt w oddali. Światło wylewające się z okien obiecywało ciepło i miłe towarzystwo. Zakapturzona postać podeszła do obszernych drzwi i ujrzała pięknie malowany szyld ukazujący psa goniącego swój ogon zaś pod nim napis głoszący "Karczma zabłąkany ogar zaprasza podróżnych". Wędrowiec otrzepał płaszcz ze śniegu po czym wstąpił do środka i zdjął kaptur. Jego oczom ukazali się typowi wieśniacy szukający rozrywki, kilku kupców, najemników, karczmarz i kelnerki. Wszyscy byli zaintrygowani ale i lekko wystraszeni przybyciem nowego gościa. Ten nic nie mówiąc wstąpił na prowizoryczną scene obok kominka i powiedział -Przyszedłem dostarczyć wam nieco rozrywki. - Słowa te połączeniu z jego zabliźnioną twarzą zabrzmiały tajemniczo i złowrogo, a w karczmie zapanowała cisza. Podróżny wciąż milcząc rzucił płaszcz na leżące obok krzesło i otworzył futerał o przedziwnym kształcie wykonany z czarnej skóry. Po chwili wyjął zeń skrzypce uśmiechnął się i zawołał - Zwą mnie Alex krucze piórko i dziś będe dla was grał - Bard kiwnął głową w strone karczmarza na co ten mu odpowiedział tym samym i zaczął grać. Sala momentalnie się ożywiła i przyłączyła się do znanych ludowych piosenek. Zabawa trwał do wieczora i do karczmy zleciał się jeszcze wielu gości. Okoł 22 bard przerwał granie i powiedział. - Wybaczcie moi drodzy ale moje struny głosowe potrzebują nawilżenia. - Karczmarz starym zwyczajem przyniósł mu pokaźny talerz pieczeni z warzywami i dzban piwa. Karczma wróciła do swoich dawnych zajęć a bard w milczeniu jadł. Nagle wśród kupców wybuchła kłótnia. Przekłócali się o istnienie wiedźmy o nazwie Sępia Brex.
- To zwykły wymysł - mówił sprzedawca butelek z gryponholdu
- To kto splądrował te wioski - wykłócał się elf sprzedający owoce
- Pewnie żołnierze, bo wieśniacu nie chcieli płacić podatków a teraz wymyślili wymówke -
- Ty nie widziałeś jak tamte ciała były rozerwane... i pożarte... żaden człowiek nie zrobiłby tego -
- Gówno prawda pewnie to zwierzęta zjadły padline -
Kłótnie przerwał im bard - Pszepraszam panowie, nie wiem czy z tą wioską to prawda ale Sępia Brex naprawdę istnieje, pozwólcie że wam o tym opowiem - Cała sala przysiadła się bliżej a mężczyzna rozpoczął swą opowieść

AKT II

Armie od zawsze pragneły nowej broni, ostrzejszych mieczy, mocniejszych łuków, silniejszych zaklęć i wreszcie super żołnierzy. Nie tak dawno temu gryfońscy naukowcy w tajnej placówce próbowali stworzyć nasilniejszych wojowników na świecie. Połączyli Gryfońskie geny z krwią wampira a całość połączyli magią mutagenizmu. Po wielu nieudanych próbach stworzyłi trzy obiekty. A-X, B-X oraz C-X. Każde z nich narodziło się jako dziecko więc magowie wychowywali ich od małego. Uczono ich tam magi mutagenizmu, ludzkich zwyczajów, języków, starategi wojskowej oraz walki. Walki czym zapytacie? Potężną bronią stworzoną z ich własnych ciał. Ogromnymi szponami, ostrzami wielkości największych kos i wieloma innymi. Te abominacje nie znały szczęścia ni miłości, zrodzone z probówki szkolone do zabijania 19 lat żyły tylko dla treningu. Gdy osiągneli wiek dorosły wysłano ich na front. Wielu uznało ich za najznamienitsze machiny masowego mordu. Na polu bitwy nie mieli sobie równych, nie czuli strachu a pokarmu mieli pod dostatkiem. Nikt do końca nie wie jak i czemu ale 5 lat temu placówka magów upadła a bestie zagineły. Ponoć Sępia Brex jest jedną z tych abominacji podróżującą w poszukiwaniu krwi.

AKT III
Po skończeniu opowieści w karczmie zapadła cisza, ogień przygasł w kominku a wichura wydawała się jakby mocniejsza. Bard tylko ziewnął przeciągnął się i zawołał do karczmarza - Czy dostąpisz mi karczmarzu łaski pokoju na noc dla biednego grajka - Karczmarz więdząc, że śpiewak jutro przyniesie mu dodatkowych gości kiwnął głową i powiedział - Schody na góre pokój numer 7 - bard podziękował skinieniem głowy i wziąwszy swoje rzeczy odebrał z lady klucz i poszedł do wyznaczonego pokoju. Gdy dotarł na miejsce rzucił płaszcz na ziemię, zamknął pokój i rzucił się na łóżko. Nauczony już od dziecka, wyciszył się po czym momentalnie zasnął. Ale koszmary przeszłości wciąż do niego wracały. ...Stał na polu bitwy, wokół porozrzucane było mnóstwo zwłok do których łakomie dobierały się ptaki. Alex patrzał na stratowane ciało łucznika, światło odbijało się od małego elementu na jego piersi. Alex sięgnął po niego i wyrwał z szyji umarlaka. Był to srebrny naszyjnik z klapką na zawiasach, po otworzeniu jej można było zobaczyć rysunek mężczyzny, kobiety i dziecka złączonych w rodzinnym uścisku. Smutne rozmyślanie mężczyzny przerwał głos z dołu - Co robisz Alex? - Należał do pięknej dziewczyny w blond włosach która właśnie odrywała zakrwawione uste od zwłok.
- Truposz miał rodzine, to troche smutne. I czy musisz pożerać ich jak cholerne zwierze - spytał z nagłą irytacją.
- A jak mam to niby robić? - Otarła usta rękawem i staneła z nim twarzą w twarz
- Może tak - Jego dłoń zaczeła się deformować po czym zamieniła się w skupisko macek z kolcem na końcu. Kolec wystrzelił w strone zwłok i wbił się w nie i niczym komar zaczął wysysać krew. Nagle dołączył do nich trzeci osobnik wołając - Co tam Brex, znowu pan milutki robi ci nauczki? -
- A żebyś wiedział nawet zabawić się jedząc nie da, taki z niego sztywniak - powiedziała patrząc na Alexa z wyrzutem. Ten tylko spojrzał na nich, pokręcił głową po czym odczepił kolec od zmumifikowanych zwłok bez śladu choćby mięśni i obracając się do nich plecami powiedział - Brex, Cerex pie**olcie się, idę do obozu zdala od tych waszych spaczonych mord - machnął ręką i odszedł.
- A idź, to tylko gówniani ludzie masz takich miliony, są gówno warci i nadają się tylko do jedzenia - zawołała za nim dziewczyna i wróciła do konsumpcji...

...Stał w oświetlonym namiocie, z daleka było słychać odgłosy świętujących żołnierzy. Był tam sam, Brex i Cerex byli w prywatnym namiocie, świętowali zwycięstwo na swój własny sposób. Alex od dawna wiedział że to robią, zresztą nawet się z tym nie kryli a ośrodek miał to gdzieś skoro byli bezpłodni. Zirytowany kierunkiem swoich myśli podszedł do swoich bagaży i wyjął z tamtąd skrzypce, drewniany instrument znaleziony dawno temu przy zwłokach jakiegoś kapelana. Zaczął grać na nich wesołą melodie, to zawsze go uspokajało i pozwalało oderwać się od rzeczywistości. Akurat gdy zaczynał trzecią zwrotke do namiotu weszła brex. Miała roztrzepane włosy i niedopięty skórzany pancerz. - Znowu żępolisz na tym szajsie? - Zapytała na wejściu
- Każdy ma swój swój sposób żeby się zrelaksować - odpowiedział zgryźliwie odkładając instrument
- Mógłbyś się do nas dołączyć - Oblizała lubieżnie wargi.
- Jesteś dla mnie jak siostra -
- Czemu z nas wszystkich to ty jesteś największym sztywniakiem -
- Jestem A-X prototypem, wam zaimplikowano większą agresje żebyście nie zwarjowali tak jak moi poprzednicy -
- Skąd to wiesz? -
- Podsłuchuje naszych doktorków, chce wiedzieć z czego jestem stworzony -
- I może to twój największy błąd -
- Może tak -...

...Alex siedział na twardym drewnianym krześle. Jego oczy raziła lampa wykonana z kryształu. Stojący obok mutagenista właśnie badał jego krew mrucząc do siebie. Gdy skończył badanie Alex zapytał go - Masz coś ciekawego doktorku? - Ten spojrzał na mężczyzna jak by dopiero go zobaczył i powiedział do niego z zakłopotaniem - Nie, nie... a zresztą co cie to obchodzi pieprzona abominacjo, wypad do swojego leża! - Zirytowany prawie wybiegł z pokoju unikając wzroku mutannta. Alex wiedział że coś jest nie tak ale spokojnie dał się odprowadzić do swojego pokoju. Gdy wszedł do środka zamknął oczy i bardzo mocno się skupił. W pokoju laboratoryjnym zostawił czujke, fragment swojego organizmu który działał jak prymitywne ucho. Gdy połączył się z nim umysłem, zaczął nasłuchiwać. Cisze zakłócił dźwięk kroków, wchodziły tam dwie osoby, jedna była niespokojna szybkimi krokami wbiegła do sali, druga zaś powoli i spokojnie kroczyła za nim. Gdy oboje znaleźli się w pokoju odezwał się pierwszy z nich
- Mistrzu, to staje się zbyt niebezpieczne zaczynamy tracić nad tym panowanie -
- To tylko mała aberracja uspokój się Michael -
- Mała? Obiekt A-X ma inną krew, on samoistnie mutuje, może osiągnąć niespodziewane rezultaty, nie panujemy nad tym -
- I co z tego? Dajmy mu 2-3 lata i go zabijemy, są inne ośrodki a on zawsze był wadliwym obiektem. - W tym momencie Alex przestał słuchać. W jego umyśle została tylko jedna myśl. Trzeba z tąd uciec...

...Była wieczór wczesna jesień Alex siedział na kamieniu. Z wzgórza na którym się znajdował roztaczał się widok na małą wioske skąpaną w jesiennym słońcu. Jego rozmyślania przerwała Brex. Staneła nad nim, miała worki pod oczami, roztrzepane włosy a ciuchy wisiały na niej.
- Idę na polowanie, Cerex znowu głoduje -
- Ten idiota powinien umrzeć z głodu - wzruszył ramionami
- To ty chciałeś uciekać ośrodkito był twój pomysł -
- Ale nie ja kazałem temu idiocie żreć eksperymentalnych form życia. Były tam niemowlaki do H-X! Cholera wie ile zmutowanych genów wziął na siebie! -
Dziewczyna tylko spojrzała na niego ze złością i odeszła w kierunku przeciwnym do wioski. Nim znikneła za drzewami powiedziała - Rozpal ognisko i pilnuj go - Alex stał chwilę w milczeniu po czym spojrzał się na się na Cerexa miotającego się w śpiworze. - Widzisz ci z tego my idioto, gdybyś nie żarł wszystkiego jak popadnie nie musielibyśmy oddawać ci trzech czwartych jedzenia. A to tylko dlatego że ta idiotka się w tobie zakochała! - Towarzysz mu nie odpowiedział. Mutant machnął ręką i poszedł po drewno na opał. Zapach żywicy i zimny woatr uspokajał go, nim się obejrzał nazbierał drewno na opał. Kiedy zbliżał się do obozu coś zwróciło jego uwagę. W miejscu gdzie leżał Cerex był tylko pusty śpiwór...


Obudziło go pukanie, do drzwi i głośne wołanie - Panie śpiewak prosze wstawać, trzeba uciekać - Alex wstał przecierając oczy i zapytał zaspany. - Co się dzieje karczmarzu? - Przerażony mężczyzna odpowiedział mu na jednym wdechu - To krwawa brex... Ona tu jest... Posłaniec był cały zkrwawiony... cała wioska ucieka. - powiedział po czym wybiegł ratować swoje rzeczy i życie. Alex usiadł na łóżku i spojrzał na swoje rzeczy. - To nie moja sprawa, jestem tylko bardem, przeszłość to tylko przeszłość - Zaczął szybko pakować swoje rzeczy.

AKT III
Samotny wędrowiec znów parł na przeciw wichury. Tym razem jego kroki były szybsze, jakby strach dodał mu sił. Po chwili na droge przed nim wyszła postać. Emanowała z niej pewność siebie i siła. - Dokąd to zmierzasz wędrowcze? - Zapytał ironicznie, po głosie można było poznać że to kobieta. - Jestem Bardem, podróżuje od karczmy do karczmy w poszukiwaniu zarobku, a ty czego szukasz? - Spytał spokojnie.
- Mam robótke do załatwienia -
- Mordowanie bezbronnych wieśniaków to tylko robótka. Czym oni ci zawinili kobieto? -
- Za to mi płacą z czegoś trzeba żyć -
- Z odbierania życia innym? -
- Wiesz co? Wku*wiasz mnie a chciałam cię przepuścić, ale skoroś taki mądry to giń! - Kobieta zerwała się z niespodziewaną prędkością, odsłonięta dłoń ujawniła 30 centymetrowe szpony. Gdy znalazła się krok od przeciwnika zamachneła się celując w jego szyję. Pazury przecieły powietrze, bard z równą szybkością uniknął ciosu po czym wymierzył jej potężnego kopniaka w plecy wzbijając ją w powietrze. Dziewczyna otrzepała się ze śniegu i zawołała - Czym ty k*rwa jesteś? - Mężczyzna tylko uśmiechnął się nieznacznie i zawołał - Zwą mnie Alex, Alex Kruk - Kobieta natychmiast wstała i pobiegła w jego stronę krzycząc - Ty skur***ynu! - Jej małe szpony zastąpiły trzy półmetrowe ostrza zamiast palców. Alex nie spodziewawszy się takich rozmiarów zdążył jedynie się obronić. Ich ostrza się zkrzyżowały a potok iskier rozświetlił noc. Chwile stali siłując się w śmiertelnym uścisku, po czym Szpony Alexa nie wytrzymały łamiąc się i wzbijając w powietrze tumany iskier. Brex wykorzystała jego słabość wykonując zamszyste cięcie dodając do niego kopniaka w klatkę piersiową. Meżczyzna upadł na ziemię kilka metrów dalej, z jego klatki piersiowej sączyła się krew barwiąc biały śnieg. Kobieta podeszła do niego chwiejnym krokiem, gdy stała na tyle blisko by słyszeć jego powolny oddech wykrzykneła - ZABIŁEŚ GO! zabiłeś i pochłnełeś, jak mogłeś?! To był twój brat! - Mutant złapał oddech, jego oczy wypełniły łzy - Chciał zabić dziecko! Nie można go było zatrzymać, pragnął tylko pożerać i pożerać! Co miałem zrobić dać im zabić tych niewinnych ludzi?! - Brex stała w milczeniu i patrzała na swojego przeciwnika. Poprzez łzy z jej oczu widiczna była furia - Tak kochałeś swoich ludzi, to teraz za nich zginiesz - Krzykneła przygotowując się do ostatecznego zamachu. Alex momentalnie wybił się z lewej ręki by odsonić wielkie ostrze miast prawego. Jednym zgrabnym ruchem odciął jej lewą ręke przy samym łokciu. Kobieta cofneła się z grymasem bólu. Jej prawy bark wraz z całą kończyną zaczął falować pęcznieć i twardnieć, sprawiając że przypominała ogromną rękawice z kamienia. Zatakował ze ślepą furią Aleksa, który zdążył już wstać i był kilka metrów przed nią. Ten jedynie odskoczył, wylądowa na jej ogromnym barku i odciął całą ręke wraz z fragmentem łopatki. Kobieta upadła a zdyszany mężczyzna stał nad nią. Patrząc na jej obolałą twarz płakał. Ta spojrzała na niego i spytała ochrypniętym głosem - Aleksiu czy piekło istnieje -
- Nie wiem - Odpowiedzia mężczyzna
- Zabiłam... tysiące ludzi dla pieniędzy... a to wszystko dla zemsty... która się nie udała...
-
- Takie jest życie breksiu -
- Ale ja nie chce umierać... boje się odejść... nie... Nie wiem co będzie dalej -
- Nikt z nas nie wie, ale lepiej stanąć przed sądem z podniesioną głową -
- I staniemy tam razem - Jej twarz wykrzywił okrutny uśmiech a miast kikuta lewej ręki odsłoniła kolec otoczony mackami. Ten wystrzelił trafiając w serce Aleksa i rozpoczął jego pożeranie. Ten spojrzał tylko na siostre smutno i powiedział - Jeszcze nie siostrzyczko, mam jeszcze zadanie do wykonania - Jego całe ciało napęczniało zmieniając się w kule żywej masy, skupiło się w miejscu ukłócia i uderzyło w kobiete. Po krótkiej chwili pochłoneło jej organizm a ze wzburzonej masy wyłonił się kucający Alex. Wykrzyczył cały swój ból, strach i nienawiść ku niebu.
Jestem Alex Krow i znajdę sk*rwieli którzy mnie stworzyli

Umiejętności:
- Regeneracja kosztem pożywienia(musi zeżreć cztery razy tyle ile zregeneruje)
- Zwiększona siła, refleks, i szybkość
- Potrafi po pożarciu przeciwnika poznać jego pamięć
- Półmetrowe szpony miast rąk
- Metrowe ostrze miast ręki od łokcia
- Wielkie kamienne pięści miast rąk od barku
- Gra na skrzypcach i znajomość wielu ludowych piosenek

Ekwipunek

Towarzysze: Brak

Wygląd:

Twarz:


Ubiór:

P.S Nie będe grał tą postacią jest zbyt OP a dla mnie nie ma z takimi molochami zabawy. Weź go jako NPC albo zostaw tutaj bo szkoda mi kasować tyle tekstu. Tylko nie dawaj bulworasowi

Avatar korobov
Moderator
imię: Asuma
nazwisko: Marina
wiek: 30 lat
rasa: Gryfinka (podobno ma krew Drakenów w sobie)
przeszłość: Kiedyś, czyli 25 lat temu, została wybrana, by uczyć się u Paladynów Nowego Świtu. Od początku uczyła się długo i wytrwale, by sprostać wymaganiom... Ale im starsza była, tym bardziej odkrywała chłopców. Pewngo dnia wpadła na niego... Johanesa Ausurtuma.... Poznali się, po czym zaczęli się spotykać... W wieku 18 lat zzaręczyli się, a w wieku 20... Oficjalnie zostali mianowani na paladynów, sekcja militarna. Było wiele radości. Ale jak na razie wędrują po Imperium i pomagają ludziom. Czuje jednak, że coś w niej się budzi... Coś potężngo... Jakby jej silniejsa wersja....
Magia: Magia Etheru na mistrowskim, magia światła na zaawansowanym, magia chi na podstawowym, magia obronna na podstawowym, alchemia na podstawowym
Umiejętności:jest ekspertem w walce wręcz oraz bronią dysnansową i białą, jest piekielnie szybka, a także zwinna i szybka, nie da się ją zaskoczyć, zna się na medycynie, nie czuje zmęczenia aż tak często, jak inni, potrafi naprawdę wysoko skakać, świetnie kombinuje i improwizuje, szybko się uczy, zna się na i gotowaniu, zna się na przetrwaniu
ekwipunke: pełna płytowa zbroja zabarwiona na czerwono, tarcza, miecz, dwa noże do rzucania, mizerykordia
wierzchowiec: kara klacz Anula
towarzysz: Johanes Ausurtum
Sakwa: 100 denarów zachodnich
wygląd:

Forma półsmocza (odkryta)

Smocza postać (nieodkryta, ale widziała ją w snach)

Avatar korobov
Moderator
imię: Masila
nazwisko: Rantor (alei tak wszyscy znają ją pod przezwiskiem "Death Lady")
wiek: 305 lat (ale wyglądem zatrzymała się na poziomie 20-latki)
rasa: drakenka
przeszłość: -Ratuj się kto może!!!- zagrzmiał strażnik, kiedy kula ciemności zbliżała się do niego. Niestety na jego nieszczęście nie zdołał się skłonić, a przez to został przez nią pochłonięty. Jego towarzysze broni zebrali się w jednym szeregu, każdy brał swoją broń, dzierżąc przeciwko bramy. Po chwili brama zatrzęsła się w zawiasach. Przy każdym uderzeniu coraz bardziej wątpili w swoje zdolności. Kiedy brama pękła, zza bramy wyłoniły się szkielety wspierające Straż grobową. Straż trzymała gardę, al nic nie dało się więcej zrobić, jak stawiać opór przez 5 minut ciagle nacierających wosjk nieumarłym... Droga była wyściełana trupmi, które zaraz wstały i ruszyły z hordą innych. Z ich tyłu doszedł zwodniczy i straszliwy śmiech, a z dymu dało się zobaczyć parę żółtych ślepi.
-Tak, tak... Znajdźcie i zabijcie!!! Za krzywdy!!! Za krzywdy wasze i moje!!!

Dawno-dawno temu, kiedy drakkeni (bardziej) nienawidzili ludzi, powstała ona, zrodzona z zakazanego związku. Ojciec dla jej matki zrezygnował z wielu rzeczy, w tym ze swojej przeszłości. Pochodził z innego klanu, a wśród nich był szamanem. Ale nie urodziła się sama, nie... Na świat przyszła z siostrą oraz z braciszkiem... Dla rodziców była to wielka gratka, zwłaszcza że z taką hałastrą nigdy nic nie wiadomo, z czego próbka choćby podkradnięcia konia rodzicom to jest najmniejszy problem.
(resztę może kiedy indziej, co?)
Koniec końców jej celem została zemsta. Za krzywdy tego, który skrzywdził jej rodzinę. (tak, żyje, a dokładnie ona).
Magia: mistrzostwo nekromancji, zaawansowana ciemności, podstawowe dyscypliny i charyzmy, magia uwodzicielska
Umiejętności: mistrzostwo walką białą jak i dystansową, podobnie jak i wręcz. Jest niesamowicie zwinna oraz szybka. Siłą też nie wadzi (Potrafi unieść 4 konie w płytowych), ma zmysł taktyczny oraz podstępu, świetnie lata, potrafi wyssać z kogoś życie i przelać na swoje, ma skórę twardą niczym zbroja płytowa, a pazury potrafą przeciąć nawet najcięższą zbroję.
ekwipunek: Zbroja , która więcej odsłania niż zasłania wytworzona z utwardzonej skóry, Pieśń Ognia
wierzchowiec: ---
towarzysz: Na razie tylko 15 straży grobowej oraz upiorny smok. Oraz jej ukachany DAriel. Drakken czarny magii światła jakby co.
Sakwa: ---
wygląd: ( ma pięć metrów)
Forma smocza (odkryta):

Avatar Taczkajestfajna
Imię: Chiya (czyt. Czija.)
Nazwisko: Notre.
Wiek: 15 lat.
Rasa: 1/4 Worgen i 3/4 Gryfit.
Przeszłość:

Mała wilczyca.
Chiya urodziła w bogatej rodzinie, jednak była jedynie przypadkiem zrodzonym z Worgenki i Gryfita. Jej matka była służącą bogatego faceta, który nazywał się 'Księciem'. Kobieta (nigdy nie wzieli ślubu) bogacza była naiwną kobietą, którą też wykorzystywał do zabaw. Matka Chiyi zaraz po narodzinach została wyrzucona z domu, a dziewczynka miała się wychować z psami i tak nazywał ją też ojciec, mimo tego, że miała jedynie psie uszy, które ledwo można było zobaczyć, bo rzadko je wyciągała.

Od narodzin minął jeszcze rok, kiedy żyła z psami, potem ojciec wziął ją do własnego domu, a właściwie willi. Była dzieckiem i nic z tego nie zrozumiała, ale oświadczył jej, że z jego kobietą nie może mieć dzieci, więc to ona będzie jego córką. Na słowa "będziesz moją córką" dziewczynka uśmiechnęła się jak nigdy dotąd, a potem ujawnił się jej ogon, którym wesoło merdała. Nikt wcześniej nie zauważył, że go miała, to było conajmniej dziwne. Zaskoczony facet jednak uśmiechnął się do niej promiennie, co też było zaskoczeniem, bo był znany ze swojej oziębłości w całej wsi.

Kiedy Chiya miała 6 lat, ojciec był dla niej bardzo miły, co dziwiło nie tylko jej przybraną matkę, jak i resztę służby ojca. Dziewczynka była bardzo naiwna i często wpakowywała się w kłopoty, co skutkowało problemami ze strażami, których oddziały były małe we wsi, jednak zawsze były. Chiyę wyśmiewano też za jej wygląd, znaczy brzydka nie była, jednak jej specyficzne dodatkowe części ciała odstraszały nowe przyjaciółki.

Naiwność.
Naiwność Chiyi była drogą nie tylko do problemów z prawem, ale też do niezręcznych sytuacji z ojcem. Przykładem są przeprosiny dziewczynki, które są nietypowe. Podnosi ona koszulkę, żeby ukazać brzuch, lecz pokazuje też kształt swoich piersi zakrywając ich część dłońmi, które trzymają ubranie. Czasem też położy się na ziemie i na plecach leży jak pies mówiąc "przepraszam".

Ojciec specjalnie wywoływał taką reakcję mówiąc, że Chi (zdrobnienie) robi coś źle. Lecz na początku było to dla śmiechu, lecz wraz z wiekiem wzwód ojca zrobił się widoczny, w takich momentach dziewczyna robiła się czerwona jak pomidor i uciekała, jednak cały czas udawało się wymusić na niej tą reakcję.

Magia: Nie umie czarować.
Umiejętności:
-Potrafi dobrze sprzątać, gotować, itp.
-Zaj*biście potrafi słodzić i przepraszać do innych.
Ekwipunek:
-Mały nożyk,
-Naszyjnik z kolorowych korali.
Wierzchowiec: Nie posiada.
Towarzysz: Nie posiada.
Sakwa: 65 koron wschodnich i 40 koron zachodnich.
Wygląd:
Dziewczyna ma 172 cm wzrostu i bardzo mocno widoczne, białe, bardzo długie włosy do kolan. Piersi ma dosyć małego rozmiaru, jednak są widoczne i da się złapać. (Piersi to najważniejszy temat wyglądu xd) Zazwyczaj nosi czarny podkoszulek, po bokach łączony sznurkami, czyli odsłania ciało po boku. Na nogach zaś nosi krótką, czerwoną spódnicę.

Avatar Rafael_Rexwent
Moderator
Imię (przydomek): Pytasz mnie o imię, wędrowcze? Zaprawdę nie jesteś świadom tego o co prosisz. Mój przydomek, który zastąpił dawne, śmiertelne imię jest darem Bóstw Aspektów. Musisz przyjąć go z należytą czcią, tak samo jak ja, gdy zdecydowałem poświęcić się większemu dobru i przyjąć niezwykły i odpowiedzialny dar. Dlatego najpierw czystym sercem i umysłem wypowiedz słowa „Chwała pradawnym Siłom na których opiera się świat”. No, teraz przekonałeś mnie, że jesteś godzien usłyszeć mój przydomek. Zwą mnie Vis'nat'lapis, czyli Potęga Nieustępliwej Natury. Dawne imię nie jest już ważne, podobnie jak nazwisko. To były rzeczy związane ze śmiertelnym bytem i zostały przeze mnie odrzucone.

Wiek: Czyż dla istoty mającej misję od Bóstw czas jest ważny? Jestem poza czasem, bo każdy naznaczony przez Bóstwa zostaje uwolniony od niewoli czasu. Nie mam czegoś takiego, jak wiek. Żyję nie po to by liczyć, ile już istnieję, ale po to, by wypełniać polecenia i żyć. Tak, tak. Czas to okrutna iluzja, od której nikt samemu się nie odwróci. Jednak pewnie pytając ile mam lat i nie uzyskując odpowiedzi spróbujesz ocenić to po wyglądzie. I tutaj zdasz sobie sprawę, że mam około trzydziestu lat. A to nie jest prawdą.

Rasa: Po raz kolejny zadajesz dziwaczne pytanie. Jeśli mógłbym, to powiedziałbym, że jestem Naznaczonym. Kimś obdarzonym przez pradawne siły i Bóstwa je reprezentujące. Ale pewnie nie uwierzysz. Dlatego powiem ci tak, byś mnie zrozumiał. Wiesz co to Sylvani, prawda? A co to Sylvy? Też, to bardzo się cieszę. To dodam jeszcze, że krew obu tych ras stanowi połowę mojej. A co z drugą połową? Ojciec był Derelingiem, podobnie jak cała jego rodzina.

przeszłość:
„Kto nie umie przy­siąść na pro­gu chwi­li, puszczając całą przeszłość w niepa­mięć, kto nie jest zdol­ny trwać w miej­scu jak bo­gini zwy­cięstwa, nie doz­nając zaw­ro­tu głowy ani lęku, ten nig­dy nie do­wie się, czym jest szczęście. „ - Fryderyk Nietzsche
Kim byłem przed spotkaniem Bóstw? Szczerze mówiąc nie mogę ci powiedzieć. Dobrowolnie zdecydowałem, by wymazano mi wspomnienia poprzedniego życia. By nie przeszkadzały w przeżywaniu nowego. Lecz nie wyszło to idealnie, bo czasami w snach mam przebłyski. Wiem na razie tylko tyle, że urodziłem się jako syn zielarki i jakiegoś maga. I że uwielbiałem lasy. Tyle.
Aż w końcu nadszedł ten dzień, który pamiętam do dziś. Rozmowa z bytem, który cię otacza i napełnia. Same słowa Bóstw Aspektów były odzwierciedleniem ich natury – gniewu, łagodności, surowości i radości. Razem tworzyły idealną harmonię. Otrzymałem od nich dar. A teraz? A teraz jestem ich wysłannikiem i robię wszystko, by utrzymać Potęgę Natury. I zniszczyć Nieumarłych, bo to oni są największym zagrożeniem dla tego, co mam strzec.



Magia:
Jestem Naznaczony. Pewnie nie wiesz co to znaczy, prawda? Otóż posiadłem ogromną moc i wiedzę, przysięgając wiarę i służbę u Bóstw Aspektów. Przedtem byłem dosłownie nikim. A teraz stałem się potężny. Lecz nie w takim słowa znaczeniu w jakim chciałby to słyszeć każdy zamiłowany w wojnie i chaosie. Stałem się potężny, by ratować. By wyplewiać. By tworzyć. By niszczyć. By... by utrzymać w Ferenthirze Potęgę Natury. Zakłócaną przez podpalaczy. Przez niewiernych łowców. Przez pazernych drwali. Przez bandytów i złodziei. Przez kłusowników.
Dlatego posiadłem władzę nad potężnymi magiami. Jestem mistrzem Druidów. Moje ręcę wznoszą drzewa do nieba, zasiewają trawę na piasku i spalonej ziemi, leczą i zwierzęta i istoty rozumne, tworzą źródła, tak gdzie brakuje wody i cień, tam gdzie potrzeba ochrony przed palącym słońcem.
Władam także magią ziemi. Mogę zmieniać nieurodzajne żwiry w czarnoziemy, wyczuwać złoża żelaza, kamieni szlachetnych, srebra, złota. Wiem gdzie są złoża many i dzięki temu szybciej regeneruję ten bezcenny zasób. Wytropię każdego niegodziwca, bo ziemia czuje i przekazuje wiedzę kto po niej stąpa. Trzeba tylko umieć ją zrozumieć.
Alchemia. Tak. Znam wszelakie zioła i składniki, o których większość mieszkańców Ferenthiru nie ma pojęcia. A gdy już uda mi się je pozyskać tworzę z nich mikstury o różnych właściwościach. Jedne są zdolne do spowodowania wzrostu połaci lasu w przeciągu paru dni. Inne zasklepiają nawet najbardziej paskudne i zakażone rany. A jeszcze inne zmieniają skórę w twardą skałę, a w żyły pompują niezliczone pokłady adrenaliny.

Umiejętności:
Znam las lepiej niż ty samego siebie. I nie tylko z tego powodu, że przebywałem w nim jeszcze zanim się urodziłeś. Driady, Enty, Satyry, Zielone Smoki. Mam pośród nich wielu przyjaciół. Także wszelaka zwierzyna w lasach mnie zna i nie muszę się obawiać wilków, czy innych drapieżników. Mogę zawsze z nimi zamienić słowo i dzięki temu dowiedzieć się, czy nie ma w okolicy jakiś niedoszłych kłusowników.
Widzisz ten kostur? Tak, ten. No i czego się śmiejesz, że to kawał pogiętego drzewa? Po pierwsze to sam je wygiąłem. Po drugie jest to gałąź podarowana mi przez jednego z najstarszych Entów istniejących w całym Ferenthirze. Aha. Widzę, że twoją uwagę przykuł ten tęczowy kryształ w nim zamieszczony. Gdzie te łapy?! Nie wolno ci tego dotknąć, chyba że chcesz w najlepszym przypadku zostać porażony błyskawicami, a w najgorszym paść trupem. No śmiało. O, już zapał minął? Dobrze, powiem ci tyle, że tym kosturem mogę położyć niejednego szermierza, albo młodego gówniarza, który się wymądrza, albo łamie gałęzie w lesie. I wykorzystywać drzemiącą w nim moc, ale o tym nie mogę ci jeszcze powiedzieć. Nie rób mi tutaj maślanych oczu! Powiedziałem coś? Ehh... no dobrze, zaraz ci o tym opowiem. Wracając do tematu.
Słyszałeś o Khajitach, albo Rakshasach? Tak? Cieszę się. Więc pewnie mniej więcej wiesz na czym polega transformacja. No to wiedz, że ja potrafię transformować się na własne życzenie. W dowolne zwierzę, które kiedykolwiek spotkałem. Haczyk? Ależ oczywiście, że jest tutaj haczyk. Mianowicie w zwierzęcej formie nie mogę atakować, a jedynie się przemieszczać. Przynajmniej do momentu wypełnienia misji Bóstw.
Z takich bardziej standardowych umiejętności, to walczę Jaskółką. Chociaż częściej używam jej do oprawiania mięsa. Nie! Nie zabijam zwierząt. Po prostu jeśli jakiś przywódca klanu wilków, czy niedźwiedzi chce godnie odejść, to prosi o to mnie i wtedy rytualnie podrzynam mu gardło tym oto nożem. A mięso jest przeznaczone dla mnie i moich przyjaciół. Taka jest wola Bóstw Aspektów.
Rzeźbić umiem. Śpiewać i grać na lutni zresztą też. Nieraz wspólnie z Satyrami urządzamy sobie koncerty. A że przy okazji i wychylimy parę kielichów, to już inna sprawa. Bo mnie nie da się upić. Nie mogę wejść w stan upojenia alkoholowego i szczerze mówiąc nie przeszkadza mi to. Sam smak trunków mi wystarczy. Jeśli już przy tym jesteśmy. Nawet nie próbuj mnie otruć. Żadna, powtarzam żadna trucizna na mnie nie działa. Zostałem obdarzony przez Bogów i chronią mnie oni przed wszystkim co ziemskie.






ekwipunek:
● kostur wykonany z gałęzi jednego z najstarszych Entów Ferentiru – Andaga. Z pozoru wygląda na zwyczajną drewniają laskę, lecz tak naprawdę magia Natury powoduje, że żaden ogień jej nie spali. Zaklęta w niej moc wzmacnia czary druidyczne, dzięki czemu Vis'nat'lapis może jeszcze lepiej pełnić swoją posługę.
● magiczny kryształ

Wygląda jak mieniąca się różnymi odcieniami kula i jest zamieszczony w kosturze. Drzemie w nim ogromna moc, ale by ją zrozumieć trzeba przytoczyć jego historię.
Na początku istnienia Ferenthiru, gdy pojawiła się pierwsza rozumna rasa, istniały już potężne istoty, które dbały o przestrzeganie prawa. Władały mocą o jakiej inni mogli tylko pomarzyć, a na słowo „kara” z ich ust truchlał nawet największy zakapior. I w tych czasach żyła sobie para zakochanych – młoda i piękna dziewczyna, oraz urodziwy młodzieniec. Lecz rodziny obydwojga kategorycznie odmówiły małżeństwa. Miały do tego pełne prawo, ale para zaślepiona miłością postanowiła postąpić wbrew ich woli. I żeby tylko uciekli... otóż nie. W nocy doszło do tragedii, bo oboje zakochani wymordowali resztę swoich rodzin w akcie zemsty. I zapewne uszłoby im to na sucho, ale pradawnych sędziów nikt nie oszuka. W ramach kary para została zaklęta w kryształ, który od teraz mienił się tak naprawdę czerwoną barwą oznaczającą złe uczynki pary i niebieską, którą są zabarwione dobre uczynki. Obie barwy zlewały się i tworzyły tęczowe iluminacje, aż w końcu powstał on – tęczowy kryształ.
Trafił on w ręce Bóstw Aspektów, którzy przekazali go ostatecznie w dłonie naznaczonego Vis'nat'lapisa. Jednak jest to dar nietypowy o niezwykle potężnych właściwościach, ale i śmiertelnie ryzykownych dla użytkownika, który musi panować nad mocą kryształu. A teraz nieco więcej o samych zdolnościach i naturze tego kamienia. Otóż jest on niejako katalizatorem dla Vis'nat'lapisa i odzwierciedla jego przeszłość.
Za każde zabójstwo istoty żywej w obronie Natury kryształ będzie nabierał coraz czerwieńszy odcień i umożliwiał Naznaczonemu używanie zdolności takich jak: zadawanie bólu, wywoływanie krwotoków wewnętrznych, duszenie, miażdżenie kończyn, czy nawet tworzenie fali destrukcji (uporządkowane od najsłabszego i dostępnego, do najpotężniejszego, który Vis'nat'lapis będzie mógł używać dopiero po długim okresie gry)
Za każde uleczenie, uzdrowienie, czy inne działanie przywracające lub zwiększające Potęgę Natury kryształ będzie nabierał coraz bardziej niebieski odcień, później przechodzący w barwę szmaragdową i zwiększał potęgę czarów druidyzmu i stworzonych mikstur.
Ostatecznie, gdy kryształ zostanie nasycony, stanie się biały, para zostanie uwolniona i będzię mogła rozpocząć nowe życie, a służba Vis'nat'lapisa zostanie zakończona. Wtedy będzie mógł zatrzymać wszystko co otrzymał, a do tego otrzyma nagrodę.
● zgniłozielona szata
● lekki metalowy napierśnik, dwa naramienniki i dwa karwasze
● skórzane rękawice bez palców
● brunatny płaszcz przyozdobiony liśćmi
● pas z pochwą na sztylet i sporą liczbą kieszeni
● zapas ziół i paru mikstur o wszelakich właściwościach
● Jaskółka

wierzchowiec: Z racji swojej umiejętności transformacji nie potrzebuje wierzchowca, lecz kiedy zechce zawsze może użyć jako wierzchowca dowolne zwierzę, którego go udźwignie. Przejażdżka na wilku, czy niedźwiedziu jest dla niego normalnością.

Towarzysz:
Driada Anivia


Sakwa: 50 koron wschodnich, 50 zachodnich

Wygląd:

Avatar Rafael_Rexwent
Moderator
Naznaczony...khem khem... druideł chce ratować przyrodę :D

Avatar korobov
Moderator
WSzystkie moje chcą grać.

Avatar bulorwas
Nienawidzę druidów, tak bez przyczyny.

Avatar pan_hejter
Alexa mi szkoda usuwać bo dużo pisania było. Ale sztych idzie wek

Avatar bulorwas
pan_hejter pisze:
Alexa mi szkoda usuwać bo dużo pisania było. Ale sztych idzie wek

Po polskiemu można?

Avatar bulorwas
Poprowadzę ci Rafałek Naznaczonego. Ostrzegam że będzie ostro i między wymiarowo

Avatar maxmaxi123
imię: Cid
nazwisko: Dedyrus
wiek: 60
rasa: Parobrody
przeszłość: Cid urodził się w jednej z najbogatszych rodzin parobrodych. Już jako dziecko interesował się technologią. W wieku nastoletnim wynalazł specjalną kuszę. Wytworzył tylko jeden egzemplarz, dla siebie. Cid zawsze niechętnie dzieli się swoimi wynalazkami. Studiował też technomancję. W wieku 25 lat, w jego pracowni doszło do eksplozji. Pracował wtedy nad nowym silnikiem, który będzie zasilany na coś co nazwał elektronika. Porzucił cały ten projekt po wypadku i spalił wszystko co było z tym związane? Dlaczego? Ponieważ przez eksplozje został sparaliżowany. Jednak nie poddał się. Kierował swoimi rodzicami, mówił im co mają robić. W końcu stworzyli specjalny egzoszkieket zasilany na parę. Teraz chodzi w nim. W trakcie swojego życia opatentował jeszcze wiele wynalazków. Oczywiście, są tylko dla niego.
Magia: Technomancja na zaawansowanym.
Umiejętności: Jest bardzo inteligentny, wiele wie o technologiach parowych.
Ekwipunek: Rękawica z kuszą. Kusza może pomieścić z pięć długich bełtów. Wystrzeli je wszystkie w ciągu dwóch minut, posiada automatyczny naciąg. Magazynek się długo wymienia. Na start posiada pięć takich magazynków Miotacz ognia z dwoma zbiornikami. Jeden załadowany. Egzoszkieket napędzany parą. Musi ją uzupełniać przynajmniej raz dziennie. Na plecach ma duży zbiornik. Specjalne niewielkie urządzenie do wytwarzania pary.
Wierzchowiec: Brak
towarzysz:(
Sakwa: 100 koron zachodnich
wygląd: Siwy krasnolud. Twarz ma znacznie starszą niż powinien mieć. Nie posiada brody. Jest gruby.

Avatar korobov
Moderator
Spójrz na taką Masilę.

Avatar bulorwas
"Elesen, Elesen, ty ch*ju."

Avatar maxmaxi123
Jak on ją przepuścił?!

Avatar Rafael_Rexwent
Moderator
maxmaxi123 pisze:
Jak on ją przepuścił?!

Zią, żałuj że żeś Avii nie widział :V

Avatar Rafael_Rexwent
Moderator
Się pytaj choliry bulwy, albo choliry hejtera. Taka piękna kp była :(

Avatar maxmaxi123
Opiszesz mi jej umiejętności?

Gdzie zaczynam?

Avatar Rafael_Rexwent
Moderator
maxmaxi123 pisze:
Opiszesz mi jej umiejętności?

Potrafiła walczyć eterowym podwójnym mieczem, tudzież dwoma jednoręcznymi, co już samo w sobie było zarąbiste. Do tego tajniki Magii Żywej Mocy, akrobatyka.Opanowane na mistrzowsko 2 z 8 tajnych technik szermierczych (słabe nawiązanie do ośmiu form), kolejne dwa bodajże na średnio :V

Avatar korobov
Moderator
Gdzie chcesz, ale poczekaj. I jak przepuścił... Dobrze uzasadniłem... Że jest córką aspekti ciemności.

Avatar Angel_Kubixarius
Właściciel
No i siora mojej postaci ktora istnieje tylko po to by być w lore i mieszac w fabule na wyzszych szczeblach

Avatar Angel_Kubixarius
Właściciel
A to ze ktos ma Mistrzowskie to nic w grze i tak balansuje na tyle by nie opczyć.

Avatar Angel_Kubixarius
Właściciel
A gdzie bys chciał.

Avatar maxmaxi123
Miasto tych krasnoludów?

Avatar Angel_Kubixarius
Właściciel
ok.. tylko.... będę musial ci zrobic lokację... wiec zaczniemy za dnia ok ?

Avatar maxmaxi123
Podejście nr 3:

Imię: Terytion

Nazwisko: Hansen

Wiek: 25

Rasa: Ludź

Przezszłość: Pochodzi z bogatego rodu. W dzieciństwie był szkolony do walki. Uwielbiał walkę, zawsze dobrze szły mu ćwiczenia w pyromancji. Nikt nie wie czemu, ale potrafił on strzelać zielonym ogniem. Ogień ten zamiast parzyć, otruwał. Pierwszy raz użył go podczas swoich szesnastych urodzin. Miał wtedy zaprezentować swoje nauki. Jego wujek - mistrz pyromancji, wyśmiał go. Może ten występ to nie było coś nowego, potężnego ale widać było, że się stara. Wujek chciał stoczyć z nim pojedynek tylko na ogień. Założyli więc specjalne zbroje chroniące przed ogniem. W trakcie walki, Terytion ze złości buchnął zielonym płomieniem w wujka. Zbroja nie była odporna na trucizny, więc wujek zmarł na miejscu. Po tym zdarzeniu, był nękany i każdy duchowny chciał go... he he, spalić, ponieważ zielony ogień to coś... dziwnego w ich mieście. Uważają, że każdy inny kolor ognia jest skażony, oraz że takie osoby w przyszłości nic nie zyskają, poza śmiercią. W końcu w wieku dwudziestu lat, uciekł z domu. Nikt go nie szukał. Na drogę wziął tylko swój miecz. Po drodze, odkrył, że dzięki zielonemu ogniu może podpalić miecz, niestety tylko na czerwono. W międzyczasie znalazł też jajo feniksa. Przygarnął go, ponieważ znalazł też ciała innych feniksów, najpewniej jego rodziny.

Magia: Ognia na zaawansowanym

Umiejętności: Umie używać zielonego płomienia, dobrze walczy mieczem, umie zadbać o feniksy

Ekwipunek: Miecz, olej na miecz, aby się lepiej palił, ostrzałka, parę noży

Wierzchowiec: Brak

Towarzysz: Mały feniks. Taki na ramię o imieniu Falcon

Sakwa: 100 koron wschodnich/ zachodnich

Wygląd :

Avatar Angel_Kubixarius
Właściciel
Nie mam pojęcia gdzie chcesz zacząć... postac bardziej mi pasuje do gie emowania niz krasnolud i chetnie krasnoluda oddalbym albo bulwie, albo komus innemu..

Avatar bulorwas
Albo komuś innemu... Nienawidzę krasnali.

Avatar maxmaxi123
Stwórz jakieś bardzo religijne miasto. Tam zacznie.

Avatar Angel_Kubixarius
Właściciel
XDDDD Gryphonhold przez smiercią Garetha bylo bardzo religijne i bardzo rasistowskie... tam zacznij choć nie bedzie aż tak trudno xd

Avatar wiewiur500kuba
Imię: Gardan

Nazwisko Jasen

Wiek: Podobno 30

Rasa Definiuje się jako człowiek, chociaż nie jest to pewne.

Historia: Gardan, już jako chłopiec pokazywał światu, że ma problem z głową. Często kiedy innym ludziom, lub mu działa się krzywda śmiał się bez opamiętania. Nie posiadał przez to przyjaciół. Jego rodzice, mieli w swoim domu mnóstwo magicznych książek. Kolekcjonowali je. Gardan, kiedy tylko nauczył się czytać, przeglądał je wszystkie. Nie miał nic do roboty za bardzo. Do szkoły chodził bardzo rzadko. Najbardziej interesował Mutagenizm. W wieku 10 lat, zaczął mutować małe ptaszki i żaby. Nie szło mu to za dobrze. Ludzie unikali go przez to jeszcze bardziej. Nie przeszkadzało mu to. Bardzo go bawił widok ropuchy, która umiera będąc źle zmutowana. Z biegiem czasu wychodziło mu to coraz lepiej. Sprawił że mózg ropuch prawie nie istniał. Nauczył ich słuchać jego rozkazów. Kiedy zebrał ich odpowiednią ilość, połączył je ze sobą. Dosiadł je jakby był jakimś latającym dywanem, albo czymś. I tak odleciał. Kiedy znalazł się gdzieś w lesie wylądował. Ropuchy nie były mu już potrzebne. Został przy nich jakiś czas, i patrzył jak umierają. Wziął sobie trochę ich mięsa. W lesie znalazł dużo zwierząt, które zmutował tak żeby pomogły mu przeżyć. Jelenie zachowały swój wygląd, ale potrafiły one pluć zabójczym kwasem. Z armią zmutowanych jeleni, zbudował sobie domek w lesie. Napadał na małe wsie, i gromadził z nich drewno. Kiedy już dom był gotowy, ustawił swoich podopiecznych jako straż. Miały zabijać każdego, który byłby w okolicy. Sam zaczął eksperymentować na sobie. Chciał zrobić z siebie nadczłowieka. Chciał uratować ten świat od zarazy, od wojen, od głodu. Przystosowałby ich do wszystkiego. Kiedy zmutował samego siebie po raz pierwszy, był bardzo szczęśliwy. Eksperymentował na sobie przez wszystkie lata, aż nie osiągnął wieku 28 lat. Wtedy to, postanowił sprawić sobie nieskończoną armię. Chciał pokazać do osiągnął. Razem z jeleniami, wrócił do swej rodzinnej wioski, i wymordował wszystkich. Ukradł książki mówiące o Nekromancji. Zaczął się sam jej uczyć. Często zabijał swoje potwory. Kilka dni po tym wydarzeniu, chciał połączyć siebie ze swoimi podopiecznymi. Połączył swój mózg, oraz mózg jakiegoś mutanta. Udało się, ale z małym problemem. Gardan, stracił część ludzką swojego umysłu. Nie przeszkadzało mu to. Miał teraz o jedną parę oczu więcej, mógł mieć oczy z tyłu głowy. Widział i czuł to co ten mutant. Czuł niewyobrażalny cierpienie. Bardzo mu się to podobało. Złapał też innego człowieka. Pierwsze co zrobił, to połączył się z nim. Nie chciał żeby ten wykorzystał nowo zdobyte zdolności przeciwko niemu. Wtedy właśnie coś w niego uderzyło. Był to uczucia, zwykłego człowieka. Zaczął żałować tego czego dokonał, ale tylko chwilę. Mimo wszystko zmutował tego nieszczęśnika. Niestety, nie przeżył on. I właśnie o to chodziło. Miał on teraz dokonać pierwszego swojego wskrzeszenia. Udało się!

Magia : Mutagenizm, zaawansowany, Nekromancja, na podstawowym.

Umiejętności: Potrafi powalić człowieka "pięściami", kontrolować mutanty, posiada ostrze zamiast ręki.Choroba psychiczna, ciężko zdefiniować jaka. Wyhodował sobie małe skrzydełka, które potrafi chować, niczym biedronka, czy inny owad. Jego lewa ręka stała się wielkim ostrzem, natomiast prawa pokryta wielką twardą kulą. Potrafi oddychać pod wodą. Sprawił, że jego żołądek zje wszystko. Nie czuje potrzeby snu, ale za to szybko się męczy, i musi często wypoczywać. Skutkiem jednego nie udanego eksperymentu, jest wielki garb, uniemożliwiający mu utrzymanie równowagi, oraz bieganie.

Ekwipunek: W zasadzie nic

Wierzchowiec : Zmutowany koń. Wygląda on jak zwykły koń, tylko problem leży w tym że jego kości są zrobione z czegoś elastycznego. Potrafi udźwignąć bardzo duży ciężar.

Towarzysz:
1. Zmutowany człowiek. Gardan, za bardzo z nim nie przesadzał. Zachowywał go na jakieś inne eksperymenty. Póki co, posiada on identyczne bronie: ostrze zamiast jednej ręki, oraz duża kula zamiast dłoni drugiej ręki. Z jego wzrokiem, i wymową jest w porządku. Czyli jest on oczami, oraz ustami Gardana. Niestety połączenie nie wyszło za dobrze, i tylko niekiedy służy on jako oczy, i usta.
2. Ich wierzchowiec, niedźwiedź. Jedyne co go wyróżnia, to tylko fakt że jest bardzo przerośnięty. Niestety jego skóra często popękała w różnych miejscach. Są to jego słabe punkty.

Sakwa Biedny, jak cholera.

Wady: Nie potrafi komunikować się z ludźmi, nie może biegać, oraz nie potrafi utrzymać równowagi. Jest brzydki. W wyniku nadużywania magii Mutacji, oraz w wyniku licznych mutacji, niekiedy ciężko mu odróżnić co jest wytworem jego wyobraźni, a co jest rzeczą realną. Od Gm'a zależy kiedy ma halucynacje, oraz nie musi pisać co do halucynacji należy, a co nie. Jego wzrok nie jest w najlepszej kondycji. Ze wszystkich możliwych rzeczy, prawie w ogóle nie mutował sobie oczu.

Wygląd: Rysunku raczej nie znajdę. Jego twarz pokryta jest milionem strupów, oraz oparzeń. Nie wiadomo gdzie ma oczy, a gdzie usta. Jego twarz jest teraz wielką miazgą. Nie wiadomo czy w ogóle posiada oczy. Resztki ubrania wiszą na jego olbrzymim garbie. Klatka piersiowa wydaje się być bez zmian, natomiast brzuch wygląda, jakby został zassany do środka. Jego skóra ma odcień fioletowy. Głos często jest zniekształcany, przez co ciężko go zrozumieć. Nogi wydaję się być zbyt chude, żeby mogły go utrzymać. Za to kości nóg zostały tak wzmocnione, żeby utrzymać każdy ciężar. Okolice krocza, wyglądają jakby coś z nich wycięto. Nie posiada dupy. Zamiast srać nią, wymiotuje.
// Moje dzieuo :D. Sorka że nie według wzoru, ale jednak nie chciałem żeby był zbyt OP. Napisz c trzeba poprawić, bo na pewno będzie trzeba ;-; Według mnie ;v //

Avatar Angel_Kubixarius
Właściciel
brak jakiejkolwiek komunikacji daje mi problem dorzucam więc tobie pasywne zdolnosci telepatii wzgledem swoich mutantów i nieumarłych do tego pozwalam ci nieco powyzszyć poziom nekromancji... tak do zaaw. Mam co do tej postaci wielkie plany o ile nie umrze w pierwszym temacie wybranym XD

Avatar wiewiur500kuba
Mam to pisać w Kp, czy nie? I poleć jakieś miejsce, albo zacznij mi ;-;

Avatar Angel_Kubixarius
Właściciel
Jesteś człowiekiem ale mutantem.... gdybyś tylko powiedzisl czy jesteś gryfitą, nordem, derelingiem czy lingadrańczykirlem czyli jaki typ człowieka jest bazowy.... najchętniej dodalbym cię do Lingadrii czyli południowego sułtanatu ludzkiego nie będącego aktualnie na mapach a podlegającego pod zachodnie korony.

Avatar maxmaxi123
Masz coś ciekawego dla tego mojego?

Avatar wiewiur500kuba
Wsadź mnie w rasę, która pasuje tam najlepiej i już ;-;

Avatar Angel_Kubixarius
Właściciel
maxmaxi123 pisze:
Masz coś ciekawego dla tego mojego?

człowieka tak, krasnoluda ni huhu...

Avatar wiewiur500kuba
Angel, to zaczynasz mi?

Avatar Angel_Kubixarius
Właściciel
Wiewiur... chwilkę bo serio nwm gdzie cie rzucić a wyslany do Lingadrii mialbys nieumarlych w nieco lepszymzmumyfikowanym stanie i móglbys tworzyc fajne mutanty np ze skorpionow pustynnych..

tylko konceptu na pieresza lokację Lingadrii nie mam

Avatar maxmaxi123
Co jest złego w krasnoludzie?

Avatar Angel_Kubixarius
Właściciel
To że nie umiem gie elomac krasnoluda. Wszystko inne juz goe emowalem tylko nie krasnoluda...

Odpowiedź

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku