[OFFTOP] Wasza twórczość

Avatar Dark_Dante
Piszecie opowiadania? Rysujecie? Cokolwiek robicie możecie to wstawić tutaj, nie ma ograniczeń. Jeśli chcecie się czymś podzielić to macie tutaj na to miejsce lub jeśli wyszukacie w internecie coś ciekawego to możecie to tutaj wkleić.

I tak Kideu, czekamy na ciebie :P

Avatar Kideu
Moderator
No to poczekacie :v

Avatar Rander
Jeżdżę na koniu tyłem.
Liczy się?

Avatar Dark_Dante
Jak masz zdjęcie na dowód to możemy uznać po znajomości.

Avatar Rander
Nie można wrzucać takich obrazków na jeja.

Avatar Dark_Dante
To przykro mi, dyskwalifikacja.

Avatar Zygarde
Sklejam modele, można je zobaczyć w mojej galerii.

Avatar Rander
Jak ty tego chomika złożyłeś? :O

Avatar Zygarde
Chomik akurat modelem nie jest ;_;

Avatar Zygarde
Modelami są tylko samolot i helikopter.

Avatar
Konto usunięte
Po długiej przerwie staram się wrócić do grania na gitarze, jak mi coś wyjdzie to wrzucę :P

Avatar Kubox123456
AquoZ23 pisze:
Po długiej przerwie staram się wrócić do grania na gitarze, jak mi coś wyjdzie to wrzucę :P

Dla mnie moja gitara jest przekleństwem

Zacząłem na niej grać, to od razu brat się zleciał i też chce grać. I też pewnie będzie chciał się uczyć grać.
I mnie to denerwuje. Idę się zabić.

Tak btw. może pokażę jak gram na flażolecie czy czymś lol

Avatar Rander
Zygarde pisze:
Modelami są tylko samolot i helikopter.

Jasne... samolot i helikopter są prawdziwe, chomik nie.

Avatar Zygarde
Rander pisze:
Jasne... samolot i helikopter są prawdziwe, chomik nie.

Chomik jest żywy.

Avatar
Konto usunięte

XDDD

Avatar Rander
Słychać było twój oddech, ląduje w muzyce do fapfolderu.

Avatar TheBDQJP
pikser arty robie

Avatar Dark_Dante
Wrzuć coś ze swoich dzieł.

Avatar Dark_Dante
Całkiem, całkiem.

Avatar Rewixus
Szybko i na temat "Elvehil" to opowieść wychodząca częściami postaram się robić jedną część średnio raz na dzień lub dwa.Będę póki co dodawał części poprzez edytowanie :)
Miłego czytania :)

PART1//////////////////////////////////////////////...............\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\
W odległej krainie składającej się z 6 frakcji walczących ze sobą od wieków pewien bohater żyjący w zachodniej części trzeciej frakcji zamierza wstąpić do szeregów Elvehil.Jest to miasto stanowiące wielką część frakcji,teren ten jest najbardziej religijną placówką w całej krainie.Elvehil z tego powodu jest głównym miejscem przesiadywania Bogów.Tak jeśli was to dziwi to oni ujawnili się innym śmiertelnym istotą,jako że obcują z ludźmi Elvehil traktuje ich jako gości którzy są na stałe,ale nie stanowią żadnego problemu.Bogowie dzielą się na Livris,Astoni,Lepuzo,Raspire.Livris to Bogowie szczęścia,zwycięstwa,powodzenia i fortuny.Nie obchodzą ich sprawy polityczne, wolą rozkoszować się wiecznym życiem.Astoni To Bogowie siły,wytrwałości,męstwa i odwagi.W odróżnieniu do Livris bogowie....hmmm "wojny" są średnio zaangażowani w sprawy polityczne Elvehil'u ,natomiast kochają wykonywać zlecenia Lepuzo.Są godnymi przeciwnikami,zrodzili się z dusz bohaterów, ponieważ absurdem było aby bogowie byli dziedziczni a co bardziej "awansowani".Lepuzo to strażnicy,trudno porównywać ich do bogów gdyż pilnują spraw politycznych nie ruszając tyłka z krzesła.Sprawdzają równowagę miedzy sześcioma frakcjami i ich bóstwami ,mimo że nie mają prawie żadnego wpływu na sprawy poza Elvehil.Ostatnimi bogami są Raspire.W sumie to ostatnim bogiem.W odróżnieniu do innych on jest reszta nie została dotychczas policzona.Samotnym bóstwem jest wygnaniec który jako Bóg w Elvehil jest nienawidzony .Odpowiada gdyż za porażkę,żal,ból i utrapienie.Jego innym celem jest zabijanie Bogów którzy sprzeciwili się kodeksowi.Miasto które jest najlepszą placówką wcale nie pokazuje swojej cudnej strony.Jak można się domyślić.Teren jest podzielony na kilkaset dzielnic.Pewien człowiek o imieniu Rivael żył w jednej z biedniejszych dzielnic Elvehil'u.


///////////////////////////////////////...........................\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\
Rivael jak każdego dnia siedział na dachu starego kościoła patrząc z daleka na piękne zdobione wieże i mury oddzielające ich strefę.Nagle usłyszał damski krzyk z dołu.
-Ej! Halo! Ty tam na dachu!-Machająca rękoma blond dziewczyna wołała bohatera jakby gdzieś jej się śpieszyło.
Chłopak wstając ostrożnie a zarazem od niechcenia wygląda za dachu by ujrzeć kto mu przeszkadza.
-Co się stało?!-Osoba szybko zareagowała nagłym przebudzeniem i zmartwieniem w oczach patrząc na małe kapiące łzy kobiety niżej.
-W kościele poruszają się cienie.Wszystkie ,ławek,świec nawet mój własny-Krzyczała dziewczyna robiąc się coraz bardziej blada.
Rivael będąc świadomy że w tej dzielnicy ilość kretynów jest powalająca odzyskał dawną niechęć do życia,sądząc że dziewczyna zwariowała.Niestety był bardzo wrażliwy na łzy kobiety i postanowił zejść i jej pomóc.Zejście z 25 metrowego dachu zrujnowanego kościoła zabrało mu niecałe pół minuty.Było widać że ciężkie czasy nauczyły go radzić sobie w życiu.Samo w sobie Elvehil było straszną dżunglą pełną zasadzek.Pewnie zastanawiacie czemu nie mówiłem tego na początku.
Po zejściu to blondynki bohater zauważył u niej złowieszczy uśmiech.Przerażenie jakby znikło jej z twarzy,chłopak skamieniał nagle usłyszał że za zniszczonej ściany kościoła wychodzi trzech mężczyzn.
-O losie jestem bez pieniędzy a mimo to takie szuje jak wy chcą obrabować dziurawe skarpetki i zużyte buty.
Nikt nie odpowiedział na jego wypowiedź.Po chwili zrozumiał że tu nie chodzi o to co ma przy sobie,lecz o jego życie.Czując nagły zastrzyk adrenaliny pobiegł w stronę w której szyk bandytów był najbardziej osłabiony.
-Próbuj szczęścia chłopcze!-Krzyknął jeden z bandytów śmiejąc się z ofiary.
Po chwili bohaterowi udało się uciec.Biegł z całych sił.Nie chodziło o to gdzie uciec,chodziło o to żeby uciec jak najdalej.Nagle zerwał się wiatr tak silny że nie mogła go spowodować natura.Jedno było pewne ten wiatr nie był przyjacielsko nastawiony.Zdał sobie sprawę że bandyci mieli tylko go zagonić tam gdzie stał.Poczuł się jak idiota.Niedawno kpił że w jego otoczeniu większość to idioci,lecz on sam był jednym z nich.Poddał się stanął w miejscu nie mogąc złapać oddechu po ciężkiej ucieczce,poczuł strach.Przypomniała mu się ta dziewczyna,gdy przyjrzał się jej z bliska dojrzał u niej siwe oczy.Dość nie typowy kolor,tak samo jak jej usta.Były bordowe tak jakby ktoś wymalował je krwią,ale mimo tego potrafiły wydawać się potulne i okiełznane dla chłopca.Mimo że chciała jego śmierci wolałby ją zobaczyć niż stać samotnie między drzewami a ruinami budynków czekając na swojego kata.
-Tylko słabi się chowają-powiedział Rivael z pełnym spokojem nie przejmując się swoją sytuacją.
-Słabość to droga do potęgi-Wydał z siebie głos powiew wiatru.
-Hah!Potęgą jest brak słabości
-Chłopcze osoba która jest słaba ma na tyle siły by stać się lepszy.
-Gadasz głupstwa lepiej powiedz co to wszystko znaczy!-Rivael denerwując się uderzył w drzewo chowając zarazem ból spowodowany uderzeniem.
-Sam tu przyszedłeś.Do nas,do nich,do mnie..
-Byłbym wdzięczny nieznany wietrze,gdybym w takim razie mógł odejść.
-Tak...tak Livris stawiły się za tobą że jeszcze twoja osoba nie stanęła przed należytym wyrokiem
Zmieszany chłopiec czuł jakby zwariował.W sumie miał to gdzieś wybiegając zmęczony z lasu poczuł ulgę.Wrócił do "domu" chcąc opowiedzieć o tej historii swoim rówieśnikom,lecz nie zastał nikogo.Będąc pewnym że poszli na rynek.

PART2/////////////////////////////////////////...........................\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\
Bohater wszedł do swojego pokoju,było to bardzo niebezpieczne ponieważ przesiadywał na trzecim piętrze na które trzeba było wejść niezdatnymi do użytku schodami.Cały budynek był około 130 lat temu dawną rezydencją straży królewskiej.Może to się wydawać że chłopak nie żył wcale źle,lecz czas zrobił z tego miejsca spustoszałe cegły,zgniłe deski i zalany sufit.Ściany były całe szare.Rysunki dzieci nadawały im ironicznego wdzięku.Z sufitu zwisał żyrandol na świece,gdy Lassina lub Rivaela nie było nikt nie miał na tyle odwagi by wspiąć się na fundamenty dachu i zapalić świeczki.Za pobitych okien było widać las i zrujnowany kościół.Jedyną zaletą tego budynku było to że jest bardzo blisko wejścia do miasta gdyż dzielnica Elvehil'u była położona przed jego murami.Jakby w razie ataku napastnicy zajęli się rabowaniem nic nie wartych dzielnic.Rivael będąc przygnębiony tamtą sytuacją położył się na kilku kocach i poduszkach myśląc dalej o dziewczynie sprzed kościoła.
-Kim ona była?Czy tutejsze standardy zmusiły ją do takiego postępowania?Jak się z tym czuje?-Bohatera męczyły ciągle te same pytania.
-A może ona po prostu jest zwykłą ladacznicą,która zrobi wszystko za kilka sztuk srebra,nie mówiąc o złocie...Tak na pewno mam rację ! Nie ma co się przejmować takimi ludźmi.
-Haha!Dziewczyna dała ci kosza czy co!Użalasz się się jakbyś dopiero co się obudził w tej rzeczywistości-Rivael usłyszał znajomy głos zza ściany obmalowanej kwiatkami.Był tak zmęczony że nie chciało mu się nic odpowiadać.Dopiero kiedy ujrzał że znajomy głos to Lassin lekko się obudził.
-Chłopie nie żartuj sobie ze mnie dzisiaj mam już dość wrażeń.-Rivael usiadł na jedną z starych poduszek, które służyły mu za posłanie i był gotowy na dalszą rozmowę z starszym kolegą.
Lassin widząc twarz swojego przyjaciela nie zamierzał go pytać co się wydarzyło i tak by skłamał wymyślając prostą sytuację z kradzieżą.Ze starej kamizelki wyciągnął dwa żetony o wartości 8 sztuk złota.
-Wstawaj przymule!Jak tylko to wymienimy będziemy imprezować przez 3 dni.-Mężczyzna widząc twarz Rivaela już wiedział że nie będzie chciał się szlajać po tawernach zaliczając po kolei wszystkie dziewki.Chłopiec był samotnikiem widział towarzysza w 2 lub 3 osobach z innymi mało kiedy rozmawiał.
-Dobrze ,ale pierw pójdziemy po jakieś ubrania-Rzekł bohater mając na sobie podartą koszulę i stare oficerki.
-Więc ruszajmy do Kerliny!-Wykrzyczał Lassin z dziecięcą radością wiedząc że idą do jednej z najpiękniejszych kobiet jaką kiedykolwiek widział.
Kerlina prowadziła wymianę walut strzeżoną przez jednostki Istuli ,inaczej straży królewskiej.Najliczniejszej jednostki w całej frakcji gotowej zabić każdego.Wystarczy im do tego rozkaz naczelnika.
Bohaterowie stojąc przy wejściu do Kerliny zauważyli trzech strażników w kolejce.Byli ubrani w białe płaszcze z guzikami z kości słoniowej przyozdobione złotymi nicami.Wzory na na spodniach jak i na reszcie ubrań to były jakby kolce róży rozprzestrzenione po rękawach oraz plecach.Ku zdziwieniu buty żołnierzy a Rivaela nie różniły się od siebie wiele.Prawdopodobnie od 130 lat wygląd butów żołnierzy się nie zmienił ,dlatego chłopiec znalazł jedną parę w starej rezydencji Istuli.Niestety buty bohatera nie miały już w sobie żadnej bieli jak buty strażników.Wojownicy przed wejściem do budynku zdjęli swoje hełmy przypominające orzeszka ,które na czole mają posrebrzane anielskie skrzydło skierowane w lewą stronę.Również zwinęli białą pelerynę z wzorami przypominającymi kiełkującą różę.
-Naprawdę powinni to być różani strażnicy a nie królewscy-Pomyślał w myślach Rivael nie czując zazdrości do majątku żołnierzy.Dla niego była to banda pomyleńców z dobrym tytułem przy imieniu.
Nadeszła kolej Istuli do wymiany waluty.Jeden żołnierz wyciągnął mieszek żetonów z kasyna.Kerlina zadziwiona ilością pieniędzy jaką reprezentowała trójką standardowych bojowników wysypała na blat wszystkie żetony,aby sprawdzić ich autentyczność.
-Wydają się być w porządku.-Rzekła właścicielka biznesu do jednego z żołnierzy
Klient nie odpowiedział nic.Machnął tylko lekko głową w dół czekając na rozmienione pieniądze.
-Całość wyniesie 135 tyś. sztuk złota w walucie przybliżonej będą to 3 kryształy Elvehilskie doliczając oprocentowanie.-Kobieta będąca zdziwiona kwotą sięga po klucz do zapieczętowanego obok sejfu.
Sejf wydawał się niezniszczalny nawet dla działa antymagicznego ,widać na nim było dziwne symbole wymazane dziwnym proszkiem ,szło się domyślić że to robota jakiegoś silnego maga.Całość stała z tyłu nie chowając się przed klientami
Gdy kobieta podawała pieniądze żołnierzowi.Drugi coś wykrzyczał.
-Napatrz się suko bo nigdy nie dorobisz się takiej forsy-Roześmiany złowieszczo mężczyzna wtrącił się pomiędzy swojego kompana a pracownicę.
Sytuacja byłaby bardziej powalona gdyby liczba osób w wymianie walut nie ograniczyłaby się do 2 bohaterów Istuli i Kerliny.
-Panowie już raczej dostali wszystkiego co sobie życzyli-Powiedziała kobieta z widocznymi łzami w oczach wymieszanymi z przerażeniem.
Nagle "małomówny" żołnierz pociągnął swojego złowieszczego kolegę do tyłu nadstawiając mu ostrze do gardła.
-Uspokój się Eilim,szanuje cię lecz przeszkadzanie w misji skończy się dla ciebie niefortunnie.-Powiedział do niego towarzysz ,który dalej trzymał klingę miecza z pozłacaną rączką posiadającą dodatkową osłonkę podobnej do tej przy rapierze.
Rivael stał ucieszony.Widocznie cieszył się z głupoty wojsk królewskich.Ciekawił go trzeci żołnierz nie uczestniczący w tej sytuacji.Wyglądał tak samo ale miał na sobie maskę teatralną z uśmiechniętą buzią.Nagle obrócił się w stronę bohatera.
Chłopak nie zmieniał swojego zainteresowania ani nie skierował wzroku gdzie indziej tylko nadal bacznie obserwował Istuli.
-Przepraszam za moich towarzyszy ,jeśli przeszkadzają proszę się nie krępować i powiedzieć o tym.
-Czy do kur*y nędzy możecie zostawić tą kobietę w spokoju i dać nam wymienić pieniądze?!?!-Krzyknął poirytowany Lassin widząc smętne drewniane ściany i ciemnozielony dywan ,który przypominał mu dawny spokój tego miejsca.
-Dobrze w takim razie już zabieram kolegów-Żołnierz nagle zerwał się z podłoża jednemu przełożonemu jednym uderzeniem ostrza poranił rękę i wytrącił miecz natomiast drugiego powalił na ziemie uderzając go lewą nogą w bok rzepki.
Nagle do pomieszczenia weszli kolejni dwaj żołnierze i jakby nigdy nic wzięli dwóch poszkodowanych ze sobą.
-Jeszcze raz przepraszam pana...hmmm.Jak się pan nazywa?
-Lassin..Lassin Degina
-Tak ,więc panie Degina proszę przyjąć ten skromny upominek jako prezent w ramach przeprosin.-podaje mężczyźnie kopertę po czym wychodzi z budynku zakładając hełm na głowę.
-O boże,dziękuje wam drodzy panowie już myślałam że po mnie.-powiedziała Kerlina ,siadając na drewnianym krześle.
-Nie ma sprawy!Możesz nam damo wymienić te kilka żetonów-Powiedział Rivael będąc szczęśliwy z danej sytuacji.
-Tak..tak już wam rozmieniam w zamian za pomoc odliczę wam oprocentowanie.Ostatnimi czasy ciągle wzrasta a nic się nie zmienia.
-Taka magia tej dzielnicy ,nic nie stanie się tu lepszego-Powiedział Rivael wychodząc razem z Lassinem.
-Obyśmy się zobaczyli po raz kolejny w lepszych okolicznościach droga damo!-Wykrzyczał Lassin podczas zamykania wejścia przez chłopca.

Idąc przez ścieżkę prowadzącą do pięknych ozdobionych murów i bramy ,które bacznie ogląda Rivael każdego dnia na dachu starego kościoła chłopcowi przypomniało się że Istuli im coś podarowali.
-Ej Lassin ,pokaż co podarował ci ten bałwan.-Powiedział bohater śmiejąc się dlatego że żołnierze są tak samo biali jak śnieżny bałwan.
Lassin sięga znów do starej kamizelki wyjmując kopertę z pieczęcią naczelnika.
Okazuje się że to zaproszenie.

"Wszyscy szlachetni i nie szlachetni.Wszyscy mężni i tchórze.Od momentu zajścia w posiadanie tego oto pergaminu zaświadczam iż
Jesteście zaproszeni na przyjęcie trzydziestej czwartej Bogini Livris Menitelis.Owy gość ma wszelkie jadło oraz trunki zapewnione na koszt Wszechmości Królowej Tiryny.
Wszelcy szlachcice i ubodzy będą mogli ujrzeć boginie na własne oczy ,lecz wszyscy będą musieć być zamaskowani.Gdyż na rozkazy Wszechmocnej Tiryny Boginia nie może pokazać swego oblicza."

-Kolejne święto ,kolejnego bożka-Rzekł Rivael wiedząc że wyżsi Livris nie ujawniają swojej prawdziwej osoby żadnemu człowiekowi.
Lecz przypomniało mu się jak dziś rano usłyszał od nieznanego źródła że Livris go jeszcze nie osądziły.Nie wiedział nawet o co chodzi był jednego pewien ,że chcę to sprawdzić.
-Lassin wybierasz się gdzieś w ten dzień?-Zapytał chłopiec chcąc wyprosić zaproszenie od przyjaciela.
-Hah..wiem że chcesz dobrać się do pysznego wina i darmowego jadła ,masz szczęście gdyż obiecałem kochanej Kerlinie że pomogę wysprzątać jej kantor.-Starszy chłopak zrobił podejrzany uśmiech przekazując list bohaterowi.
-Tylko tam nie szalej zbytnio w końcu masz dwadzieścia cztery lata!-Krzyknął z śmiechem Rivael.
-Jestem od ciebie o pięć lat starszy ,więc zadbaj lepiej o siebie.-Powiedział śmiesznym tonem Lassin olewając urazę chłopca.
-Dobra,dobra wreszcie jesteśmy bo mam dość słuchania twojego jęczenia!
Bohaterowie stanęli przed wielką bramą do miasta czekając ,aż strażnicy podejdą sprawdzić czy nie są przypadkiem bandytami lub nie przemycają towaru.


Part3////////////////////////////////////////////////////............................................\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\

Stojąc w miejscu, chłopak przyjrzał się z bliska, wszystkim detalom muru.Konstrukcja nie wyglądała tak, jakby miała chronić miasto, ale było widać że ściana jest wykonana z solidnych materiałów. Nie były proste, na samej górze można było zobaczyć falowane zakończenia, ozdobione metalową osłonką, która miała dodatkowo chronić żołnierza przed obrażeniami.Cała zapora była szara z lekkim połyskiem metalu, bynajmniej efekt wizualny był niesamowity.Jeśli chodzi o bramę... Brama wyglądała jak uzbrojony łuk architektoniczny.Ozdobiony pseudo-złotymi wzorami, również przypominającymi kiełkującą różę.Pod całą budowlą, oprócz masowego tłumu, można było zauważyć ścieżkę z kostki brukowej.Wszystko było wokół lasu i zrujnowanych dzielnic.Patrząc na to z tego miejsca, można ujrzeć, gdzie tak naprawdę znajduje się prawdziwa cywilizacja,a gdzie fałszywa wizja człowieczeństwa.Same budynki dzielnic z zewnątrz były dziurawe, a większość już dawno stało się kupą gruzu, wokół czarnych szkieletów z cegieł i zgniłych dachów zrobionych ze słomy.Przy wejściu stało kilku strażników, byli ubrani w czyste białe peleryny, zasłaniające resztę odzienia.Ich zadaniem było sprawdzać glejty osób, które chcą wejść do miasta oraz ich bagaż.
- Kolejka nie ma końca... - rzekł Rivael.
- Nie martw się, jeszcze chwila i wejdziemy do środka - powiedział Lassin.
- Gdzie się udamy po nowe ubrania, myślałeś już o tym? - Powiedział zaciekawiony chłopak.
- Prawdopodobnie do ,Alberta jest doskonałym krawcem! - wykrzyczał z radością Lassin.
- Dobra,dobra... Tylko się tak nie ekscytuj, przyciągasz uwagę strażników.
Po kilku godzinach nadchodzi kolej bohaterów.Strażnik z gburowatą miną podchodzi do mężczyzn i pyta.
- Glejt? - zapytał strażnik.
- Co?! - odpowiedział ,Rivael nie rozumiejąc ani słowa bełkotu żołnierza.
-Chłopie! Zostaw to mi - powiedział pewny siebie Lassin, po czym odepchnął przyjaciela do tyłu.
Po chwili starszy mężczyzna, wyciągnął jakiś kawałek kartki i pokazuje go dozorcy.Dziewiętnastolatek stoi zamieszany całą sytuacją, w sumie nie raz był zmuszany uczestniczyć w takiej akcji, gdyż Lassin codziennie wrzucał go w jakieś bagno.
- Otforzyć blamę! - krzyknął strażnik.
Naglę metalowe kraty zaczęły unosić się do góry, to był pierwszy raz kiedy chłopak widział coś takiego na oczy, zawsze wchodził do miasta chowając się do dzbanów z oliwą, które przewoził jeden z handlarzy.Więc, nie dziwo, że nigdy nie zauważył tego widowiska... Kiedy po raz kolejny sprawdzono wszystkim glejt, oprócz dwójce bohaterów, straż pozwoliła przejść wszystkim do miasta.
- Wreszcie koniec! - krzyknął zadowolony Rivael, idąc przez brukowe ścieżki dzielnice pełne pobocznych straganów.
Środek miasta był tętniący życiem, handlarze przy straganach darli się reklamując swoje produkty, ludzie siedzieli na drewnianych tarasach pijąc herbatę.Dzieci tańczyły w kółku, na wymalowanej kredą podłodze, rodzice bacznie obserwowali swoje pociechy na ławkach.Tak wyglądało pierwsze wrażenie miasta Elvehil.Wszystkie budynki były zrobione z białej cegły i jasnoszarych dachówek, pod każdą chatą znajdowała się co najmniej jedna ławka z sosnowego drewna.Ilość sklepów była powalająca, można było zobaczyć handel odzieżą,magią,bronią i płatnerstwem,sztuką i wiele innych.Idąc dalej architektura i klimat nie ulegała zmianie, można było zauważyć stanowczo zwiększającą się ilość Istuli.Krążyli wokół placów, pilnując porządku.Mimo że nic się tu nie działo, stragany były głównie prowadzone przez starych mężczyzn lub kobiety.Stoły wykorzystywane do handlu, były także wykonane z sosnowego drewna, natomiast nakrycie stoiska było zrobione z biało-czerwonego nakrycia w paski.
- Nigdy nie mogę pogodzić tego, że kilka kilometrów od naszej stolicy ludzie prowadzą takie życie... Kiedy my łączymy koniec z końcem. - wyszeptał pod nosem Rivael, mając smutny wyraz twarzy.
- Przestań marudzić! Jesteśmy już blisko Alberta, popatrz na siebie jak wyglądasz... głównie przez ciebie ludzie ciągle się na nas gapią. -Powiedział Lassin prosto w oczy chłopakowi, aby skupił się na swoim wyglądzie.
- Wiesz dobrze, że byłem w mieście z osiem razy w całym życiu...
- To nie znaczy, że musisz wyglądać jak żebrak, mimo że niedaleko nam do nich.
Po krótkim spacerze,dwaj mężczyźni dotarli do sklepu.Szczęście tak im dopisało, że zdążyli kwadrans przed zamknięciem, więc nikogo już u Alberta nie było.Dźwięk dzwonka rozniósł się po całym sklepie, wszędzie były miejsca na wieszaki, wbite wgłąb ścian.Dywan przypominał ten u Kerliny, tylko został zakończony frędzelkami, na suficie wisiał żyrandol w kształcie kwiatu tulipana, nadający otoczeniu łagodności.Na jednej ścianie, zamiast wieszaków i ubrań wisiały trzy wielkie obrazy.Pierwszy obraz prawdopodobnie przedstawiał Raspire, gdyż tylko ci bogowie mają na sobie maskę zasłaniającą całą twarz.Poza tym ilość nieukształtowanych cieni otaczające kobietę też na to wskazywały, również ubranie jakie posiadała było czarne.Ozdobna kamizelka z kapturem pięknie wpasowywała się w owinięte bandażami ręce, ponad to kaftan z tyłu był wydłużony, aż do kolan.Zaokrąglenie kaptura było czerwone wraz z wzorem cierni na kapturze o kolorze czerwonym, ciągnącym się jednym pędem po sam dół ubrania.Spodnie były zwykłą błyszczącą skórą, mające dodatkowy materiał na kolanach.Niestety buty były pochłonięte przez cienie, dlatego nie można było zobaczyć co ma na nogach czarnowłosa kobieta z twarzą modelki.Kolejne portrety przedstawiały bal Livris przed i po.Bohater zasłaniał sobie oczy, gdyż nie chciał psuć sobie zabawy i mieć niespodziankę z balu, na który idzie.
Nagle obok lady pojawia się elf w starym wieku, ubrany w garnitur i lakierki.
- To pewnie Albert? - zapytał Rivael. - Inaczej go sobie wyobrażałem...
- Tak ja jestem Albert... W czym mogę pomóc?
- Szukamy dla tego oto kawalera jakiegoś ubrania. - Rzekł szczęśliwie Lassin. - Znajdzie się coś dla niego?
- Zapewne na bal Bogini Livris? Ostatnio wiele osób przychodzi do mnie w tej sprawie.
- Oto nam chodzi, pomóż mu coś wybrać, boję się go zostawić w domu co dopiero w sklepie. - powiedział starszy mężczyzna, wychodząc ze sklepu w świetnym nastroju.
- Ej! Lassin! Słyszysz! Nie dałeś mi pieniędzy! - Rivael wkurzony postawą starszego kolegi, bierze się za poszukiwanie ubrań na bal.

Avatar Dark_Dante
Sama historia wydaje się interesująca.
Za to jest kilka błędów, które aż się rzucają w oczy. Wymienić?

Avatar Rewixus
Fajnie by było jakbyś powymieniał te błędy.Wiem że trochę leżę z ortografią i interpunkcją ,ale postaram się coś zdziałać ;dd

Avatar Dark_Dante
Właśnie o to się rozbija w dużej mierze.
Nie stawiasz spacji po znaku i wszystko się zlewa. Najdziwniejsze jest to, że w większości przy wykrzykniku najpierw stawiałeś spację, potem znak i na końcu wielką literę następnego wyrazu tym razem już bez spacji.
Często używasz zdań wtrąconych lecz wtedy już nie dajesz przecieków. Często jedno długie zdanie składniowe jest całkowicie pozbawione przecieków. Jeśli jest jakiś dialog to po imieniu daje się przecinek a potem resztę zdania. I po myślniku spacja. Na końcu jest niepotrzebny, dopiero jak zamiast dać kilka wypowiedzi po sobie chcesz jeszcze coś opisać, na przykład reakcję postaci na dany zwrot.
Przed "że" zawsze jest przecinek, uważaj na to bo tym słowem często się posługujesz.
Zawsze przeczytaj swoją pracę kiedy jest już gotowa, to wyglądało jakbyś w połowie pisania zdania zmienił zamysł co do jego kompozycji i usunął część wyrazów a potem zaczął pisać od nowa. Wtedy musisz uważać bo w kilku miejscach zostawiłeś wyrazy ze starego zdania. W jednym miejscu to wyglądało jakbyś cztery razy zmieniał zdanie co do wyglądu i kilka wyrazów pozostało.
Zdarza Ci się zmieniać perspektywę. Głównie piszesz w trzeciej osobie a są zdania z pierwszej.
Czasem w jakimś wyrazie nie ma litery lub je zmieniasz na podobne fonetycznie. Gdzieś widziałem jak zamiast "do", pewnie chodziło o "szedł do kogoś" lub podobnie, napisałeś "to".
Nie zwróciłem uwagi na czas więc pewnie piszesz wszystko w jednym.
Rozpisuj trochę lokacje i postacie, wymyśliłeś własny świat więc musisz szczegółowo go opisać żeby czytelnik zobaczył go twoimi oczami.
Zdarzają ci się powtórzenia, co jakiś czas przeczytaj kilka ostatnich linijek i w razie potrzeby użyj synonimu.
Twój główny bohater ma dwadzieścia cztery lata a ty dalej opisujesz go jako "chłopca"? Z początku wyobrażałem sobie jakiegoś młodzieniaszka maksymalnie dziesięć lat.
Jak jest wielokropek to ma trzy znaki, nie dwa czy cztery naprzemiennie. I wtedy także używa się wielkiej litery a nie z małej jak po przecinku.


Więcej grzechów nie pamiętam, za wszystkie serdecznie żałujesz i ci je wybaczam.

Avatar Ravios
Jak jest np.: chyba że; mimo że; dlatego że itp. to nie stawiamy przecinka przed że, więc nie robi się tego zawsze ;)

Avatar Dark_Dante
Wtedy stawia się przed pierwszym słowem :P

Avatar Ravios
No tak, ale nie przed samym że :v

Avatar Dark_Dante
Szczegóły, szczegóły :P
Już wolałbym w takim wypadku przecinek przed samym "że" niż jego całkowity brak.

I tak już moim skromnym zdaniem nie powinno się używać cyfr zamiast słownego rozpisania liczby ale jak wolisz, to już w mojej ocenie.

Avatar Kadzio
- Ha! Patrzcie kto idzie. Nasza niezgrabna modeleczka!- wykrzyknął jeden z pierwszogimnazialistów.
Emily starała się nie zwracać uwagi na swojego rówieśnika. Wiedziała, że to kolejny z nich, że gdyby przejmowała się każdym, kto się z niej śmieje, musiałaby wypróć sobie żyły.
- Ej, no, koleżanko,- znowu zwrócił się do Emily- nie bądź taka niedostępna. Przecież wiem, że masz na mnie chrapkę.- zarzucił, śmiejąc się szyderczo.
- Czy wy do cholery jesteście aż takimi idiotami?- wtrąciła się Eliza, z którą Emily nigdy wcześniej nie rozmawiała.- Co ta dziewczyna wam do cholery zrobiła?!- wykrzyknęła rozwścieczona.- Jesteście po prostu żałosni. Nie macie serca.- dodała.- Chodźmy stąd- zwróciła się do Emily,- nie trać nerwów i czasu na takich pozbawionych mózgu idiotów.
Eliza objęła Emily, po czym razem zwróciły się w stronę toalety.
- Teraz jesteś wielce obronczynią praw zwierząt?- oddał Lewis, nie dając spokoju Emily.- Nie szkoda ci czasu na niańczenie?- zapytał- Zrozum, że ona i tak nie rozumie co dla niej teraz robisz- bronisz, a ona ci i tak coś ukradnie, jak każdemu w tej klasie.- zarzucił stanowczo. Czuł doping kolegów, którzy tylko go nakręcali do dalszego nawijania.
- Nigdy nic nie ukradłam!- wykrzyknęła Emily, która już dłużej nie mogła wytrzymać słów, które raniły ją bardziej niż jakakolwiek tortura.- Dla niej chamskie docinki były największą torturą.
Jej nowa koleżanka Eliza, też dłużej nie pozwoliła na to, by jakiś gnojek- jak sama go nazwała- oczerniał Emily, więc rzuciła się na niego z pięściami i zaczęła go nimi okładać- najpierw po torsie, gdzie zadała kilkanaście uderzeń-, następnie po twarzy, gdzie zadała mu cios z wyprostowanej dłoni. Na koniec zadała ostateczny cios z kolana w jego dumę.
W jego oczach pojawiły się łzy. Mimo to- by nie stracić w oczach kolegów- szybko otarł twarz rękawem. Spojrzał tylko krzywym wzrokiem na Elizę, co mogło oznaczać,- jego językiem- że jeszcze pożałuje tego co zrobiła, po czym odszedł.
W tle słychać było tylko słowa jego kolegów, którzy śmiali się z tego, że pobiła go dziewczyna.
- Zbliżcie się jeszcze raz do niej, odezwijcie się chociaż jednym niewłaściwym słowem,- podkreśliła- a obiecuję, że wszyscy wtedy będziecie leżeć na podłodze i zwijać się z bólu.- podsumowała. Chwyciła Emily za rękę i poszły do toalety.

- Szlag mnie po prostu zaraz trafi. Ch*j strzeli!- wyrzuciła zdenerwowana.- Czemu ty się do cholery nie bronisz?!- zapytała rozwścieczona Eliza, tak, jakby miała jej za złe, że nawet nie próbuje się bronić.- Przecież oni Cię traktują jak jakieś zwierzę! Przecież ty jesteś człowiekiem i żaden głupi idiota nie ma prawa tak do ciebie mówić! Zrozumiałaś? Masz się bronić!- dokończyła na jednym tchu.
- Ja nie potrafię. Nie umiem.- odpowiedziała skulona na kamiennym parapecie Emily.- Nawet teraz ciężko mi z tobą rozmawiać. Boję się kontaktu z ludźmi- dodała jeszcze bardziej nieśmiale.
-O matko, dziewczyno...- powiedziała, po czym wzięła duży wdech i wydech.- Nie ma osób, które nie potrafią się bronić. Są tylko osoby, które nigdy tego nie robiły.- odparła.- Teraz jest ten czas.- Zrób to! Uderz mnie! Teraz! Wydrzyj się na mnie!- wykrzyknęła Eliza, zarządała od Emily, by ta w końcu wyrzuciła z siebie wszystkie nerwy.
- Nie uderzę Cię... Nie mam powodu, żeby to zrobić.- odparła.
-Nein, nein, nein i NEIN. Zła odpowiedź!- Dodała Eliza, zawiedziona brakiem odzewu, jakiego oczekiwała ze strony Emily.- Nie pytałam o to czy masz powód żeby to zrobić. Powiedziałam żebyś to zrobiła.. Musimy nad tym popracować. Najlepiej od teraz.- Odparła.- Wiesz co masz zrobić teraz?- zapytała.
- Uderzyć Cię?- zapytała niepewna Emily. W dalszym ciągu skulona na parapecie.
- Tak!! Bingo!- wykrzyknęła Eliza, po tym jak w końcu Emily zaczaiła o co chodzi.- No ale proszę Cię- dodała z zawiedzionym wyrazem twarzy- wstań- rozkazała.
Emily ociężale podniosła się ze swojej ulubionej pozycji. Wstała. Stała tam znowu skulona, zgarbiona. Nie rozumiała po co to robi.
- Dobrze- odparła Eliza na widok słuchającej się Emily.- A teraz wyprostuj się, nie rób garba, chyba, że chcesz żeby Cię nazywali wielbłądem.- uśmiechnęła się Eliza, na widok której Emily zaśmiała się, po czym tak jak jej rozkazano, wyprostowała się- Super- odparła zadowolona Eliza- teraz pierś do przodu, tyłeczek do tyłu.
Emily zrobiła to, o co prosiła ją koleżanka, po czym zobaczyła się w lustrze i wybuchła swoim delikatnie pokracznym- jak nazywali to wszyscy wokół- śmiechem.
- Czemu się śmiejesz? Przecież wyglądasz świetnie, jak się nie garbisz.- odparła zdziwiona nagłym wybuchem śmiechu Eliza.
- Wyglądam jak kaczka- odpowiedziała na chwilę powtrzymując się od śmiechu Emily, po czym znowu zaczęła się głośno śmiać.
- Haha, no tak. Trochę podobna jesteś.- zaśmiała się razem z nią Eliza. Usiadła na ławce, założyła ręce na kolana, przekręciła delikatnie głowę w prawo, po czym obserwowała Emily- inną niż do tej pory, zupełnie inną, taką, której możliwe, że nikt wcześniej nie widział, a na pewno nie ona sama- uśmiechniętą, zadowoloną, z tego jaka jest. Spodobało jej się, że wygląda jak kaczucha Daisy, którą zawsze uwielbiała. Przez chwilę oglądała samą siebie w lustrze, obracała się, by zobaczyć siebie w jak najlepszej pozycji.
- Chodź tu teraz. Patrz! Tutaj wyglądam jak prawdziwa Daisy!- zawołała Elizę do lustra.
- No faktycznie- uśmiechnęła się do odbicia Emily w lustrze, stojąca za nią Eliza.

Nagle uśmiech z twarzy Emily zniknął.

- Ej, halo, co się stało? Czemu tak posmutniałaś?- Zapytała zdziwiona Eliza.

- Doceniam to, ile dla mnie zrobiłaś, ale wiem, że to nie ma sensu. Nie jestem taka zawsze. Twoje starania tylko pójdą na marne. Nigdy nie będę taka jak ty.- w jej oczach pojawiły się łzy.- Zawsze będę tylko downem.- Na słowa Emily, Eliza rozpłakała się.

- Ej, kochana- Eliza przytuliła Emily- nie mów tak nigdy! Pluj na tych wszystkich, którzy śmieją tak do Ciebie mówić. Jesteś najwspanialszą dziewczyną, jakąkolwiek widziałam. Mówię to z pełną odpowiedzialnością.

Avatar Kadzio
Emily rozmawiała z Elizą jeszcze przez 5 minut. Dziewczyna z powrotem zaczęła się uśmiechać. Wymieniały się swoimi radami, dzieliły najlepszymi chwilami w życiu.

Po krótkim czasie Emily była już w stu procentach pewna tego, że Elizie można zaufać, więc wyznała jej w kim się skrycie kocha.

- Naprawdę?- Zapytała zdziwiona. Na chwilę zamilkła z otwrtymi wargami. Spojrzała na Emily, przymrużyła oczy. - Przecież on jest od nas o 5 lat starszy. - Osiemnastoletni Murray - o nim mowa. Wysoki, szczupły o brązowych oczach i blond włosach z delikatnie cieniowanymi ku cebulkom włosom.

- Szczerze to mi też się podoba, - oznajmiła - ale nawet bym do niego nie startowała. Nie miałabym szans. Ani ja, ani ty nie tańczymy w cheerleaderkach i raczej nie zatańczymy. Chyba, że Ciebie coś nagle do tego nakłoni. - dodała.

- Nie. Nie przeszło mi nawet na myśl żeby się do niego odezwać, ale jesteś jedyną osobą, której mogę to powiedzieć. - Na te słowa Elizie zrobiło się ciepło na sercu.

- Masz jeszcze kogoś z kim lubisz spędzać czas? - Zapytała ostrożnie, na wypadek gdyby miała usłyszeć od niej toksyczne słowo 'nie'.

- Tak, moją babcię. - Oznajmiła i uśmiechnęła się. - Ona mnie wychowuje. Rodziców mam, ale wiecznie są zarobieni i nie mają dla mnie czasu. - Dodała.

- Lipa... - Odpowiedziała. Pomyślała sobie wtedy o jej zmarłym niepełnosprawnym bracie Joelu, który tak jak Emily każdego dnia walczył z samotnością i z chorobą, choć to choroba była jego większym zmartwieniem. Aids.

Ich rozmowę przerwał dzwonek.

- Już lekcja? - zapytała Emily. Wzdrygnęła się w ułamku sekundy i natychmiastowo ruszyła w stronę drzwi. Coś jak polskie starsze pokolonenie na dźwięk dzwonków z ambony, z tą różnicą, że te zostają bez kierowania się w stronę wyjścia.

- Nie? - Chwilę zawahała się czy to żart dla oryginalnego poczucia humoru. - Nasze lekcje już się skończyły jakieś dwadzieścia minut temu? To dzwonek na przerwę. - dodała.

- O nie! - wykrzyknęła tak jakby dowiedziała się, że ktoś skóruje jej psa. Zdała sobie sprawę z tego, że powinna już być w domu, gdzie czekałby na nią leżak i seans American Horror Story.

- Co się stało? - Zapytała zdziwiona.

- Mój dziadek pewnie na mnie czeka już od pół godziny! - Szybko zarzuciła swój kolorowy plecak na ramię, zasunęła bluzę z wizerunkiem samochodu,- które bardzo lubiła - wyszła z toalety i skierowała się w stronę drzwi wyjściowych. Tuż za nią podążała nowa koleżanka.

Kilka kroków przed drzwiami zatrzymała się.

- Dzięki za to dzisiejsze. - Powiedziała to z uśmiechem na twarzy, zupełnie innym niż dotychczas. Był przepełniony euforią. Być może dlatego, że za drzwiami czekał na nią dziadek.

- Drobiazg. Naprawdę. - oddała.- Mimo to proszę Cię, żebyś w końcu zaczęła się bronić. Nie daj im wejść na głowę. - Dodała. Zależało jej na tym, by Emily stała się silna i niezależna i prze-stała być czyimś powiększaczem ego.

- Będę się starać, ale nie licz na mnie zbytnio. - Powiedziała zakrywając twarz kołnierzem od bluzy.

Eliza otworzyła drzwi koleżance. Zeszły kilka kroków po schodach.

- Który to twój dziadek? - Zapytała.

- Żaden. Nie ma go. - jej kąciki ust szybko powędrowały na dół. Jej mina dla osoby, która co dopiero by ją zobaczyła wskazywałaby, że dziewczynka straciła całą wiarę w siebie i nie siebie, i świat, oraz we wszystko.

- Na pewno? A tam za przystankiem to nie on? - zapytała wskazując wzrokiem na szkolny przystanek, gdzie co średnio trzydzieści minut podjeżdża bus.

Emily wyszła kilka kroków przed siebie.

- Nie, to nie on. - Uniosła ramiona do góry.

Nagle w kierunku dziewczyn zaczęła się zbliżać kobieta.

- Ty jesteś Emily, tak? - zapytała zbliżając się do niej i Elizy tupając swoimi szpilkami. Miała około 65 lat, siwe włosy, a ubrana była w bordowy płaszcz.

- Tak to ona, a kim pani jest? - wtrąciła Eliza. Zdziwiło ją, skąd mogła ją znać.

- Oooo - oddała, kładąc wyprostowaną dłoń na piersi. Tak się składa, że znam twojego dziadka. - powiedziała entuzjastycznie.- Był tu jeszcze jakieś pięć minut temu. Czekał dobry kwadrans, ale potem odjechał. - oznajmiła, wyraźnie gestykulując. Robiła to cały czas, przy każdym wypowiedzianym słowie. Była bardzo żywiołowa w przeciwieństwie do swoich rówieśniczek z koła gospodyń wiejskich, a jej akcent był iście rosyjski.

- No widzisz Emily, twój dziadek nie zapomniał o tobie. - skierowała do koleżanki. Objęła ją ręką, zachowała się jakby Emily była jej młodszą siostrą. - Dziękujemy pani, ale my już musimy spadać... Yyy iść.

- Nie ma za co skarbeńki- dodała jak zwykle energicznie gestykulując. Zacisnęła dłonie i przybliżyła do podbródka. - Pa, pa. Pa.- pomachała im na pożegnanie.

Po chwili.

- Widzę, że twój dziadek ma branie, co? - No to jak? Może zabierzesz się ze mną?- zaproponowała. - A co ty na to jak cię zaproszę do siebie? Pogadamy, lepiej się poznamy?

- Nie... Nie wiem- przyciągnęła. Finalnie jednak niechętnie się zgodziła.

- No to super. - Uśmiechnęła się szeroko.

- Ale co na to moja mama? - Przymrużyła prawe oko, prawy kącik ust powędrował do góry, a jej wzrok wywindował na wyższą Elizę.

- Na pewno się zgodzi. Nie bój żaby. Przedzwonimy do niej u mnie. - Oznajmiła koleżance.

Dziewczyny szybko podbiegły do samochodu - a przynajmniej Eliza. Emily nie przepadała za biegami.

W samochodzie dziewczyna nawiązała dobry kontakt z ojcem Elizy, rozmawiali o samochodzie w jakim jechali - a była to Toyota Land Crouiser 76r., czyli jeden z ulubionych samochodów Emily.

- Wow, jestem naprawdę zaskoczony jak dobrze znasz to auto. - powiedział Mark.

Międzyczasie Eliza siedziała z boku, nie wtrącała się, obserwowała tylko jak "inna" jest Emily.

- Bardzo lubię to auto - oznajmiła - zawsze marzyłam żeby się nim przejechać.

- Jedno masz już z głowy. - Zapytał Mark.

Emily tylko zamamrotała coś pod nosem, co raczej znaczy przytaknięcie. Oglądała i obracała się dookoła, wierciła po fotelu, by jak najlepiej obejrzeć samochód.

- Jesteśmy na miejscu - Powiedziała Eliza.

- Masz bardzo ładny garaż. - Powiedziała po wyjściu z samochodu.

- Hah? - Zmarszczyła czoło i uniosła brwi. Nie wiedziała czy robi sobie żarty czy mówi serio.

- To mój dom? Ee. - stanęła w miejscu. Zmierzyła okiem dom od góry do dołu. Zaśmiała się. - W sumie to ma rację - mruknęła pod nosem.

Emily grzecznie przywitała się z mamą Elizy, po czym powędrowały do góry do pokoju.

Dziewczyny sciągnęły plecaki, rozsunęły bluzy, a potem usiadły na łóżku.

- A gdzie twój tata? - zapytała niczego nie świadoma Emily.

- Yy po raz drugi? Stęknęła Eliza - przed chwilą z nim przyjechałyśmy?

- Aa, myślałam, że to twój dziadek. - odpowiedziała. Nawet trochę się zaśmiała, myślała że to śmieszne. Eliza co prawda odebrała to jako żart, ale dość niesmaczny.

- Heh, nie to był mój tata. Wiem, że jest stary, ale nawet jary. Zagramy w coś?- Zaproponowała, szybko zmieniła temat. - Ym, mam Monopoly, chińczyka, warcaby, Uno, Eurobussiness i karty. - Powiedziała stojąc na pufie i grzebiąc między regałami.

- Umiem grać tylko w wojnę.- oznajmiła.

- Więc zagramy w Wojnę.

Dziewczyny przez godzinę grały w karty. Eliza nauczyła Emily nowych zabaw.

Nagle na Facebooku wyświetliła się wiadomość od Lewisa.

"za to co dzisiaj zrobilas jeszcze oberwiesz. ty i ta twoja nowa psiapsiolka. jak mozesz sie zadawac z downem?

ps sprawdz co u twojego pieska hehe. nikt nie bedzie mnie ponizal."

- Matko boska, szybko idziemy do Burgundowej Kropeczki!- wykrzyknęła wystraszona Eliza. Bała się tego co mogło się przytrafić jej psu.

Prędko zbiegła po schodach na pole, podbiegła do budy Burgundowej Kropeczki i ujrzała to czego bała się zobaczyć. Jej psa nie było. Łańcuch, do którego był przywiązany leżałby przecięty przy szyi, gdyby coś do niego byłoby przypięte. Obok leżał tylko kawałek surowego mięsa - lekko nadgryzionego.

- Patrz! Tu są jakieś wytarte ślady. - oznajmiła Emily, która znalazła trop.

Cała sytuacja była bardzo napięta. Dziewczyny chciały znaleźć psa jak najszybciej- całego i zdrowego.

Prędko pobiegły do lasu gdzie ciągły się ślady.

Całe spocone i zdyszane zaczęły wołać psa, jednak ten nie odezwał się ani jednym warknięciem... Aż do momentu gdy zbliżyły się do płotu, ogradzającego sztuczny staw - bardzo duży staw.

Jezioro miało kształt pierścienia, po środku którego znajdowała się wyspa na której rosły drzewa, przez co nie widziały co się dzieje po drugiej stronie zbiornika wodnego.

Eliza i Emily ruszyły dalej, idąc brzegiem jeziora. Po kilku minutach znalazły się po jego drugiej stronie.

Nagle na brzegu, kilka metrów przed nimi i kilka metrów od brzegu, zauważyły biały obiekt. Wyglądał jak worek na zboże. Co najgorsze - ruszał się. Każdemu w tym momencie na myśl przychodziłyby najgorsze scenariusze.

Najszybciej jak potrafiły pobiegły do białej plamki, która z każdym kolejnym krokiem ruszała się coraz wolniej i wolniej... aż przestała.

Emily zwolniła zbliżając się do worka - Zakryła usta i nos ręką okrytą ciepłym golfem. Był to kończący się październikowy dzień. Temperatura sięgała 14°C co na tej długości i szerokości było zupełną normą.

Schyliła się żeby dosięgnąć worka, zgięła prawą, później lewą nogę. Podwinęła swój kaszmirowy, różowy golf. Wyciągnęła prawą rękę. Lewą chwytała ją Eliza. Zrobiła duży wyrazisty zamach i zamiast chwycić worek i przybliżyć go do siebie, oddaliła go.

Eliza poczuła delikatną mieszankę poddenerwowania z rozpaczą. Straciły cenne sekundy, które być może mogłyby uratować Burgundową Kropeczkę.

Emily podniosła pierwszą lepszą gałąź leżącą na uboczu za nimi. Ponownie przykucła na samym skraju jeziora i chwyciła się Elizy.

Eliza dłużej nie mogła patrzyć na niezdarność koleżanki, która nie mogła dosięgnąć worka, w obawie że spadnie.

Jezus dziewczyno proszę cię pośpiesz się do cholery! Tam może być mój pies, pomyślała. Chwyciła Emily za ramię i oznajmiła, że przejmuje stery, delikatnym, acz stanowczym i podniesionym tonem.

- Masz - odpowiedziała spłoszona. Odsunęła się i stanęła za Elizą.

Blondwłosa koleżanka Emily podparła się lewą ręką. Przybliżyła małymi przesunięciami stóp do granicy jeziora. Czubki jej blado-zielonych Conversów zamoczyły się.

Przesunęła prawą dłoń na sam skraj patyka, którego wcześniej znalazła Emily, zarzuciła nim niczym rybacką wędką. Delikatnie spowolniła rękę tuż przed znajdującym się kilka stóp przed nimi workiem, by nie uderzyć ostro zakończonym końcem patyka (być może jeszcze żyjącego) psa.

Patyk zahaczył o sznurek, którym związany był worek.

Eliza szybkim krokiem cofnęła się po czym gwałtownie wstała mocno trzymając gałąź do której przyczepiony był worek. Prędko przewijała swoimi chudymi, bladymi dłońmi żeby jak najszybciej wciągnąć psa.

- On nie żyje! - wykrzyknęła. Jej oczy zaszkliły niczym porcelanowa zastawa w pięciogwiazdkowej restauracji.

Emily rzuciła niepewnie okiem do odwiązanego przed chwilą worka. Skrzywiła się. Na widok płaczącej koleżanki również się rozpłakała. Jej płacz był inny od tego Elizy. Płakała na widok zrozpaczonej dziewczyny,

nie z powodu zmarłego członka rodziny- Andershowie byli bardzo przywiązani do swojego psa. Był dla nich kimś w rodzaju piątego elementu, obok babci, rodziców i brata Emily.
- To na pewno on?- zapytała niepewnie Emily. Starała się w jakiś sposób dać nadzieję koleżance.
Jej starania poszły na marne, bo po chwili ciszy Eliza oddała, że to na pewno on.
Przez oczy Elizy przebiegły wszystkie wspomnienia związane z jej psem.
- Pamiętam jak kiedyś, Burgundowa Kropeczka kiedy co dopiero została przywieziona, latała między naszymi nogami jak opętana. Kompletnie zdezorientowana.- po tych słowach Eliza delikatnie się ześmiała. Tylko na chwilę bo tuż po tym zachłysnęła się łzami, które spłyneły jej przez gardło do płuc.- Podbiegał na zmianę raz do miski z mlekiem, a raz do kogoś z nas. Najczęściej właśnie do mnie.
Nastolatka opowiadając to mogła choć na chwilę przestać myśleć o tym, że jej przyjaciel zmarł. A raczej, że został zabity.
- Widocznie czuł się przy mnie dobrze. Głaskałam go. Po brzuchu, pod bródką, za uchem. A to ostatnie to wprost uwielbiał.- jeszcze na krótką chwilę blondwłosa, siedząc na trawie, obok której siedziała szatynka Emily, rysowała po ziemi esy floresy patykiem, którym co dopiero wyciągnęła Burgundową Kropkę.
- On musi za to zapłacić.- powiedziała Emily. W jej oczach wymalowane były wściekłość i żądza zemszczenia się na Lewisie.
- Masz na myśli pieniądze? Ja nie chcę żadnych pieniędzy tylko z powrotem BK!- oddała. Na myśl przyszło jej tylko to. Ciężko było jej myśleć o kilku rzeczach na raz, a na pewno ciężko jej było myśleć o pieniądzach, podczas gdy myślała tylko o tym, że jakiś typek zabił jej psa.

Avatar Kideu
Moderator
TL;DR

Avatar Rewixus
Dodałem kolejną część Elvehil'a. :D

Avatar Kijox
robie gre o jeja ;-; talent

Avatar Rewixus
Elvehil. Part 4 ////////////////////////////////////////////.....................................\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\
- Mam dość! - krzyknął chłopak. - Czy naprawdę znajdę, chociaż coś w co wejdę?
- Spokojnie młodzieńcze... Niedługo znajdziemy coś dla ciebie. - Powiedział właściciel sklepu, pocieszając klienta.
Poszukiwania trwały już ponad trzy godziny, mimo że Albert przekroczył czas pracy, nadal pomagał w wybraniu stroju dla bohatera. Rivael nie był przyzwyczajony do luźnych szat, które miały masę zwisających ozdób, utrudniających poruszanie się. Co wcale nie ułatwiało sprawy. Sklep pochłonęło światło świec, cisza pozwalała usłyszeć czyiś oddech... Wszystkie ubrania były już niewidoczne dla oczu.Tulipanowy żyrandol dostarczał minimalną ilość światła, gdyby ściany miały jaśniejszy kolor, niż bordowy wtedy mogło być lepiej.
- Cóż, dzisiaj już nic nie zdziałamy - rzekł Albert.
- Naprawdę musi mi pan wierzyć, potrzebuje ten strój jak najszybciej - mężczyzna wyglądał zdeterminowanie, kierując poważną twarz do elfa.
- Niech stracę... Powiedz tylko Lassin'owi, że to za tą rundę w pokera, którą przegrałem
- Dobra, ale co chcesz zrobić? - zapytał chłopak.
Nagle starzec podnosi przednią ściankę drewnianej lady do góry, po chwili widać szafki, sklepikarz pociągnął jedną szafkę, która pociągnęła wszystkie za sobą tworząc małe schody. W środku były cudnie uszyte, wykonane z najlepszego materiału ubrania, leżące na białej gąbce.
- To najlepsze szaty w całym Elvehil, sam je uszyłem, gdy zdrowie mi na to pozwalało.
Rivael nie słuchał nawet co mówi do niego elf, od razu pobiegł zobaczyć szaty.W oczy rzuciło mu się odzienie w jego typie.Ku zdziwieniu ubranie nie przypominało lekkich szat tylko lekką zbroje. Całość była częściowo zrobiona z czarnej jak węgiel skóry, głównie na rękach,nogach i jednej stronie klatki piersiowej.Górna partia wyglądała jak stylowa koszula z kapturem zakończonym futrem z lisa, różnica była w tym, że ciuchy były z materiału bardziej zbliżonego do obcisłej kamizelki, niż koszuli.Wszystko było zakończone czarną suknią sięgającą do kolan, pod którymi kryły się czarne, luźne spodnie z dodatkami solidnej skóry.Do ubrania dołączono buty, nie świeciły się tak jak skóra, ale sięgały tak wysoko, że ściągane dresy chowały się w środek ciasnych oficerek.
Większość była czarna, oprócz złotych wzorów, które przypominały ciernie podobne jak u Raspire. Były na kapturze i szły na sam dół.Bohater pewny swojego wyboru podszedł do Alberta
- To jest to! - powiedział Rivael - Czy to ubranie nie przypomina tego z obrazu?
- Widzę, że domyśliłeś się, lecz to są szaty upodobnione do boga. Staraj się nie rzucać w oczy.Nietypowy wygląd pokazuje cię bardziej jako wojownika, niż szlachtę, lecz jest o wiele wytrzymalsze od zwykłych balowych szmat.
- Myślę że czas się przekonać i ubrać to co wybrałem.
Bohater podszedł przebrany do lustra. Przyjrzał się na własną twarz.Miał żółte oczy, dosyć krzaczaste brwi i chude kości policzkowe.Usta zrobiły się nieco jasne.Postać miała zgolone boki i tył głowy, natomiast na górze włosy były nastroszone lekko uczesane na lewą stronę. Skórę pokrywał niedawno zgolony zarost, oprócz tego twarz była czysta.
Cały bohater wyglądał na umięśnionego, było widać że w niektórych częściach kostiumu bohater pasuje idealnie. Dwa naramienniki z skóry idealnie porywały się z barkami bohatera, chłopak zauważył, że pod kołnierzem kryje się doszyta bandana która po założeniu zasłaniała mu całą twarz, aż do oczu.
- Teraz wyglądam jak bandyta! - zaśmiał się Rivael.
- Nie myślałem ,że będzie ci tak pasować ten strój - rzekł Albert, wyciągając z kufra kilka rzeczy.
- Masz młodzieńcze, są takie same jak uzbrojenie w twoim ubraniu - Elf podał mężczyźnie parę nagolenników, ozdobne zarękawie i pochwę na wzór syryjskiego miecza, wraz z dodatkowym opancerzeniem na klatkę piersiową.
- Ale po co mi taka zbroja na bal? - zapytał zdziwiony bohater.
- Celem tych ubrań jest bycie gotowym na każdą sytuację, te opancerzenie nie skrępuje twoich ruchów, a nie raz uratuje ci życie.Chętnie powierzył bym ci miecz, lecz nasza rasa nigdy nie rozstaje się z swoją bronią, więc musisz znaleźć własną przypisaną tylko tobie szable.
- Nigdy nie uwierzę w to, że tyle pieniędzy wisisz Lassin'owi
- Nie, po prostu wręczam ci to, gdyż mimo wszystko wydajesz się być godnym tego odzienia. Te elementy zbroi które ci wręczyłem, ponoć były noszone przez jednego z silniejszych Astoni.
- Dzięki ci! Mam nadzieję, że kiedyś tu wrócę i się odwdzięczę - Rivael podał dłoń starcowi z dumną twarzą, kładąc na bark elfa rękę na znak przysięgi.
- Żegnaj chłopcze, aby bal był dla ciebie korzystny.
Bohater wyszedł ze sklepu, kierując się do najbliższej tawerny, aby przespać noc...

/////////////////////////////////////........................................\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\

Avatar mikulek04
to może ja się pochwalę koszulkami, które zrobiłam bratu na święta (znaczy, ekhem, mikołaj przyniósł)

i.imgur.com/WYoyYiA.jpg
i.imgur.com/ctt5lmO.jpg

Avatar
Konto usunięte
@up2 To nawiązanie do jakiejś specyficznej gry? Bo kojarzy mi się z Dying Light.

Avatar Kadzio
A mnie z Far Crajem

Avatar mikulek04
zgadza się, Far Cry 4 :D

Avatar
Konto usunięte
Zdjęcie użytkownika Konto usunięte w temacie [OFFTOP] Wasza twórczość
>mfw nie zgadłem

Avatar mojlogin
Gry też zaliczamy do twórczości ?

W takim razie: www.facebook.com/Symulator-Zakup%C3%B3w-1678524102386230

A i zrobiłem ten mały render w Blenderze, bo mi się nudziło (Cycles Render)

Tu jakieś informacje co podał Blender po wyrenderowaniu :v

Czas: 18:17.73
Pamięć: 81.16M
Szczyt: 81.30M

Zdjęcie użytkownika mojlogin w temacie [OFFTOP] Wasza twórczość

Avatar Kadzio
KILLERR
>mfw nie zgadłem[/quote
pisze:

Ha

Avatar MrStick
A я still nie potrafię w blenderze nawet stołu zrobić .-.

Avatar Dark_Dante
Wreszcie coś od Kida. A teraz brawa lub wyciągam banhammera.

Avatar Dark_Dante
Ładnie. Inspirowałeś się tym filmikiem jak grała na wejściu USB? XD Zapomniałem tytułu :P

Avatar Kubox123456
Dark_Dante pisze:
Ładnie. Inspirowałeś się tym filmikiem jak grała na wejściu USB? XD Zapomniałem tytułu :P

ten pierwszy to zwykły szczur

a ta druga to leek spin

Avatar Dark_Dante
No właśnie, o to mi chodziło.

Odpowiedź

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku