(nie)równość kobiet?

Avatar
Konto usunięte
Tematu o Bogu nie podejmę. Nie ma sensu :)

A ten argument ze szczęściem... hmm... jeśli zamienimy "szczęście" na "miłość" to myślę, że będę mógł się pod tym podpisać. Jeśli jest z miłością wszyscy dla wszystkich to niech i będzie jeden do dziesięciu.

Ale problem jest taki, że te przypadki są złe właśnie dlatego, że nie ma tam miłości. Nie każdy jest intelektualno-moralnym bossem, który rozważa zyski i straty swojej psychiki i tak dalej. Zwyczajni ludzie są przeciętni. Potem są z tego niechciane dzieci, małżeństwa na siłę, aborcje, problemy finansowe i inne takie tego typu.
Wiele rzeczy, które w teorii działają w praktyce są o kant dupy rozbił.

Avatar darcus
Miłość nie jest wymagana. Jeśli ktoś jest w związku tylko dla seksu i wszyscy uczestnicy związku są w nim szczęśliwi, nie ma sensu zmuszać ich do miłości. Miłość jest opcją, sposobem na życie. Nie wymaganiem. A jeśli się nie kochają, ale się im to podoba i nikt nie jest w tym związku pokrzywdzony, to nikt nie powinien się wtrącać. Co innego, jeżeli ktoś jest pokrzywdzony - Jak niechciane dzieci, o których wspomniałeś. W takiej sytuacji, i tylko takiej, również zgadzam się, że jest to karygodne. Ale dopóki wszyscy są zadowoleni, podaj mi choć jeden powód, dla którego powinno się, albo w ogóle ma się prawo, by im tego zabronić.

Avatar
Konto usunięte
Jeśli nie ma miłości będą pokrzywdzeni.
Jakie "szczęście" ze związku bez miłości?
Już nawet nie chcę powoływać się na Biblię, czy prace moralistów. Były prowadzone ostatnio nawet badania psychologiczne na ten temat. Najszczęśliwsi ludzie są ci, którzy mają miłość. Ona generuje szczęście "najwyższej jakości". Bez niej to będzie tylko "przyjemność" na poziomie jedzenia czekolady (tylko, że działająca na inne receptory).


Czym jest Twoim zdaniem szczęście?

Avatar darcus
No bez przesady. Mam nadzieję, że mówisz tylko o szczęściu w związku, bo ja mam zamiar być szczęśliwy w życiu bez miłości i uważam to za jak najbardziej możliwe.

Oczywiście, w związku tradycyjnym miłość poniekąd jest potrzebna, by się nie rozpadł, ale są ludzie, którzy jej po prostu nie chcą. I jeżeli ludziom takim wszystko pasuje w poligamii - Dlaczego nie?

Szczęście? Szczęście jest stanem, w którym, w reakcji na powodzenie w życiu, spełnianie podstawowych potrzeb oraz realizowanie marzeń i pragnień, u jednostki następuje wzmożenie wydzielania serotoniny, dopaminy i endorfin.

Avatar
Konto usunięte
Mam teraz dwie opcje.

1 - podziękować za rozmowę i z mojej strony ją zakończyć.
2 - wyjaśnić jak rozumiem miłość, bo zdecydowanie (jak widać) rozumiem ją inaczej od Ciebie.

Hmmm...
chyba o prostu zażyczę Ci powodzenia w szczęściu bez miłości. Ale mam nadzieję, że gdy* zacznie Ci się wszystko walić to będziesz wiedział czego jednak brakuje :) Nie ma co psuć sobie życia.

*oczywiście jeśli taka sytuacja nastąpi. Jeśli nie nastąpi to chwała Tobie i Twoim rozkminom

Avatar Paproot
Jestem dumna z darcusa. Tak szybko dorasta c;

Avatar darcus
Miłość jest zbiorem reakcji chemiczno-biologicznych, które, przez zwiększone wydzielanie się fenyloetyloaminy i dopaminy, a także wazopresyny (u mężczyzn) i oksytocyny (u kobiet), wywołuje w pobliżu konkretnej osoby stan tak zwanego "uniesienia" i tworzy potrzebę przebywania i dokonywania interakcji z ową osobą. Miłość jest efektem ubocznym ewolucji instynktu zachowania gatunku, mającym docelowo pomagać w doborze partnera, powstała prawdopodobnie w wyniku reakcji na to, że tylko zdrowy partner już nam nie wystarcza.

Jeżeli CHCESZ miłości, to zgadzam się, że będzie ci potrzebna do osiągnięcia pełnego szczęścia. Ale jeżeli ktoś, jak ja, nie chce jej (i nie próbuj mi wmawiać, że jest inaczej, albo, że jej potrzebuję), to nie będzie ona niezbędna.

Szybciej niż ty, Paproot. I zgól tego wąsa.

Avatar
Konto usunięte
Ależ ja Ci nic wmawiać nie chcę :) wierz w co chcesz.
Brak wiary w grawitacje nie sprawi, że nie będziesz latać.
Tak samo jak wiara w krasnoludki nie sprawi, że ktoś pozbiera za mnie maliny :/

Powtórzę - good luck. Życie sprawdzi który z nas się pomylił

Avatar Paproot
darcus pisze:
Szybciej niż ty, Paproot. I zgól tego wąsa.

Nie, bo wiem, że mój wąs Cię kręci ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Avatar darcus
Mam nieco niemiłe wrażenie, panie Axel, że próbujesz mi wyperswadować moją pomyłkę poprzez subtelne stwierdzenie, iż moja opinia to wyłącznie wiara, niezgodna z faktami.

Paproot, może by mnie kręcił, gdyby był na twarzy kobiety. Ale nie lubię facetów.

Avatar Paproot
darcós, miało być tak pięknie.
Mieliśmy kupić mały domek w Skandynawii i hodować dzikie norki.
CZEMU MI TO ROBISZ

Avatar darcus
Bo...
Bo...
No bo...
Yyy...
(darcus, pało, wymyśl coś...)
Emm...
Bo...
NIE JESTEM GEJEM!

Avatar
Konto usunięte
Po prostu myślałem, że nawet Ty nie jesteś na tyle arogancki by twierdzić, że to coś więcej, niż wiara :-)

Avatar darcus
Teza, nie wiara. Odróżnij je.
Może jeden z nas się myli? Może obaj się mylimy? Może nie myli się żaden z nas.
Po prostu... Ty sugerujesz, że każdy człowiek potrzebuje miłości do osiągnięcia szczęścia. A to jest bez sensu. Nie znasz przecież każdego człowieka.

Avatar
Konto usunięte
Ty też nie znasz każdego człowieka.
Więc na jakiej zasadzie twierdzisz, że potrzebuje on tlenu?

Nasz organizm jest skomplikowaną maszyną. Tu na pewno się zgodzisz. Są pewne zasady, które są wspólne dla wszystkich - tu też się zgodzisz.
Jedną z tych zasad jest konieczność miłości - tu się nie zgodzisz. Ale ja się zgodzę. Dlaczego? Myślę, że nie ma sensu tu pisać.

Avatar Paproot
darcus pisze:
Bo...
Bo...
No bo...
Yyy...
(darcus, pało, wymyśl coś...)
Emm...
Bo...
NIE JESTEM GEJEM!

Darcus, nie rób mi tego pało ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Avatar gulpin
nadal cie szanuje i lubie gustaw ale przysięgam na boga że jeśli jeszcze raz w odpowiedzi do mnie znajdę wtręt językowy który jest niepoprawny gramatycznie to znajdę twój dom i go spalę do gołej ziemi
[wdech, wydech]
Tak. Jeśli się upodlisz i zezwierzęcisz to niezależnie od tego czy jesteś (albo czy wmawiasz sobie) że jesteś z tego dumny to i tak utraciłeś godność. używałem tego zdania wielokrotnie jako kontrargument w niezmienionej formie i nadal działa jak szwajcarski zegarek: "bo ty tak mówisz?"
nie no, przypatrz się temu co napisałeś. W tej chwili jesteś tym księdzem o którym mówiłem. To ty ustaliłeś co jest godne a co nie. Specjalnie sobie przejrzałem wikipedię ponieważ jestem niewyedukowany i nie czytam mądrych książek i wygląda na to, że godność nie ma jednoznacznej definicji. Więc w sumie to nie wiem czym jest godność, powiedz mi. Powiedz mi czemu jak ktoś chwali się cyckami to staje się zwierzakiem
to się nazywa "empatia" i zatroskanie o innych. Polecam książką "Pornoland" Gail Dines, albo "Z pamiętnika króliczka" (mogłem nieco przekręcić drugi tytuł). Opisuje ten biznes nie od strony widza który widzi same zadowolone i zaspokajane kobiety tylko ze strony aktorek. Strony przemocy psychicznej, szantażu emocjonalnego oraz absolutnego uprzedmiotawiania.
czyli kobiety się wkurzają o porno bo czytają mądre książki i jest im szkoda tych biednych kobiet które zostały upolowane harpunem i zaciągnięte do przemysłu porno? Nie zaprzeczam że te aktorki są poniżane i ogólnie mają źle, ale ten, cała masa porno jest też robiona w domu, nawet z udziałem jednej osoby
Wierzę że te książki mówią prawdę i że je wszystkie przeczytałeś (dobra, w to ostatnie akurat nie, nie uwierzę choćbym się zesrał), niemniej wiesz, przy produkcji czekoladek giną ludzie. I pewnie też są upokarzani na tle seksualnym. A jakoś kobiety b nie płaczą za tymi ludźmi i nie czują się ugodzone, pewnie dlatego że to nie ich chędożony interes
Te archetypy nie zmieniają się dlatego, że ludzie tego chcą. To zmienia się dlatego, że (w skrócie) gromada gości w garniakach chce zdobyć jak najwięcej hajsu. A żeby zdobyć hajs musi dać ludziom coś, co będzie ich pociągać. Tworzą więc sztucznie bla bla bla... ostatecznie sprowadza się do manipulacji, wynaturzania i szantażu emocjonalnego. Wszystko jest w książkach, które wymieniłem. Pokrótce historia tych ruchów.
mówiąc o tym że powoli się to zmienia miałem na myśli feminizm ;_;
w sensie że kobieta może być silna a facet może być słaby, o takie łamanie archetypów mi chodziło
jaki interes mają w tym wielcy, źli ludzie w garniakach? ;_;
To nie jest tak, że Ty pragniesz cycków na gazecie WIĘC cycki są na gazecie. To jest tak, że oni wykalkulowali, że gazeta z cyckami lepiej się sprzeda bo uderzy w Twoją atawistyczną część mózgu i nawet nie będziesz o tym wiedział (tak w sumie działa większość dzisiejszych reklam).
czyli dokładnie to co powiedziałeś przed chwilą ;_;
to nie tak, że pragnę cycków na gazecie więc cycki są na gazecie. To jest tak, że pragnę cycków na gazecie więc cycki są na gazecie. Dokładnie to napisałeś na górze, przypatrz się
to nie jest coś, co już się stało tylko coś o co ciągle musimy walczyć. Kontakty międzyludzkie oparte na seksie (które nota-bene były przez ostatnie 70 lat ruchu pornograficznego promowane) są zdecydowanie zwierzęce.
ale seks to jedna z podstawowych ludzkich potrzeb, tak jak jedzenie :/
sam w sumie nie wiem czy wierzę w miłość czy nie, bo nigdy nie odczułem czegoś podobnego, ale ku*wełe, seks musi byc
jak nie ma seksu to sie masturbuje i nie ma na to rady :^)
imho seksy bez zobowiązań są w porządku, przecież nie każdy chce się wiązać z pierwszą lepszą osobą dla seksu, a też nie chce czekać w celibacie
powiedzieć że seks musi być związany z miłością to jak powiedzieć, że jedzenie musi być związane z zachodem słońca i akompaniamentem skrzypiec

UPDATE: przeczytałem nowe posty i nie wiem czemu się tak mocno zgadzam z darcusem to niepokojące

Avatar darcus
Axel - Tlenu potrzebuje człowiek o przeciętnym genotypie. Nigdzie nie twierdziłem, że każdy człowiek. Co do miłości - Ty tak twierdzisz, ale ty patrzysz przez pryzmat tego, że ty jej potrzebujesz. Ja, jako osoba, która jej nie potrzebuję, mówię ci z całą pewnością, że nie każdy człowiek potrzebuje miłości. Bo skoro ja jestem człowiekiem i nie potrzebuję, to znaczy, że to już nie jest każdy, ale co najwyżej większość. Twierdząc, że absolutnie każdy człowiek jej potrzebuje wykazujesz się po prostu ślepotą.

Słuchaj, powiedzmy sobie szczerze - Nie masz żadnych podstaw, by tak twierdzić. Dowodów, argumentów - nic. Wysnułeś to przypuszczenie, prawdopodobnie na podstawie obserwacji samego siebie i ludzi dookoła. Ale jeżeli koty w moim mieście są czarne, to znaczy, że wszystkie koty są czarne? Ludzka anatomia i fizjologia została już zbadana wielokrotnie i jak dotąd nigdy nie słyszałem, by KAŻDY człowiek potrzebował miłości. Miłość to reakcja naszego mózgu na bodźce. Reakcja, a nie odruch, czy potrzeba. Może być pożądana, a stan takiego pożądania może być uznawany za potrzebę, przez osobę, która go doświadcza, ale nie jest niezbędna dla każdego.

I chwileczkę, czy ty właśnie nazwałeś mnie aroganckim, bo nazwałem moją tezę "czymś więcej niż tylko wiarą", a sam zaraz potem wypowiedziałeś się z pozycji eksperta, który jest pewien swojej racji? I to JA jestem arogancki?

Gulpin - Gdybyś nie zgadzał się ze mną w pewnych sprawach, to byłbyś skrajnym dziwakiem i w dodatku pewnie kompletnym idiotą. Na przykład jakbyś nie zgodził się ze mną w sprawie takiej, że nie powinno się sikać na dywan, to jakby to wyglądało?

Avatar Rander
Moderator
darcus pisze:

Na przykład jakbyś nie zgodził się ze mną w sprawie takiej, że nie powinno się sikać na dywan, to jakby to wyglądało?

Czemu?

Avatar
Konto usunięte
AxelOxenstierna pisze:
Po prostu myślałem, że nawet Ty nie jesteś na tyle arogancki by twierdzić, że to coś więcej, niż wiara :-)


TRICK MANIPULACYJNY! :D
Ładnie to tak człowiekowi w mózgu mieszać? >.<

Avatar darcus
Trochę mu nie wyszedł ten trick.

Avatar
Konto usunięte
darcus pisze:
Trochę mu nie wyszedł ten trick.


Prawdopodobnie nie był w pełni świadomy jego użycia - chciał przekazać Ci, że uważa to za arogancję (wywołać efekt zaskoczenia [na umysły słabsze jest to potężna broń] lub kontrowersji), ale również napisać jak najmniej.

Avatar darcus
Jeżeli to było jego celem, to najwyraźniej ku*ewsko nie wyszło.

Avatar
Konto usunięte
Sądzę, że nie było - często tego typu sformułowania same wchodzą ludziom, którzy upraszczają wypowiedzi.

A pamiętajmy też, że nie jesteś słabym umysłem i takie coś raczej na Ciebie nie zadziała.

Avatar darcus
Wywaliłbym "raczej". Trzeba być naprawdę słabym umysłem, by takie tanie sztuczki zadziałały.

Avatar
Konto usunięte
To po kolei.

Gulpin - taki jest po prostu mój system moralny. Nie próbuję Wam go narzucić, ale wyrażam własne zdanie i mam do tego prawo. Ty robisz dokładnie to samo :) Próbujesz wbić we mnie swoje pojęcie godności. Na tym polega dyskusja. (resztę może przeczytam jutro)

Darkus - Nigdy nie twierdziłem, że opieram się na czymś więcej, niż tylko wierze. A co do argumentów - Ty również nie postawiłeś ich po stronie swojej tezy. I dlaczego tak Ci przeszkadza słowo "wiara"? Od tego jest teza, żeby w nią wierzyć lub nie. Żeby być do niej przekonany lub nie.

Shirakinawa - Z darcusem sztuczek nawet nie chcę próbować. Jakoś tak mi wyszło. Zresztą to było dość aroganckie.

darkus (po raz drugi) - odnośnie wypowiadania się z pozycji eksperta. Wybacz, nieco mnie poniosło :) wiesz jak to bywa w emocjach.

gulpin (po raz drugi) - zauważ, że ani razu nie nazwałem ludzi w garniakach złymi. Wskazuję tylko na nich jako na przyczynę. Bo jest istotne to, czy przyczyna leży u podstaw społeczeństwa czy też jest nam narzucona z góry. (przynajmniej wg. mnie jest istotne)
Pornoland przeczytałem, to o króliczkach to tylko streszczenie :) Jeśli przeszkadza Ci to, że je wplatam w wypowiedź to dam znać i przestanę.


I odnośnie miłości - co Wy (wszyscy) na to, żeby wrócić do tematu za 10 lat? Uważam, że obecnie żaden z nas nie ma wiedzy na ten temat i może co najwyżej teoretyzować (co mi w sumie nie przeszkadza, ale rozmowa wydaje się zaostrzać co powoli przestaje mnie bawić).

Naprawdę mocno odjechaliśmy od tematu :)

Avatar darcus
AxelOxenstierna pisze:
Darkus - Nigdy nie twierdziłem, że opieram się na czymś więcej, niż tylko wierze. A co do argumentów - Ty również nie postawiłeś ich po stronie swojej tezy. I dlaczego tak Ci przeszkadza słowo "wiara"? Od tego jest teza, żeby w nią wierzyć lub nie. Żeby być do niej przekonany lub nie.

Moimi argumentami jest biologia człowieka. A tego nie przebijesz.
A słowo "wiara" przeszkadza mi dlatego, że wiara z definicji jest uznaniem coś za prawdę bez dowodów, tylko ze względu na pozytywne znaczenie jakiejś informacji dla osoby. Wiara jest bardzo mocno nienaukowa.
AxelOxenstierna pisze:
I odnośnie miłości - co Wy (wszyscy) na to, żeby wrócić do tematu za 10 lat? Uważam, że obecnie żaden z nas nie ma wiedzy na ten temat i może co najwyżej teoretyzować (co mi w sumie nie przeszkadza, ale rozmowa wydaje się zaostrzać co powoli przestaje mnie bawić).

Za dziesięć lat? Dlaczego? Doświadczenie nie jest wymagane do posiadania wiedzy. Moim absolutnie nieskromnym zdaniem posiadłem już tę wiedzę, dzięki analizie przypadków innych ludzi i ich błędów. Uczę się na błędach innych, jak to mówią. A to z kolei znaczy, że moja wiedza na ten temat za dziesięć lat będzie identyczna - Może jedynie wzbogacona o nową analizę.

Czyżbyś uciekał od niewygodnego tematu?

Avatar
Konto usunięte
No dobra przyjmuję wyzwanie.
Informuję, że piszę to na luzie i mam nadzieję, że tak samo na luzie to odbierzesz :) nie ma co się spinać.

Oczywiście przez miłość ja nie rozumiem tej romantycznej miłości między mężczyzną a kobietą, tylko to nieco szersze pojęcie.
Zabawnie by wyszło, gdyby się okazało, że mamy to samo zdanie, ale inaczej rozumiemy słowo "miłość".

To może na początek na rozluźnienie - psychologowie przeprowadzali badania z których wynikło, że powodującym "najskuteczniejsze szczęście (i nie tylko)" w życiu uczuciem jest miłość. Osoby, które ją odczuwały skuteczniej realizowały swoje cele, rzadziej popadały w depresje i czuły się bardziej spełnione.

Dalej - sądzę, że Twoja wiedza biologiczna (nie cała, tylko ta którą użyłeś) oparta jest tylko na paru ciekawostkach typu "za miłość odpowiada hormon miłości, a za szczęście hormon szczęścia". Nie uwzględniłeś żadnej niedającej się ubrać w matematyczne normy cechy człowieka.
Brak miłości powoduje depresje, niskie poczucie własnej wartości, w dalszej perspektywie samobójstwa, izolacje społeczną, fatalne samopoczucie i niechęć do wszystkiego. To z miłości rodzice wychowują swoje dzieci i to z braku miłości najczęściej dzieci cierpią.
Wiadomo, że ludzie którzy kochają swoją pracę są z niej bardziej zadowoleni, wykonują ją staranniej, sumienniej i sprawia im ona przyjemność. To samo z wykonywaniem dowolnej innej czynności. "Rób to co kochasz" - jak mawiał jeden ze sloganów motywacyjnych.

Związki małżeńskie bez miłości są dużo bardziej nieszczęśliwe. Częściej dochodzi tam do rozwodów, kłótni czy pobić.

Dodam, że braki w miłości zostawiają duży uszczerbek w naszej psychice, który musi być rekompensowany na przykład odurzaniem się alkoholem, albo wprowadzaniem dodatkowych ilości endorfin (poprzez przyjemności typu czekolada, seks). Niestety nie pomaga to na dłuższą metę bo organizm potrzebnych związków samoistnie produkować nie będzie w dostatecznej ilości.

Czym Twoim zdaniem jest miłość?

Avatar darcus
Napisałem ci już, czym jest miłość.
darcus pisze:
Miłość jest zbiorem reakcji chemiczno-biologicznych, które, przez zwiększone wydzielanie się fenyloetyloaminy i dopaminy, a także wazopresyny (u mężczyzn) i oksytocyny (u kobiet), wywołuje w pobliżu konkretnej osoby stan tak zwanego "uniesienia" i tworzy potrzebę przebywania i dokonywania interakcji z ową osobą. Miłość jest efektem ubocznym ewolucji instynktu zachowania gatunku, mającym docelowo pomagać w doborze partnera, powstała prawdopodobnie w wyniku reakcji na to, że tylko zdrowy partner już nam nie wystarcza.


No, to krótko:
Owszem, dzieciom miłość jest potrzebna. Dorosłym ludziom już nie.

Napisałeś:
"najskuteczniejsze szczęście"
"Osoby, które ją odczuwały skuteczniej realizowały swoje cele, rzadziej popadały w depresje i czuły się bardziej spełnione."

A nie:
"szczęście"
"Osoby, które ją odczuwały realizowały swoje cele, nie popadały w depresje i czuły się spełnione."

A to znaczy, że jednak miłość nie jest niezbędna do osiągnięcia szczęścia i sukcesu. Może być jakimś polepszaczem, tutaj nie oponuję, ale nie jest niezbędna.

Co do wiedzy na temat biologii - Nie całkiem. Chodzi w dużej mierze o to, że wydzielanie się fenyloetyloaminy może pobudzać wydzielanie się dopaminy, serotoniny i endorfin, ale za nie nie odpowiada.

"Brak miłości powoduje depresje, niskie poczucie własnej wartości, w dalszej perspektywie samobójstwa, izolacje społeczną, fatalne samopoczucie i niechęć do wszystkiego." ---> A co, wiesz z doświadczenia?
Nie. To działa na pewno tylko u dzieci. W pozostałych przypadkach działa u większości ludzi. Ale nie u wszystkich.

Co do pracy i czynności - Kochanie ich to termin potoczny. Jeżeli jesteś zdrowy psychicznie, to gwarantuję ci, że nie wydzieli ci się fenyloetyloamina od grania w bierki.

To chyba jasne, że związek będzie nieudany bez miłości. Sam pomysł wchodzenia w związek oznacza, że dana osoba potrzebuje/chce miłości. Osoby takie jak ja, które ani jej nie chcą, ani nie potrzebują, nie odczuwają też potrzeby, ani chęci wchodzenia w związek.

Brak miłości niszczy psychikę, ale nie u każdego. Tylko u osób, które jej faktycznie potrzebują. Nie u wszystkich. A fenyloetyloamina nie jest organizmowi niezbędna. Nazywanie jej więc "potrzebnym związkiem" nie ma sensu.

Miało być krótko. Darcus, lamo.

Avatar
Konto usunięte
Hmm...

Wydaje mi się, że się nie dogadamy.
Dla mnie to jest nadmierny sceptycyzm, taki sam jak u ludzi, którzy pytają się "skąd wiesz, że grawitacja nagle nie zmieni wektoru?"

Chodzi mi o ten fragment:
"Nie. To działa na pewno tylko u dzieci. W pozostałych przypadkach działa u większości ludzi. Ale nie u wszystkich."
Masz jakiś przykład człowieka żyjącego bez miłości i stabilnego/ bez depresji i innych tego typu skutków ubocznych?

Może dla pewności, gdybyśmy się nie zrozumieli - uważam, że miłość nie jest niezbędna do życia biologicznego.

"To chyba jasne, że związek będzie nieudany bez miłości. Sam pomysł wchodzenia w związek oznacza, że dana osoba potrzebuje/chce miłości." - wcześniej pisałeś (i od tego się zaczęła dyskusja) o teoretycznych szczęśliwych związkach bez miłości.

A odnośnie wiedzy - miłość jest jednym z tych tematów na który sucha wiedza nie wystarczy. Będzie nawet bardziej zasłaniać obraz tematu. To nie jest proste zagadnienie typu czarnych dziur, perpetum mobile czy powstawanie gwiazd gdzie odpowiednio ogarnięty pięciolatek mógłby się wypowiedzieć.

"Osoby takie jak ja, które ani jej nie chcą, ani nie potrzebują, nie odczuwają też potrzeby, ani chęci wchodzenia w związek." - naprawdę nie znoszę tego zaznaczać i przepraszam za to bo sam się z tym źle czuję, ale cóż... - w Twoim wieku co drugi chłopak tak mówi. Odpowiedzialne za to mechanizmy biologiczne jeszcze się w Twoim mózgu nie odpaliły (i nie chcę tu mówić, że u mnie się wszystko już poodpalało jak trzeba).
Żeby odczuć pewne sprawy trzeba dojrzeć biologicznie. Ponadprzeciętna inteligencja tego nie nagnie. Niestety.

Oczywiście - zawsze są osoby, które faktycznie nie odczuwają chęci wchodzenia w związek. Ale to jednak jest temat "dla dorosłych" (czyt - dla dojrzałych biologicznie).

Avatar darcus
Wydaje mi się, że się nie dogadamy.
Dla mnie to jest nadmierny sceptycyzm, taki sam jak u ludzi, którzy pytają się "skąd wiesz, że grawitacja nagle nie zmieni wektoru?"

Ci ludzie zaprzeczają faktom. Ja wysnuwam tezę, obracając się w sferze niepewności.

Masz jakiś przykład człowieka żyjącego bez miłości i stabilnego/ bez depresji i innych tego typu skutków ubocznych?
Tak - Ja.

wcześniej pisałeś (i od tego się zaczęła dyskusja) o teoretycznych szczęśliwych związkach bez miłości.
Wybacz brak precyzji z mojej strony. To zupełnie inny rodzaj związku. W drugim przypadku (o którym mowa była wcześniej) nikt nie pomyśli o małżeństwie.

A odnośnie wiedzy - miłość jest jednym z tych tematów na który sucha wiedza nie wystarczy. Będzie nawet bardziej zasłaniać obraz tematu. To nie jest proste zagadnienie typu czarnych dziur, perpetum mobile czy powstawanie gwiazd gdzie odpowiednio ogarnięty pięciolatek mógłby się wypowiedzieć.
Mylisz się. Miłość to proste zagadnienie czysto biologiczne, z domieszką socjologii. Często słyszę argument, że 'sucha' wiedza zasłania obraz - wybacz wyrażenie, ale jest to gówno prawda. Wiedza, refleksje, zdrowa analiza i obieranie różnych punktów widzenia dają mi większe szanse na zrozumienie miłości, niż ma osoba, która patrzy przez pryzmat własnych uczuć.

naprawdę nie znoszę tego zaznaczać i przepraszam za to bo sam się z tym źle czuję, ale cóż... - w Twoim wieku co drugi chłopak tak mówi. Odpowiedzialne za to mechanizmy biologiczne jeszcze się w Twoim mózgu nie odpaliły. Żeby odczuć pewne sprawy trzeba dojrzeć biologicznie. Ponadprzeciętna inteligencja tego nie nagnie. Niestety.
Oj, Gustawie, Gustawie... Jeszcze mógłbyś się wiele nauczyć o ocenianiu innych ludzi. Oczywiście, że się odpaliły, bo nie raz czułem miłosny pociąg do drugiej osoby. Nie czuję jednak ani wewnętrznej potrzeby, ani chęci, by temu uczuciu ulegać. Nie ulegam strachowi, wstydowi, pochopności, przeczuciom, intuicji i nałogom - Dlaczego miałbym ulegać miłości?
...
Wiesz, ten argument był naprawdę żałosny i zdecydowanie nie na twoim poziomie. Mówienie, że źle się z tym czujesz tego nie zmieni, szczególnie, że nie znasz ani mnie, ani tego jak dojrzewam.
Uprzedzając ewentualne próby wmówienia mi, że to wcale nie była miłość, tylko zauroczenie, popęd seksualny i tak dalej - Takie argumenty również są nie na miejscu i nie na twoim poziomie.

zawsze są osoby, które faktycznie nie odczuwają chęci wchodzenia w związek.
I to są te osoby, które miłości nie potrzebują. Widzisz? To się rozumie samo przez się :)

Avatar
Konto usunięte
Ja widać na powyższym przykładzie dalsza rozmowa nie ma sensu :)
Teraz nastąpiłoby najwyżej przekrzykiwanie się argumentami typu "doświadczenie jest/ nie jest ważne", "trzeba/ nie trzeba poczuć żeby wiedzieć jakie jest to ważne" itp.

Pozwól, że sam będę decydował które argumenty są na moim poziomie, a które nie.

Dzięki i myślę, że można już ten wątek tutaj urwać. Przyjemnie się dyskutowało.

Avatar
Konto usunięte
AxelOxenstierna pisze:
Z darcusem sztuczek nawet nie chcę próbować. Jakoś tak mi wyszło. Zresztą to było dość aroganckie.


Domyślam się, że nie chcesz ^^ Ale automatyczna reakcja zaszła tak czy tak i tak czy tak był trickiem niezamierzonym (w mojej ocenie).
"Zresztą to było dość aroganckie." - bez związku.

AxelOxenstierna pisze:
I odnośnie miłości - co Wy (wszyscy) na to, żeby wrócić do tematu za 10 lat? Uważam, że obecnie żaden z nas nie ma wiedzy na ten temat i może co najwyżej teoretyzować[...]


Nie "Najwyżej", AŻ! teoretyzować ^^

Avatar
Konto usunięte
darcus pisze:
Wywaliłbym "raczej". Trzeba być naprawdę słabym umysłem, by takie tanie sztuczki zadziałały.


Stary nawyk : ) kochałem przez długi czas: "chyba", "raczej" itp.

Ale szczerze mówiąc, to muszę się nie zgodzić - wystarczy na odpowiednim poziomie: przejmować się zdaniem innych osób ("on nazwał mnie aroganckim!") lub autorytetów ("AxelOxenstierna nazwał mnie aroganckim!") bądz po prostu być osobą kierującą się uczuciami ("Ja? Arogancki!? No chyba nie! Też coś...") w ostatnim wypadku najwięcej zmienia wyprowadzenie z równowagi.

Avatar darcus
Umysły, które wymieniłeś, są słabe.

Avatar
Konto usunięte
Shirakinawa - "tylko" teoretyzować. Gdybanie bez oparcia w rzeczywistym doświadczeniu jest niczym. (inna już sprawa, że ja uważam, że tego doświadczenia nie mamy a darcus uważa, że nauka [która na doświadczeniach i potwierdzonych faktach się opiera] może mu je zastąpić)
Darek - dobrze Cię zrozumiałem, nie? (oczywiście uprościłem, ale czy nie zgubiłem sensu Twojej wypowiedzi?)

A ta wstawka o arogancji ma związek. Jeśli uważam, że coś było aroganckie to istnieje większa szansa, że nazwę to aroganckim, niż gdybym uważał, że dana rzecz arogancka nie jest. Gdyż albowiem na rzeczy niearoganckie nie mówię, że są aroganckie a na rzeczy aroganckie zdarza mi się tak mówić.

Avatar
Konto usunięte
darcus pisze:
Umysły, które wymieniłeś, są słabe.

Hmm... po przemyśleniu chyba muszę przyznać Ci rację.
Tzn. zależy jeszcze, od kiedy umysł jest słaby, a kiedy jeszcze jest po prostu zwykły.

Avatar
Konto usunięte
AxelOxenstierna pisze:
Shirakinawa - "tylko" teoretyzować.
Gdybanie bez oparcia w rzeczywistym doświadczeniu jest niczym. (inna już sprawa, że ja uważam, że tego doświadczenia nie mamy a darcus uważa, że nauka [która na doświadczeniach i potwierdzonych faktach się opiera] może mu je zastąpić)

"jest niczym" - w praktycznym sensie jest to rzecz o wartości praktycznej zero, to jest - nic, czyli masz rację poprzez pryzmat praktyki.
W znaczeniu teoretycznym rozum może, mimo braku informacji prawdziwych doprowadzić za równo do zupełnie głupich stwierdzeń (jak np. [znam to od Ciebie, przecież ^^] paradoks Zenona z Elei o strzale etc.), ale również wykombinować coś bardzo mądrego (ogólnie mówiąc). Nie sprowadzajmy teorii do niczego, ponieważ nie ma ona odwzorowania w praktyce i były momenty takie jak "Strzała", ponieważ to zawęża nam oczy do samych wad takiego postępowania : )

AxelOxenstierna pisze:
A ta wstawka o arogancji ma związek. Jeśli uważam, że coś było aroganckie to istnieje większa szansa, że nazwę to aroganckim, niż gdybym uważał, że dana rzecz arogancka nie jest. Gdyż albowiem na rzeczy niearoganckie nie mówię, że są aroganckie a na rzeczy aroganckie zdarza mi się tak mówić.


No oczywiście. Nie przeczę temu, ale PRZYZWOLENIU. Ponieważ wedle moich poglądów (a więc rzeczy, która nie ma na Ciebie wpływu poza rozmową ze mną - chyba że sam zechcesz przyjąć je jako własne) niezależnie od istniejącej winy lub też nie dodawanie nazywania kogoś aroganckim w sposób powyższy, uważam za trick manipulacyjny. Jest to nikomu niepotrzebne.
Nazywanie rzeczy po imieniu z drugiej strony, moim zdaniem, kończy się, gdy dochodzi do tego możliwość odebrania przez daną osobę takiego stwierdzenia pejoratywnie.

Miłego dnia ^^

Avatar
Konto usunięte
Owszem, dlatego staram się tego unikać.

Ale dodajmy do tego, że darcus sam siebie też czasami nazywa aroganckim. Nie mówię, że nie mogło go dotknąć to, co powiedziałem (nie mówię też, że spodziewałem się, że się ze mną zgodzi), ale na pewno ktoś inny na jego miejscu zareagowałby mocniej.

Zresztą - trudno wyrażać własne poglądy bez wplatania emocji.
A co do teorii - ja patrzę dość praktycznie. Teoria to wspaniała sprawa (parz eseje Hayeka, Kanta czy Ojców Założycieli Ameryki) ale ostatecznie jeśli nie ma pokrycia w praktyce (albo w autorytecie osoby teoretyzującej - np. "przemyślenia" koneserów soków sfermentowanych) jest niewiele warta. Powiem nawet, że bywa szkodliwa jeśli niemające pokrycia z rzeczywistością teorie próbuje się wprowadzić (patrz komunizm, czy doktryna szoku Friedmana).

Teoria w naszym wydaniu nie ma absolutnie pokrycia z doświadczeniem, czy (choć nie każdy się zgodzi) nauką. Więc jest bezwartościowa (chyba, że ktoś twierdzi, że ma pokrycie z nauką) a nawet szkodliwa bo doprowadza nas do błędnych wniosków i wykrzywia nasz światopogląd.


Czyli streszczając - nie mam nic do teorii, ale mam coś do teorii w słabym wydaniu. To tutaj uznałem za teorię w słabym wydaniu

Avatar darcus
AxelOxenstierna pisze:
Shirakinawa - "tylko" teoretyzować. Gdybanie bez oparcia w rzeczywistym doświadczeniu jest niczym. (inna już sprawa, że ja uważam, że tego doświadczenia nie mamy a darcus uważa, że nauka [która na doświadczeniach i potwierdzonych faktach się opiera] może mu je zastąpić)
Darek - dobrze Cię zrozumiałem, nie? (oczywiście uprościłem, ale czy nie zgubiłem sensu Twojej wypowiedzi?)

Trochę zgubiłeś. Opieram się w tej sprawie nie tylko na nauce, ale i na doświadczeniu. Z tym, że jest to doświadczenie zdobyte przez inne osoby (co mu nie umniejsza).

Avatar darcus
AxelOxenstierna pisze:
To tutaj uznałem za teorię w słabym wydaniu

Dobra. Nie chcę pojechać po tobie za coś, czego nie powiedziałeś, więc upewnię się i zapytam - O które konkretnie "to tutaj" ci chodzi?

Avatar
Konto usunięte
AxelOxenstierna pisze:
Owszem, dlatego staram się tego unikać.

Ale dodajmy do tego, że darcus sam siebie też czasami nazywa aroganckim. Nie mówię, że nie mogło go dotknąć to, co powiedziałem (nie mówię też, że spodziewałem się, że się ze mną zgodzi), ale na pewno ktoś inny na jego miejscu zareagowałby mocniej.

Zresztą - trudno wyrażać własne poglądy bez wplatania emocji.
A co do teorii - ja patrzę dość praktycznie. Teoria to wspaniała sprawa (parz eseje Hayeka, Kanta czy Ojców Założycieli Ameryki) ale ostatecznie jeśli nie ma pokrycia w praktyce (albo w autorytecie osoby teoretyzującej - np. "przemyślenia" koneserów soków sfermentowanych) jest niewiele warta. Powiem nawet, że bywa szkodliwa jeśli niemające pokrycia z rzeczywistością teorie próbuje się wprowadzić (patrz komunizm, czy doktryna szoku Friedmana).

Teoria w naszym wydaniu nie ma absolutnie pokrycia z doświadczeniem, czy (choć nie każdy się zgodzi) nauką. Więc jest bezwartościowa (chyba, że ktoś twierdzi, że ma pokrycie z nauką) a nawet szkodliwa bo doprowadza nas do błędnych wniosków i wykrzywia nasz światopogląd.


Czyli streszczając - nie mam nic do teorii, ale mam coś do teorii w słabym wydaniu. To tutaj uznałem za teorię w słabym wydaniu


Zmienię miejsce, w którym odpowiem na to, ok? Tutaj - publicznie - nie ma co.

Odpowiedź

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar ZawiszaMikolow
Właściciel: ZawiszaMikolow
Grupa posiada 13220 postów, 321 tematów i 42 członków

Opcje grupy Forum dyskus...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Forum dyskusyjne - czyli miejsce rozmów luźnych i