Moderator
Ten, któremu Vaastrad złamał nos rzucił się omal nie rozrąbując ramienia wiedźminowi. Yartell w tym czasie blokował kolejne ciosy zbója, nie czując potrzeby wyprowadzania ciosu, od razu było widać, że zbój nigdy wcześniej nie walczył inaczej niż z konia, ale żaden z nich nie wyglądał na żołnierza, po chwili, jeden z nich krzyknął trzymając córkę karczmarza za jej rude włosy. - puście nas, a nic jej się nie stanie--powiedział drżącym głosem
Herszt na to odpowiedział- Idioto, nie idziemy nigdzie! Wy dwaj rzućcie broń, za chwilę będzie tu reszta hanzy, jesteście zdani na moją łaskę.
Właściciel
-Ku*wa...
Vaastrad spojrzał na zbója, gdy nagle tego który trzymał dziewczynę ktoś walnął w łeb, skrecając go. Ponad ciałem zbója stał triumfalnie podstarzały mężczyzna z trzema czarnymi ptakami na zbroii. Za nim stały dwie Zerrikanki z bronią w gotowości
-Obawiam się, że to wy macie problem - chrząknąl staruszek uśmiechając się spod wąsów
Moderator
Widząc to Herszt powoli starał się wycofać, ale drogę zagrodziła mu jedna z zerrikanek przykładając mu ostrze do brzucha, dziewczyna podbiegła i schowała się za Vaastraadem.
Dziękuję za pomoc- powiedział po chwili Yartell-
Jestem Yartell, a to mój dawny uczeń Vaastrad, a Pan to?
Właściciel
-Borch Trzy Kawki - podał wiedzminowi rękę- A to moje kompanki Tea i Vea. Miałem wobec cechu wiedzminskiego pewien dług - spojrzał z odrazą na zbója - Po za tym brzydza mnie tacy ludzie
Moderator
-W każdym razie jestem wdźięczny za pomoc
Wiedźmin usiadł przy stole obok kupca
-Twój nóż dzieciaku- podniósł sztylet i skierował go w kierunku Vaastrada
//na dzisiaj chyba skończę
Właściciel
//dobrze
Vaastrad wziął nóż i poszedł w kierunku dziewczyny i pomógł wstać. Podał jej sakiewkę z siedemdziesiecioma Novigradzkimi Koronami.
Właściciel
Po zastanowieniu wręczył córce karczmarza nóż nabyty na targu i posyłając najszczerszy uśmiech jaki potrafił, wyszeptał
-Na przyszłość
Moderator
No to był ciekawy dzień, jesteś pewien, że chcesz by miała nóż twojego ojca? - Wiedźmin wziął dał znać, że chce piwa, gdy je dostał wziął łyk, przyjrzał się ostrzu- dobry miecz, był wart swojej ceny. O co poszło?
Właściciel
-Zapytaj się jego - wzruszył ramionami- Nóż jak nóż. Przyda jej się bardziej niż mnie.
Moderator
Wiedźmin kończył przygotowanie konia drogi i pogłaskał go po grzywie
-Jeszcze trochę i przejdziesz na emeryturę, ale nie mam dla ciebie zastępstwa....
Yartell rozejrzał się po stajni i dał koniowi siana na chwilę przed odjazdem, usiadł i zapalił fajkę
//nie miałem czasu
Właściciel
Następnego dnia rano karawana szykowała się już do odjazdu. Kapłani Wiecznego Ognia z Chapple na czele poblogoslawili kupców. Vaastrad otrzymał konia i mapę, natomiast Yartell sygnet z symbolem rodziny kupieckiej. Miał on pomóc w rozpoznawaniu ich jako kupieckiej eskorty. Karawana ruszyła w drogę, od strony pontaru wiał chłodny wiatr. Wiedźmini jechali na początku zgromadzenia
Moderator
Mimo iż nie zanosiło się na deszcz Yartell czuł ból w miednicy co go mogło zwiastować
-Miałeś ostatnio jakieś ciekawe zlecenie?
Za plecami wciąż było jeszcze widać port w Novigradzie, a daleko w przód był pusty szlak
Właściciel
-Wąpierz w dolinie Cudowianki i Mantykora w Aedrin. Większość nagrody wydałem na nową zbroję i bezpieczny rejs przez Pontar - Vaastrad spojrzał na Yartella i jego zbroję w stanie absolutnie koszmarnym - Wyvern?
Moderator
- Blisko, bazyliszek, nie chcieli mnie wpuścić do niego dopóki nie założyłem opaski na oko, a potem nie było jej kiedy zdjąć
Wiatr powoli się zmagał, a chwilę później zaczęły spadać pierwsze kropelki deszczu, Yartell założył kaptur i wyjął manierkę wziął łyka gorzałki i gestem zaproponował Vaastradowi.
Właściciel
Młodszy wiedźmin pociągnął łyk
-Nieźle, zgaduję że z Dorian - spojrzał w niebo- Żadnych latawców, dzięki bogom
Moderator
Jechali tak dalej do czasu kiedy konie z wozów nie zaczęły się niepokoić, ale konie wiedźminów tylko lekko kręciły łbami były przyzwyczajone. Yartell nasłuchiwał, ale nic nie słyszał
-zatrzymać się
Zsiadł z konia i wyjął srebrny miecz z pochwy na plecach
Właściciel
Vaastrad też zszedł z konia, ale pozostał z tyłu przy wozach. Przyglądał się krzakom przy trakcie
Moderator
Przez chwilę było widać przesuwającą się mgłę nagle na wiedźmina wyskoczył mglak.
//na razie nie mam czasu
Moderator
Yartella otoczyło kilka z nich, ciął i zabił jednego, tymczasem Vaastrada atakowało kilka z nich
Właściciel
Użył Aard żeby odepchnąć większość potworów. Sam ciachnąl dwa najbliższe i podpalił te odepchnięte Igni
Moderator
Yartell zrobił młyńca mieczem i ciął na odlew przy czym padły dwa, niespodziewanie z wozu poleciał nóż, który zabił kolejnego ostatnie dwa uciekły, niziołek podszedł i wyciągnął nóż
-No faktycznie opłaca się wynająć takich ludzi
Yartell wytarł miecz i wsiadł z powrotem na konia, deszcz zaczął lać mocniej i wiatr się nasilił.
Właściciel
Vaastrad również wsiadł na konia, popatrzył na trupy mglaków i mruknął
-Dwie godziny drogi od największego miasta kontynentu...zaraza
Moderator
Dowódcą karawany podjechał na koniu do wiedźminów
- Ten nóż co Pan miał w karczmie i dał tej dziewce to był Pana własnością? - Zapytał
Yartell Popędził konia
-Jadę na mały zwiad
Po chwili odjechał całkiem daleko, a Vaastrad został sam z kupcami
Właściciel
-Aleź oczywiście. Zakupiłem go wtedy na targu
Moderator
- nóż gildii kupieckiej i to jakiegoś wysokiego członka tak po prostu na targu, niebywałe
Po chwili było Yartell wrócił i jechał dalej obok wozu z niziołkiem rozmawiając o czymś czego Vaastrad nie był w stanie usłyszeć
- Hmm, myślałem nad oddaniem jednego dziecka do cechu wiedźmińskiego, bo fach kupiecki go nie interesuje, ale zdaje się mieć zainteresowanie potworami. Jak tam u was jest w szkołach szkolicie jeszcze czy pogromy szkół wiedźmińskich to uniemożliwiły?
Moderator
Kupiec widząc, że nic nie wskura próbując zacząć rozmowę siedział cicho
-...... Daleko....... południe.....
-Ciekawe, z chęcią bym zobaczył to na własne oczy - powiedział Yartell
Do wieczora nie działo się nic
Właściciel
Vaastrad usiadł spokojnie przy ognisku czyszczac miecz i bawiąc się gryfim medalionem. Wspominał swoje Stare zlecenia. Wąpierza który prawie go zabił, Wywerny z Temeri, Ghule pod Mariborem, Wisielca i oczywiście Mantykorę. Po co te wszystkie potwory było zabijać? Zaraz namnoża się nowe, ich populacje nie malaly, a wiedźminów ubywalo. Co następne dla tego kontynentu? A gdy przyjdzie do ekspansji na tereny Zerrikani i nowe lądy? Siedział tak myśląc
Moderator
Yartell podszedł z swoją fajką i usiadł obok Vaastrada
- O czym myślisz dzieciaku?
Puścił kółko dymu i obserwował jak odlatuje
Właściciel
-Kto przyjdzie po nas? - Vaastrad odprowadził wzrokiem kólko- Potworów jest coraz więcej. Ludzkich i nieludzich, a nas coraz mniej
Moderator
-Po nas znajdzie się ktoś, kto będzie chciał je zabijać tyle, że oni nie będą mutantami i ludzie będą ich akceptować, na terenie Nilfagardu był nawet najemnik zdolny do zabijania nas, nazywał się Bonhart, a po za tym wiele osób poluje na smoki. Ludzie sobie dopiero wtedy przypomną o nas i będą nas wspominać, na razie mamy umrzeć.
Wiedźmin wypuścił kolejne kółko
-chcesz trochę?
Właściciel
Odmówił gestem dłoni i zaczął oglądać medalion.
-Ilu Gryfów jeszcze żyje? Coën zginął pod Brenną. Ktoś zabrał zbroję Kruka z naszej warowni...
Moderator
- Nie wiem, w swoim długim życiu pamiętam wiele zimowań w Kaer Seren i odkąd ci cholernie magowie spuścili lawinę na zamek to z roku na rok widzę coraz mniej swoich dawnych uczniów, czasami ktoś spełni prośbę wiedźmina i chociaż poinformuje o jego śmierci, ale jak dalej pójdzie to zamieni się w ruinę, a księgi zjedzą myszy.
Wiedźmin patrzał w ognisko, zaciągnął się z fajki i wypuścił ostatnie kółko
Właściciel
Vaastrad nic Nie powiedział. Patrzył w płomienie ogniska.
Moderator
Po jakimś czasie dotarli nad Jarugę, w międzyczasie nie było żadnych kłopotów, a Yartell często rozmawiał z niziołkiem.
- Przeprawiam się promem, więc niepanikuj, będziesz pilnował z lądu. Raczej nic nie powinno nam przeszkodzić. Ja zostanę na promie jakby co
Po półgodzinie w kiedy ostatni wóz był przeprawiany, Yartell palił fajkę kiedy woda się wrzburzyła
//trzeba by zmienić czat i założyłbym nowy "szlak" na którym nie byłoby przybliżonej lokacji