No cóż, chyba każdy kto widział co się działo na Discordzie (i w sumie trochę w grupie też) może się domyślać, że temat jest inspirowany sytuacją z Hejterem i Naczelnym.
A więc co do samego tematu: czym jest prawo? Każdy wie, że jest to jakiś spisany zbiór zasad, ale teraz nie to mam na myśli. Raczej chodzi mi o to, czy jest ono na pewno "ostateczne". Czy prawo stoi nad zasadami współżycia społecznego. Czy to ono definiuje to, co jest dozwolone, a co nie, czy raczej jest jedynie zapisaniem jakiś norm które mogły by istnieć bez tego?
A co najważniejsze - jak w takim razie można przyjąć różne interpretacje prawa? Nie zawsze w końcu każdy uzna taką samą. Nie jest czasem pewne, czyja opinia jest w takich sprawach najważniejsza. Są złe decyzje urzędów co do interpretacji, a to właśnie one - a nie nowe prawo - może czasami być szkodliwe przez to, że interpretacja jak najbardziej może działać wstecz...
Prostym założeniem wydaje się, że poprawna interpretacja jest interpretacją prawodawcy. Przepis oznacza to, co miał oznaczać gdy powstawał. Nawet jeśli zapis tego idealnie nie oddaje.
Ale czy można czytać prawodawcy w myślach?
Trochę bardziej nawiązując do sprawy z Naczelnym: czy można kogoś ukarać za coś, czego nie ma w prawie, ale jest społecznie nieakceptowalne? Powinno istnieć prawo pozwalające na ukaranie za luki w prawie?
Mówiąc szczerze, rzucam tutaj pytaniami, na które trudno mi odpowiedzieć. Niby wolę ideę prawa jako nie coś "ponad" wszystkim. Ostateczne zasady, nad którymi może być tylko ważniejsze prawo. Wolę, że prawo to raczej poradnik "co robić (albo raczej nie robić) by przestrzegać zasad społeczeństwa", z określonymi karami za nie słuchanie się go.
Ale taka interpretacja prawa pozostawia sporo miejsca na nadużywanie go. W końcu jedne z podstawowych zasad to Nullum crimen sine lege i Lex retro non agit. Nie można karać kogoś za coś, co w prawie nie było zdefiniowane w momencie popełnienia czynu, a moja interpretacja istoty prawa by to trochę gw**ciła, sprawiając, że wciąż się zmieniające i nie zawsze przewidywalne normy społeczne definiują zasady, więc osoba mająca np. zwyczajnie zaburzenia socjalne może być ukarana za coś, kiedy miała problem ze zrozumieniem że to może być odebrane za "złe"...
Więc w sumie nie jestem pewien, która wersja lepsza i na tym to na razie zostawię.

Zaloguj się



