[DYSKUSJA] Mechanika sequeli

Avatar Dark_Dante
Rozmowa ma się tyczyć głównie RPG, ale ostatnio te typy się tak przeplatają, że ciężko określić, co konkretnie jest "RPG", a co tylko zawiera jego elementy. I zanim znające mnie osoby powiedzą "Łeeeee... Wujek DD znowu zrobi miałą rozmowę o S.T.A.L.K.E.R.'ze i Mass Effect'cie", to przeczytajcie do końca. Może w końcu zrozumiecie mój punkt widzenia.



Weźmy na warsztat ME1. Typowe SF z elementami fantasy w postaci biotyki, takie RPG w szerokim świecie. Wiele planet do zwiedzenia (oznaczenie wszystkich złóż surowców było koszmarem graczy-perfekcjonistów), mnóstwo do przeskanowania, obozy, porty i miasta do zwiedzenia. Potem ME2, które zawęziło eksplorację, dając w dodatku Sieć Cerberusa Młota zamiast wyśmiewanego Mako, jednak były one strasznie liniowe. Zwiedzanie planet nie występowało jako takie, na każdej, gdzie dało się lądować, była jakaś misja, której wielu graczy mogło nie zauważyć. Z RPG zaczęło się powoli zmieniać w shootera. Aż w końcu wręcz legendarna trzecia część. W końcu ostateczne starcie. Wreszcie walka z potężnym wrogiem. I już niemal całkowite przejście z RPG do shootera SF. Co prawda można było skanować planety i zdobywać surowce, ale lądować tylko, jeśli otrzymało się misję fabularną, poboczną lub N7. Jednak postacie nabierały głębi, przekształcały się, odkrywały swoje sekrety, zdawały relacje z poprzednich przygód. To było ostateczne pożegnanie i ostateczne poświęcenie dla dobra ich wszystkich. Chociaż EA wycięło wiele elementów, które POWINNY być zawarte w podstawowej wersji, to i tak trylogia świetna.

Kolejnym przykładem będzie, owszem, S.T.A.L.K.E.R., także przeżył przemianę. Z niemal wolnej piaskownicy, gdzie speedrun mógł zająć do pięciu minut, do wciągającej i zawiłej historii. Cień Czarnobyla zaczyna się wręcz prostacko, główny bohater traci pamięć. Ale jakie to jest pole do popisu! Okazuje się, że każdy zna bohatera, ale nie przypomina mu, kim jest tylko wykorzystuje go, by za pośrednictwem jego umiejętności, zdobyć to, czego właśnie potrzebuje. I dopiero na samym końcu, po prowadzeniu gry w odpowiedni sposób, dowiadujemy się, kim tak naprawdę jesteśmy, wszystkie poszlaki zbierane od początku łączymy w całość. I tajemnica Zony nie jest rozwiązana, o nie. Nabiera tylko kolejnej głębi.
Czyste Niebo dzieje się przed pierwszą częścią. Wydaje się być skokiem na kasę i użyciem niewykorzystanych elementów, ale ostatecznie dobrze wychodzi serii. Dowiadujemy się o dość tajemniczej i niebezpiecznej pierwszej wyprawie Striełoka, dowiadujemy się, jak to się stało, że skończył akurat w taki sposób w pierwszej części. Dodano kilka nowych mechanik, jak ulepszanie i naprawianie ekwipunku.
I w końcu Zew Prypeci. Usunięto wojnę frakcji, co mogło być szalenie ciekawym elementem doprowadzonym do perfekcji (za to w Czystym Niebie to doprowadzono w TFW od Smoq2), zmniejszono ilość map, zrobiono nowe ale świetnie to ujęto. Nie ma praktycznie wcale powtarzalnych zadań pobocznych, jeśli odkryło się schowek przed informacją o nim, to można było zabrać z niego wyposażenie (w końcu!), przewodnicy zaprowadzali cię niemalże do każdego zakątku mapy (w reszcie w stosunku do CC i kiepskiego rozwiązania CN), jeśli się umiejętnie wykorzystało przewodników, to nawet mogli pomóc w walce. Reputacja wreszcie miała jakieś znaczenie. Nic nie było zrobionego przypadkiem, jeśli znało się już przebieg fabuły, to raptem jednym długim rajdem można było załatwić całą mapę dookoła wraz z zadaniami pobocznymi. Niemalże żyjący świat, NPC polowali, zwiedzali, szukali artefaktów i patrolowali. I wiele tajemnic Zony było wyjaśnionych. Lecz tylko najwięksi fani mogli dostrzec te najgłębiej ukryte smaczki, te strzępki informacji, które skłaniały ku kolejnym spekulacjom... Gdyby nie zaginięcie praw autorskich przez upadające GSC, to S.T.A.L.K.E.R. 2 mógłby być arcydziełem, na jakie czekali najwięksi fani.


Widać prawidłowość, przejście z piaskownicy do fabularnej prawie liniowości. Jest to spowodowane głównie tym, że wolę takie liniowe przygody ME3, niż piaskownicę Warbanda. Owszem, lubię M&B, ale po zajęciu piątego zamku vanilli, nie bardzo jest co robić. Trudno zająć poważniejsze stanowisko w państwie botów, ciężko stworzyć własne państwo, zajmowanie miast jest rzadkie, jeśli samemu się nie zainicjowało ataku i go nie poprowadziło, pierwsze cztery dni niemal zawsze były takie same... Mody oczywiście to poprawiały, ale jednak niesmak i nuda pozostają. Niektórzy uwielbiają słabo zarysowaną fabułę w piaskownicy, bo mogą zwiedzać najdalsze zakątki mapy. Otóż ja nie. Owszem, piaskownica jest fajna, ale odpowiednio zagęszczona. Dobrym przykładem jest Fallout: New Vegas Obsidianu i złym powtarzalność wielu zadań i schematów Fallout 4 Gearbox'u...

Odpowiedź

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku