Właściciel
//To teraz zrób to w Inkarnate.//
Właściciel
//No to teraz druga sprawa, możesz sobie usunąć kucharzy, bo pożywienie jest tak jakby automatycznie tworzone, wsadź tę dwójkę gdzie indziej.
Właściciel
//Na pewno nie chcesz mieć więcej budynków specjalnych? Masz jeszcze prawo do dwóch.//
Właściciel
//Proszę bardzo.//
Nastał kolejny dzień, a ty obudziłeś się w swoim łożu, samotnie jak za każdym razem.
Wstał i ubrał się, założył na siebie także cały swój ekwipunek i wyszedł z pokoju na dwór.
Właściciel
//Ach, zapomniałem jeszcze. Nie masz tak do końca pełnego ekwipunku, w imieniu równości i gommunizmu, trzeba ci zabrać większość żelaza z pancerza, bo u was jest to rarytas.//
Ach, zimne i czyste powietrze, lekki wiatr targający ci brodę z włosami i poddani, którzy rozchodzili się z domów do swojej pracy.
Ruszył na plac treningowy swoich Wojów. Jego krok był powolny, cieszył się pogodą.
Właściciel
Obecnie sparingi prowadziło sobie sześciu walcząc między sobą z użyciem drewnianej broni treningowej i tarcz.
Stanął blisko pierwszej pary ćwiczących.
- Jeden do mnie. I niech weźmie prawdziwą broń.
Wyciągnął topór.
Właściciel
-Szefie, nie lepiej przelewanie krwi na wrogów zostawić czy też na zwierzynę?
- Daj mi drewniany miecz i tarczę, ty weź taki sam ekwipunek.
Zapiął topór na plecach.
Właściciel
No i to już im pasowało, w sumie jeden z nich podał ci to czego sam używał, bo właśnie walczyli na to samo. No to teraz pozostaje potrenować walkę z jednym z waszych chłopców.
- Do mnie jeden.
Tarcze trzymał przed sobą a ostrze miecza na niej. Jego mięśnie napięły się.
Właściciel
W sumie tylko jeden był uzbrojony, więc tylko podszedł bliżej i kilka razy uderzył drewnianym mieczem o tarczę i w rytm jeszcze kilka razy wydał dźwięki podobne do wycia. Pora pokazać mu dlaczego to ty jesteś dowódcą.
Uderzył go tarczą po czym jeśli ten nadal stał kopnął go w klatkę piersiową, zaczął zacięcie atakować mieczem w odsłonięte części ciała cały czas wirując tarczą i uderzając jeśli nadarzy się dobra okazja.
Właściciel
Udało ci się go powalić zaraz po uderzeniu tarczą, ale wtedy, gdy próbowałeś go zaatakować mieczem to ten zdołał się przeturlać na bok i szybko wstać. Okazji do ataku nie było, bo teraz samemu zasłonił się dość sprawnie tarczą.
//Ogranicz te wirujące cięcia do jednego ataku.//
Ryknął niczym niedźwiedź, bardzo zły niedźwiedź po czym zaczął okrążać przeciwnika, gdy ten spróbował zaatakować Khoryntus zaatakował mieczem, jedno proste ale zwodnicze cięcie w bok.
Właściciel
Może ryki weszłyby mu jakoś na morale, ale to też twardy chłop. Przeciwnik zdołał z łatwością sparować twój atak tarczą przez co ty sam naraziłeś się na atak od niego co rzecz jasna wykorzystał wykonując pchnięcie w twoje ramię.
Odsunął się po czym uderzył go tarczą, jeśli przeciwnik upadł wtedy Khoryntus od razu atakował lecz jeśli nie to Khoryntus poszedł za ciosem i zaczął atakować go coraz silniejszymi ciosami.
Właściciel
Niestety żaden z manewrów kompletnie nie wypalił, bo skończyło się na tym, że przeciwnik pchnął cię drewnianym mieczem w ramię, a następnie spróbował samemu pchnąć cię tarczą.
Odskoczył.
- A teraz pokażę Ci coś... to jest drewno, a nie prawdziwa broń...
Ruszył na niego spokojnie po czym kopnął w tarczę jeśli ten się zasłonił. Jego ciało i pancerz spokojnie chronią przed bólem. Jeśli ten uderzył w niego mieczem Khoryntus złapał miecz i pociągnął go do siebie po czym zaczął okładać go po ciele własnym mieczem.
Właściciel
//Walczyliście bez zbroi, w końcu to broń drewniana, nie będzie się tutaj walczyło w pełnym pancerzu.//
Odskok przed uderzeniem tarczą wypalił. Na twoje nieszczęście, gdy chciałeś przeciwnika kopnąć w tarczę to złapał cię silny skurcz w nodze, który sprawił, że noga zaczęła cię boleć i uderzenie kompletnie nie wypaliło. Twój oponent, gdy tak zaczęło cię boleć zwyczajnie się kawałek odsunął i powiedział.
-Szefowi to nic nie jest?- Zapytał patrząc się na ciebie.
W jego oczach zapłonęła furia.
- Odsuń się... wszyscy... odsunąć się...
Gdy skurcz przeszedł złapał za topór i wstał.
- Walczcie dalej sami.
Założył na siebie pancerz.
- A ty, dobrze walczysz. Zgłoś się później do mojego doradcy i powiedź mu, żeby zapisał Cię jako generała. A teraz... TRENOWAĆ!
Zebrał resztę ekwipunku i ruszył do wyjścia z osady.
Właściciel
Twoi ludzie dalej swobodnie wrócili do treningu, a ty już nie czując bólu w nodze mogłeś bezpiecznie udać się poza obręb wioski.
Usiadł w odosobnionym miejscu na modłę samurajską.
- Meridasie, panie wojny, wysłuchaj mych modłów. Wciel we mnie nowe siły abym dalej mógł prowadzić swój lud przez wojny totalne, Euarisie, panie mądrości, wciel we mnie nowe siły abym dalej mógł prowadzić swój lud ku lepszemu dniu...
Zaczął nucić pieśń modlitewną, jego głos był ochrypły, zimny, można było jednak usłyszeć ból i smutek.
Zaczął powoli się poruszać, przód, tył, prawo, lewo. Spokojnie, niczym zakonnik.
Właściciel
Nie licz na kontakt od bogów, to na pewno. A czy rzeczywiście przyniesie to jakiś efekt... Ciężko powiedzieć.
Po godzinie modłów wstał kończąc modlitwę klaśnięciem w dłonie. Ruszył do osady powoli.
Właściciel
Cóż, powróciłeś, a tam dalej to samo, całkiem spokojnie. Wojacy już w sumie nie trenowali.
Ruszył do sali tronowej powolnym krokiem.
- Nic ciekawego ostatnio...
Właściciel
No i ruszyłeś tam nikogo nie zastając, więc mówiłeś to jedynie do powietrza.
Usiadł na tronie i oparł brodę o rękę po czym zamknął oczy. Pogrążył się w myślach.
//Daj jakąś akcję. xd//
Właściciel
//Po akcję należy samemu iść, a nie czekać, aż sama przyjdzie.//
Siedziałeś tak w sumie i jedynie rozmyślałeś nad rzeczami zastanawiającymi tylko ciebie, nie działo się poza tym dosłownie nic...
Wstał po czym ruszył do swojego doradcy szybkim krokiem.
Właściciel
Twój doradca siedział w swoim domu i zapisywał sobie jedynie jakieś notatki.
- Przygotuj mi czterech ludzi na wyprawę. Zapewnij prowiant i inne potrzebne rzeczy na pięciu ludzi. Do czasu mojego powrotu ty chronisz osadę.
Wszedł szybkim krokiem i poklepał doradcę po plecach lekko.
- I zawołaj moje siostry bracie.
Właściciel
-No chyba się nie roztroję... Tego wszystkiego na raz nie zrobię.
- To najpierw moje siostry przyprowadź do sali tronowej, później zrób resztę.
Wyszedł i ruszył szybko do sali tronowej.
Właściciel
Pozostało ci w niej jedynie czekać, po kilku minutach obie weszły do środka.
- Wyruszam niedługo na wyprawę.
Siedział na tronie.
Właściciel
-No rozumiemy, ale na jak długo i dokąd?- Spytała jedna z nich.
- Pewnie na dłuższy okres, a dokąd... na zachód. Tyle powinno starczyć.
Właściciel
-Zdajesz sobie sprawę, że możesz stamtąd nie wrócić?