Moją ulubioną postacią wszech czasów jest Joker z DC. Jest wiele wersji Jokera w komiksach, filmach i grach, a że nie jestem w stanie wybrać ulubionej potraktuję postać bardziej jako koncept, omawiając jej kolejne inkarnacje.
Postać Jokera została stworzona przez oryginalnego twórcę Batmana Boba Kane'a w spółce z Jerrym Robinsonem i Billem Fingerem i zadebiutowała wiosną 1940 roku w pierwszym numerze oficjalnej serii komiksów o Batmanie. I o ile większość komiksowych postaci przeszła przez znaczącą metamorfozę w przeciągu dekad, Joker startował będąc niemal dokładnie taki, jaki jest teraz. Pierwsze co robi to ogłasza całemu miastu swoje plany, a i tak udaje mu się zabić pozornie przygotowanego gangstera, sędziego i niemalże samego Batmana. A gdy zostaje w końcu złapany, dosłownie dwa dni później wymyka się, zabija jeszcze więcej ludzi, ponownie pokonuje Batmana i udaje mu się przeżyć przypadkowe dźgnięcie nożem. To podsumowuje całkiem dobrze ówczesną relację tych dwóch postaci, która to wypada całkiem nieźle, zważywszy, że głównym wrogiem Supermana był wtedy goryl z prętem w mózgu.
Nie ma sensu streszczać historii wszystkich komiksów Batmana na przestrzeni następnych 80 lat, bo większość podąża tym samym schematem ucieczki, walki i porażki złoczyńcy. Jednakże parę momentów zasługuje na wyróżnienie. Pierwszym z nich jest śmierć Jasona Todd'a z ręki właśnie Jokera. Drugi Robin zostaje perfidnie zwabiony w pułapkę, brutalnie pobity łomem a następnie zabity w eksplozji, zostawiając Batmanowi jedynie zakrwawione (Ale jakimś cudem wciąż całe:) ciało podopiecznego. Jest to być może najbardziej słynna i najbardziej znacząca śmierć bohatera w historii komiksów.
Drugim istotnym komiksem z głównego kanonu DC jest Killing Joke, czyli "Zabójczy Żart", uważany za jedno z najwybitniejszych dzieł, jaki to wydawnictwo kiedykolwiek opublikowało. Przeszedł on do historii z powodu obecności kolejnej nieodwracalnej zbrodni Jokera - sparaliżowania Barbary Gordon - ale to nie jest aż tak istotne. Najważniejszą częścią tej historii jest wtrącona opowieść o początkach upiornego klauna, która pokazuje ubogiego komika tracącego ukochaną osobę i przemieniającego się w dziwadło, co z kolei powoduje u niego szaleństwo i doprowadza do powstania Jokera jako takiego. Jej morał współgra z morałem całego komiksu - każdy może popaść w objęcia szaleństwa, jeśli tylko przytrafi mu się jeden zły dzień. A tak przynajmniej myśli Joker i próbuje to udowodnić torturując komisarza Gordona, aby zniżyć go do swojego poziomu. W praktyce jednak ten plan zawodzi, co pozostawia czytelnika z pytaniem - ile potrzeba, aby z normalnego człowieka zrobić psychopatę?
Poza kanonem istnieją także światy alternatywne, w których główny wróg Batmana prezentuje się nieco inaczej. Spośród nich można wyróżnić między innymi wersję, w której Bruce Wayne zostaje zabity jako dziecko, co powoduje, iż jego ojciec zostaje Batmanem a jego matka przejmuje rolę Jokera. Świetny jest też komiks zatytułowany po prostu "Joker", w którym tytułowy złoczyńca obdziera właściciela pubu żywcem ze skóry i zostawia go na prześmiewczą śmierć. Ale moją ulubioną jest interpretacja Franka Millera w "The Dark Knight Returns". W tym komiksie Joker jest jeszcze bardziej bezwzględny, sprytny i szalony niż w głównej osi czasu, a jego relacja z Batmanem jest pogłębiona do stopnia, w którym zaczyna przypominać związek homoseksualny. W finałowym akcie Joker ginie, według jednej interpretacji zabity przez swojego wroga w pelerynie, według drugiej poprzez popełnienie samobójstwa. Długo by wyjaśniać. Najlepiej obejrzeć animowany film, albo - jeśli ma się okazję - przeczytać oryginał.
Joker doczekał się wielu inkarnacji poza światem komiksów, niektórych z nich jednak - jak tej z serialu z Adamem Westem - nie warto omawiać. Inne natomiast zyskały podziw zarówno fanów postaci, jak i szerokiej publiczności. Jedną z pierwszych była wersja z Batman TAS, pod którą głos podkładał Mark Hamill, odwalając przy tym niesamowitą robotę. Co prawda nie było tak spektakularnie brutalnych momentów jak w komiksach - to koniec końców kreskówka dla dzieci - ale humor i złe intencje postaci pozostały. Jako dodatkowy plus mogę podać fakt, iż serial ten po raz pierwszy wprowadził postać Harley Quinn, która to potem przedostała się do innych mediów, w tym komiksów.
Mark Hamill powrócił do tej roli w grze Batman: Arkham Asylum i także tym razem jego gra aktorska była wręcz fenomenalna. Ta wersja jokera była równie zabawna co w kreskówce, z tym, że tym razem twórcy nie musieli się tam wstrzymywać z brutalnością, co zaskutkowało powstaniem jednego z najlepszych czarnych charakterów w historii gier wideo. Jeśli się czegoś czepiać, to finałowej sekwencji, w której joker delikatnie rzecz ujmując traci na subtelności. Tego problemu nie ma w kontynuacji, w której joker Hamilla pomimo śmiertelnej choroby wciąż manipuluje Batmanem i dostarcza graczom naprawdę wzruszający moment pod koniec, poprzez swoją śmierć. W Arkham Origins rolę Jokera przejmuje Troy Baker, który radzi sobie całkiem nieźle - zwłaszcza podczas wytaczania monologu wprost wyrwanego z wspomnianego już Zabójczego Żartu - ale i tak większość graczy z ulgą powitała powrót Hamilla w Arkham Knight, w którym Joker stanowi poważne zagrożenie dla Gotham NAWET PO SWOJEJ ŚMIERCI. Antagonistyczna relacja bohatera i złoczyńcy jest jedną z rzeczy czyniących te gry tak świetnymi.
Oczywiście są jeszcze filmy aktorskie. Pierwszym z nich był "Batman" z 1989 roku w reżyserii Tima Burtona i z Jackiem Nicholsonem w roli Jokera. Chyba Jokera, bo postać antagonisty w tym filmie nijak się nie ma do komiksowego oryginału, kompletnie ignorując większość cech charakterystycznych postaci, zostawiając jedynie jej komiczne bronie i mordercze intencje. Patrząc obiektywnie występ ten jest naprawdę dobry - postać Jokera jest zabawna, dobrze zagrana, a nawet dosyć straszna. Niestety taki nerd jak ja nie potrafi tego docenić, zrażony brakiem wierności o oryginału.
No i jest Joker z Mrocznego Rycerza. Nawet ci, którym sam film się nie podobał z takiego czy innego powodu MUSIELI podziwiać kreację Heatha Ledgera, który za tą rolę otrzymał pośmiertnego Oskara. Joker w tym filmie nie przypomina zbytni oryginalnego klauna wyglądem, zachowaniem czy nawet motywacją, ale jest to usprawiedliwione, gdyż przewyższa on każdą inną wersję tej postaci. Jest on zabawny i przerażający w tym samym momencie, ale co ważniejsze tak jak Batman reprezentuje sobą coś większego. Ideę. Koncept. Coś utkwionego głęboko w ludzkiej podświadomości. Tym czymś jest anarchia, chaos przeczący wszystkim osiągnięciom ludzkiej cywilizacji i obnażający jej słabości w spektakularny sposób, jakim jest zmienienie Harvy'ego Denta w szalonego mordercę i zmuszenie Batmana do zabicia go. W ciągu zaledwie paru dni postaci tej udaje się wykiwać wszystkich gangsterów w mieście, zrobić z głównych obrońców miasta kłamców i tylko nieustępliwość garstki ludzi powstrzymała go od wyrządzenia nawet większych szkód Gotham, a może w pewnym sensie i całemu światu. Jest to jeden z najgłębszych, najbardziej ikonicznych oraz zwyczajnie najlepszych występów współczesnego kina.
Mógłbym opisać inne interpretacje Jokera, jak kreacja w filmie animowanym Under the Red Hood, czy jego alternatywna wersja jako alter-ego Bruce'a Wayne'a, ale chyba wyraziłem już jasno czemu tak bardzo lubię tę postać. W każdej wersji Joker jest uosobieniem zła - ale nie ponurego, wzniosłego zła jakie reprezentują Sauron czy Darkseid, ani pustego egoizmu, jak u Voldemorta i Lexa Luthora. Joker jest człowiekiem, a raczej czymś, co człowieka przypomina na tyle, aby budzić strach we wszystkich odcieniach. Rzadko dostarcza wzniosłe monologi, ale jego postać jest głębsza niż typowy szekspirowski złoczyńca. Nie ma nadprzyrodzonych mocy, a jednak udało mu się wielokrotnie złamać jednego z największych superbohaterów w historii. Jego żarty są śmieszne, ale jego postać mrozi krew w żyłach. Właśnie dlatego Joker jest jednym z największych czarnych charakterów w historii gier, filmów i - oczywiście - komiksów, w których ze świecą szukać innych tak świetnie napisanych postaci.