-Uuuucieeekać!- krzyknąłem.
*PIK* PIK* PIK*
Zgromadzeni usłyszawszy pikanie i mój krzyk pobiegli w panice do bramy miasta. Nie zwracali uwagi na to, że gubią buty, rzeczy z kieszeni, chcieli po prostu uciec. Ciągle było słychać ostatnie jęki ludzi stratowanych przez dziki tłum. Oddalający się żołnierze spoglądali na przestraszonych biedaków, dla których nie ma już ratunku. Naglę coś się stało. Zwabieni zapachem krwi i krzykiem zbiorowiska, zaczęli się pojawiać pierwsi nieumarli. Nie zwracałem na nich uwagi, bo i tak za 2 minuty 10 sekund będę martwy. Widziałem retrospekcję z całego, mojego, krótkiego życia. Wojsko zauważywszy atak zombie, zawróciło. Pewnie postanowili nie detonować bomby, tylko poczekać, aż nieumarli wybiją niewygodnych świadków Apokalipsy, którą chciano ukryć, a zombie i tak za jakiś czas zgniją i padną. Wystarczy posprzątać ciała. To chyba prostsze niż ukrycie ogromnej dziury, w miejscu, gdzie stało miasteczko tętniące życiem. Ocknąłem się. Usłyszałem ryk silnika, który przeplatał się z dźwiękiem śmigieł helikoptera. To byli rodzice, którzy jechali opancerzonym, wojskowym Jeepem. Uchylili lekko drzwi i krzyknęli, żebyśmy wsiadali.
Wraz z Maksem wskoczyliśmy do pojazdu.
Gaz do dechy.
Krzyki.
Ryki.
Ciała miażdżone pod ciężarem auta.
Wszędzie była krew. Wycieraczki nie nadążały oczyszczać przedniej szyby. Staranowaliśmy bramę główną miasta. Kilka kul wystrzelonych ze śmigłowca uderzyło w dach. Mało brakowało, a byśmy zginęli. Na szczęście wojsko przestało się nami interesować, bo przez bramę przez nas "otworzoną", zaczęły wybiegać niedobitki ludzi wraz z zombie. Cały ich ogień skupił się na nich. Nam udało się odjechać na tyle daleko by nie słyszeć ciągłych strzałów. Drogę zajechało nam auto z przyciemnianymi szybami. Wyszedł z niego Generał, kolega taty Maksa, wraz z czterema żołnierzami/ochroniarzami. Zapytał jak opuściliśmy miasto, skoro wojsko miało nikogo nie wypuszczać, ani nie wpuszczać? Streściliśmy mu całą sytuację. Powiedział, że nie kazał zrzucać, żadnych bomb. Był wyraźnie zdenerwowany. On dowodził wszystkimi przedsięwzięciami w naszym miasteczku. Jak mógł nie wiedzieć o takiej "drobnostce' jaką jest bomba? Zadzwonił do przełożonych. Chwilę rozmawiali, po czym ochroniarze Generała odebrali sygnał przez krótkofalówkę. Przeładowali i wycelowali w nas. Generał odwrócił się i zaczął strzelać w swoich dawnych podwładnych. To on był najbliżej nich, i to on oberwał najwięcej kul. Na szczęście zajął ich na tak długo, że zdążyliśmy wyjąć nasze bronie. Kilka chwil i po wrogach. Jednak za zwycięstwo ponieśliśmy cenę. Prawie 0 amunicji, ja draśnięty kulą w ramię, Maks- przestrzelona noga, reszta- drobne otarcia. No i oczywiście Generał, który przypominał mi ser żółty. Może to z głodu. Zapomniałbym o samochodzie, który nie był zdolny do jazdy. Drogę do najbliższego miasta musieliśmy pokonać pieszo. Wygląda na to, że rząd coś ukrywał nawet przed generałem. Dziwne.
Doszliśmy do najbliższego miasta. Widać wirus też tu dotarł. Opustoszałe ulice, części zwłok leżące na ulicach, oraz postaci wlokące się w oddali. Żołnierze tu stacjonujący najwyraźniej nie zdążyli zesłać bomby, bo nasz wzrok spotkał płonący helikopter, oraz czołg, który był wbity w budynek. Zbliżała się noc. Było coraz ciemniej. Musieliśmy szukać schronienia. Wybór padł na opuszczony hotel. Zaczęliśmy rozpakowywać swoje rzeczy, Dół hotelu był zabarykadowany, więc nie baliśmy się nagłego ataku żywych trupów. To były pierwsze chwile od wybuchu apokalipsy, kiedy mogliśmy się zrelaksować. Czytaliśmy z Maksem książki, nasi rodzice zwiedzali hotel, sprawdzali jakie są drogi ucieczki (na wszelki wypadek) itp. Usłyszeliśmy dziwne pukanie w drzwi, jakby ktoś się od nich kilka razy odbił. Przestraszony chwyciłem rewolwer. Podszedłem do drzwi. Za mną był Maks. Szybko je otworzyłem i wypadliśmy na korytarz. Plecami do nas stał tata Maksa. Odwrócił się z jękiem. Z jego ust i brzucha wypływała krew. Zaczął się zbliżać.
Wszechobecną ciszę przerwać głośny strzał, odbijając się echem po najbliższej okolicy....
Ciąg dalszy nastąpi...
________________________________________________
Przepraszam ,że tak długo, ale nie miałem zbyt dużo czasu na pisanie.

Zaloguj się



