Pasta z binga v2

Avatar MrocznyWilk
To moja pierwsza pasta, proszę o wyrozumiałość.
Pasta zawiera wulgaryzmy.
Był sobotni wieczór. Jak zwykle przeglądałem wszelakie creepypasty i inne tego typu interesujące mnie rzeczy. Trafiłem na smile.jpg. Nie rozumiałem dlaczego tak wiele osób czuje strach oglądając ten plik.Sądziłem, że czują to przez autosugestię. Przecież w opowieści o tym pliku, jego bohaterowie czują niezrozumiały strach, a później mają koszmary.
Przeczytałem, że nie istnieje oryginał, który naprawdę ma wywołać strach, nawet u mnie. Zacząłem szukać go na wszystkich stronach internetowych dotyczących strasznych historii. Nie udało mi się jednak znaleźć żadnej wersji, która wywołałaby u mnie choćby gęsią skórkę. Nagle usłyszałem pukanie do drzwi. Otworzyłem je. To był mój kolega, Rafał.
-Cześć.
-Cześć. Co Cię do mnie sprowadza o tej porze? – zapytałem.
-Kupiłem nową grę, horror - powiedział uśmiechając się.- Ponoć jest jedną z najlepszych nówek z tego typu gier. Przynajmniej tak mówił sprzedawca.
-Co to za gra? –zapytałem zaintrygowany.
-„Mrok”. Wiem, tytuł brzmi dosyć słabo, ale jak to mówią: „Nie oceniaj książki po okładce”. Myślałem, że może zbierzemy jeszcze paru kumpli i razem ją przetestujemy.Przecież rzadko trafia się taka okazja! Cały czas tylko szkoła, trzeba się trochę rozerwać. Akurat mam wolną chatę. Rodzice pojechali na jakieś spotkanie i wrócą dopiero jutro rano.
-No dobra, jak dla mnie spoko. I tak nie mam nic do roboty. Tak się składa, że moi rodzice wyjechali na tydzień w góry, więc nikt mi nie robi problemów co do tego, gdzie i kiedy mogę chodzić. Kogo jeszcze ze sobą zabierzemy?
-Może Arka, Dawida i Michała, naszą stałą paczkę?
-Dobry pomysł.
Zebraliśmy wszystkich, po drodze kupiliśmy chipsy i dotarliśmy do domu Rafała. Odpaliliśmy grę, którą uprzednio zainstalował. Otworzyło się menu, od razu Rafał wcisną „NOWA GRA”.
Poruszało się postacią znajdującą się w długim, ciemnym tunelu. Najbardziej widoczne było światło znajdujące się na drugim końcu tunelu. Rafał odwrócił postać do tyłu. Nagle zauważyliśmy ruch. Nagle naszym oczom ukazał się łeb jednego kuców z MLP.Zaczęliśmy się śmiać. Twórcy gry mieli dobre poczucie humoru, ale nie o to chodziło w horrorach.
Kuc podchodził coraz bliżej. Dawało się zobaczyć dokładniejsze detale. Kuc cały był wybrudzony krwią, jedno jego oko było całkowicie czerwone, na jego całym ciele były rany. Z rany na brzuchu zaczęły wypływać wnętrzności. Stwór mimo wszystko zaczął poruszać się coraz szybciej, niemal biegł w stronę naszej postaci. Rafał odwrócił bohatera gry i zaczął go kierować w kierunku światła. W końcu bezimienny bohater dobiegł do niego. Nagle podłoga pod postacią zawaliła się i wpadła ona do małego pomieszczenia.
Rafał skierował kamerę na jedną ze ścian. Ukazał się nam wielki, wykonany krwią napis: „UCIEKAJCIE”. Zaczęliśmy znów się śmiać. Coś takiego miało kogokolwiek przestraszyć? Gra miała być czymś niesamowitym, a okazała się zwykłym badziewiem. Nagle zaczęliśmy się dziwnie czuć. Po chwil wszyscy zemdleliśmy.
Obudziliśmy się w pomieszczeniu, w którym wcześniej znajdowała się nasza postać.
-Ku*wa, co to ma być?! –krzyknął Michał.
Byłem zdezorientowany, nie rozumiałem co się dzieje.
Rozejrzeliśmy się po pomieszczeniu. Zauważyliśmy drzwi. Usłyszeliśmy kroki. Drzwi otworzyły się. W mroku stanęła jakaś postać. Przyjrzałem się i skamieniałem. Nigdy nie mogłem zapomnieć tego uśmiechu. To był on… Jeff.
-Nie spodobała się wam gra? -zapytał i wybuchnął szaleńczym śmiechem.
Nikt z nas nie był w stanie nic odpowiedzieć. Dosłownie skamienieliśmy.
-W takim razie zagrajmy w moją grę! Musicie przejść przez całą sieć korytarzy i pomieszczeń, jeśli dotrzecie do wyjścia, przeżyjecie. Jeśli ktoś z was zginie w tym świecie, już się nie obudzi… -zaśmiał się ponownie i rozpłyną się w mroku.
-Do jasnej cholery, w co ty nas wplątałeś Rafał!? –krzyknął Dawid.
-A skąd ku*wa mam wiedzieć!? To miała być zwykła gra! Nie mogłem wiedzieć. – powiedział spokojniejszym tonem.
-Musimy to jakoś przetrwać –powiedziałem.
-Coś planujesz?- zapytał Arek, który dotychczas rozglądał się po pomieszczeniu.
-Tak, musimy zrobić wszystko tak jak kazał nam ten szaleniec. Nie możemy się rozdzielać, wspólnie mamy większe szanse.
-Ok, więc ruszajmy – odpowiedzieli zgodnie wszyscy.
Doszliśmy do drzwi. Otworzyłem je. Ukazało się nam następne pomieszczenie. Poczuliśmy ogromny, dławiący fetor zgniłego mięsa. Arkowi udało się wymacać włącznik światła. Zapaliły się dwie żarówki. Świeciły się na tyle mocno, że byliśmy w stanie zauważyć setki ludzkich ciał wiszących na hakach przyczepionych do sufitu. Nigdy nie widziałem czegoś tak obrzydliwego. Niektóre ciała były oskórowane, inne już gniły, a jeszcze inne wyglądały jakby były świeże, spływała z nich krew.
Żołądek Michała był najmniej wytrzymały. Zwymiotował chwilę po zobaczeniu ciał.
Doskonale go rozumiałem, sam ledwo byłem w stanie się powstrzymać od opróżnienia żołądka z jego zawartości. Najbardziej irytujący był smród i ciągłe kapanie krwi, które wywoływało echo.
Usłyszeliśmy szmer. Coś szło w naszym kierunku. Echo kroków rozchodziło się po całym pomieszczeniu. Nie wiedzieliśmy, z której strony nadjedzie to coś. Niezależnie od tego co to było, zaczęliśmy się rozglądać za wyjściem.
-Patrzcie tam – szepnął Dawid wskazując ręką na otwór znajdujący się w suficie.
Otwór był na tyle duży żebyśmy mogli przez niego przejść. Tylko pozostało znaleźć sposób na dostanie się do niego. Wiedzieliśmy co trzeba zrobić, ale żadnemu z nas nie chciało to przejść przez usta. Obok otworu znajdowało się jedno z ciał.
Kroki były coraz głośniejsze. Natychmiast ruszyliśmy w kierunku dziury. To coś poruszało się coraz szybciej. Nasz bieg zmienił się w rozpaczliwą ucieczkę. Stwór był coraz bliżej. Dobiegliśmy do ciała. Było jednym z tych, które ulegały rozkładowi od dłuższego czasu. Dokoła niego latały muchy. Próbowaliśmy się wspiąć jak najszybciej, ale nie było to łatwe, ciało było śliskie, pokryte jakby jakimś śluzem. Niezależnie od tego jak bardzo było obrzydliwe nie było czasu na zastanawianie się nad tym.
Pierwszy wspiął się Arek, pomagał następnym wspinającym się łapiąc ich za ręce i wciągając. Takim sposobem na górze znaleźli się już wszyscy oprócz Michała, który cały czas się ześlizgiwał. Udało mu się wspiąć na tyle wysoko, że byliśmy w stanie go dosięgnąć. Złapaliśmy go za rękę i zaczęliśmy wciągać na górę. W tej samej chwil stwór dotarł do trupa i złapał Michała za nogę.
Spojrzałem na potwora. Był wielkości dwóch dorosłych mężczyzn. Na jego głowie widziałem wielkie, przekrwione oko, z którego biła wściekłość, i paszczę, z której wystawały dziesiątki ostrych zębów i kapała piana. Nie mogłem zauważyć żadnych większych szczegółów, ponieważ stworzenie było całe obrośnięte długą sierścią, która kleiła się w duże kłaki.
Michał zaczął rozpaczliwie krzyczeć. Jego twarz była przepełniona bólem. Wiedział, że niezależnie od wszystkiego nie uda się nam go uratować. Jego ręka wyślizgiwała się nam.
-Powiedzcie Paulinie, że… – zaczął mówić.
Nie zdążył dokończyć swojej wypowiedzi. Nie daliśmy rady go dłużej utrzymać. Spadł prosto w łapy stwora. Próbował się szarpać, ale nie dawało to żadnych skutków. Michał nie próbował już nawet krzyczeć, wiedział, że to nic nie da, wiedział, że za chwilę umrze. Istota zaciągnęła go w mrok. Po chwili usłyszeliśmy krzyk naszego kolegi i odgłosy szarpanego ciała. Sparaliżowani strachem patrzyliśmy w otwór i nie mogliśmy przestać. Właśnie zginął nasz przyjaciel, a my nie mogliśmy nic z tym zrobić.
Chwilę później usłyszeliśmy odgłosy wycia. Ale nie były one podobnie do jakichkolwiek, które dane było mi słyszeć, żadne zwierzę nie byłoby zdolne do wydania takich dźwięków. Odgłosy przedzierały się do samej duszy i niemal raniły ją.
Jako pierwszy się otrząsnąłem. Postać znowu podążała w naszym kierunku. Powiedziałem reszcie, że musimy zrzucić ciało z haka, albo to coś się do nas dostanie. Szybko się nam to udało. Siedzieliśmy jeszcze przez parę minut przy otworze. Dopiero po tym czasie dotarło do innych to, co się właśnie stało.
- O mój Boże… Nadal nie mogę uwierzyć w to co się tu dzieje – jęknął Rafał.
- Do jasnej cholery, gdzie jest teraz twój Bóg!? – zaczął krzyczeć Arek. - Michał właśnie zginął, rozumiesz to!? Ku*wa, rozumiesz to!? On nie żyje! Dlaczego twój Bóg nam nie pomógł!? Czy my musimy tak skończyć!? – po jego policzkach spłynęły łzy.
- Uspokój się – powiedziałem. – Kłótnie teraz nic nie dadzą, jedyniemogą pogorszyć naszą sytuację.
- A co takiego możemy zrobić? –zapytał Dawid.
- Jedynym wyjściem będzie dalsze granie w grę tego psychola. Wiem, że nie możemy się poddać, wtedy będziemy naprawdę skończeni.
Po dłuższej chwili wszyscy się uspokoili. Znajdowaliśmy się w jakimś korytarzu. Był dobrze oświetlony. Ściany były pomalowane żółtą farbą.Miejscami były popękane.
Ruszyliśmy dalej. Po niecałej minucie doszliśmy prawie do końca korytarza. Problem polegał na tym, że nigdzie nie było żadnych drzwi abyśmy mogli przedostać się dalej. Wszyscy pomyśleliśmy w tym momencie o tym samym. Przeraziło nas to. Myśleliśmy, że będziemy musieli wracać z powrotem na dół. Nagle zauważyłem jeden element wystający ze ściany. Poinformowałem o tym innych i podbiegłem do miejsca, w którym to zauważyłem. Okazało się, że była to szafka wmurowana w ścianę. Obok niej znajdował się włącznik światła.
Otworzyliśmy ją. Znajdowało się w niej jedno całkiem spore pudełko. Szybko je otworzyliśmy. W jego środku znajdowało się kilka par dziwnych okularów i zapisana kartka. Zacząłem czytać.
- „Pan więził upadłe anioły na Ziemi, w więzieniach stworzonych z mroku, oddzielając je od świata zewnętrznego. Przez długie przebywanie w mroku stworzenia straciły zdolność widzenia. Ciemność pozwala ujrzeć to, co zasłania światło.” – przeczytałem i spojrzałem na zdezorientowanych kolegów, którzy wydawali się nic z tego nie rozumieć. – Chyba zaczynam coś kojarzyć. W pudełku są noktowizory! Musimy je nałożyć i zgasić światło.
- Czy jesteś pewien, że to dobry pomysł? –spytał Dawid.
- A czy mamy jakieś inne możliwości? Nie wiem jak wy, ale ja nie mam zamiaru wracać do tamtego potwora.
Wszyscy posłusznie zaczęli zakładać noktowizory. Gdy byli gotowi, zgasiłem światło. Stało się coś zaskakującego. Na końcu korytarza pojawiły się drzwi. Podszedłem do nich i otworzyłem je.
Naszym oczom ukazało się średniej wielkości pomieszczenie. Na drugim jego końcu znajdywały się następne drzwi. W razie wypadku wiedzieliśmy już, w którym kierunku uciekać. W pokoju było pełno porozrzucanych wszędzie rupieci. Zaczęliśmy je przeglądać szukając czegoś, co mogłoby się nam przydać później. Znalazłem latarkę. Chwilę później usłyszałem jakiś ruch.
Zaczęliśmy rozglądać się po całym pomieszczeniu. Nie zauważyliśmy niczego niepokojącego. Nagle usłyszeliśmy łupnięcie. Zauważyliśmy bujającą się klapę od sufitu. W złomie pod nią coś było. Zaczęło się podnosić.
- Pod żadnym pozorem się nie ruszajcie i nie wydajcie żadnych dźwięków. – szepnąłem. – Jeśli dobrze mi się wydaje, to ten stwór nie widzi. Nie dowie się gdzie jesteśmy jeśli nas nie usłyszy.
Widzieliśmy potwora w całości. Budową przypominał człowieka, ale był od niego sporo wyższy. Jego kończyny były wydłużone. Miał pomarszczoną skórę. Jedyną rzeczą zasłaniającą obrzydliwe ciało, była szmata wisząca dookoła pasa. Twarz była rozciągnięta, a jego oczy były wielkie i czarne jak węgiel. Na głowie miał rzadkie, tłuste włosy. Na końcach jego palców, nienaturalnie wydłużonych jak reszta ciała, znajdywały się równie długie pazury.
Potwór zaczął miotać się po całym pomieszczeniu niszcząc wszystko na swojej drodze. Nakazałem przyjaciołom żeby powoli ruszyli w kierunku drzwi. W pewnym momencie Rafał zahaczył nogą o jakąś puszkę, która poturlała się po podłodze robiąc hałas. Istota od razu odwróciła się w naszą stronę i ruszyła ku nam. Nikt nie musiał nawet niczego mówić, wszyscy od razu zaczęli biec w kierunku drzwi.
Potwór był coraz bliżej. Wiedziałem, że nie uda nam się uciec.Istota była za szybka, dopadłaby nas po chwili. Podświadomie czułem, że muszę coś zrobić albo za chwilę wszyscy zginiemy. Zatrzymałem się, wyciągnąłem latarkę z kieszeni, zapaliłem ją i skierowałem na stwora mając nadzieję na zatrzymanie go. Moje przeczucie spełniło się.Stwór zatrzymał się, zasłonił oczy swoją rozciągniętą dłonią i skamieniał. Patrzyłem na niego i dopiero po chwili odetchnąłem z ulgą. Nie do końca rozumiałem dlaczego światło spowodowało, że istota zatrzymała się, ale nie za bardzo mnie to obchodziło.Ważne, że zadziałało.
Moi znajomi dobiegli do drzwi. Dopiero wtedy zauważyli, że nie ma mnie z nimi i spojrzeli w stronę, z której przybiegli. Dzięki światłu z latarki z łatwością zauważyli mnie. Pomachałem do nich i uśmiechnąłem się. Nieśpiesznie zacząłem iść w ich kierunku. Zaczęli coś do mnie krzyczeć, ale nie rozumiałem co.Byłem za daleko. Wysiliłem swój słuch i zrozumiałem jedno słowo, które ciągle powtarzali: „Uciekaj!”.
Usłyszałem ryk, którego echo roznosiło się po całym pomieszczeniu. Zrozumiałem, że stwór znowu może się ruszać. Sprężyłem wszystkie moje mięśnie i rozpocząłem bieg.
Moi towarzysze zaczęli zbierać wszystkie ciężkie przedmioty. Gdy potwór był w ich zasięgu zaczęli nimi w niego rzucać. Istota ignorowała wszystkie zadane jej obrażenia.
Byłem już kilka metrów od przejścia. Inni znajdowali się już zza drzwiami przygotowani na szybkie zatrząśnięcie ich przed stworem. W ostatnim momencie uchyliłem się przed lecącą w moim kierunku łapą prześladowcy i wskoczyłem do środka. Drzwi zamknęły się tuż za mną. Rozpędzona istota uderzyła w nie z impetem, ale na nasze szczęście drzwi wytrzymały to. Szybko je zakneblowaliśmy.
Słyszeliśmy ciągłe uderzanie w drzwi. Dopiero po paru minutach potwór dał sobie spokój i odszedł. Nareszcie mogliśmy spokojnie usiąść i odpocząć.Wszyscy dyszeliśmy ze zmęczenia.Dopiero po chwili nasze oddechy wyrównały się. Zaczęliśmy się rozglądać po pokoju, do którego trafiliśmy.
Znajdowaliśmy się w jakimś pokoiku dziecięcym, najpewniej należącym do dziewczynki. Ściany były pomalowane na różowo. Tego samego koloru były meble. Mówiąc o meblach mam na myśli łóżeczko stojące przy ścianie, szafę z półkami stojącą po przeciwnej stronie i stolik znajdujący się na środku.
- Przyjrzyjcie się szafie – powiedział Arek. – Pełno na niej tych przeklętych lalek. Przyprawiają mnie o dreszcze. Brr… Przypominają mi się wszystkie chore horrory o opętanych czy przeklętych, żywych lalkach.
- Aj tam, przestań chrzanić, w lalkach nie ma nic strasznego – odpowiedział Dawid.
- Chyba na serio coś jest nie tak - wtrącił Rafał. - Mam wrażenie, że czuję jakąś obecność.
- Zamknijcie się wszyscy i zacznijcie szukać czegoś w kształcie klucza, bo z tego co zauważyłem, drzwi do następnego pomieszczenia są zamknięte. Tak bardzo chcecie zostać tu dłużej? –spytałem ironicznie i retorycznie za razem.
Jak powiedziałem, tak zrobiliśmy. Zaczęliśmy przeglądać wszystkie meble.
- Znalazłem! - krzyknął Dawid. Wskazał palcem na duży, metalowy klucz leżący na najwyższej półce szafy. – Normalnie go nie dostanę, pomóżcie mi podstawić stolik pod szafę. Wejdę na niego i powinienem dosięgnąć.
Przenieśliśmy stolik i trzymaliśmy go za krawędzie żeby nie przewrócił się w żadną stronę kiedy Dawid próbował złapać klucz. Ledwo co, ale udałomu się.
- Nie odchodźcie jeszcze – usłyszeliśmy ciche wołanie dochodzące zza naszych pleców.
Natychmiast się odwróciliśmy. Przed nami stała dziewczynka ubrana w różowo-białą sukienkę. Na pierwszy rzut oka nie było w niej niczego nadzwyczajnego. Na pierwszy rzut oka… Na pierwszy rzut oka nie da się dostrzec wiele gdy otacza się mrok. Jej twarz wykrzywiał grymas niezadowolenia. Dopiero przy dokładniejszym przyjrzeniu się dostrzegliśmy, że jej oczy są wywrócone białkami do przodu. Wyglądało to przerażająco i obrzydliwie zarazem. Dookoła przekrwionych gałek ocznych były widoczne rany, z których wypływała ropa mieszająca się z krwią. Płyn (jeżeli tak można to nazwać) spływał stróżkami po policzkach dziecka i skapywał na sukienkę tworząc rozległe plamy.
- Pobawmy się! Popatrzcie jak dużo mam lalek chętnych do zabawy – powiedziała wskazując na szafę.
Jedna z lalek spadła z szafy prosto na plecy Dawida i w jednym momencie skręciła mu kark. Nasz przyjaciel nawet nie zdążył wydać żadnego dźwięku. Morderca zaczął się śmiać. Wykorzystałem ten moment i kopnąłem go z całej siły. Lalka roztrzaskała się o ścianę. W tym samym czasie z szafy zaczęły zeskakiwać inne.
- Biegnijcie do drzwi! – wrzasnąłem na Arka i Rafała.
Sam wyrwałem klucz z martwej ręki Dawida i do nich dołączyłem. Dobiegłem do drzwi i próbowałem trafić kluczem do zamka. Nie jest to łatwe, gdy robi się to w pośpiechu, ale udało mi się. Otworzyłem drzwi i wbiegłem przez nie. Obejrzałem się za siebie. Arka dopadły te upiorne stworzenia. Chciałem mu pomóc, ale w tej samej chwili przez drzwi wbiegł Rafał, który wyrwał mi klucz i szybko zamkną drzwi.
Przez najbliższe minuty słyszeliśmy krzyki agonii naszego przyjaciela i jego wołanie o pomoc. Po tym nastała cisza.
- Dlaczego to zrobiłeś!? Mogliśmy go uratować! – wykrzyczałem na Rafała.
- Dobrze wiesz, że to nieprawda, było już za późno! Mógłbyś próbować, ale te przeklęte lalki dopadłyby i nas!
Nie chciałem tego przyznać, ale wiedziałem, że ma rację. Byłoby już po nas.
- Ciągle nie mogę uwierzyć, że oni wszyscy nie żyją. A to wszystko jest winą jakiejś piep**onej gry! Gdyby ktoś mi to opowiedział, to bym uznał, że zwariował.
- To wszystko jest moja wina – odparł złamanym głosem Rafał. – To ja was w to wciągnąłem.
- Nie, nie obwiniaj się, to wszystko jest winą tego pie**olonego psychola, który nas tu uwięził. Nie mogłeś wiedzieć.
- Nie możemy się poddać i dać mu satysfakcji. Musimy iść dalej, do końca.I to przeżyć.
- Z każdym naszym krokiem mam wrażenie, że ten koniec nie istnieje. Ale nie mamy innego wyjścia niż iść dalej.
Szliśmy długim korytarzem, w którym panował półmrok. Na ścianach było pełno napisów w nieznanym nam języku , dziwnych symboli i cyfr 666, a to wszystko wykonane krwią. Dawało to efekt wyglądu miejsca kultu satanistów.
- Zwróciłeś uwagę na hiperrealistyczność całego naszego otoczenia? Od samego początku przecież jesteśmy w grze.
- Nie miałem wcześniej czasu na zastanowienie się nad tym, ale jednak muszę przyznać Ci rację. Wszystko jest takie prawdziwe… Za bardzo prawdziwe.
Dotarliśmy do końca korytarza. Przed nami znajdowały się białe drzwi, na których znajdowały się napisy wykonane krwią, ale ich treść była zrozumiała, inaczej niż w przypadku ścian.
-„Przed wami ostatnie pomieszczenie – zacząłem czytać. –Znajduje się w nim człowiek z głową kozła. Nie musicie się go obawiać dopóki nie dotrzecie do zasięgu jego węchu. Jest on uśpiony, ale zapach żywego stworzenia przebudzi go. Na końcu pomieszczenia znajduje się winda. Jeśli uda wam się do niej dotrzeć , przetrwacie.” Wygląda to na dosyć łatwe, ale na pewno jest w tym jakiś haczyk. Musimy być uważni jakbyśmy przechodzili przez pole minowe.
Rafał tylko kiwną przytakująco głową i otworzył drzwi.
Zalała nas fala gorąca. Było gorąco jak w piekle. Rozejrzeliśmy się dookoła. Kawałek dalej na stercie gnijących ludzkich ciał i kości spał stwór, przed którym zostaliśmy ostrzeżeni. Był on ogromny. Jego ciało może i przypominało ludzkie, ale było co najmniej dwa razy większe i o wiele bardziej umięśnione. Na samym szczycie znajdowała się ogromna głowa kozła, którą ozdabiały zawijane, czarne rogi.
Przeraziliśmy się, a nasze nogi się ugięły. Wiedzieliśmy, że jeśli się on przebudzi, to będziemy mieli nikłe szanse na przeżycie.
- Musimy się poruszać jak najdalej od niego – szepnąłem do Rafała. Nie było to konieczne, bo każdy by tak zrobił, nie było innego wyjścia.
Zaczęliśmy się skradać niemal że przy samej ścianie. Ciężko było zachować spokój. Cali drżeliśmy.
Zauważyliśmy „windę” znajdującą się na drugim końcu pomieszczenia. Okazał się nią wielki, wiklinowy kosz działający podobnie do starych wag. Był przywiązany do sznura przerzuconego przez drewnianego bala. Na drugim końcu sznura znajdował się drugi kosz obciążony głazami. Ten , do którego mieliśmy wejść, był przywiązany do metalowego słupka. Największym problemem było to, że nasz transporter znajdował się nad jeziorem lawy.
Pokonaliśmy ponad połowę drogi zanim usłyszeliśmy huk, który okazał się ziewnięciem człowieka- kozła. Obejrzeliśmy się w jego stronę. Jego czerwone ślepia zwróciły się w naszym kierunku w tej samej chwili i zapłonęły złotym blaskiem. Podniósł się szybko ze swojego łoża. Towarzyszył temu dźwięk łamania tysięcy kości, na których leżał. Ruszył tworząc małe trzęsienie ziemi.
Zaczęliśmy uciekać z największą prędkością, do jakiej mogliśmy zmusić nasze ciała. Strach dodawał nam sił, ale też paraliżował nasze umysły. Trudność sprawiała też drgająca od wstrząsów ziemia.
Udało nam się dobiec do kosza. Szybko do niego wskoczyliśmy, odwiązaliśmy linę, ale zamiast jechać w górę zaczęliśmy spadać w dół prosto w kierunku lawy. Rafał spojrzał się na mnie załzawionymi oczami.
- To wszystko przydarzyło się nam przeze mnie – powiedział łamiącym się głosem. –Ja za to odpowiadam, więc to ja muszę zginąć. Żegnaj przyjacielu – wypowiedział swoje ostatnie słowa i wyskoczył z kosza.
Machnąłem ręką żeby go złapać, ale było już za późno. Widziałem jak mój ostatni przyjaciel w jednym momencie znika w ognistej otchłani. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Nienawidziłem całego świata. Chciałem umrzeć. Chętnie sam skoczyłbym w tamtym momencie do jeziora lawy za Rafałem. Ale nie mogłem. Wtedy jego poświęcenie poszłoby na marne.
Kiedy Rafał wyskoczył, winda zaczęła zwalniać. Po chwili zatrzymała się i zaczęła mknąć ku górze. Człowiek-kozioł wydawał pełne nienawiści beczenie, kiedy widział, że kosz wraca z kimś żywym na górę. Transporter zatrzymał się na szczycie, przy belce utrzymującej całą konstrukcję. Wyskoczyłem z niego na pokrytą płytkami podłogę. Rozejrzałem się, ale zmęczone oczy nie chciały współpracować. Widziałem tylko większe szczegóły,wszystko inne rozmazywało się. Pomieszczenie było mocno oświetlone, co jeszcze bardziej pogarszało mój wzrok. Usłyszałem dźwięk poklaskiwania i spojrzałem na środek pomieszczenia, skąd się wydobywał.
- Gratuluję – powiedział pobłażliwie psychopata. – Tylko tobie udało się przeżyć. Muszę przyznać, że fajnie się bawiłem oglądając wasze poczynania – powiedział i zaśmiał się. - Jak to mawiają: „Było miło, ale się skończyło.” Masz jeszcze jakieś ostatnie życzenie zanim Cię wypuszczę? –zapytał po czym uśmiechnął się krzywo.
- Tak. Chcę twojej śmierci!- krzyknąłem pełen gniewu i żalu.
- To chodź i spróbuj mnie zabić – powiedział i ponownie zaśmiał się szaleńczo.
Zacząłem biec ku niemu, ale nagle się przewróciłem. Ostatnią rzeczą, którą widziałem był upiorny uśmiech Jeffa. Zemdlałem.
Obudziłem się. Z trudem otworzyłem oczy. Dookoła mnie leżały ciała wszystkich, oprócz Rafała. Moi zmarli przyjaciele byli w różnych stanach, w zależności od sposobu w jaki zginęli. Usiadłem. Nie miałem już siły aby płakać. Nie miałem już siły na nic. Po prostu siedziałem z pustym wzrokiem. Nie wiem ile czasu minęło, ale chyba zacząłem wariować. Usłyszałem głosy Arka, Dawida, Michała i Rafała. Kazali mi odejść. Mówili, że i tak nikt mi nie uwierzy w to co się stało. Podniosłem się, wyjąłem z komputera płytę z grą, włożyłem ją do plastikowego pudełka i zabrałem ze sobą. Spojrzałem na zegarek. Minęło tylko kilka godzin.
Opuściłem dom Rafała i ruszyłem do swojego. Mimo mojego stanu i wyglądu, nie musiałem się ukrywać.Maskowała mnie czerń nocy. Wyrzuciłem grę do najbliższego śmietnika. Dotarłem do domu i od razu wszedłem pod prysznic. Zimna woda koiła moje zszargane do granicy wytrzymałości nerwy. Kiedy się umyłem, wyrzuciłem stare ubrania do kominka i od razu podpaliłem. Przez kwadrans patrzyłem się na płomienie. Później położyłem się na łóżku i próbowałem zasnąć żeby choć przez chwilę móc zapomnieć. Wszystkie próby były nieskuteczne. Nie zmrużyłem oka przez całą noc. Świeże wspomnienia nie pozwalały na zaśnięcie.
Nastał poranek. Kiedy rodzice Rafała wrócili do domu, czekała na nich niemiła niespodzianka. A najgorszy pewnie był brak jakiegokolwiek śladu po ich synu. Nie wiem co czuli, ale żałowałem ich.
Włączyłem telewizor na kanale z wiadomościami i czekałem. Media zadziałały szybko. Na ekranie pojawiła się prezenterka, stojąca przed domem Rafała. Zaczęła opowiadać o tym, co odnaleźli państwo Kowalscy po powrocie do domu.(standardowo)Jeszcze nie znała większych szczegółów, bo policja nie udostępniła żadnych danych i zablokowała przejście do miejsca śledztwa. Włączyłem telewizor.
Piszę wam chociaż wiem, że i tak większość nie uwierzy. Rozumiem to w pełni. Sam bym w to wszystko nie uwierzył gdybym sam nie brał w tym udziału. Ostrzegam was, nie tykajcie się dziwnych, mało znanych gier i innych tego typu rzeczy, bo może was spotkać to, co spotkało mnie i moich przyjaciół.


Mateusz był nałogowym graczem. Szedł właśnie do sklepu po jakąś nową grę. Nagle jego uwagę przykuł kawałek plastikowego pudełka wystającego z kosza. Rozejrzał się dookoła żeby sprawdzić czy nikt nie patrzy i szybko chwycił pudełko…

Avatar MrocznyWilk
Z jakiegoś powodu usunęło mi akapity. Pewnie dlatego, że na jeja ich nie ma. Za to przepraszam.

Avatar dawidxd661x
Niby jest to pasta z binga, ale moim zdaniem jest ona naprawdę dobra.

Avatar Pojewalnietaax3
Mhm... Ja wiem dlaczego ,,Mrok'' , MrocznyWilku :v.
A co do pasty too 9.5/10, Widziałam braki liter na końcu wyrazów, ale to tylko to.
Tak to by było 10/10.

Avatar smok121
Polecam, ale żeby było fajne trzeba przeczytać całość. Dziwię się czemu tak mało ocen tu jest. Zrobiłeś coś fajnego, z czegoś co powinno być badziewiem. Na początku nie za bardzo chciałam czytać, bo myślałam, że będzie słabe, tak jak poprzednie bingo, ale ludzie, nie kierujcie się tym, po prostu to czytajcie. Pozytywnie mnie zaskoczyłeś. Dla mnie 9/10.

Avatar Griszka
Moderatorka
om nom nom, pyszne.
chociaż ta końcówka trochę olejowata

9/10.

/w tym fragmencie z dziewczynką i lalkami - "strużkami", nie "stróżkami"

Avatar MrocznyWilk
Griszka pisze:
om nom nom, pyszne.
chociaż ta końcówka trochę olejowata

9/10.

/w tym fragmencie z dziewczynką i lalkami - "strużkami", nie "stróżkami"

U mnie zawsze muszą się pojawić jakieś błędy, nawet drobne w postaci np. ucięcia jakiejś litery, błędu ortograficznego. ;-;
Ale cieszę się, że udało mi się stworzyć ten tekst. Włożyłem w to sporo pracy.

Avatar ZuxaxDD
Pikne :D.... gdy rafał wskakiwał to miałam łzy w oczach... 10/10

Avatar TheMath110
Piękne,cudne,niesamowite,e tam nie będę się zbytnio rozpisywał.Po prostu genialna pasta 10/10.Jak zrobią Bingo V 3.0 zrób kolejną.:)

Avatar Pojewalnietaax3
Doookładnie.
Czekamy na więcej :3

Avatar MrocznyWilk
Pojewalnietaax3 pisze:
Doookładnie.
Czekamy na więcej :3

Jeśli takowe bingo v3 zrobią, to postaram się napisać następną pastę z binga :D Teraz mam pomysł na normalną pastę, ale nie mogę jej napisać. Dopiero jak wymienię kompa.

Avatar
Konto usunięte
W końcu zebrałem się na przeczytanie. Jak spojrzałem na pastę to chciałem napisać tl;dr, lecz przełamałem się. Nie żałuję. Niby miało być gówno, a wyszło za**biście. 11/10, czekam na więcej.

Avatar Pojewalnietaax3
Wilczek pisze najlepsiejszejsze paste (.-.)

Avatar jestemtutaj
Dlaczego nikt jeszcze nie wstawił binga? :D

Avatar
Konto usunięte
jestemtutaj pisze:
Dlaczego nikt jeszcze nie wstawił binga? :D

Bo możemy.

Avatar jestemtutaj
Zdjęcie użytkownika jestemtutaj w temacie Pasta z binga v2
Skoro nikt inny jeszcze tego nie zrobił...

Avatar MrocznyWilk
Dla zainteresowanych: straszne-historie.pl/story/9776
Poprawiona wersja, trochę bardziej nieuzależniona od binga.

Avatar
Konto usunięte
Niezłe.

Odpowiedź

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Kubox123456
Właściciel: Kubox123456
Grupa posiada 8199 postów, 746 tematów i 709 członków

Opcje grupy Lubię się bać

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Lubię się bać