Piekło...

Avatar saskacz
Strasznie się wytęskniłem za Claudią. Minął już miesiąc od momentu, gdy wyjechała do pracy na drugi koniec kraju. Ale to już dziś – dostałem wreszcie urlop i jadę ją odwiedzić! Sprawdzałem w necie godziny odjazdów pociągów, najbliższy mam o 14.20.
Spoko, wyrobię się, jest dopiero po 11.00. Jeszcze tylko drobne zakupy, jakiś upominek, wyszykować się i mogę iść na dworzec. Nie mogę się doczekać, gdy wreszcie ją znów zobaczę.

Na dworzec dotarłem około 14.00. Kolejek do kas nie było, więc bilet kupiłem od razu. Mój pociąg miał odjeżdżać z peronu numer 6. Poszedłem tam, usiadłem i w oczekiwaniu na pociąg zacząłem czytać gazetę. Nadeszła 14.20, ale pociąg nie przyjeżdżał. Z głośników nie było słychać jednak żadnego komunikatu o opóźnieniu. 14.30 – dalej nic... Już mi nerwy zaczęły puszczać, wyciągnąłem z kieszeni telefon i poinformowałem Claudię, że mogę się trochę spóźnić.

No, nareszcie... Godzina 14.44, pociąg wtoczył się wreszcie na peron. Zwykłe, odrapane, pomazane wagony... Nie było na nim jednak żadnej informacji o tym, dokąd jedzie.
E tam, pewnie znów ta tablica wyświetlająca informacje o trasie się zepsuła...
Machnąłem na to ręką i wsiadłem do pierwszego lepszego wagonu. Nie było w nim nikogo, wszystkie miejsca były wolne. Dziwne, o tej porze spodziewałem się tu tłumów ludzi... Ale to nawet lepiej, przynajmniej będę miał sobie gdzie usiąść i odpocząć.

Zająłem miejsce w wagonie, drzwi się zamknęły, pociąg ruszył. Jeszcze tylko jakaś godzina jazdy... Wyglądałem przez okno i obserwowałem przesuwające się za oknami bloki, ulice, samochody... Nagle pociąg wjechał w tunel. Nie przypominałem sobie jednak, żeby w tym miejscu był jakikolwiek tunel... Jechał tak przez długi czas. Cholera, czy ja w metro wsiadłem? Wyjrzałem przez okno – dookoła tylko ciemność. Nic nie widać, totalna pustka. Co to ma być?!
Otworzyłem okno i wychyliłem głowę – omal się nie udusiłem, powietrza w ogóle na zewnątrz nie było. Pociąg jechał przez nieskończoną, ciemną próżnię. Zacząłem się bać, wstałem z miejsca i chciałem jak najszybciej wysiąść, jednak nie było drzwi! Jasna cholera...
Wróciłem na swoją miejscówkę i zobaczyłem na siedzeniu obok jakiegoś mężczyznę w średnim wieku. Skąd on się tutaj do diabła wziął?! Gdy wsiadałem, nie było nikogo, a pociąg się nawet nie zatrzymywał... Powiedziałem mu, że nie mam ochoty na takie głupie żarty i chcę wysiąść, na co on odburknął tylko
- Pomyliłeś pociągi... Stamtąd gdzie my jedziemy nie ma ucieczki.
Przełknąłem ślinę, zacząłem wgapiać się w ciemność za oknem. Gdy się odwróciłem, mężczyzny nie było. Chciałem się chociaż dowiedzieć, gdzie jadę, ale chyba już za późno...
Nagle w ciemności dojrzałem małe światełko. Pociąg kierował się w jego stronę. Im bliżej byliśmy, tym mocniej to światło dawało po oczach. Dojechaliśmy do niego, pociąg się zatrzymał. Pojawiły się drzwi, mogłem wreszcie wysiąść. Byłem teraz na małej stacji, dookoła nie było nic. Ciemność, tylko ciemność, nawet torów nie było widać. Stacja była bardzo zaniedbana, brud na ścianach, pęknięcia, zamiast komunikatów o przyjazdach pociągów z głośników było słychać tylko ponurą muzykę i jakieś demoniczne śmiechy. Tablica z nazwą stacji była kompletnie zniszczona, jednak można było wyraźnie odczytać na niej liczbę „666”. Jedynym wyjściem stamtąd były prowadzące w górę schody. Nie mając wielkiego wyboru zacząłem wchodzić na górę, schody skrzypiały tak, jakby zaraz się miały zawalić, jednak udało mi się dojść na samą górę. Był tam tylko wąski, słabo oświetlony korytarz i ogromne drzwi. Wszedłem do środka. Znalazłem się w piekle. I to dosłownie. Dookoła tylko ogień, jakieś ponabijane na pale ciała, szkielety walające się po ziemi... Zacząłem krzyczeć, chciałem stamtąd uciekać, ale... do jasnej cholery, gdzie te drzwi?! Jeszcze sekundę temu tutaj były... Biegałem tylko bez celu, szukając wyjścia. Nagle zobaczyłem przed sobą takie same drzwi, jak te, którymi się tu dostałem. No, nareszcie... Otworzyłem je i zacząłem spadać w dół, prosto w próżnię... Spadałem tak przez dłuższy czas. W końcu upadłem na ziemię. Ledwo żywy otworzyłem oczy – znów byłem w piekle. Znów tylko ogień, szkielety... Nie mogłem się stamtąd wydostać. Szedłem przed siebie bez jakiejkolwiek nadziei, nagle przede mną stanął diabeł. Wysoki, czarny, ze świecącymi oczami i ogromnymi rogami.
- Witaj w piekle. Chcesz stąd uciec? Niestety, to jest niemożliwe.
Po czym zaśmiał się tak głośno, że aż mnie uszy zaczęły boleć. Za jego plecami pojawiły się drzwi. Udało mi się jakoś przemknąć do nich, otworzyłem je... I znów zacząłem spadać w dół. Po kilku minutach lotu uderzyłem o ziemię. Otworzyłem oczy... Wciąż byłem w piekle. W tym samym miejscu, co poprzednio. Tyle, że zamiast jednego diabła było ich teraz chyba ze sto. Na rozkaz przywódcy wszystkie rzuciły się na mnie. Zacząłem krzyczeć, błagać o pomoc...

I nagle się obudziłem. Byłem w swoim łóżku, przykrytym byle jak kołdrą. Wyjrzałem przez okno – nic szczególnego się nie działo, ludzie spieszyli się do pracy, korek na ulicy... Jak to dobrze, że to był tylko sen. Ale obiecałem Claudii, że dziś do niej przyjadę. Ogarnąłem się trochę i poszedłem na dworzec. Pani w informacji powiedziała, że pociąg mam za 20 minut. Spojrzałem na zegarek – była 14.00. Kupiłem bilet, poszedłem na peron. Czekam, czekam... .Nadeszła 14.20 – cholera, pociąg się spóźnia, ale nic o tym nawet nie mówią... 

Aynan M.

Avatar Hank1212
za**biste zakończenie! 9/10

Odpowiedź

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Kubox123456
Właściciel: Kubox123456
Grupa posiada 8199 postów, 746 tematów i 709 członków

Opcje grupy Lubię się bać

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Lubię się bać